Szkoła seksualnego napastowania

Szkoła seksualnego napastowania

Seksistowskie zaczepki, intymne zdjęcia rozsyłane komórką, pornofotomontaże – to codzienność polskiej szkoły

„Łódź. Chłopcy ze szkoły podstawowej pisali na płocie: Anka (tu nazwisko) to k…a.
Ośmioletnia dziewczynka poskarżyła się, że na koloniach koledzy obstąpili ją na boisku i ściągnęli majtki. Wychowawca nie reagował, a całe zdarzenie nazwał głupią zabawą.
Gliwice. Uczennica liceum musiała zmienić szkołę, bo obsesyjnie nią zainteresowany chłopak narzucał się ze swoim uczuciem, prześladował ją nieustanną asystą, zasypywał SMS-ami, e-mailami, listami. Szkoła nie podjęła żadnych kroków, bo przecież nie doszło do użycia siły”.
Te przykłady rozpoczynają poradnik dla nauczycieli pod hasłem „Napastowanie seksualne. Głupia zabawa czy poważna sprawa?”, opracowany przez Stowarzyszenie „W stronę dziewcząt”. Na warsztaty prowadzone przez stowarzyszenie przychodzą wychowawcy, pedagodzy i policja, chcąc dowiedzieć się więcej o zapobieganiu przemocy seksualnej w szkole. Ale nie wszyscy widzą poważny problem w zaczepkach o charakterze seksualnym.
– Akty przemocy seksualnej między rówieśnikami traktowane są przez wielu dorosłych jako zabawa, przyprawa w relacjach między chłopcami a dziewczętami. Ale to właśnie one często stają się katalizatorem napaści, przymuszania do czynności seksualnych, wreszcie gwałtów – tłumaczy Anna Wołosik, prezeska stowarzyszenia. – To kontinuum zachowań – od mało dolegliwych, codziennych zaczepek aż po skrajne, brutalne zdarzenia.
Latem br. dwóch 16-latków i 14-latek brutalnie zgwałciło koleżankę w klubie tanecznym na urodzinach kolegi. Wszystko sfilmowali komórką. Zapewne części podobnych wydarzeń nie da się zapobiec. Może jednak w wielu przypadkach koniec nie byłby tak brutalny, gdyby wcześniej postawić jasne granice zachowań seksualnych. Gdyby na seksualne zaczepki, niechciany dotyk, komentarze i wulgarne dowcipy reagowali nauczyciele, rodzice i młodzież.

Ignorować czy reagować?

W Polsce seksistowskie uwagi między uczniami, zaczepki czy nawet obnażanie rówieśników często są ignorowane. – W większości krajów europejskich takie zachowanie uznaje się za dyskryminację seksualną, która podlega karze – tłumaczy Anna Wołosik. – U nas walka z tym to wciąż nowość. Do tego stopnia, że przewinienie nie ma nawet właściwej nazwy.
W kodeksie karnym istnieje wprawdzie termin molestowanie seksualne, ale zarezerwowany jest dla osób dorosłych i zachowań w miejscu pracy. O molestowaniu potocznie mówi się też w kontekście dorosłego wykorzystującego seksualnie dziecko. W przypadku rówieśniczej agresji seksualnej potrzebna była nowa definicja. Członkinie stowarzyszenia mówią zatem o napastowaniu, definiowanym jako „nieakceptowane zachowania natury seksualnej lub odnoszące się do płci, podejmowane przez uczniów, które są na tyle poważne i uporczywe, że ograniczają innym uczniom możliwość uczestnictwa i korzystania z zajęć szkolnych”.
Problem jest tym większy, że nowe technologie dają prześladowcom nowe narzędzia, pozwalając przy tym zachować anonimowość. „Robiono mi zdjęcia bez mojej zgody, a potem pornofotomontaże”, wspomina jedna z dziewcząt. Coraz częściej zatraca się intymność: „Chłopak, z którym zerwałam, w wulgarny sposób opisał na swoim blogu moje intymne zachowania”. „Kiedy byłem pijany, koledzy rozebrali mnie i nakręcili wulgarny film ze mną nagim w roli głównej”, wspomina nastolatek. We wrześniu br. zarzuty prokuratury w związku z rozsyłaniem za pomocą telefonów komórkowych zdjęcia rozebranej uczennicy szkoły średniej usłyszało pięć osób, w tym dwie nieletnie. Jedna z koleżanek znalazła nagie zdjęcia w telefonie drugiej i przesłała je dalej – w ciągu kilku godzin zdjęcia miało już kilkanaście lub więcej osób. Pornograficzny fotomontaż znalazła na swoim profilu na Naszej-klasie nastolatka z Hajnówki – do zdjęcia nagiej modelki doklejono jej twarz.
– Rozwój technologii informacyjnych daje coraz większe możliwości cybernapastowania – tłumaczy Anna Wołosik. – Informacje o danej osobie, zdjęcia czy fotomontaże mogą dotrzeć do większej liczby osób. To czyni poszkodowaną niemal bezradną. Dotarcie do autora informacji jest bardzo trudne, a raz puszczone w sieć, mogą być niemożliwe do usunięcia. To atak na wizerunek, który dla młodych ludzi bywa najważniejszym elementem osobowości.

