Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Co poniektórzy MSZ-owscy prześmiewcy zaczynają przebąkiwać, że resortowi dobrze zrobiłoby przyjście takiego Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Jako ministra, oczywiście. Toby zaczęło być wesoło! Bo Adam Daniel Rotfeld, erudyta i światowiec, jest akuratny do znudzenia.
Oto próbka – wysunął trzech kandydatów na ambasadorów. Maciej Górski pojedzie do Aten, Maciej Szymański do Belgradu, a Paweł Kulka Kulpiowski do Brasilii.
Górski wcześniej był ambasadorem w Rzymie, teraz jest oddelegowany do MON, gdzie jest wiceministrem. Kulka Kulpiowski to z kolei człowiek orkiestra, jeśli chodzi o sprawy Ameryki Łacińskiej, zaliczył na tym kontynencie już kilka placówek. Co zresztą podkreśla (ciekawe, czy mimowolnie) zachowaniem i ubiorem latynoskiego dżentelmena. Gdyby jeszcze się zdecydował: golić się czy zapuszczać brodę…
Maciej Szymański to specjalista do Bałkanów (co też widać). On z kolei do MSZ przyszedł w 1992 r., jako mężczyzna 35-letni. Wcześniej pracował w Instytucie Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk i w tymże 1992 r. obronił tam pracę doktorską z zakresu językoznawstwa. Z języka macedońskiego i serbsko-chorwackiego.
Szymański przyszedł do MSZ na fali wprowadzania do ministerstwa ludzi z PAN, z uniwersytetów. Nie wszyscy w nowej roli się sprawdzili, ale on – tak. Co warte zauważenia, początkowo nie wykorzystywano jego wiedzy na temat narodów byłej Jugosławii. Pracował najpierw w Departamencie Konsularnym, na stanowisku starszego eksperta w Wydziale ds. Polonii, Wychodźstwa i Polaków za Granicą. W 1995 r. został wicedyrektorem Departamentu Konsularnego. A w 1997 r. – wicedyrektorem Departamentu Europa-Zachód. W roku 1998 zaś min. Geremek wysłał go na ambasadora do Słowenii, zastąpił tam Jan Tombińskiego, obecnego szefa placówki w Paryżu. Po powrocie z Lublany Szymański znów zajmował się sprawami konsularnymi, a teraz jedzie do Belgradu. Cóż bardziej oczywistego?
A wyobraźmy sobie ministra Ujazdowskiego – ludzie w MSZ weszli na jego stronę internetową, na pierwszym miejscu znaleźli na niej zaproszenie na mszę. Znaczy się, to jest dla niego sprawa najważniejsza. A na drugim kredo ideowe – Ujazdowski podaje, że jego ideową inspiracją, duchowym ojcem, jest Roman Dmowski. No to takiego w MSZ nam trzeba!
Aczkolwiek Ujazdowski jest wymieniany jako przyszły szef polskiej dyplomacji, poważni ludzie twierdzą, że nie ma na to szans. Powód jest banalny, kandydat ma kłopot z obcymi językami (kto słyszał, ten wie), one rzeczywiście są dla niego obce. A to na stanowisku szefa MSZ akurat przeszkadza. Sęk w tym, że kryterium językowe eliminuje z giełdy przyszłych szefów MSZ większość potencjalnych kandydatów. W zasadzie PO-PiS-owi zostają Jacek Saryusz-Wolski i Radek Sikorski. Pierwszy zasłynął z tego, że to on wymyślił hasło \”Nicea albo śmierć\”. Drugi słynie jako fan Ameryki i republikańskich wartości. Oj, ucieszą się w Europie z takich partnerów…

Wydanie: 19/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy