Tag "rzeki"
Tam, gdzie mgła staje się rzeką
Lasy mgliste w Andach to jedne z najbogatszych ekosystemów na Ziemi
Lasy mgliste tworzą rzeki. Rosną wyżej niż lasy deszczowe, zazwyczaj na wysokości pomiędzy 900 a 2400 m n.p.m. Pośród gwałtownych krajobrazów, kreślonych graniami, grzbietami i dolinami. Wysokość sprawia, że są chłodniejsze niż lasy deszczowe, a bogata rzeźba terenu sprzyja narodzinom rzek wartkich, płytkich, o krystalicznie czystych wodach w kamiennych korytach – w przeciwieństwie do wolniejszych, znacznie bardziej zamulonych rzek na nizinach.
Wysokość i chłód przyczyniają się do powstawania chmur. Wilgotne powietrze, pchane ku górze przez ukształtowanie terenu, się ochładza, a osiągnąwszy punkt rosy, zamienia w mgłę spowijającą las przez okrągły rok. Mgła ogranicza bezpośrednie nasłonecznienie, spowalniając w drzewach proces transpiracji i zatrzymując więcej wody w ekosystemie leśnym.
Ponieważ mgła przenika całą bryłę lasu, sunąc po podłożu i pnąc się aż po korony, między pniami, wnikając w najmniejszy nawet zakamarek, powierzchnia, na której może dochodzić do skroplenia, osiąga maksymalne rozmiary. A z racji tego, że lasy mgliste znamionuje niebywała gęstość epifitów („roślin powietrznych”, rosnących na innych roślinach), powierzchnia ta okazuje się niezmierzona. Wątrobowce, mchy, paprocie, storczyki, porosty i bromelie oblepiają drzewa na tyle, że jedno większe drzewo porastać mogą setki, a czasem nawet tysiące innych roślin, gęściej nawet niż w niektórych lasach deszczowych.
Niczym przedzierający się przez mgłę brodacz, na którego zaroście osiadają krople wody, epifity lasu mglistego działają na podobieństwo kondensatorów wilgoci. To, co się na nich osadza, skapuje następnie z wolna na ziemię w postaci wody. Tego rodzaju łagodne, nieustające spływanie przez biologów nazywane jest „skraplaniem mgły” bądź „opadem mglistym”. To właśnie pozwala lasom mglistym podtrzymać przepływ wody w strumieniach nawet podczas suszy. Dlatego inną nazwą lasu mglistego jest „las wodny”. Dlatego rzeki i las mglisty są nierozerwanie ze sobą związane: rodzą się nawzajem.
Wnętrze lasu mglistego przypomina parujący, jarzący się piec zieleni. Zagłębianie się weń jest jak przedzieranie przez nasiąknięty wodą mech, jak gdyby ktoś zmniejszył nas do rozmiarów owada – tak sobie to wyobrażam. (…)
Lasy mgliste to jedne z najbogatszych w gatunki środowisk na Ziemi. Choć pokrywają mniej niż 0,5%powierzchni lądów, zamieszkuje je ok. 15% wszystkich znanych nam gatunków. Na powierzchni 1 ha lasu mglistego może rosnąć 400 gatunków drzew, czyli niemal połowa tego, co w całych Stanach Zjednoczonych. Najbardziej bioróżnorodne lasy mgliste znajdują się na obszarze równikowym Andów, gdzie sąsiedztwo Pacyfiku i Andów wspinających się w odległości zaledwie tysiąca kilometrów od brzegu oceanu na wysokość przeszło 6 km nad jego poziomem, tworzy niesamowite bogactwo i różnorodność życia.
W ostatnich dekadach jednak pod wyrąb, rolnictwo, zabudowę i górnictwo przeznaczono miliony hektarów tych lasów. Od 2001 do 2018 r. zniknęło z powierzchni Ziemi ponad 2% lasów mglistych na świecie; w Andach aż 8%. Obowiązujące przepisy zdołały spowolnić, lecz nie powstrzymały całkowicie ich niszczenia, a znaczną część strat poniósł właśnie Ekwador.
Najbardziej katastrofalną w skutkach i nieodwracalną formą ingerencji w las mglisty jest przemysłowe wydobycie metali. Na potrzeby odkrywkowego wydobycia złota i miedzi, głównej metody stosowanej dziś na terenie północnych Andów, trzeba najpierw ogołocić z drzew teren przyszłej kopalni, a następnie poprzecinać go siecią dróg dla ciężkich maszyn. Dynamit rozsadza skałę macierzystą, koparki zbierają odłamek po odłamku, ciężarówki urobek wiozą do kruszarek, gdzie miele się go na drobny proszek, miesza się
Fragmenty książki Roberta Macfarlane’a Czy rzeka żyje?, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2026
Życie w potokach
Nicienie, skąposzczety, skorupiaki, pijawki i inne
Potoki i strumienie to stosunkowo niewielkie cieki wodne, a żyjące w nich organizmy są przedmiotem zainteresowania hydrobiologii, czyli biologii organizmów wodnych. Potoki charakteryzują się niedużymi rozmiarami, co odróżnia je od rzek (jak prawie zawsze w podziałach i klasyfikacjach w przyrodzie granice są tu płynne i nieostre), i dość silnym związkiem ze środowiskami przylegającymi, czyli linią brzegową. Generalnie są to środowiska bardzo zróżnicowane, o wielkim urozmaiceniu warunków życia i, co za tym idzie, różnorodności gatunków. Głębokość potoków waha się od kilku centymetrów do kilku metrów, szczególnie głębsze są w zastoiskach, znajdujących się najczęściej w rejonach brzegowych. Bardzo zmienna jest też szybkość prądu, od paru centymetrów do kilku metrów na sekundę w wodospadach i rejonach górskich. O zróżnicowaniu mówimy też w przypadku podłoża, które często w decydującym stopniu wpływa na charakter roślin i zwierząt zasiedlających potok.
W potokach nizinnych rozwija się roślinność naczyniowa, w mniejszych ilościach glony, a także plankton (drobne organizmy unoszące się w wodzie) i pleuston (organizmy związane z błoną powierzchniową wody), np. rzęsa lub lśniące, granatowe chrząszcze krętakowate (Gyrinidae, Coleoptera), tańczące na powierzchni wody i zataczające elipsowate kręgi, oraz ślizgające się na powierzchni wody pluskwiaki nartniki (Heteroptera). Ponadto peryfiton, czyli organizmy przyczepiające się do podłoża, np. gąbki, mszywioły (Bryozoa), wiele owadów, bentos – organizmy związane z dnem, i nekton, czyli organizmy poruszające się w toni wodnej, przede wszystkim ryby (pstrągi, lipienie, babki).
W potokach górskich, zwłaszcza wyróżniających się silnym, turbulentnym prądem, praktycznie brakuje planktonu, formacji typowej dla wód stojących lub wolno płynących, i oczywiście pleustonu z uwagi na burzliwą, niestabilną powierzchnię wody.
Istotną rolę w obiegu materii i kształtowaniu życia w potokach odgrywa detrytus, czyli szczątki organiczne, głównie roślinne, pochodzenia zarówno autochtonicznego, czyli z danego potoku, jak i allochtonicznego, czyli z zewnątrz, najczęściej z okolicznych łąk i lasów.
Detrytus stanowi często podstawowy składnik pokarmu wielu grup zwierząt, zwłaszcza owadów (muchówki, jętki, widelnice), skorupiaków i skąposzczetów, a także składnik środowiska życia i rozwoju. Niebagatelną rolę w odżywianiu wielu bezkręgowców odgrywa również seston, czyli zawiesina organiczna unoszona z prądem wody, wychwytywana przez przystosowane do tego organizmy dysponujące specjalnymi aparatami filtrującymi, np. meszki (Simuliidae), ochotkowate (Chironomidae) i kuczmany (Ceratopogonidae).
