Szanować konstytucję!

Szanować konstytucję!

Nie ma w dzisiejszej Polsce polityka, który nie mówiłby niemal codziennie, przy byle okazji, że prawo powinno być szanowane. Święta prawda. Konstytucja przewiduje przecież, że trzecia Rzeczpospolita jest  państwem prawnym.

Tak jest w teorii. A w praktyce? Gorszące wydarzenia na scenie politycznej pokazują, że tak zwane elity za nic sobie mają obowiązujące w Polsce prawo Z apelami o przestrzeganie prawa zwracam się, oczywiście, do swych przeciwników, ale sami są z nim w codziennej niezgodzie. Zasada państwa prawnego jest w ich ustach zwykłym frazesem, obłudnie wykorzystywanym w grze politycznej, która coraz bardziej upodabnia się do wolnej amerykanki.

Brutalna reakcja koalicji na prezydenckie weto do ustawy o podatkach od osób fizycznych stanowi gorszący przykład zachowań nie liczących się z zasadą, że w państwie prawnym nie wszystkie chwyty są dozwolone. Nieobliczalne napaści na prezydenta za to, że „miał czelność” odmówić podpisania ustawy o podatkach od osób fizycznych, forsowanej per fas el nefas w Sejmie i w Senacie, świadczą niezbicie, że obecna klasa polityczna, mieniąca się „przewodnią siłą narodu w budowie kapitalizmu”, nie potrafi wyzbyć się pogardliwego stosunku do władzy, nawet tej prawowitej, wyłonionej w wyborach powszechnych. Pielęgnuje w ten sposób najgorsze tradycje przedrozbiorowego warcholstwa i anarchii.

W porządnym Sejmie ustawy podatkowe powinny być uchwalane z odpowiednim wyprzedzeniem. Tak się nie stało, bo najpierw koalicjanci kłócili się sami ze sobą, a później z opozycją Niedopracowane ustawy zostały przedłożone prezydentowi z ogromnym opóźnieniem. Mimo to prezydent nie wykorzystał przy-ługującego mu czasu 21 dni na zapoznanie się z otrzymanymi ustawami. Jednej z nich nie podpisał, bo miał takie prawo, a swą decyzje szczegółowo uzasadnił. Koalicjantom może się ta argumentacja nie podobać, ale muszą decyzję prezydenta uszanować, jest to bowiem decyzja Głowy Państwa, którą może odrzucić tylko Sejm większością 3/5 głosów, Jest to jedyna droga do wyrażenia przez posłów dezaprobaty wobec decyzji prezydenta. Droga prawna i demokratyczna. Może być skuteczna, jeżeli posłowie będą rozmawiać ze sobą ponad partyjnymi podziałami, kierując się interesem kraju, a nie partykularnymi ambicjami.

Nagonka na konstytucyjne organy państwa służy anarchii: Rozkład państwa zaczyna się od poniewierania instytucji prawnych w mediach. Później za głosem demagogów idzie ulica. Wściekły atak prawicy na pierwszego prezydenta RP doprowadza do najcięższej zbrodni politycznej w historii naszego kraju.

Należy ubolewać, że marszałek Sejmu, zamiast wpłynąć moderująco na rozpalone umysły, sam wywołał burzę w Sejmie, wyrażając się obraźliwie o uzasadnieniu prezydenckiego weta. Prezydent Rzeczypospolitej, jak każdy organ powołany do oceny zachowań podmiotów podległych jego kontroli, ma prawo, a nawet obowiązek, wytykać dostrzeżone nieprawidłowości w postępowaniu podmiotu tworzącego prawo. Decyzje zwracające uwagę na niezgodność kontrolowanych aktów z prawem, w tym także na pogwałcenie obowiązujących procedur prawnych, to nie żadne „połajanki”, lecz przyjęte w państwie prawnym formy kontroli nad procesami tworzenia i stosowania prawa. Jest to prawda oczywista dla każdego rozsądnego obywatela, nawet nie mającego wykształcenia prawniczego.

Prezydent jest niezależnym od Trybunału Konstytucyjnego strażnikiem konstytucji, ma więc prawo badać (posługując się ekspertyzami prawnymi) zgodność każdej ustawy z przepisami konstytucji.

Politycy powinni sobie uświadomić, że urzędujący prezydent działa nie w imieniu własnym, jak Aleksander Kwaśniewski, lecz w imieniu państwa, którego jest „głową”. Uosabia majestat Rzeczypospolitej i z tej racji należy mu się szacunek. Jest to szacunek należny najwyższemu urzędowi w państwie i samemu państwu, które jest dobrem wspólnym. Przykład takiego właśnie rozumienia pozycji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dał Józef Piłsudski w toaście, jaki wzniósł na cześć pierwszego prezydenta Polski, Gabriela Narutowicza: „Jako jedyny oficer służby czynnej, który dotąd nigdy przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz”. Niechby te słowa dotarły do świadomości ludzi, którzy nie potrafią poddać się werdyktom demokracji i krzyczą dziś po staropolsku: nie!

Bardziej jeszcze zasmucające niż wystąpienie marszałka Sejmu było zachowanie jednego z arcybiskupów, znanego z wielkiego zaangażowania w politykę, między innymi w antypeerelowską propagandę (np. głosił nieprawdę, że ze wszystkich bibliotek w PRL usunięto dzieła klasyków filozofii, m.in. Platona, Arystotelesa i Kartezjusza). Wysoki ten hierarcha już po raz drugi przyłączył się do napaści na prezydenta z powodu założonego weta (poprzednio do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej). Obecnie zarzucił prezydentowi kierowanie się partyjnymi pobudkami l nie bacząc na godność swego kościelnego urzędu, wdał się w ocenę żenujących kłótni między posłami. Duchowny ma prawo do posiadania własnych sympatii i antypatii  politycznych, ale powinien im dawać wyraz w głosowaniach.

Do władz kościelnych należy ocena, czy ów wysoki dostojnik nie dopuścił się nadużycia swego duchownego stanowiska, nawołując wiernych do modłów w intencji jednej z politycznych formacji, a ściślej, popieranego przez siebie polityka. Milczenie w tej sprawie oznacza aprobatę (qui tacet consentire videtur).

W sali poznańskiego ratusza umieszczona została mądra sentencja z XVI wieku, przypominająca rajcom wchodzącym do urzędu, by pozostawiali za drzwiami afekty, bo te „przystoją jeno osobom prywatnym”. Rajca ma oblec się w cnoty osoby publicznej. Parafrazując tę dawną myśl, także duchowny powinien, wchodząc do świątyni, zostawić na jej progu afekty polityczne, bo te są nie do pogodzenia z powołaniem osoby duchownej. Urzędnik, czy to świecki, czy duchowny, który kieruje się innymi celami niż te, dla jakich urząd został powołany, dopuszcza się nadużycia zwanego przez Francuzów „skrzywieniem władzy” (détourrnement de pouvoir).

Kościół okazywał zawsze szacunek dla władzy świeckiej i nigdy przeciw niej wiernych nie podburzał, kierując się przekonaniem, że władza pochodzi od Boga. Myśl tę potwierdzają słowa zamieszczone w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego: „Bądźcie poddani każdej ludzkiej zwierzchności ze względu na Pana” (wyd. Pallotinum, Poznań 1994, s. 509).

Kościół w Polsce był w każdym czasie rękojmią pokoju społecznego. Dzisiaj, gdy scena polityczna wstrząsana jest raz po raz paroksyzmami nienawiści, Episkopat mógłby, siłą swego autorytetu, uśmierzyć rozszalałe namiętności. Podsycanie ich nie leży ani w intencji, ani w interesie Kościoła.

Wydanie: 1999 2/1999

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy