Szkodnictwa ciąg dalszy

Szkodnictwa ciąg dalszy

Zyta Gilowska mówi dziś o szantażu lustracyjnym. A wcześniej ktoś słyszał, by wspominała, że dzieje się lustracyjna granda?

Pozbawienie przywództwa firmy wartej dziesiątki miliardów złotych (PZU) i będącej, nie ze swojej winy, lecz zaprzeszłego rządu AWS, w sporze o 6 mld (Eureko), mimo świetnego zarządu, przy braku zdolności wykreowania nowego na zbliżonym poziomie, świadczy dobitnie, że ludzie, którzy to czynią, dla władzy i pieniędzy uczynić mogą wszystko.
Nie powinny więc dziwić dalsze zdarzenia. Kiedy w okolicznościach określanych jako walka buldogów pod dywanem odchodzi nagle i niespodziewanie minister finansów, wicepremier, a premier demonstruje swój dystans i bezsilność, to oznaka, że zagrożone są fundamenty państwa.
Nie idzie o faryzejską obronę minister Zyty Gilowskiej. Jej następca, paradoksalnie, może się okazać sprawniejszym, bardziej kompetentnym ministrem. Dziś tego nie wiemy. To się dopiero okaże.
Idzie o sytuację, w której wokół kluczowej pozycji w polskim systemie rządzenia, w miejscu, gdzie roi się od najściślejszych sekretów współczesnego państwa i gdzie niemało jest decyzji dyskrecjonalnych, pojawia się tyle niejasności, dziwaczności, podejrzeń, okoliczności i zdarzeń niezrozumiałych. Widać też dla premiera.
Polacy mogliby zobaczyć premiera wściekłego, zirytowanego, krzyczącego, smarkającego, ale nie bezsilnego! I to bezsilnego w wyniku zaburzeń w funkcjonowaniu państwa, a nie zdrowia!
Panią Gilowską zmuszono do dymisji w warunkach sądu kapturowego, bez prawa do obrony, bez możliwości wglądu do dokumentów.
Wicepremier polskiego rządu, minister finansów potraktowany jak łaps ostatni. Rozumiem, że promotorów lustracji i IV RP rozpiera. Duma, jakim państwem rządzą. Z tej oto przyczyny, że swoją skromną pracą do tego doprowadzili.
Wszystko dzieje się pod rządami ustaw pomysłu prawicy. W warunkach jej politycznej odpowiedzialności. Nie tylko PiS. Także LPR, Samoobrony i PO.
Taka sama odpowiedzialność – za idee lustracji i za procedury obowiązujące – na Jarosławie Kaczyńskim i Ludwiku Dornie spoczywa, co na Janie Rokicie czy Donaldzie Tusku.
Wyśnione przez braci Kaczyńskich, powstałe z utopionej w szambie pomówień i oszczerstw III RP – jej IV wydanie wymyślił i swoją publicystyką skutecznie promował ideolog PO, dziś poseł, Paweł Śpiewak.
Zabrakło wyobraźni, wiedzy i cierpliwości. Zabrakło dojrzałości.
Dziś polscy neoliberałowie, akuszerzy rządów takich, jakie mamy, legitymizujący w wyborczej kampanii wszystko, co tylko sztab PiS wymyślił i przedstawił, a co mogłoby wdeptać w ziemię lewicę, próbują przywdziewać stroje obrońców demokracji i państwa prawnego. Bo obsunęli się o dwa punkty procentowe w niedawnych wyborach. Bo przedobrzyli w kampanii. Bo bracia Kaczyńscy ich w końcu wyrolowali.
Jest coś, co łączy sytuację tego rządu prawicy i zapoprzedniego, też prawicy.
Rząd pana Marcinkiewicza, jak rząd pana Buzka, swojego politycznego lidera ma poza strukturami, których szefowie ponoszą konstytucyjną odpowiedzialność.
Kiedy pan Marian Krzaklewski w portugalskim kurorcie rozprawiał z panem Talone’em, pewnie o kolorach narzut w ich sypialniach, formalną odpowiedzialność za wpuszczenie Eureko do PZU ponosił kto inny.
Dziś, pod rządami PiS, miejsce podejmowania rzeczywistych decyzji w kwestii tej samej spółki niekoniecznie jest miejscem uprawnionym. Tak się przynajmniej zdaje. A wiek czyni, że lepiej wierzyć w intuicję niż mgliste, jawnie ściemniające wypowiedzi dygnitarzy.
Opinia publiczna nie wie do dziś, kto jest odpowiedzialny za prywatyzację PZU. Kto wpuścił tam Eureko. I jakie interesy się tam zaplotły, tak że państwo dziś jest bezradne.
Wie, jeśli nie odpycha od siebie tej wiedzy, że negatywne dla interesów Polski konsekwencje tej prywatyzacji mogły zostać zniwelowane.
Prawica, na wniosek lidera LPR i w warunkach pełnego poparcia ze strony: PiS, Samoobrony, PSL i części PO tę możliwość, szantażem wobec ówczesnego ministra skarbu państwa, oddaliła. Jaki w tym był interes wnioskodawców? Zapłacą za to, kiedy się okaże, że przegramy arbitraż? Czy dopiero akcja prokuratury portugalskiej osłoni im tyłki?
Pani Zyta Gilowska mówi dziś o szantażu lustracyjnym. Może ma rację. Dowodów nie przedstawia, ale przedstawić ich też nie może. Wpadła w tryby machiny, której ideę, a zarazem mechanizm jej polityczni współtowarzysze podróży konstruowali i popierali. Więc do kogo ma żal? Zgłosiła votum separatum? Napisała jakiś tekst o tym? Wspomniała w swoich mnogich publicznych wystąpieniach, że granda się dzieje? Słyszał kto?
Okoliczności jej dymisji muszą być jej osobistą tragedią. Dla uczciwego człowieka nie może być inaczej.
Może jednak, uczciwie, przewartościuje politykę swoją i swego ugrupowania w kwestii demokracji, państwa prawa, praw człowieka? I IV RP?
Inaczej cała ta historia pozostanie wzruszającym wspomnieniem.
Niezbyt jednak poruszającym.

Wydanie: 27/2006

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy