Tajemnice spowiedzi

Po wyjściu z konfesjonału człowiek często czuje się lepki od brudu – zauważył kiedyś ksiądz Tischner

Dla pragmatycznego chrześcijanina XXI wieku okres oczekiwania na zmartwychwstanie Chrystusa jest czasem nie lada próby. Wyrwany z rutyny dnia codziennego ma sprawdzić, czy w dobie fast-foodów, fast-pracy i fast-seksu mechanizm jego sumienia działa bez większych zakłóceń. I czy w razie jego uszkodzenia (sumienia) odważy się zgłosić po pomoc do duchownych w konfesjonale. O tym, że te ostatnie tracą na znaczeniu, świadczą sondaże. Co prawda, przeciętny polski katolik jako tako jeszcze wywiązuje się z obowiązku rocznej spowiedzi, jednak w większości wypadków czyni to bez przekonania i raczej automatycznie. Do kolejki po sakrament pcha go może nie tyle nakaz serca, co zwykły nawyk (“Rodzice pilnowali, abym systematycznie przystępował do spowiedzi” – tak twierdzi 72% ankietowanych mocno związanych z religią i 56% osób uważających się za mniej religijne) i obiegowe przekonanie, że “tak trzeba”. Dlatego też “krata konfesjonału” bardziej niż miejsce duchowego oczyszczenia nieraz kojarzy się z wizytą u psychoanalityka.

Homo legis…

Wydaje się, że czasy, w których sakrament pokuty traktowany był przede wszystkim jako akt wiary, a prośba o przebaczenie jako przepustka otwierająca drogę do pojednania z bliźnimi i Bogiem, minęły. W potocznym języku bliźniego zastąpił obcy, na którego zwraca się uwagę o tyle, o ile wymaga tego interes. A i Pan Bóg, coraz częściej, co widać zwłaszcza z wypowiedzi ludzi młodych, sprowadzony został do wymiarów jakiejś transcendencji, która nie potrzebuje żadnych pośredników. Odnotowywany wzrost nieufności do księży stanowi znak czasów, w których powszechna chęć do bycia sobą z trudem daje się pogodzić z rolą skruszonej owieczki. A ksiądz jest człowiekiem, w dodatku nie zawsze spełniającym nasze oczekiwania. Bywa niekiedy obojętny lub zbyt surowy. Ponadto używa języka niezrozumiałego dla przeciętnego człowieka. Rejestr win spowiedników już w średniowieczu był na tyle pokaźny, że ojcowie Kościoła zdecydowali się tworzyć poradniki dla księży. I tak np. obserwacja dyskryminacji wieśniaków skłoniła świętego Alfonsa Liguori do refleksji, że są “tacy, co zachowują miłosierdzie dla osób znaczących lub dusz bogobojnych, a gdy zagadnie ich biedny grzesznik, to albo go nie słuchają, albo robią to niechętnie, czy nawet obelżywie opędzają się od niego”. Na pospieszne “załatwianie” penitentów skarżył się franciszkanin Michał Menot, który grzmiał na obyczaje, kiedy to ksiądz udzielając rozgrzeszenia, wysyła grzesznika “do wszystkich diabłów”. Byle mieć święty spokój.
Przed Soborem Trydenckim, gdy spowiedź stanowiła nieraz źródło dochodów, odfajkowywanie rozgrzeszania stanowiło normę. Wiek po nim Jan Eck podsumował rzymskich spowiedników słowami: “Siedzą z wyciągniętą ręką i dają rozgrzeszenie wszystkim, co się spowiadają (…), mówiąc im: “To drobiazg, powiedz o czymś poważnym”. Nie dusz oni szukają, lecz paru groszy”. Spory na temat spowiedzi doskonałej, kwalifikacji grzechów, rodzajów pokuty jeszcze w XVIII w. były tak żywe, że swoim natężeniem przypominają współczesne debaty o aborcji czy eutanazji. O tym, że i dziś nieraz trudno znaleźć dobrego spowiednika, nie trzeba nikogo przekonywać. – Gdy rozmawiam z ludźmi, często słyszę, że odsunęli się od Kościoła, bo trafili na nieodpowiedzialnego księdza. Niestety, rzadko się zdarza sytuacja odwrotna, by ktoś wrócił do wspólnoty za sprawą kapłana – wyznaje ojciec Augustyn z Częstochowy. Dlatego, zdaniem niektórych teoretyków Kościoła, gdy mowa o kryzysie sakramentu pokuty, zbyt pochopnie wskazuje się na winę wiernych, podczas gdy problem bardziej dotyczy księży. Z taką opinią zgadza się jezuita Dariusz Kowalczyk: – Wysłuchiwanie ludzkich bolączek to naprawdę ciężka sprawa. Wbrew potocznej opinii, jest to zajęcie mało interesujące. Za to ogromnie stresujące. Jak zauważył kiedyś ksiądz Tischner, po wyjściu z konfesjonału człowiek często czuje się lepki od brudu. Jest wykończony psychicznie. Tkwi “za kratą” zwykle kilka, a bywa że i kilkanaście godzin, po czterech nachodzi go zwykła irytacja. Ma ochotę wyjść, ale przecież penitentów nie może obchodzić samopoczucie spowiednika. Że księża stronią od konfesjonału, traktując sakrament pokuty niczym mordęgę, widać w takich krajach jak Niemcy czy Holandia, gdzie coraz częściej rozgrzeszenie ogólne zastępuje indywidualne odpuszczenie win.
Błędy w podejściu do tego sakramentu popełniane są już w seminarium. Przyszli spowiednicy wkuwają prawo kanoniczne, katechizm, encykliki papieskie, w efekcie na grzesznika zerkają zza paragrafów.

Ile seksu w seksie

Wskaźnikiem chyba najlepiej pokazującym pewien stopień oderwania od problemów grzeszników są nadal sprawy seksu. – Tematyka seksualna to objaw dwustronnej hipokryzji. Jeśli idę do księdza i mówię, że kocham się nie po bożemu, powinienem się za to pokajać i obiecać poprawę. A wiadomo, że tego nie zrobię – mówi Piotr, student IV roku prawa. O tym, że seks wydaje się “krzyżem pańskim” spowiedników, przekonywał ks. Tischner. W jednym z esejów ujawniał egoistyczne pragnienia szafarza sumienia, który wysłuchując zwierzeń intymnych, dochodził do wniosku: “Szczęśliwe niepłodne, te przynajmniej nie mają problemów”.
– Wielowiekową tradycję wglądu w życie erotyczne nie tak łatwo wymazać, choć pytania o liczbę stosunków przed- czy pozamałżeńskich, fantazje erotyczne to raczej rzadkość. Zresztą seks przestał być tematem tabu, ci, którzy już przychodzą do księdza, nie boją się nazywać rzeczy po imieniu. Dotyczy to zwłaszcza osób młodych – opowiada o. Dariusz Kowalczyk.
O ile jeszcze 20, 30 lat temu grzesznik mówiąc o seksie, wikłał się w eufemizmy typu: “Jesteśmy ze sobą”, “Kochamy się”, teraz mówi otwarcie: “Współżyjemy”. Brak zahamowań w wyznaniach intymnych powoduje, że wypowiedzi w stylu “Pieprzymy się bez ślubu” nie należą do rzadkości. Szczerość w sprawach “łóżkowych”, zdaniem o. Augustyna, to dowód szerszego zjawiska, zmiany podejścia do grzechu. To, co Kościół uznaje za grzech, niekoniecznie przyjmuje do wiadomości sam penitent. Dlatego człowiek, który klęka przy konfesjonale, często mówi tak: “Ja wiem, że Kościół nazywa to grzechem, ale ja tego tak nie odbieram”. Jak w takiej sytuacji zachowuje się spowiednik? Czy wolno mu udzielić rozgrzeszenia?
– Ksiądz może posłużyć się kategorią tzw. sumienia niepokonywalnie błędnego. Przyjmuje się wtedy, że choć taka osoba postępuje inaczej, niż wymaga tego Kościół, niemniej jednak – w zgodzie z własnym sumieniem. Postępuje więc uczciwie, tyle że z punktu widzenia Kościoła – nieusuwalnie błędnie. Odwołanie się do tej kategorii pozwala udzielić rozgrzeszenia, pod warunkiem że ktoś obieca, iż podejmie wysiłek spojrzenia na daną sprawę z drugiej strony – wyjaśnia jezuita Dariusz Kowalczyk.
O ile o seksie zaczyna się mówić językiem medycznym, o tyle z językiem uczuć mamy problemy. – Ślepi na innych nie potrafimy dostrzec zła, które komuś wyrządzamy nie tyle nawet czynem, co brakiem reakcji – uważa o. Augustyn. – Z seksem sprawa jest prosta: jest wytrysk, jest grzech, ale żeby móc mówić o winie np. względem ciotki, to z tą ciotką trzeba w ogóle utrzymywać jakiś kontakt. A dziś już samo mówienie o utrzymywaniu bliskich relacji jest w ogóle démodé – zauważa o. Kowalczyk.
I choć licealiści czy studenci niespecjalnie odnajdują sprzymierzeńca w konfesjonale, za to chętnie szukają duchowych partnerów do dyskusji. Ten trend potwierdza o. Augustyn. Wśród trzydziesto-, czterdziestolatków pojawia się moda na stałego duchowego kierownika. Raz na miesiąc czy dwa zgłaszają się do zaprzyjaźnionego księdza i rozmawiają o tym, co ich gryzie. O. Dariusz Kowalczyk ma pięciu swoich podopiecznych. Ale w erze Internetu rozmowy těte-á-těte nie są wcale konieczne. Coraz większą popularność zyskują katolickie serwery, gdzie księża prowadzą wirtualne rekolekcje, odpowiadają na pytania, z którymi, przynajmniej dla niektórych, zgłoszenie się do księży byłoby krępujące. – Przez Internet łatwiej zapytać o to, jakich pieszczot można dopuszczać się na pierwszej randce albo kiedy człowiek zostaje potępiony – komentuje o. Kowalczyk, który od Środy Popielcowej na zmianę z innymi braćmi odbywa dyżury internetowe. Sieć okazuje się też cennym źródłem informacji na temat tego, co zmienia się w “sferze” grzechów. Dylematy dotyczą kwestii, czy kupowanie płyt pirackich, “skoro nie stać mnie na te z hologramem”, jest “bardzo” naganne moralnie. Sporo zamieszania spowodowała zmiana piątego przykazania kościelnego. Posypały się pytania w stylu: “Czy mogę iść na dyskotekę i ile razy?”. – Młodzi ludzie oczekują ścisłych wskazówek, chcą znać dokładne proporcje, a przecież w tych sprawach nic nie zastąpi wyczucia. Pytania o miarę to dowód kryzysu winy, sumienia – uważa ojciec Kowalczyk. Dlatego też pojawiają się głosy, które mówią, że w dzisiejszych czasach dochodzi do zamazywania sumienia.
Tym, co wyznaczało poczucie winy w człowieku, odkrywało grzech, było zawsze sumienie. I choć różnie je określano: głosem Boga, agresją skierowaną do wewnątrz (Nietzsche), czy przedstawicielem społeczeństwa (Skinner), jedno było jasne: sumienie do nas przemawia za pośrednictwem nakazów i zakazów. Obecnie sumienie nieustannie bombardowane jest zachętami, które płyną z telewizji, reklam, Internetu. Co i rusz spece od marketingu, psychologowie przypominają nam, że musimy działać zgodnie z naszymi przekonaniami, że wartości są sprawą drugorzędną.

Grzech, znaczy wpadka

Zdaniem o. Augustyna z Częstochowy, w podejściu do grzechu i winy ludzi cechuje lekkomyślność. Buntują się przeciwko wyznaniu grzechów, bo zdaje im się, że to, co złego uczynili, sprowadza się do nich samych i tylko ich samych dotyczy. Z tej perspektywy grzech okazuje się osobistą porażką, z której przed nikim obcym nie muszą się tłumaczyć. – Pojęcie grzechu zwykło się sprowadzać do pokus seksualnych, materialnych, tak że grzech staje się czymś banalnym. Traci dramaturgię. A przecież rzeczywistość grzechu jest straszna – mówi o. Dariusz Kowalczyk. – Grzech, wina zakładają wolność człowieka. Jestem zdolny wybierać zło tak samo, jak potrafię wybrać dobro. Gdybyśmy przyjęli, że nie ma grzechu, trzeba by też przyjąć, że nie ma odpowiedzialności, a w dalszej konsekwencji, że nie ma świadomości. I co by z nas zostało? – zastanawia się ojciec Kowalczyk.
Zresztą zawłaszczenie grzechu, w myśl nauki Kościoła, jest nie do obronienia. Bo oznaczałoby to, że żyjemy w próżni i wyłącznie dla siebie. A przecież większość naszych uczynków dotyka całą wspólnotę. Ze 173 grzechów wymienionych w Nowym Testamencie 140 stanowią te wymierzone przeciw drugiemu człowiekowi. Na to, że nie grzeszymy w pustce, zwracał uwagę Jan Paweł II, który w adhortacji apostolskiej “Reconciliatio et paenitentia” przypominał, że ponieważ wola każdego człowieka uwarunkowana jest społecznie, to pojedynczy grzech jednej osoby zawsze w jakimś stopniu dotknie innej. Tak jak pojęcie grzechu staje się coraz bardziej umowne, tak też pokuta ma charakter symboliczny. – Współcześnie przyjmuje się, że sama spowiedź jest już pokutą, a modlitwa stanowi tylko dodatek – mówi ojciec Kowalczyk. – Wyjątkiem są czyny na czyjąś szkodę. Wtedy obowiązuje zasada restytucji. Jeśli ktoś np. coś ukradł, ma obowiązek zwrócić lub odkupić. Podobnie, jeśli rzucił na kogoś oszczerstwo, ma je odwołać itd.
O tym, że Kościół dostrzega konieczność reform, świadczą próby dostosowania się do szybkiego trybu życia wiernych. A szczególnie nowe oferty. I tak całkiem niedawno na tablicy przed jednym z kieleckich kościołów przez kilka tygodni wisiało ogłoszenie: “Spowiedź całodobowo”. Wisiało krótko, bo czujne oczy parafian dopatrzyły się podobieństw w haśle z tablicy do tego na ulotkach reklamujących przyjemności cokolwiek wątpliwe moralnie i zażądali interwencji. I choć samogłoski w niefortunnym słowie przemalowano, to ślad pozostał. Zabiegany grzesznik może się wyspowiadać o każdej porze dnia i nocy. Skoro bowiem robimy zakupy w czynnych całą dobę supermarketach, korzystamy z otwartych non stop centrów medycznych, dlaczego nie mielibyśmy w dowolnym czasie chodzić do spowiedzi? Zwłaszcza że wprowadzenie całodobowych dyżurów w konkretne dni tygodnia, i to w okolicy świąt, pozwoliłoby uniknąć tłoków pokutnych. W ten sposób zamiast ekspresowej odprawy grzeszników w czasie mszy, zarówno ksiądz, jak i spowiadający mieliby uczucie pewnego komfortu. – Okres postu upewnia mnie, że w naszym kościele przydałoby się wprowadzić dzień spowiedzi albo dwa, jak w przypadku gorączki przedświątecznej, a skasować sakrament pokuty w czasie mszy. Przed mszą konfesjonał świeci pustkami, dopiero im bliżej eucharystii, robi się tłok. Zdarza się, że w ciągu pół godziny wyspowiadałem 15 osób
– skarży się jeden z księży z warszawskiej diecezji, proszący o anonimowość. Bezsens pozbawionej refleksji spowiedzi na akord, w “Krainie schorowanej wyobraźni”, oddał ks. Tischner, pisząc: “Prosimy o deklaracje poprawy z “nie-wiadomo-czego”, zadajemy pokutę “nie-wiadomo-za-co”, pukamy w deskę konfesjonału i słuchamy następnego”. Ale nie wszyscy duszpasterze podzielają tę opinię. Ostrożny w ocenie jest jezuita Dariusz Kowalczyk: – Ja bym tak od razu nie dyskwalifikował tzw. męskiej spowiedzi, krótkiej, zwięzłej i na temat. Ona też jest potrzebna. Nie każdy w końcu czuje potrzebę bratania się ze spowiednikiem. Brakuje bliskości, ale to nie oznacza, że taka spowiedź nie może być piękna.