Uznane za normę

Większość przypadków przemocy pozostaje w cieniu. Skrzywdzone dziewczyny nie mówią o problemach bliskim, a tym bardziej nauczycielom. Boją się odrzucenia przez grupę, uważają, że powinny przystosować się do obowiązujących norm. Uznają, że skoro pewne zachowania zdarzają się powszechnie, to nie są niewłaściwe. Czują wprawdzie wstyd lub strach, lecz milczą, starając się stłamsić emocje. Młodzi ludzie nie są uczeni asertywności w kwestiach związanych z seksem. Skoro seks i jego otoczka są normą, nie należy się skarżyć. Rezultat – znaczny spadek samooceny osoby napastowanej, problemy w komunikacji, a nawet załamania i depresje. Właśnie przez takie problemy przed czterema laty popełniła samobójstwo 14-letnia Ania z Kiełpina pod Gdańskiem, nad którą znęcali się koledzy. Dopiero tragedie przebijają się do mediów i uświadamiają, że napastowanie jest w szkole codziennością. – Koleżanki Ani zgłaszały wcześniej takie zachowania, ale nie spotkało się to ze zrozumieniem nauczycieli ani władz szkoły – przypomina Anna Wołosik.
Napastowaniem seksualnym może być opowiadanie wulgarnych dowcipów, używanie obraźliwych określeń czy wygłaszanie komentarzy na temat intymnych części ciała i podglądanie. „Wiele zachowań, które zwykle poprzedzają brutalny incydent z przemocą seksualną w tle, dorośli uznają za naturalny, a więc nieusuwalny element relacji chłopak-dziewczyna”, tłumaczą nauczycielom członkinie stowarzyszenia. Sami uczniowie przyznają, że napastowanie zwykle nie przybierało drastycznych form, zawsze jednak pozostawiało niesmak i poczucie wstydu. – Nieraz słyszałam, jak nie wiedząc o mojej obecności – lub ignorując ją – uczeń w obrzydliwy sposób komentował wygląd koleżanki lub opisywał, co chciałby z nią robić. Reagowałam, ale widziałam, że ten ktoś niewiele sobie robi z mojego oburzenia, zyskuje za to podziw w oczach kolegów – tłumaczy Katarzyna, polonistka z warszawskiego liceum.
Na warsztatach dla nauczycieli pedagodzy dowiadują się, jak rozmawiać z uczniami i reagować na wszelkie objawy napastowania. I jak uczyć dzieci reakcji na takie zachowania. Protestować muszą bowiem świadkowie, obserwatorzy takich działań, tak aby napastnik nie czuł akceptacji czy wręcz aprobaty grupy.
– Praca z nauczycielami jest tu najważniejsza. Nie wystarczą nasze spotkania z uczniami, bo kiedy przychodzi ktoś z zewnątrz na godzinę czy dwie, nie zmieni sytuacji – opowiada Małgorzata Jonczy-Adamska, pedagożka i psycholożka prowadząca warsztaty. – Trzeba nazwać rzeczy po imieniu, pokazać, że te zachowania mają charakter przemocy na tle seksualnym. Uświadomić nauczycielom, że spychanie spraw wychowawczych na jedną godzinę w tygodniu nie wystarczy. Budowanie wrażliwości, świadomości powinno trwać na każdym etapie, na lekcjach WOS, biologii, języka polskiego.

Aby byli równi

Organizacja nie skupia się wyłącznie na przypadkach napastowania. Przemoc seksualna jest ściśle związana z dyskryminacją kobiet, a ta z powielaniem stereotypów. Choćby takich, że w szkole chłopcom daje się znacznie większe przyzwolenie na agresję, od dziewcząt zaś wymaga spokoju i opanowania czy wręcz uległości. – To odbiera dziewczętom możliwość reagowania na przemoc – tłumaczy Małgorzata Jonczy-Adamska.
Ministerstwo Edukacji, mimo wskazówek unijnych, od lat nie robi nic w kierunku edukacji równościowej. – W dokumentach ministerialnych uczniowie nie mają płci – tłumaczy Anna Dzierzgowska, nauczycielka i współtwórczyni Społecznego Monitora Edukacji. – To wyłącznie nijakie lub męskie twory. Również o przemocy mówi się wyłącznie ogólnie i nie wyodrębnia jej ze względu na płeć.
Krok po kroku działaczki stowarzyszenia starają się pomagać nauczycielom i dyrekcji szkół we wprowadzaniu edukacji równościowej. Organizacja nie ma siedziby – jej działaczki przygotowują projekty we własnych domach i działają w pobliżu: Małgorzata Jonczy-Adamska na Śląsku, Anna Wołosik w Warszawie i jej okolicach. Za najważniejszą drogę przekazywania swoich idei uznają internet – na stronie stowarzyszenia pojawiają się poradniki dla nauczycieli, uczniów i rodziców, a także gotowe scenariusze lekcji. Każdy użytkownik może nieodpłatnie pobrać je i modyfikować na swoje potrzeby, z podaniem źródła.
Wspieranie równości na poziomie szkoły jest niełatwe. Wymaga przedarcia się przez uprzedzenia i gruntownej zmiany w myśleniu nie tylko młodzieży, ale przede wszystkim nauczycieli i rodziców. W wielu szkołach na Zachodzie to od nich, oddolnie, rozpoczęły się zmiany. Czy tak będzie u nas? Czy szkoła zacznie zwracać się nieco bardziej „W stronę dziewcząt”?

Wydanie: 49/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy