Tag "Ameryka"

Powrót na stronę główną
Opinie

Trumpa szaleństwa wszystkie

Ameryka zwraca się przeciwko własnym sojusznikom

3 stycznia 2026 r. na platformie X pojawiła się mapa Grenlandii okryta amerykańską flagą, z podpisem „Soon” – wkrótce. Dla milionów Europejczyków był to moment, w którym żart przestał być żartem. Trzy tygodnie później sondaże pokazują rzeczy jeszcze niedawno nie do pomyślenia: czterech na pięciu obywateli Unii uznałoby interwencję amerykańską na Grenlandii za akt wojny, dwie trzecie popiera wysłanie wojsk w misji obronnej, a co piąty wierzy, że starcie między Europą a Stanami Zjednoczonymi jest w najbliższych latach prawdopodobne. 80 lat sojuszu stanęło pod znakiem zapytania.

Niniejszy esej jest próbą zrozumienia, jak do tego doszło – i poszukiwaniem nadziei tam, gdzie na pierwszy rzut oka jej nie widać. Przewodnikami w tej intelektualnej wędrówce będą dwaj myśliciele: Edgar Morin, stuletni francuski filozof i świadek wszystkich kataklizmów minionego stulecia, oraz Grzegorz W. Kołodko, polski ekonomista, mąż stanu i autor niedawno wydanej książki „Trump 2.0. Rewolucja chorego rozsądku”.

Logika, która prowadzi donikąd

Tytułowe pojęcie książki prof. Kołodki – chory rozsądek – celnie oddaje istotę trumpowskiego myślenia. To rozumowanie, które wychodzi od prawdziwych problemów i proponuje rozwiązania pozornie logiczne, w rzeczywistości jednak pogłębiające te problemy, zamiast je rozwiązywać.

Weźmy deficyt handlowy – jeden z tematów, do których Trump wraca obsesyjnie. W jego narracji Ameryka przegrywa, bo partnerzy handlowi ją oszukują, a remedium stanowią cła i groźby. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Stany Zjednoczone od dekad konsumują więcej, niż wytwarzają: importują towary z całego świata, regulując rachunki dolarami, które same emitują. Model ten funkcjonował, dopóki reszta świata chętnie gromadziła amerykańską walutę. Cła nie usuną jednak deficytu, ponieważ jego źródła nie stanowi nieuczciwa konkurencja zagraniczna. Jest nim struktura amerykańskiej gospodarki: chroniczny niedobór oszczędności, rozbuchana konsumpcja i narastający dług publiczny. Jeszcze kilkanaście lat temu Waszyngton wskazywał import ropy jako głównego winowajcę. Potem nadeszła rewolucja łupkowa, Ameryka przekształciła się w eksportera surowców energetycznych, a mimo to deficyt handlowy wciąż rósł. Cła to kuracja objawowa, która nie rozwiązuje istoty problemu.

Podobnie z miejscami pracy w przemyśle. W rozmowie z Polskim Radiem prof. Kołodko mówi wprost: Amerykanie niczego cłami nie odzyskają, ponieważ sami „oddali” produkcję, przerywając międzypokoleniowy transfer umiejętności. Przez dekady uniwersytety kształciły zagranicznych inżynierów, amerykańskie korporacje przenosiły zaś fabryki tam, gdzie praca była tańsza. Nikt ich do tego nie zmuszał – robiły to dla zysku. A teraz okazuje się, że Ameryka ma do zaoferowania światu głównie to, co Rosja: ropę, gaz i węgiel. Albo to, co kraje rozwijające się: zboże i soję. Symbole amerykańskiej innowacyjności – Tesla, iPhone – są w istocie montowane w Chinach. Zostaje wprawdzie Boeing, ale i on przeżywa kryzys.

Istota chorego rozsądku polega na tym, że Trump dostrzega skutki i bierze je za przyczyny. Być może robi to świadomie, bo prawdziwe przyczyny nie pasują do prostej narracji, jakiej oczekuje jego elektorat. Łatwiej powiedzieć, że Chiny okradły Amerykę, niż przyznać, że Ameryka sama oddała im swoją przewagę.

Podzielony świat

Pod koniec stycznia, przemawiając w Iowa, Trump ogłosił swój pierwszy rok na urzędzie najlepszym rokiem w historii amerykańskich prezydentów. Gospodarka kwitnie, inflacja pokonana, granica zamknięta, Ameryka szanowana. A wcześniej? „Byliśmy pośmiewiskiem całego świata”, powiedział.

Świat Trumpa zna tylko dwa stany: zwycięstwo albo klęskę, wielkość albo upokorzenie. Nie ma w nim miejsca na odcienie, na częściowe sukcesy, na kompromisy. Ten binarny sposób myślenia prowadzi prostą drogą do Grenlandii – bo jeśli historia jest pasmem podbojów,

Waldemar Karpa jest ekonomistą, kierownikiem Katedry Ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat Wywiady

Trump jest wynaturzeniem i nie przetrwa

Amerykański eksperyment ma się dobrze

Prof. Henry William Brands – historyk, autor książek historycznych, profesor Uniwersytetu Teksańskiego w Austin

Korespondencja z USA

Czy nadchodzi zmierzch „amerykańskiego eksperymentu”?
– Na pewno nie. Nie wiem, czy przetrwa kolejne 250 lat, ale w tym momencie jeszcze nie widać jego końca.

Ojcowie założyciele nie byliby zaniepokojeni wyczynami Donalda Trumpa?
– Nie sądzę. Nowatorską ideą, z jaką wyszli, było zastąpienie monarchii republiką. Pomysł, że ludzie mogą sami się rządzić, jest nieprzerwanie wcielany w życie. Więcej, ten pomysł przyjął się na całym świecie. Mieliśmy w historii prezydentów, którzy eksperymentowali, mieliśmy nawet wojnę secesyjną, a jednak założycielska wizja Ameryki jest wciąż żywa. To raczej sukces.

A podziały w społeczeństwie i w Kongresie? Strony w ogóle przestały ze sobą rozmawiać.
– Zawsze byliśmy podzieleni, od początku naszej państwowości, a nawet wcześniej. To nieodłączna cecha systemu opartego na samorządności. Jeśli tworzy się przestrzeń do wolnego wyrażania opinii, jest oczywiste, że będą one się różnić, a to doprowadzi do sporów i podziałów. Zgodność panuje tylko tam, gdzie mamy dyktaturę. Chiny nie mają tego problemu, bo tam nie prowadzi się rzeczywistej polityki rozumianej jako platforma wymiany pomysłów i poglądów. Sygnałem, że pora zacząć się martwić, będzie moment, gdy z przestrzeni publicznej zniknie pluralizm myśli, bo zostanie stłumiony.

Podzieleni nawet wcześniej? Co ma pan na myśli?
– Pierwsze strzały w wojnie niepodległościowej poprzedziły nie miesiące ani lata, ale dekady intensywnej debaty publicznej – i kłótni! – na temat dwóch przeciwstawnych wizji dalszych losów kolonii brytyjskich. Po przegranej wojnie mnóstwo „lojalistów”, frakcja wierna królowi, wyjechało z kraju, ale część została i nadal angażowała się w polemikę z „patriotami”, orędownikami samodzielnej Ameryki, na temat państwa, choć już teraz od innej strony.

Ale od dekady mamy najniższe w historii zaufanie do Kongresu – spadło do 9%, bo politycy już w niczym ze sobą się nie zgadzają. Mówi się, że mamy kolejny okres przedwojenny.
– Nieprawda. W okresie poprzedzającym wojnę secesyjną, czyli w latach 50. i 60. XIX w., podziały były większe i przede wszystkim inne, bo ich granice wyznaczała geografia. Dziś nie ma możliwości, by jedna część kraju stanęła do walki z drugą,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

Zaraza konkwistadorów

Hiszpanie skolonizowali większą część obu Ameryk, ponieważ wspierały ich w tym bakterie i wirusy

Konkwistadorzy nie byli pierwszymi Europejczykami, którzy postawili stopę na amerykańskiej ziemi, kilka stuleci wcześniej bowiem na zachodni brzeg Atlantyku przypłynęli żeglarze ze Skandynawii. W przeciwieństwie do Hiszpanów wikingowie nie szukali złota ani niewolników, ale ziemi do wypasu zwierząt, drewna do budowania i takich towarów jak kły morsa, które mogli sprzedawać w Europie. Według dwóch sag islandzkich napisanych w XIII w. Nowy Świat po raz pierwszy ukazał się oczom Europejczyków na przełomie mileniów, kiedy jeden ze statków zboczył z kursu w drodze z Islandii na Grenlandię – wtedy to na północno-zachodnim wybrzeżu Atlantyku zostały założone dwie skandynawskie kolonie. W kolejnych latach z Grenlandii wyruszyło kilka wypraw w celu zbadania wybrzeża nowo odkrytego lądu.

Z relacji wikińskich podróżników wynika, że kraina nazwana przez nich Winlandią, była przyjaznym miejscem do osiedlenia. Thorvald Eriksson, przywódca jednej z tych wypraw, oznajmił: „Jakże tu pięknie […]. W tym miejscu chciałbym wybudować dla siebie dom”. Jednak ten niedoszły kolonista zginął wkrótce ugodzony strzałą, kiedy wraz ze swoimi ludźmi został zaatakowany przez skrælingów, jak wikingowie nazywali zarówno Inuitów, jak i Indian północnoamerykańskich. Wkrótce do Winlandii przybył Thorfinn Karlsefni, wiodąc ze sobą grupę – w zależności od sagi – 60 lub 160 mężczyzn oraz pięciu kobiet, a także żywy inwentarz. Znaleziska archeologiczne wskazują, że osiedlił się w L’Anse aux Meadows, na północnym krańcu Nowej Fundlandii. Ale wikingowie napotkali tak zaciekły opór ze strony miejscowej ludności, że po kilku latach porzucili plany i wrócili na stosunkowo bezpieczną Grenlandię.

Skrælingowie żyli w małych wspólnotach, zajmowali się polowaniem na ssaki morskie i nie mogli przeciwstawić się najeźdźcom tak skuteczną obroną jak wielkie imperia Mexików czy Inków. Dlaczego więc Cortés i Pizarro byli w stanie podbić olbrzymie obszary Ameryki Południowej i Środkowej, a Karlsefniemu i Erikssonowi pięć wieków wcześniej nie udało się skolonizować Ameryki Północnej? Odpowiedź na to pytanie nie kryje się jednak w zdolnościach militarnych czy państwowotwórczych. Pod pewnymi względami żeglarze ze średniowiecznej Skandynawii – znani pod różnymi nazwami jako Normanowie, Rusowie, Waregowie i wikingowie – wydawali się o wiele lepiej predysponowani niż XVI-wieczni Hiszpanie do założenia kolonii w Ameryce.

Oczywiście budzili również powszechny lęk i taki ich wizerunek przetrwał do dziś. W komiksie „Asteriks i Normanowie” jeden z wikingów przyznaje, że zabił 24 wrogów, ponieważ chciał „podarować przyjacielowi w prezencie ślubnym duży serwis czaszek […], ale wszyscy znajomi wpadli na ten sam pomysł”. Wikingowie w przeciwieństwie do skrælingów dysponowali bronią ze stali. Słynęli również jako znakomici wojownicy, byli cenionymi najemnikami w całej Europie i tworzyli elitarną gwardię wareską strzegącą bizantyjskich cesarzy. Ponadto Skandynawowie okazali się niezwykle sprawnymi budowniczymi państw. W IX w. władca Rusów Ruryk został poproszony przez zwaśnione plemiona z północno-wschodniej Europy o objęcie nad nimi władzy, co zapoczątkowało dynastię, która przetrwała ponad 700 lat i dała nazwę Rosji. Mniej więcej w tym samym czasie Normanowie osiedlili się w północno-zachodniej Francji, skąd następnie podbili Wyspy Brytyjskie i Królestwo Sycylii obejmujące także obszary południowych Włoch i Afryki Północnej.

Hiszpanom udało się skolonizować większą część obu Ameryk, ponieważ wspierały ich w tym bakterie i wirusy, tymczasem wikingowie byli tej pomocy pozbawieni. Co więcej, ze względu na swój odosobniony tryb życia europejscy mieszkańcy Grenlandii i Islandii byli niemal tak samo narażeni na działanie patogenów ze Starego Świata jak rdzenni Amerykanie. Istnieje proste epidemiologiczne wytłumaczenie tego faktu. Społeczności żyjące w odległych rejonach północnego Atlantyku były zbyt małe i na tyle odizolowane, że nie potrafiły sobie radzić z chorobami zakaźnymi w ten sam sposób, co mieszkańcy Europy kontynentalnej.

Wiele patogenów ze Starego Świata, np. ospa, w późnośredniowiecznej Hiszpanii miało charakter endemiczny. Nieustająco krążyły one wśród ogromnej populacji Eurazji i Afryki, więc większość dzieci mających z nimi kontakt albo umierała, albo nabierała odporności. Ale te same choroby w koloniach na wyspach północnego Atlantyku co jakiś czas pojawiały się za sprawą statków przybywających z Danii i Norwegii, wybuchała epidemia, zarażali się wszyscy niemający odporności, po czym wygasała, gdy miejscowa ludność albo umierała, albo zyskiwała odporność. Wydaje się więc mało prawdopodobne, by garstka wikingów próbująca się osiedlić w Winlandii

Fragmenty książki Jonathana Kennedy’ego Patogeneza. Jak zarazki ukształtowały historię świata, tłum. Mariusz Gądek, Filtry, Warszawa 2025

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Klimatyczny letarg Ameryki

Skala anomalii pogodowych świadczy o tym, że zmiany są o wiele szybsze, niż myśleliśmy, ale połowa kraju wciąż lekceważy problem Korespondencja z USA Sierpniowy pożar na hawajskiej wyspie Maui, najtragiczniejszy w historii USA od stu lat, uśmiercił ponad sto osób i spopielił zabytkową stolicę wyspy Lahainę. Podwyższył tym samym rachunek za tegoroczne klęski żywiołowe do 45 mld dol. Rekordowy pod względem klęsk, z których każda spowodowała straty powyżej 1 mld dol., pozostaje rok 2020 –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Stanisław Filipowicz

Trzymając diabła za ogon

Czy można żyć, trzymając diabła za ogon? Miłośnicy i znawcy horrorów odpowiedzą: bądźcie ostrożni, można srogo się zawieść i stoczyć w otchłanie, z których nie ma już powrotu. Są jednak i tacy, którzy udzielą odpowiedzi twierdzącej czy zgoła przekonywać będą, że istnieją korytarze, w których nieustannie snują się pokusy. Są to znawcy realiów polityki. Zaznaczmy też: ten pogląd wcale nie musi wynikać z odkrywczej brawury – wystarczy przypomnieć sobie ewangeliczną scenę kuszenia i słowa Kusiciela, zapewniającego, że władza nad ziemskimi królestwami właśnie jemu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Papieski totalizator

Topowa agencja bukmacherska przyjmuje zakłady o to, kto będzie następcą Franciszka Przecieki z Watykanu dają komentatorom i publicystom zajmującym się problematyką związaną ze Stolicą Apostolską asumpt do snucia rozważań, czy papież Franciszek ustąpi, podobnie jak to zrobił Benedykt XVI. Powodem miałby być jego pogarszający się stan zdrowia. Zważywszy na wiek – papież ma 86 lat – jest to argument ważny, lecz impulsem do takiej decyzji Jorge Maria Bergoglia mogą być także narastająca

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kronika Dobrej Zmiany

Director para las Américas

Tak pięknie – jak w żadnym innym języku – brzmi po hiszpańsku tytuł dyrektora Departamentu Ameryki (DA) w MSZ RP. DA jest, obok departamentów Europy, Strategii Polityki Zagranicznej czy Polityki Bezpieczeństwa jednym z bardziej prestiżowych. Gabinet dyrektora Departamentu Ameryki zajmowali przy Szucha profesorowie Zbigniew Lewicki i Henryk Szlajfer czy bardzo doświadczeni dyplomaci Maciej Kozłowski, Andrzej Jaroszyński, Robert Kupiecki. MSZ rzucało na to stanowisko wszystko, co miało najlepszego. I oto od stycznia pełniącym obowiązki

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Z dnia na dzień

Już po „lex TVN”?

„Gazeta Wyborcza” rozmawiała 15 lipca z jednym z posłów PiS, który stwierdził, że sprawa z „lex TVN” jest już nieaktualna. Można mieć jednak duże wątpliwości, czy to prawda. Scenariuszy jest bowiem kilka, a PiS właśnie zapowiedziało zakup amerykańskich

Z dnia na dzień

Joe Biden chce uwolnienia patentów na szczepionki

Joe Biden opowiedział się za odstąpieniem od zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO) i zawieszeniem praw patentowych firm produkujących szczepionki na COVID-19. To jego odpowiedź na panujący na świcie kryzys szczepionkowy. Jeżeli firmy farmaceutyczne udostępniłyby patent na szczepionki przeciwko

Świat

Czy Ameryka może się rozpaść?

Aż 31% Amerykanów wierzy, że w ciągu najbliższych pięciu lat w USA wybuchnie wojna domowa Czy Ameryka może się rozpaść? Do niedawna taka hipoteza wydawała się niedorzeczna, jednak weszliśmy w czasy, których znakiem rozpoznawczym zaczynają być niedorzeczności wymykające się i rozsądkowi. Rośnie rzesza Amerykanów, którzy uważają, że podziały w narodzie przekroczyły temperaturę wrzenia, a pokojowy rozpad unii może być jedyną alternatywą dla bratobójczej wojny. David French, najbardziej znany amerykański weteran, obecnie publicysta m.in. tygodników

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.