Szybkie łącze potrzebne od zaraz

Od rozwoju szerokopasmowego internetu zależy rozwój ekonomiczny

O tym, że bez szerokopasmowego internetu nie może się rozwijać bankowość elektroniczna, wie każdy, kto doświadczył, jaką męką jest choćby sprawdzanie stanu konta, o realizowaniu przelewów już nie mówiąc, przy użyciu powolnego, ciągle zawieszającego się sprzętu.
Pod pojęciem szerokopasmowego dostępu do internetu rozumie się połączenie z siecią za pomocą szybkiego łącza o dużej przepustowości. Jak dużej? Definicje są różne. W państwach zachodnioeuropejskich przyjęto, że o szerokopasmowym internecie można mówić, gdy przepustowość wynosi powyżej 1 MB/s. Komisja Europejska oficjalnie uważa zaś, że do świadczenia usługi szerokopasmowego internetu wystarczy już łącze o przepustowości powyżej 144 kB/s – i w statystykach za 2010 r. właśnie taką granicę przyjmowano. W najbliższym czasie unijna definicja zbliży się do poziomu uwzględnianego w krajach zachodnich.

Teoretycznie megasukces

I rząd, i Urząd Komunikacji Elektronicznej, i podległe im instytucje uważają dostęp do szerokopasmowego internetu za jeden z najważniejszych celów. – Rozwój infrastruktury i usługi szerokopasmowego internetu znajduje się w centrum zainteresowania rządu jako niezbędny element budowy społeczeństwa informacyjnego i gospodarki opartej na wiedzy. A także jako czynnik wspierający rozwój gospodarczy i zapewniający poprawę jakości życia mieszkańców – mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.
W ciągu kilku ostatnich lat sporo zmieniło się tu na korzyść. UKE zawarł porozumienie z TP SA, na mocy którego dotychczasowy monopolista zaczął inwestować w rozwój przejętej od państwa infrastruktury i zgodził się udostępniać ją innym operatorom. Parlament przyjął ustawę o rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych, ułatwiającą podejmowanie inwestycji w tej dziedzinie przez przedsiębiorstwa i samorządy lokalne. Dla władz wielu gmin zapewnienie swym obywatelom jak najszybszego i – o ile to możliwe – nawet darmowego internetu stało się punktem honoru i sposobem na zwycięstwo w ubiegłorocznych wyborach samorządowych. Dzięki wspomnianej ustawie – zwanej dumnie megaustawą – sprawniejsze stało się też wydatkowanie unijnych funduszy (na lata 2007-2013 Polska otrzymała prawie miliard euro na budowę lokalnych sieci szerokopasmowych).
Inwestycje internetowe są realizowane w ramach regionalnych programów operacyjnych, programu Rozwój Polski Wschodniej oraz – najważniejszego – programu Innowacyjna Gospodarka. Zapisano w nim działania mające przeciwdziałać wykluczeniu cyfrowemu Polaków i zapewniające dostęp do internetu na etapie tzw. ostatniej mili. Chodzi tu o końcowe odcinki infrastruktury, służące już bezpośrednio gospodarstwom domowym.

E-polska powoli rośnie

Wszystkie te działania dają wymierne wyniki. Sześć lat temu na rynku szerokopasmowego dostępu do internetu dominowało siedmiu operatorów. Dziś jest ich kilkudziesięciu. Wzrost konkurencji sprawił, że opłaty detaliczne za internet spadły prawie o 70%. Pod koniec 2005 r. za łącze 1 MB trzeba było płacić TP SA prawie 140 zł miesięcznie. Pod koniec 2010 r. – tylko 44 zł miesięcznie.
W 2005 r. zaledwie 2% mieszkańców Polski miało dostęp do szerokopasmowego internetu, w 2010 r. już 25,2%, w tym 16% użytkowników korzystało z szerokopasmowego internetu stacjonarnego, a 9,2% – przez telefon komórkowy.
Dostępność do internetu stacjonarnego nie jest naszą mocną stroną – w 2010 r. zajmowaliśmy trzecie miejsce od końca – za nami były tylko Bułgaria i Rumunia. Daleko nam do średniej Unii Europejskiej (26,6%), nie mówiąc już o Danii czy Holandii, gdzie z szerokopasmowego internetu korzysta niemal 39% mieszkańców.
Znacznie lepiej wygląda dostępność do internetu mobilnego. Tu jesteśmy w czołówce Unii Europejskiej – na ósmym miejscu – z dostępnością niemal o 2% wyższą niż średnia w Unii. Jak widać, e-Polska systematycznie rośnie w siłę.

Wydanie: 39/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część II

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy