Szekspir jest milczeniem

Szekspir jest milczeniem

Szekspir dorżnięty (tępym nożem)

Kolejka do Szekspira ustawiała się od początku. Wczesne kino rzuciło się na gotowe fabułki sensacyjne i dzięki temu został najczęściej filmowanym pisarzem ever. Tylko w roku 1908 nakręcono 16 adaptacji jego sztuk. Do roku 2015 naliczono ich o 320 więcej. A trzeba dorzucić jeszcze z 50 „wersji współczesnych”, pamiętając, że np. musical „West Side Story” to „Romeo i Julia” w przebraniu. Pomijamy tu liczne parodie i pornosy („Secret Sex Lives of Romeo and Juliet”, 1969) czy antysemicką wersję „Kupca weneckiego”, którą zaczął kręcić Joseph Goebbels. Takoż spaghetti western „Quella sporca storia nel West”, w którym duński książę hamletyzuje na Dzikim Zachodzie. Spotkanie Hamleta z Batmanem jest więc tylko kwestią czasu.

Z Szekspirem na ekranie od początku bywało śmiesznie. Dwóch pierwszych, znaczących Hamletów zagrały panie. Sarah Bernhardt (1900), bo twórcy filmu sugerowali, że książę jest gejem. Asta Nielsen (1920), bo koncepcja była taka, że Hamlet rodzi się jako dziewczynka, a kraj potrzebuje następcy tronu. Matka ogłasza więc, że urodził się chłopiec, tak go wychowuje i problem powstaje dopiero wtedy, gdy w Hamlecie zakochuje się Ofelia. Książę mówi: „Ofelio, idź do klasztoru!”. No bo dokąd? Do łóżka? To zresztą miało liczne następstwa, bo Joy Caroline Johnson zastąpiła w filmie aktora, który zachorował (1971), i nikt nie robił problemów. Turczynka Fatma Girik w filmie „Żeński Hamlet” (1977) od początku była Hamletą i nie potrzebowała się tłumaczyć. A nasza Teresa Budzisz-Krzyżanowska w Starym Teatrze (1989), kiedy to Andrzej Wajda uznał, że Hamlet to uniseks?

Wpadki zresztą za „Hamletem” się ciągnęły. Reżyser radziecki Grigorij Kozincew dał tak świetną ekranizację (1964), że zapragnął pochwalić się nią w samej Anglii. Aktorzy mówili po rosyjsku, dołem leciały napisy. Tylko że to nie były dialogi z „Hamleta”, jakich angielskie dzieciaki uczą się w szkole. Najpierw bowiem angielski dramat przetłumaczył na rosyjski prozą Borys Pasternak, a potem ten tekst z powrotem na angielski przerzucił szeregowy tłumacz. I to sobie biegło u dołu ekranu. Kociokwik!

W tym samym czasie francuska Nowa Fala Szekspirem się brzydziła. Ale zawsze ktoś się wyłamie! I Claude Chab­rol adaptował „Hamleta” (1963), ale tak, by się podobał fanom Brigitte Bardot. No więc w ówczesnej Francji żyje sobie pewien maniak, który naoglądał się ekranizacji Laurence’a Oliviera, siebie obsadził w roli duńskiego księcia i rozdziela role postaci z dramatu. Grają znajomi: od grabarza po bufetową, a on to wszystko utrwala amatorską kamerą. Nikt nie wie, o co chodzi, ale nieważne – tak ma być.

Zresztą Szekspira tępym nożem dorzynali sami Anglicy, i to na naszych oczach. W 1977 r. BBC powołała osobny project – BBC Television Shakespeare. Przez siedem lat utłukła 35 ekranizacji sztuk Szekspira. Każdą z dokładnością co do przecinka, z tym że jedna nudniejsza była od drugiej. Nie do oglądania. Pod tym względem mogą konkurować tylko z Melem Gibsonem jako Hamletem w filmie Franca Zeffirellego (1990). Tak to bywa, gdy Mad Max zaczyna dopuszczać do siebie wątpliwości, zamiast kombinować, gdzie by tu zatankować…

Ale po co szukać daleko? Że z „Hamletem” można zrobić wszystko, udowodnił już Adam Hanuszkiewicz w Narodowym (1970). Olbrychski obijał się między ścianami z falistej blachy, krużgankami bywały reflektory na wysięgnikach i kłębowisko rur c.o. Przypominało to raczej wnętrze odbiornika tranzystorowego niż Elsynor… Aktorzy nosili się w kombinacjach strojów kos­monautów z ludowymi wdziankami. I żeby wszystko do siebie pasowało, tekst szedł w tempie radiowego sprawozdania z meczu piłki nożnej.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy