Tag "Agnieszka Wolny-Hamkało"

Powrót na stronę główną
Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Hot Sugar i jego zimny świat

Coś te czynności łączy: staranność, pieczołowitość, powolność. Czułość podmiotu dla przedmiotu. Oto na filmie widzimy dziewczynę czyszczącą mikrofon pędzelkiem do makijażu. Bardzo powoli, bardzo delikatnie. Na innym kobieta dmucha w butelkę. Nic więcej się nie dzieje: przez 10 długich minut słyszymy cichy podmuch, oglądamy zbliżenie twarzy. Kolejne wideo: starannie umalowana dziewczyna szepcze, patrzy w oko kamery. Młody mężczyzna czyści szklankę miękką szmatką. Co u licha oglądamy? Szeptane filmiki – w oryginale

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Punkt ciężkości

W niektórych opowiadaniach punkt ciężkości jest ukryty poza właściwą treścią, fabułą. W opowiadaniu Zadie Smith pod tytułem „Hanwell w piekle” (zbiór „Lost and Found”) punktem ciężkości stało się zdychające zwierzę – lis, którego znajdują włóczący się po mieście bohaterowie. Smith oparła tekst na rozmowie dwóch mężczyzn. Toczy się ona siłą bezwładu spowodowaną przez noc, alkohol, późną kolację. Jest w tym przypadkowość, zmęczenie, próba sił. Pogawędka czasem osuwa się w banał,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Samotność pól bawełnianych

Nie ma piwnicznego chłodu, chociaż schodzę w dół. Inni też trzymają w rękach czarno-biały wydruk ze zbliżonymi do siebie twarzami dwóch mężczyzn, którzy pochylają się do pocałunku. Tymczasem to ja czuję się jak przed zbliżeniem: ekscytacja, napięcie, ciekawość. To nie do zniesienia. I jak przyjemnie to znosić! Zawsze przed spektaklem jest trochę czasu, więc staram się myśleć o czymś innym. Wydaje mi się, że przed wejściem do TR Warszawa widziałam Wojciecha Kuczoka oglądającego mecz w kawiarnianym ogródku. Ale czy Kuczok jest teraz aż tak zarośnięty? Wyglądał jak wiking

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Krótko i pięknie

Codziennie w napięciu obserwuję Śnieżkę. Oglądam zdjęcia satelitarne, fotki w internecie, śledzę prognozę pogody. Z przejęciem badam okolicę: czy coś się zmieniło? Jelonkom w okolicy świecą tyłki? Drzewa już się zmutowały i wypuszczają z dziupli fluowiewiórki? Wiszą na nich szyszki hologramki? Skąd moje dziwne przeczucia i wzmożona czujność? Otóż posiadłam pewną tajemnicę: u stóp Śnieżki (lecz w polu jej pola) powstaje interaktywny ołtarz elektromechaniczny. Kilku artystów – m.in. Marcelo Zammenhoff i Maciej Markowski – pracuje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Rzewne jajo

Pokrak stuka od rana w okno. Skolonizował balkon i planuje inwazję na mieszkanie. Pcha się, kładzie na szybę drzwi balkonowych, macha skrzydłami, jakby chciał wlecieć do środka. Przytulony do framugi zamyka paciorkowate oko, ale kiedy pies podchodzi bliżej – znów dziobie szybę. Spory labrador, który boi się tylko dźwięku, jaki wydaje obcinarka do paznokci, odskakuje od okna i wchodzi pod stół. Pokrak ma łysą, zbyt małą głowę. Sterczą z niej cztery żółte piórka. Na dziobie ma garb z nozdrzami

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Schubert w kopalni

Żyjemy w czasach późnego kapitalizmu, w którym nawet sen został skompromitowany jako przejaw słabości. „W globalnym paradygmacie neoliberalnym śpią tylko niedojdy”, czytam w arcyciekawej książce Jonathana Crary’ego. Oto Departament Obrony Stanów Zjednoczonych wydał fortunę na badania nad ptakami, które w czasie migracji pozostają przytomne (w powietrzu) przez siedem dni z rzędu. Gatunek nazywa się pasówka białobrewa i od razu wzbudził moją sympatię i ciekawość: tak, nie spać. Od razu byłoby więcej czasu na teatr. Bo to niby łatwo wybrać

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Mit i Mietek

Szukają go, jak tylko się obudzą. Szukają go w bibliotekach, w historycznych księgach, na starych obrazach. W piwnicach domów i na strychach uniwersytetów. W kościołach i na cmentarzach. Szukają go w języku. Naukowcy z różnych dziedzin, filozofowie, pisarze. Szukają we Wrocławiu mitu. Bo każde miasto musi mieć porządny mit, a najlepiej kilka. To automatyzm, przesąd albo właśnie mit kultury – miasto bez mitu jest jak Kapitan Hak bez haka, Staś bez Nel, jak prezydent Duda bez pani premier. Skąd ta mitomania? Żeby zyskać tożsamość,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Pamiątki

Zwiedzając obce miasto, ma się często dziwne chętki, które nie zdarzają się we własnym: wejść do fryzjera i zrobić sobie na łbie coś głupiego, zbudować dziwną konstrukcję, położyć jaskrawą farbkę. Albo w „salonie” trzasnąć tatuaż z wierszem Białoszewskiego. Na plerach walnąć Mickiewicza, poprawić Kochanowskim na półdupku. Studia tatuażu są wszędzie, jednak w „obcym mieście” wołają, gwiżdżą, przyzywają jak uparte dziwki. Szczęśliwie istnieje także chętka mniej inwazyjna (i tańsza): w „obcym mieście” ma się ochotę kupić książkę

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Mieszczański, czyli jaki?

Jest uśmiechnięty, piegowaty i modnie ubrany. Wielkomiejski luz widać wszędzie: spod czapki (w tej czapce nie chodzi o to, żeby grzała) wystają długie włosy, w uchu uśmiecha się kolczyk. Koszulki są wymięte (ironicznie). Znamy się z teatru i kiedy spotykamy się w wielkomiejskiej, stylizowanej na francuską knajpce, siadamy razem przy stole. Ciekawi mnie, jest dobrym artystą, uważnie go słucham. „Mieszczański spektakl”, mówi. „Moi mieszczańscy rodzice”. „Ojej, jakie mieszczańskie”. To mi się ciągle zdarza – myślę.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Brokat na jajach

Na wrocławskich Jatkach jest rzeźba upamiętniająca rzeź zwierzaków. Na bruku stoją tłusta, złota świnka, koza, gęś, a nawet leży gładziutkie gęsie jajo połyskujące w słońcu – chciałoby się powiedzieć – jak psu jajca. To ulubione miejsce fotograficzne turystów i – ma się rozumieć – frajda dla dzieciaków, które ze wściekłą radością ujeżdżają ów inwentarz. Przechodząc tamtędy ostatnio, usłyszałam skargę jakiegoś młodzieńca, który jęczał: „Mamo, a Wojtuś chce jechać na jajku”. Zbliżały się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.