Tag "Józef Hen"
Prawdziwy Europejczyk
Dobrego człowieka trzeba kształtować już w przedszkolu, nie mówiąc o tym, że w podstawówce Józef Hen – Rocznik 1923 r., warszawianin. Pisarz, dramaturg, scenarzysta. Już jako dziecko pisał do „Małego Przeglądu” Janusza Korczaka. Zadebiutował w 1947 r. książką „Kijów, Taszkient, Berlin”. Autor powieści o tematyce wojennej (m.in. „Kwiecień”, „Nikt nie woła”, historycznej (m.in. „Crimen”, „Królewskie sny”), współczesnej („Mgiełka”, „Milczące między nami”, „Odejście Afrodyty”, „Pingpongista”) i opowiadań (m.in. „Szóste, najmłodsze”). Jest też autorem bestsellerowych beletryzowanych biografii:
Wytłumacz się, tato
Sukces, zwłaszcza w literaturze, to pojęcie względne. To, że mam was – rodzinę, najbliższych – słuchacie mnie, udając, że nie jesteście zniecierpliwieni – to jest sukces Z Józefem Henem rozmawia Magdalena Hen Kończysz 90 lat, mnóstwo wywiadów i spotkań z tej okazji – czy uważasz, że odniosłeś życiowy sukces? – Sukces, zwłaszcza w literaturze, to pojęcie nader względne. I to, że mam was – rodzinę, najbliższych, których mogę kochać i których miłość, czułość odczuwam, czasem pobłażanie – słuchacie mnie,
Z Boyem było tak…
Prawdziwy cud: wielki pisarz bez kompleksów. Tak chciały geny, taką stworzyły kombinację, właśnie w tym kraju. Kaprys natury Z BOYEM BYŁO TAK. Kupiłem w Łazienkach, gdzie PIW ma niedzielne stoisko z przecenionymi książkami, „Ragtime” Doctorowa. I znowu mnie ta książka wciągnęła. I takie są tajemnice inspiracji, że czytając, zacząłem słyszeć swoją prozę o Boyu. Zadzwoniłem do Uchańskiego: „Już wiem, jak napisać książkę o Boyu”. Kilkakrotnie mnie do tego namawiał, ale to było dawniej, teraz nie mogłem być pewny jego
Bicie po twarzy (opowiadanie sekundanta)
Karaś umiał bić. Miał to, co najprościej nazwać talentem. Urodził się do boksu Wychwytywanie niuansów rzeczywistości, trafna diagnoza zjawisk, przede wszystkim zaś bezbłędne portretowanie ludzi – to w sporym uproszczeniu cechy charakterystyczne twórczości Józefa Hena, w której zresztą opowiadania – tłumaczone na wiele języków, również ekranizowane – zajmują miejsce szczególne. Te zebrane w tomie „Szóste, najmłodsze i inne opowiadania” powstawały w ciągu ponad pół wieku. Najstarsze pochodzi z 1948 r., najnowsze, tytułowe, powstało
Miotła filozofa
Zaledwie wziąłem miotłę do ręki, przyszło mi na myśl, że ja przecież nie umiem sprzątać. Ani jako ja, ani tym bardziej jako filozof (…) W gimnazjum od nas, literatów z „Echa Szkolnego”, ważniejsi byli aktorzy. Ci naprawdę cieszyli się podziwem kolegów. Repertuar nasz szkolny teatr miał ambitny: po „Ptaku” Szaniawskiego w następnym roku był „Rewizor” Gogola, a kiedy byłem w trzeciej gimnazjalnej, wystawiono „Mieszczanina szlachcicem”. Kostiumy (wypożyczane), dekoracje, oświetlenie, charakteryzacja – wszystko jak w prawdziwym
Pisarz dziś nie pasjonuje
Związki literackie są niepotrzebne. Nie występują w obronie pisarza, nie upominają się o wznowienia, o honoraria Józef Hen – Swoją najnowszą książkę, „Mój przyjaciel król”, nazywa pan w posłowiu kryptopowieścią. Pisze pan: „niby-powieść, bo narrator jest wymyślony, ale zarazem książka ściśle faktograficzna, biografia króla oparta na dokumentach, listach, pamiętnikach”. Intryguje ten fikcyjny narrator. Do czego był panu potrzebny? – Wymyśliłem, że narratorem jest rówieśnik króla, Gaston Fabre, którego król poznał w młodości Paryżu. To postać fikcyjna,
Boy 2001
Gdyby paszkwilanci w zapiekły sposób go nie oczerniali, kolejne książki nie miałyby może takiego powodzenia Już po raz czwarty zasiadam do pisania artykułu okolicznościowego o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim. Biorę się do tego co dziesięć lat, zawsze przed 4 lipca, w każdą okrągłą rocznicę rozstrzelania pisarza i jego lwowskich kolegów profesorów przez batalion „SS”. Czym się te kolejne artykuły, pisane w dziesięcioletnich odstępach, różnią? Nie oceną pisarstwa Boya – nie starzeje się ono – zmienia się za to miejsce tego pisarstwa w naszej
Nie boję się bezsennych nocy…
Zapiski z księgi trzeciej Jubileusz Kawalerowicza. Miła rozmowa z Grażyną Torbicką. To jest pełna uroku, młoda osoba, której wdzięku dodaje inteligencja i kompetencja. (Mężczyzna zawsze trochę infantylizuje ładną kobietę, czyni to z czułości i kiedy okazuje się, że ta kobieta świetnie sobie daje radę, cieszy się i wzrusza, jakby dziecko zdało egzamin). Jeszcze do niedawna wydawała się panienkowata, teraz wchodzi w wiek, kiedy spojrzenie staje się zamyślone, skłania do zastanawiania się nad jej kobiecością, co wcześniej,