Potoki mniejsze i wolniej płynące w znacznie większym stopniu, co zrozumiałe, korzystają z substancji allochtonicznej. Najczęściej tego rodzaju potoki to małe, śródleśne cieki o brunatnej barwie. Powoduje ją duża ilość próchnicy i substancji pochodzącej z rozkładu opadających liści. Woda w tego rodzaju zbiornikach jest silnie zakwaszona i dość uboga w gatunki. Dominują tam detrytusofagiczne muchówki i polujące na nie owady, szczególnie ważki, pluskwiaki oraz chrząszcze.
Pewną odrębną kategorię stanowią potoki wysokogórskie, wyróżniające się bardzo szybkim prądem, kamienistym, a czasami skalnym podłożem i brakiem roślinności albo jej znaczną redukcją (są to przede wszystkim nitkowate glony przyczepione do kamieni). W tego typu potokach występuje fauna reofilna, czyli charakterystyczna dla szybkich prądów wodnych. To chociażby larwy meszek, mające specjalne przyssawki o skomplikowanej budowie na końcu odwłoka, i poczwarki tych owadów przyklejone kleistą wydzieliną do kamieni, pijawki z dużymi i mocnymi przyssawkami, larwy i poczwarki chruścików (Trichoptera), których domki obciążone są większymi kamykami, co utrudnia ich porwanie przez prąd wodny. A także spłaszczone, duże larwy widelnic (Plecoptera), które przyczepiają się do podłoża specjalnymi pazurkami, i mocno przytwierdzające się do płaskich powierzchni ślimaki.
Typowe dla górskich potoków są też larwy muchówek ochotkowatych, kobyliczkowatych (Rhagionidae) oraz wielu gatunków jętek. W żwirze, piasku czy kamieniach leżących na dnie oraz w przybrzeżnych warstwach mułu żyje bardzo wiele gatunków należących do bentosu, czyli fauny dennej. Są to owady, głównie muchówki, a także nicienie, skąposzczety, mięczaki, skorupiaki i pijawki.
Natomiast wyłącznie w rwących potokach i wodospadach żyją i rozwijają się wodne stadia rozwojowe muchówek mikozkowatych
Życie w potokach
Nicienie, skąposzczety, skorupiaki, pijawki i inne
Potoki i strumienie to stosunkowo niewielkie cieki wodne, a żyjące w nich organizmy są przedmiotem zainteresowania hydrobiologii, czyli biologii organizmów wodnych. Potoki charakteryzują się niedużymi rozmiarami, co odróżnia je od rzek (jak prawie zawsze w podziałach i klasyfikacjach w przyrodzie granice są tu płynne i nieostre), i dość silnym związkiem ze środowiskami przylegającymi, czyli linią brzegową. Generalnie są to środowiska bardzo zróżnicowane, o wielkim urozmaiceniu warunków życia i, co za tym idzie, różnorodności gatunków. Głębokość potoków waha się od kilku centymetrów do kilku metrów, szczególnie głębsze są w zastoiskach, znajdujących się najczęściej w rejonach brzegowych. Bardzo zmienna jest też szybkość prądu, od paru centymetrów do kilku metrów na sekundę w wodospadach i rejonach górskich. O zróżnicowaniu mówimy też w przypadku podłoża, które często w decydującym stopniu wpływa na charakter roślin i zwierząt zasiedlających potok.
W potokach nizinnych rozwija się roślinność naczyniowa, w mniejszych ilościach glony, a także plankton (drobne organizmy unoszące się w wodzie) i pleuston (organizmy związane z błoną powierzchniową wody), np. rzęsa lub lśniące, granatowe chrząszcze krętakowate (Gyrinidae, Coleoptera), tańczące na powierzchni wody i zataczające elipsowate kręgi, oraz ślizgające się na powierzchni wody pluskwiaki nartniki (Heteroptera). Ponadto peryfiton, czyli organizmy przyczepiające się do podłoża, np. gąbki, mszywioły (Bryozoa), wiele owadów, bentos – organizmy związane z dnem, i nekton, czyli organizmy poruszające się w toni wodnej, przede wszystkim ryby (pstrągi, lipienie, babki).
W potokach górskich, zwłaszcza wyróżniających się silnym, turbulentnym prądem, praktycznie brakuje planktonu, formacji typowej dla wód stojących lub wolno płynących, i oczywiście pleustonu z uwagi na burzliwą, niestabilną powierzchnię wody.
Istotną rolę w obiegu materii i kształtowaniu życia w potokach odgrywa detrytus, czyli szczątki organiczne, głównie roślinne, pochodzenia zarówno autochtonicznego, czyli z danego potoku, jak i allochtonicznego, czyli z zewnątrz, najczęściej z okolicznych łąk i lasów.
Detrytus stanowi często podstawowy składnik pokarmu wielu grup zwierząt, zwłaszcza owadów (muchówki, jętki, widelnice), skorupiaków i skąposzczetów, a także składnik środowiska życia i rozwoju. Niebagatelną rolę w odżywianiu wielu bezkręgowców odgrywa również seston, czyli zawiesina organiczna unoszona z prądem wody, wychwytywana przez przystosowane do tego organizmy dysponujące specjalnymi aparatami filtrującymi, np. meszki (Simuliidae), ochotkowate (Chironomidae) i kuczmany (Ceratopogonidae).
Potoki mniejsze i wolniej płynące w znacznie większym stopniu, co zrozumiałe, korzystają z substancji allochtonicznej. Najczęściej tego rodzaju potoki to małe, śródleśne cieki o brunatnej barwie. Powoduje ją duża ilość próchnicy i substancji pochodzącej z rozkładu opadających liści. Woda w tego rodzaju zbiornikach jest silnie zakwaszona i dość uboga w gatunki. Dominują tam detrytusofagiczne muchówki i polujące na nie owady, szczególnie ważki, pluskwiaki oraz chrząszcze.
Pewną odrębną kategorię stanowią potoki wysokogórskie, wyróżniające się bardzo szybkim prądem, kamienistym, a czasami skalnym podłożem i brakiem roślinności albo jej znaczną redukcją (są to przede wszystkim nitkowate glony przyczepione do kamieni). W tego typu potokach występuje fauna reofilna, czyli charakterystyczna dla szybkich prądów wodnych. To chociażby larwy meszek, mające specjalne przyssawki o skomplikowanej budowie na końcu odwłoka, i poczwarki tych owadów przyklejone kleistą wydzieliną do kamieni, pijawki z dużymi i mocnymi przyssawkami
Wydra prosi do tańca
Są zwinne, bystre i niezbyt lękliwe. Potrafią zaskoczyć
Po tafli zamarzniętego zalewiska, gdzieś między Wierciszewem a Wizną, posuwa się postać w białym kitlu. Lekarz? Lekarz. Z bliska byłoby widać, że nie jeden kitel ma na sobie, ale strój uszyty z kilku wysłużonych lekarskich fartuchów, zwieńczony kapturem. To chirurg, ortopeda traumatolog, mogący przyszyć człowiekowi utraconą rękę czy nogę, a tym bardziej zszyć ze sobą zgrabnie kilka wysłużonych szpitalnych przyodziewków. Teraz jednak nie ma w rękach ani igły, ani też lancetu czy innych budzących dreszcz narzędzi, ale czarny sprzęt fotograficzny, widoczny najlepiej ze wszystkiego, co ma przy sobie i na sobie. Bo cała ta biała maskarada po to, by nie być widocznym dla bystrych oczu mieszkańców tego, teraz prawie całkiem skutego lodem miejsca.
Lekarze są od dbania o cudze zdrowie, nie o swoje, które wielu z nich traktuje z zadziwiającą beztroską. (…) Wiem jednak na pewno, że wspomnienia naszego traumatologa bywają traumatyczne. Jak na przykład to:
Zimowa Narew i przysypane śniegiem starorzecza z lotu ptaka. Wydry jednak oglądają nadrzeczny pejzaż, wychylając się z przerębli. Ulubione ścieżki wydr biegną wzdłuż granicy lodu z niezamarzniętym nurtem rzeki. Za nimi podąża dr Paweł Świątkiewicz w nadziei na sugestywne fotograficzne portrety.
– Zobaczyłem w pasie niezamarzniętej, płynącej wody dwie ciemne plamy. Jeszcze nie miałem pewności, czy to one, bo było za daleko, by je rozpoznać, a zwłaszcza utrwalić na zdjęciach.
Co więc zrobił? Dla lekarza nic nie jest przecież tak ważne jak rozpoznanie – w medycynie choroby, a tu, na łowach z aparatem, gatunku zwierzęcia. Nie miał tak naprawdę wątpliwości, że to muszą być jego upragnione wydry, chciał jednak mieć pewność.
– Ruszyłem po lodzie, ale był zbyt kruchy, więc padłem na zaśnieżoną taflę, by dalej się czołgać w stronę obiecującej zdobyczy. Podpełzłem blisko, już mogłem robić zwierzakom zdjęcia, gdy nagle lód zaczął się uginać pode mną jak guma, na powierzchnię wypłynęła fala i zaczęła mnie ogarniać. Aż nagle nurt porwał mnie i uniósł jak pustą butelkę. Dobrze, że w stronę krzaka łozy, którego gałęzi się uchwyciłem i jakoś wydostałem z matni. (…)
Na szczęście po tej przygodzie nie dostał zapalenia płuc. A dla podjęcia ryzykownej akcji miał, jak sądził, nader ważny dla tropiciela dzikich zwierząt powód:
– Koniec zimy to przecież czas godowy wydr. Z natury są samotnikami, więc jak się widzi dwie obok siebie, a jedna trzyma w pysku rybę, to ani chybi mamy przed sobą tokującą parę – dowodzi z zapałem nasz tropiciel.
Przeczucie podbudowane doświadczeniem go nie zawiodło i zarejestrował unikatową scenę aktu miłosnego wydr, dla których lodowata woda to najlepsze miłosne łoże. Kontakt z tymi wyjątkowymi ssakami nie zapędził ryzykanta do łóżka z gorączką – najwyraźniej od środka ogrzewał go fotograficzny zapał. Wydry jakby były dlań stworzone. Są zwinne, bystre, niezbyt lękliwe. Potrafią zaskoczyć. Oto nagle z przerębla wyłania się głowa tego wodnego drapieżcy z rybą w pysku. Zaczyna zajadać zdobycz, niezbyt się przejmując obecnością widza, o ile ten nie zachowuje się zbyt natarczywie i nie podchodzi blisko. Zimą, gdy trwają gody tych ssaków, niespodziewanie można ujrzeć po trzy, cztery sztuki uganiające się po lodzie.
Narew, jako niezbyt szeroka rzeka, jest znakomitym polem do takich obserwacji i łowiskiem dla fotografa z teleobiektywem. Gonitwy i pląsy to zwykle przejaw uwodzenia upatrzonej samicy przez kilku samców i ich rywalizacji o jej względy. Wydra na ogół zajmuje sobie jakieś 2 km biegu rzeki i z tego terytorium przegania sąsiadów. Ale w okresie godów pękają wszelkie granice i zaczyna się wśród samców walka o partnerki, często brutalna i krwawa.
Samiec przebywający pojedynczo przy samicy raczej popisuje się zdobyczą i różnymi wygibasami. Baraszkowanie rozochoconych wydr to znakomity temat dla zapaleńców fotografii, takich jak nasz lekarz.
Okazuje się, że Paweł śledzi te zwierzęta od lat. Twierdzi, że niektóre nie tylko przed nim nie uciekają, ale wręcz na jego widok zaczynają coś w rodzaju popisów. Jakby go zapraszały do tańca. Zachowują się tak zwłaszcza w porze godów, kiedy potrzeba zwrócenia na siebie uwagi bywa ważniejsza od strachu i głodu – bo zwierzęta muszą za wszelką cenę udowodnić swoją wartość.
Paweł spędza w terenie każdą wolną chwilę, a że pracuje w Białymstoku, nad Narew ma blisko. Zdejmuje fartuch lekarski, zakłada ten uszyty z kilku starych albo jakiś inny terenowy ubiór – i rusza na znane sobie szlaki. Mówi, że to dla niego ucieczka od męczącej codzienności przychodni i szpitala. Ale nawet tu, nad rzeką, nie przestaje być lekarzem. Człowiek, który przyszywa innym kończyny, musi znać meandry ścięgien, nerwów i naczyń krwionośnych
Fragmenty książki Tomasza Kłosowskiego Narew. Opowieści o niepokornej rzece, Paśny Buriat, Suwałki 2025
Wspólnota ludzi i rzeki
Na Bugu człowiek ma szansę znaleźć się sam na sam z przyrodą – z wodą, ptakami i innymi mieszkańcami przybrzeżnych trzcinowisk i łęgów
Dawniej kwiecień był czasem wody. Woda stała wszędzie. Przez łąki nie dało się przejść suchą nogą. Rycyki i czajki latały nad głowami, wydając alarmujące dźwięki. W słoneczny dzień jak okiem sięgnąć było niebiesko-żółto od kwitnących kaczeńców i odbijającego się w wodzie nieba. A im bliżej Bugu, tym więcej wody i tym dłużej stała, zasilając szeroko rozlane jeziora starorzecza, tzw. bużyska. Na łąkach znajdowały się liczne szopy służące do przetrzymywania siana, a miedze były porośnięte wierzbami, lipami i brzozami. Tak było jeszcze dwadzieścia parę lat temu. Melioracja pól i wał nad rzeką chroniły okoliczne wsie przed całkowitym zalaniem. Zanim wał powstał, wiosenne wylewy rzeki i roztopy odcinały od świata osady leżące bliżej Bugu. Nieraz na wiele tygodni. (…)
Rzeka wyznaczała kiedyś rytm życia. Wiosną, gdy wylewała, ograniczała możliwość przemieszczania się. Zimą, gdy zamarzała, stawała się drogą prostą do przebycia. Ale rzeka tak łatwo nie zamarza. Zazwyczaj stawała na drodze tym, którzy chcieli przeprawić się często nie tyle z jednego brzegu na drugi, ile z jednego świata do drugiego. Bo nasza rzeka bywała też granicą. Między wschodem a zachodem, między Niemcami a Sowietami. (…)
Dziś wciąż dzika, nieuregulowana rzeka przestała być przeszkodą nie do pokonania. Kiedyś potrzebny był przewoźnik. Dziś jeździmy przez rzekę, kiedy nam się podoba – samochodem, rowerami. Najbliższy most mamy w miejscu, w którym od zawsze istniała przeprawa, a pamięć o tym zachowała się w nazwie pobliskiej miejscowości. Nie ma za to promów, które niegdyś skracały drogę. Żeby dotrzeć do Ciechanowca, znajdującego się po drugiej stronie rzeki, muszę nadłożyć kilkanaście kilometrów. Przeprawa promowa oszczędziłaby mi sporo pedałowania. Ale poza mną z promu nie korzystałoby pewnie zbyt wiele osób, jest zatem niepotrzebny.
