Tag "polityka energetyczna"
Marsz po władzę
Alternatywa dla Niemiec
Nacjonalistyczna prawica rośnie w siłę, bo trafnie odczytuje frustracje i lęki wyborców, którzy przestali ufać „starym” partiom.
5 czerwca oficjalny profil FB Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) opublikował rolkę „AfD – pod całkowitą kontrolą Putina”, wymierzoną w Markusa Frohnmaiera, rzecznika ds. polityki zagranicznej klubu parlamentarnego Alternatywy dla Niemiec. Frohnmaier – podobnie jak deputowany Bundestagu Steffen Kotré, deputowany Parlamentu Europejskiego Petr Bystron oraz przewodniczący AfD w Saksonii Jörg Urban – wziął udział w zorganizowanym przez Kreml tzw. rosyjskim Davos, Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu. Zignorował przestrogę Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że wyjazd na to zgromadzenie będzie niezgodny z polityką zagraniczną i polityką bezpieczeństwa rządu Friedricha Merza.
Rosja kusi
Autor zamieszczonej na Facebooku rolki zarzucił Frohnmaierowi wysługiwanie się Moskwie i brak patriotyzmu. W podobnym duchu wypowiadali się politycy reprezentujący partie czarno-czerwonej koalicji oraz pozostających poza nią Zielonych. Prześcigali się w potępianiu AfD, ich wypowiedzi nagłaśniały największe media – zarówno publiczne, jak i prywatne. Wyłaniał się z nich obraz Alternatywy jako partii, która ogłosiła kapitulację polityczną i klęczy przed Putinem, dąży do przekształcenia Niemiec w bastion Kremla. Sugerowano nawet, że niemieccy politycy w Petersburgu przekażą Rosjanom informacje stanowiące tajemnicę państwową.
Frohnmaier nie przejął się krytyką i oskarżeniami. 6 czerwca na swoim profilu na FB szydził z rolki chadeków: „Droga CDU, to jest właśnie przyczyna, dla której każdego tygodnia tracicie w sondażach. Jesteście tak jednostronnie przykuci do Ukrainy, że już nie dostrzegacie, że Niemcy są zainteresowane tańszą energią z Rosji”. Tej treści wpisy można było przeczytać także pod rolką CDU. „AfD prowadzi rozmowy, ale wy potraficie tylko podżegać do nienawiści wobec innych. Zamiast spojrzeć na siebie i zastanowić się, dlaczego ludzie się od was odwracają. Ten stek bzdur staje się żenujący”, napisał autor jednego z komentarzy.
Ataki na AfD ze strony obozu rządzącego i tzw. starych partii odnoszą ten sam skutek co krytyka Karola Nawrockiego w czasie wyścigu do Pałacu Prezydenckiego w Polsce.
W ubiegłorocznych wyborach do Bundestagu zwycięska CDU zdobyła 28,5% głosów, AfD niespełna 21%. Obecnie w sondażach partie zamieniły się miejscami, Alternatywa może liczyć na 27-29% głosów, chadecy zaś na 22-25%.
W Petersburgu Frohnmaier kreował się na pragmatycznego rzecznika niemieckich interesów gospodarczych. Powagi dodawała mu obecność na forum – po raz pierwszy od agresji Rosji na Ukrainę – przedsiębiorców z Niemiec. Szef Izby Handlu Zagranicznego Matthias Schepp tłumaczył ją potrzebą ochrony aktywów niemieckich w Rosji, przygotowaniem do wznowienia współpracy po zawarciu rozejmu, niedopuszczeniem do trwałego oddania rosyjskiego rynku i dostępu do rosyjskich surowców państwom azjatyckim (chodzi głównie o Chiny i Indie). W czasie forum Władimir Putin rozmawiał na Kremlu w cztery oczy z byłym przewodniczącym SPD i kanclerzem Niemiec Gerhardem Schröderem, w niedalekiej przeszłości szefem konsorcjum budującego gazociąg pod Bałtykiem.
Frohnmaier mógł się pochwalić rozmową w Petersburgu z głową Gazpromu Aleksiejem Millerem. Podkreślał, że jedną z głównych przyczyn spadku konkurencyjności niemieckiej gospodarki i zwijania się przemysłu są wysokie ceny nośników energii. To trzeba zmienić. „Rosja przez długi czas była podstawowym dostawcą gazu i ropy. Naszym zadaniem jest konsekwentne i bezkompromisowe stawianie na pierwszym miejscu interesów narodowych Niemiec”, cytowała polityka Alternatywy służba prasowa Gazpromu. Tematem rozmowy miały być m.in. perspektywy ponownego uruchomienia gazociągu Nord Stream. Po powrocie do Niemiec Frohnmaier ujawnił: „Miller obiecał mi, że jeśli będziemy chcieli, gaz z Rosji może być ponownie dostarczany rurociągiem w ciągu trzech miesięcy”.
Trump tak, Ameryka niekoniecznie
Obecny na forum w Petersburgu Steffen Kotré, rzecznik
Kanclerz w opałach
„Niemcy w ruinie” – temu przekazowi AfD sprzyja brak zaufania do rządu Friedricha Merza
„Cała Polska śpiewa z nami/Won za Odrę z migrantami!”, wydobywa się z ust kilkorga aktywistów Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza idących 2 maja mostem, który łączy Słubice z Frankfurtem nad Odrą. Na moście powiewają biało-czerwone flagi wetknięte przez ludzi Bąkiewicza. Choć strona niemiecka uważa ich obecność za prowokację, wiszą tu od miesięcy. Dwa dni po święcie flagi po moście granicznym spacerują z papierowymi chorągiewkami unijnymi burmistrzyni Słubic Marzena Słodownik, nadburmistrz Frankfurtu Axel Strasser oraz wiceprzewodniczący Bundestagu z opozycyjnej partii Lewica/Die Linke Bodo Ramelow. Polityk apeluje do władz Niemiec o zniesienie kontroli granic. Wprowadzono je w 2023 r. za rządu tzw. koalicji sygnalizacji świetlnej (SPD, Zielonych i FDP), utrzymuje je – mimo wyraźnego spadku liczby osób ubiegających się o azyl – gabinet aktualnej koalicji czarno-czerwonej (CDU-SPD) kierowanej przez Friedricha Merza.
Na dworcu kolejowym we Frankfurcie na wielu automatycznych skrytkach bagażowych naklejki ostrzegają: „Awaria!”. Dawniej byłoby to nie do pomyślenia, uważają miejscowi. Dają do zrozumienia, że za uszkodzenie skrytek odpowiadają migranci nietroszczący się o obiekty użytku publicznego. Wielu z nich, mieszkających we Frankfurcie, pracuje w oddalonej o pół godziny jazdy pociągiem Gigafactory trumpisty i wielbiciela Alternatywy dla Niemiec (AfD) Elona Muska. Ten największy w Brandenburgii pracodawca zapowiedział stworzenie do końca czerwca 1 tys. nowych miejsc pracy.
We Frankfurcie po przemyśle, w tym wielkiej fabryce półprzewodników, pozostały jedynie wspomnienia. Liczba mieszkańców jest o jedną trzecią mniejsza niż u schyłku Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jak na całym obszarze dawnej NRD frustracja łączy się tu z poczuciem wyższości wobec zachodniej części kraju, która rzekomo jest za mało niemiecka i za bardzo unijna. Eurosceptycy znad Wisły traktują Unię Europejską jako narzędzie Berlina do wzięcia Polski pod but, ci zza Odry widzą we Wspólnocie zagrożenie dla niemieckiej tożsamości i dobrobytu.
Gaz napędza AfD
Kwestia migrantów, której AfD zawdzięczała ubiegłoroczny sukces – prawie 21% w wyborach do Bundestagu – straciła na znaczeniu, mimo to partia Alice Weidel w sondażach regularnie wyprzedza CDU, z którą w wyborach przegrała o 8%. Niesie ją coraz powszechniejsze poczucie, że Niemcy – ten podziwiany do niedawna Weltmeister (mistrz świata) – są zrujnowane, wszystko się sypie, nic nie działa, jak powinno, nawet polskie pociągi kursują punktualniej niż składy Deutsche Bahn. Suflowany przez AfD przekaz o „Niemczech w ruinie” wybrzmiał we wpisie Donalda Trumpa na Truth Social, będącym odpowiedzią na skrytykowanie przez Friedricha Merza amerykańskiej operacji wojskowej w Iranie. Gospodarz Białego Domu poradził kanclerzowi Niemiec, by zamiast zajmować się sprawami, na których się nie zna, poświęcił więcej uwagi „naprawieniu swojego popsutego kraju, szczególnie migracji i energii”.
Ta ostatnia sprawa jest kluczowa. Niemiecki przemysł – do niedawna duma obywateli Republiki Federalnej – przestaje być konkurencyjny z powodu cen energii. Import gazu i ropy z Rosji ustał, w 2023 r. wyłączono ostatnie reaktory w elektrowniach atomowych. Przedstawiciele sfer gospodarczych twierdzą, że Energiewende – transformacja energetyczna oparta na wietrze i słońcu – nie tylko osłabia konkurencyjność, ale także zachęca do przenoszenia produkcji w branżach energochłonnych do innych państw, czyli dezindustrializacji Niemiec.
Jak koalicjant z koalicjantem
Przed wyborami do Bundestagu w 2025 r. Merz ogłosił program „Agenda 2030” nawiązujący nie tylko tytułem, ale i kierunkiem do neoliberalnego programu „Agenda 2010” socjaldemokraty Gerharda Schrödera z 2003 r. Przekonywał, że najważniejszy jest wzrost gospodarczy, wszystko inne ma się mu podporządkować. Również polityka społeczna i energetyczna: „Musimy ratować gospodarkę, byśmy mogli ratować klimat”. Merz obiecywał, że jeśli wygra wybory, ceny energii spadną, Niemcy zaś już na wakacje 2025 r. wyjadą w dobrych nastrojach. Tak się nie stało. Zamiast zapisanego w agendzie corocznego wzrostu PKB o 2%, nadal jest to ułamek procenta (w pierwszym kwartale 2026 r. 0,3%).
Zapowiedziane przez kanclerza reformy
Jak żyć z wiatrakami?
Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Najlepszym tego przykładem są prace nad nowelizacją tzw. ustawy wiatrakowej
W ostatnich dniach czerwca br. Sejm uchwalił nowelizację tzw. ustawy wiatrakowej, w której znalazł się m.in. zapis zmniejszający do 500 m minimalną odległość turbin wiatrowych od zabudowań. Warto przypomnieć, że nowelizacja ta była na liście 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów obecnej koalicji. Nic dziwnego, że posłowie w tej sprawie wzięli się do roboty z niezwykłą energią już na przełomie października i listopada 2023 r., zanim jeszcze powstał rząd Donalda Tuska. Szczególnie że politycy Prawa i Sprawiedliwości za turbinami wiatrowymi nie przepadali, podejrzewając, że Niemcy wciskają nam stare, zużyte wiatraki.
Twarzą tamtej inicjatywy ustawodawczej była posłanka Polski 2050 Szymona Hołowni Paulina Hennig-Kloska, która kilka tygodni później została powołana na stanowisko ministry klimatu i środowiska.
Gdy tylko projekt pojawił się w Sejmie, do ataku ruszyli posłowie PiS, zarzucając jego autorom – była to inicjatywa poselska – że de facto napisali go lobbyści reprezentujący interesy spółek działających w sektorze energetyki wiatrowej. Przyszła pani minister przyznała w jednym z wywiadów, że „był on konsultowany z ekspertami”. Nie ujawniła jednak z którymi. W konsekwencji sprawa została po cichu zamknięta.
W 2024 r. rząd Donalda Tuska wrócił do nowelizacji ustawy wiatrakowej. Konsultacje międzyresortowe trwały długo, z obawy, by nikt nie zarzucił koalicji ulegania lobbystom reprezentującym „obcy kapitał” i „opcję niemiecką”. Projektem, który wpłynął do laski marszałkowskiej pod koniec marca br., zajęły się dwie sejmowe komisje: ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Infrastruktury. Powołano też specjalną podkomisję, która na początku czerwca br. przedstawiła wysokiej izbie efekty swoich prac. W ustawie znalazł się budzący największe emocje zapis zmniejszający do 500 m minimalną odległość turbin wiatrowych od zabudowań.
Aby wzmocnić nacisk na prezydenta Andrzeja Dudę, by podpisał ów akt, znalazły się w nim przepisy pozwalające rządowi na zamrożenie cen energii do końca roku na poziomie 500 zł netto za megawatogodzinę, co jest korzystne dla gospodarstw domowych. Obecne zamrożenie cen obowiązuje do końca września br. Andrzej Duda, pytany na konferencji prasowej w Hadze, czy zaakceptuje tę ustawę, odparł, że Donald Tusk „próbuje wymusić na nim podpis, stawiając go pod ścianą”, i dodał, że nie jest entuzjastą rozwiązań, które spowodują, że „wiatraki będą dokuczały ludziom, że będzie psuty w Polsce krajobraz”. Premier, także na konferencji prasowej, odpowiedział na to, przekonując, że „nie wyobraża sobie, aby prezydent chciał zawetować ustawę, która mrozi na kolejne miesiące ceny energii”. „To byłby niebywały skandal”, podkreślił Donald Tusk.
Na dwoje więc babka wróżyła. Prezydent Duda w tej sprawie może być „za, a nawet przeciw”. Nie zmienia to faktu, że Polska potrzebuje nowoczesnej ustawy, która uregulowałaby kwestie związane z rozwojem odnawialnych źródeł energii, w tym energetyki wiatrowej. Chodzi tu również o bezpieczeństwo energetyczne, obniżenie kosztów transformacji energetycznej i ostatecznie cen prądu dla przemysłu, administracji, samorządów terytorialnych, szkół i szpitali oraz gospodarstw domowych. Energia z wiatru jest znacznie tańsza i czystsza od produkowanej w tradycyjnych elektrowniach węglowych.
Nasz lot na Marsa
Amerykańscy eksperci szacują, że lot na Marsa rakiety z pięcioosobową załogą to koszt 50-60 mld dol., czyli 284-340 mld zł. Dla porównania – transformacja polskiej energetyki do roku 2050 może pochłonąć od 1,9 do 2,4 bln zł! Siedem razy więcej! I nie ma dla tego procesu alternatywy.
Utrzymanie obecnego modelu, opartego na węglu kamiennym i brunatnym, byłoby jeszcze droższe. Poza tym w latach 2015-2023 pisowski rząd podpisał, na poziomie Unii Europejskiej, dokumenty zobowiązujące Polskę do przeprowadzenia tego procesu.
Na przykład 19 grudnia 2023 r. państwa członkowskie UE, w tym Polska, sygnowały Europejską Kartę Energetyki Wiatrowej stanowiącą formalne zobowiązanie do implementacji działań określonych w Wind Power Action Plan, który zawiera wytyczne
Elektorat łaknie krwi
Wybory prezydenckie wywołają ruchy tektoniczne na scenie partyjnej.
Prof. Lech Szczegóła – socjolog polityki, profesor na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor książki „Droga do wojny kulturowej. Ideologia Dobrej Zmiany”.
Czy wyborcy koalicji po pół roku jej rządów są zadowoleni? Jak to wygląda?
– O pełnym zadowoleniu trudno mówić. Na pewno jest połowiczne, i to nawet w twardym elektoracie Koalicji Obywatelskiej. Owszem, ten elektorat jest zadowolony z tego, że PiS wreszcie nie rządzi, że odzyskano media publiczne, cieszą go pewne upokorzenia, które spotykają liderów PiS czy samego prezesa. Ale do satysfakcji jest bardzo daleko. Myślę, że ten najbardziej platformerski elektorat łaknie krwi. Tymczasem młyny prokuratury mielą powoli. Rozliczenia są w trakcie i nie wiadomo, kiedy się ich doczekamy. Ale pierwszy efekt wyborczego triumfu już przeminął.
Ludzie pewnie woleliby działania w stylu Ziobry. Konferencja prasowa, telewizja, nawet areszt, wielki huk! A zarzuty, sprawa w sądzie, wyrok – to już mało kogo interesowało.
– Oczekiwanie na większą sprawczość jest duże. Wola rozliczeń tego, co robili poprzednicy, też jest, tylko że szacunek dla procedur, plus kadry odziedziczone w prokuraturze i w sądownictwie, na wiele nie pozwalają. Ale to stały defekt naszego wymiaru sprawiedliwości – powolność nadejścia kary. Natomiast ten bardziej labilny elektorat, zwłaszcza jego młodsza część, oczekiwałby raczej planu rządzenia. Czyli wizji, a z tym nasz premier zawsze miał problem. Tymczasem prace rządu oraz parlamentu grzęzną w doraźności i w wewnętrznych sporach. Brakuje jasnego i uczciwego przedstawienia, czego nie można zrobić, dopóki prezydentem jest Andrzej Duda, i jakie działania będą możliwe po zmianie na tym fotelu.
Płynnie wchodzimy w kampanię prezydencką.
– Myślę, że tryb trzech kampanii w krótkim czasie nie pozwala ekipie rządzącej wypracować jakiejś perspektywy działań w kilku sferach podstawowych dla interesów i życia codziennego Polaków. Począwszy od energetyki, która staje się rosnącym problemem.
Gospodarstwa dostają rachunki grozy.
– Małe i średnie firmy też. Mamy rozregulowany przez osiem lat poprzednich rządów rynek gazu i prądu. Ale nie słyszymy o innych koncepcjach niż kontynuowanie
działań, które kojarzą się z przyklejaniem plastra, a nie trwałą strategią reformy tego sektora.
Jak Europa żegna się z „czarnym złotem”
Wiele wskazuje na to, że 11 lat po zamknięciu ostatniej węglowej elektrowni w Unii Europejskiej Polska wciąż będzie zatruwać Europę Czy tego chcemy, czy nie, musimy zacząć przyzwyczajać się do myśli o żegnaniu się z węglem. Surowcem, który tak chętnie wykorzystywany jest (był?) w energetyce i ciepłownictwie. Żegnanie się z węglem szczególnie trudno przebiega w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Boleśnie odczuwamy to nad Wisłą. Także dlatego, że odchodząca władza zrobiła niewiele, by transformacja energetyczna przebiegła u nas tak jak w wielu krajach Europy.
Konferencja „Wybrane aspekty realizacyjne Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku”
27 września 2023 r. w Hotelu Courtyard by Marriott w Katowicach (ul. Uniwersytecka 13) oraz online odbędzie się konferencja poświęcona Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040). To 1 z 9 strategii zintegrowanych wynikających ze Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. PEP2040 jest
Marzenie ściętej baterii
Nawet gdyby powstał milion samochodów elektrycznych, to raczej nie pojedzie, bo mamy niecałe 3 tys. stacji ładujących Samochodów elektrycznych w Polsce przybywa. Przeciwnicy tej technologii straszą różnymi ciekawostkami, często niemającymi oparcia w rzeczywistości. A wcale nie muszą niczego zmyślać. Dziś głównym problemem elektromobilności nad Wisłą jest niewystarczająca liczba stacji ładujących. Co ciekawe, również część Europy nie radzi sobie z rozmieszczaniem ładowarek. Do tego, mimo wielu zalet, elektryki pozostają na razie jedynie zabawą dla bogatych entuzjastów,
Wielkie zielone pieniądze
Miliardy pompowane w transformację energetyczną stworzyły nowy biznes: ekolobbing W pewnym sensie było to nieuniknione – wystarczy rzut oka na kwoty, o których mówi się w kontekście legislacji dotyczącej odnawialnych źródeł energii, nowej zielonej infrastruktury, ale też projektów „miękkich”, takich jak edukacja, kampanie społeczne, tłumaczenie przyczyn tych reform społeczeństwu. W Stanach Zjednoczonych tylko przyjęty w ubiegłym roku Inflation Reduction Act (IRA), pakiet reform administracji Bidena mający przyśpieszyć przejście amerykańskiej gospodarki na zeroemisyjność,
Łup wojenny
Jak banki, korporacje energetyczne i sektor zbrojeniowy zarabiają na współczesnych kryzysach W grudniu 2022 r. grono waszyngtońskich VIP-ów otrzymało niecodzienne zaproszenie. Ambasada Ukrainy urządzała przyjęcie z okazji 31. rocznicy powołania Ukraińskich Sił Zbrojnych. Pod wielkimi, betonowymi łukami podtrzymującymi kopułę Pavilion Room w budynku im. Ronalda Reagana mieli się spotkać wojskowi, politycy, dyplomaci, byli i aktualni urzędnicy amerykańskiej administracji. Oraz oczywiście biznes. Jednak nie samo przyjęcie było wyjątkowe, lecz właśnie zaproszenie na ów okolicznościowy koktajl.
Ludziom należą się podwyżki inflacyjne
Do obniżek cen na stacjach paliwowych czy w marketach dołożył się podatnik, a zyski zgarnęły wielkie koncerny Dr Michał Możdżeń – ekonomista, politolog, doktor nauk ekonomicznych Do niedawna jeszcze straszono Polaków spiralą płacowo-inflacyjną. Tym, że rosnące płace będą się przekładać na rosnące ceny i nakręcać mechanizm, który tylko zwiększy inflację. Ty dowodzisz, że nic podobnego się nie stało, a płace Polaków spadły w skali niewidzianej od lat 90. – Ja patrzę trochę inaczej na gospodarkę. Nas, ekonomistów odwołujących się do ekonomicznej