Poza wielkim i ciągle wspaniale dzikim Bugiem mamy tu też mniejsze rzeczki wpadające do tej wielkiej i te zupełnie małe, jak najbliższa naszego domu Buczynka. Tamtego roku patrzyłam na nią z rosnącym niepokojem. Z dnia na dzień
Fragmenty książki Doroty Filipiak Bug z tobą. Historie o życiu i śmierci na wsi podbużańskiego Podlasia, Paśny Buriat, Kielce 2024
Badacze znad Bugu
Ptaki są dobrym wskaźnikiem stanu środowiska. Obserwując je, możemy wnioskować, czy z otoczeniem dzieje się coś złego Bug – jedna z niewielu tak dużych i jednocześnie tak naturalnych rzek nie tylko w skali kraju, lecz także Europy – przez lata przyciągał wielu badaczy. Przyjeżdżali tu hydrolodzy, botanicy, ornitolodzy, herpetolodzy, ichtiolodzy, specjaliści od motyli, nietoperzy, wydr, bobrów i wielu innych mniejszych oraz większych organizmów. W dolinie rzeki przeprowadzono mnóstwo badań i opisano je w setkach publikacji. Każdy dolewał swoją kropelkę do pęczniejącego
Sumy z Przechowalni
Sum jest jak odkurzacz: po drodze zasysa wszystko. Ma szeroki pysk, a jak coś do niego wpadnie, to już się nie wydostanie Człowiekiem Biebrzy, związanym z nią od dzieciństwa, jest Mirosław Kobeszko. Rzeka i woda to jego żywioły. (…) Zacznijmy od tego, że Kobeszko ma mocne biebrzańskie korzenie. Lubi podkreślać, że jest nad Biebrzą od zawsze. Jego ojciec był strażnikiem łosiowym. Tym samym, który pilnował ostatnich ocalałych łosi w nowych granicach powojennej Polski. (…) Dziadek Mirka ze strony matki
Rzeki pod prądem
Polskie prawo tworzy iluzję ochrony wód przed ściekami z elektrowni Robert Wawręty – ekspert w zakresie inżynierii środowiska, specjalizujący się w kwestiach związanych ze zrównoważoną gospodarką wodną. Wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi. Elektrownie i elektrociepłownie spalające węgiel lub gaz potrzebują ogromnych ilości wody. Te, które mają otwarte systemy chłodzące, pobierają jej kilkadziesiąt razy więcej niż w przypadku obiegów zamkniętych. To wielki, a jednocześnie mało znany problem ekologiczny. – Krajowi producenci
Oddać głos rybom, wyeliminować patologię
Nie ma racjonalnego uzasadnienia przewożenie karpi, przerzucanie z jednego zbiornika do drugiego, męczenie ich przed śmiercią Wrocław jako jedno z pierwszych miast w Polsce zdecydował się na zakaz handlu żywymi rybami. Dwa lata temu magistrat do przedświątecznej sprzedaży karpi wyznaczył osiem miejsc, a rok temu zredukował tę liczbę o połowę i zapowiedział, że to ostatnie takie święta. – W 2021 r. Biuro Rozwoju Gospodarczego przeprowadziło ostatnie losowanie miejsc do handlu rybami na wrocławskich ulicach. Uwzględniliśmy w ten sposób postulaty hodowców
Susza kradnie Europie Dunaj
Wysychająca rzeka uderza w gospodarkę aż 10 państw Transport ukraińskiego zboża Dunajem Gdy wiosną okazało się, że transport ukraińskiego zboża z portów nad Morzem Czarnym z powodu rosyjskiej blokady może być niemożliwy, pojawił się pomysł wykorzystania Dunaju jako naturalnego łącznika pomiędzy Ukrainą a Europą Środkową. Rumuńskie porty w potężnej delcie gotowe były na przyjęcie zboża i wysłanie go w głąb kontynentu. Teoretycznie przygotowany był także port w Konstancy nad Morzem Czarnym, który znajduje się kilkadziesiąt kilometrów