Spowiedź medialna

Pokuta jednak wymaga ciszy i skupienia, a o to w czasach hałasu raczej trudno. Człowiek współczesny, przyzwyczajony do funkcjonowania w szybkim tempie, nawet nie bardzo umie odnaleźć się w ciszy. Milczenie sprawia, że czuje się nieswojo. Nie umie dogadać się ze sobą, a co dopiero złapać kontakt Bogiem. Pojęcie winy bardziej kojarzy się z kodeksem karnym, ewentualnie z subiektywnym odczuciem niż z dekalogiem, moralnością. Sam akt wyznania prędzej przywołuje obraz telewizyjnego studia niż chłonnych murów kościoła. Zresztą, na co komu ksiądz, skoro rozgrzeszają go widzowie talk-show mocą wskazówek telemetrii? Wygląda na to, że pozbywając się brudów na antenie, nie zostaje mu nic do obnażenia przed Panem Bogiem. Nad tym, jaki jest sens posługiwania się terminem wyznania, gdy ekshibicjonizm jest na topie, zastanawiał się filozof, Michel Foucault. Dziś można by spytać: ile spowiedzi jest w spowiedzi? Zdaniem psychiatry, Edwarda Krzemińskiego, spowiedź przestaje być postrzegana jako rytuał magiczny, w zamian staje się pretekstem do rozmowy o problemach. Jeśli ksiądz zbyt gwałtownie z psychologa przeobrazi się w sędziego, wywołuje w wyznającym winy uczucie dyskomfortu. Stąd popularność terapeutów. – Księża postrzegani są jako sofiści odwołujący się do irracjonalnych wyjaśnień, podczas gdy za psychologiem, który jest lekarzem, stoi wiedza. W konfesjonale człowiek czuje się jak petent, w gabinecie psychologa staje się partnerem. Racjonalne społeczeństwo z nieufnością spogląda na rytuały. Ze swoimi problemami mogliby iść do księdza, ale boją się odrzucenia. Wolą gabinet ze skórzanym fotelem, gdzie nikt ich nie będzie sądził – twierdzi dr Krzemiński.
Choć dziś nikt nie mówi o rozstrojach nerwowych wywołanych sakramentem pokuty, z badań księdza Henryka Krzysteczki wynika, że 55% kobiet i 41% mężczyzn przyznaje, że spowiedzi towarzyszą uczucia podobne do tych przed egzaminem. Trema, suchość w gardle, ścisk w żołądku to typowe objawy. Zdaniem Edwarda Krzemińskiego, jest to stan charakterystyczny dla sytuacji, w których jesteśmy oceniani: – Bez względu na to, jak jesteśmy pewni siebie i przekonani o własnej słuszności, konfrontacja z innym zawsze jest stresująca. Zwłaszcza że spotkanie ze spowiednikiem narzuca nam myśl o winie.
Ale faktu, że przeciętny zjadacz chleba ma problemy z rachunkiem sumienia, nie da się ukryć. Świadczą o tym najrozmaitsze inicjatywy w rodzaju poradników, np. “Przewodnik dla zniechęconych mszą świętą i spowiedzią” ojca Tomasza Pawłowskiego albo bardziej nowatorskie inicjatywy, jak dostępne na naszym rynku programy komputerowe, choćby wymyślony przez inżyniera Andrzeja Urbańskiego z Politechniki Toruńskiej o nazwie “Refleks”. Aby sprawdzić stan swojego sumienia, grzesznik musiał odpowiedzieć na około setkę pytań w rodzaju: “Czy Pan Bóg i jego sprawy są ważne w moim życiu?” albo “Czy umiem znaleźć czas dla Pana Boga?”. Jeśli odpowiedzi były przeczące, komputer zaznaczał punkt na “liście grzechów”. I choć wielu księży w pomyśle Urbańskiego dopatrywało się kpiny z sakramentu pokuty, niektórzy wskazywali na jego dobre strony.
Kryzys wiary, a co za tym stoi -praktyki spowiedzi, wcale nie świadczy o tym, że kwestie grzechu i winy stały się problemem archaicznym. Co najwyżej dowodzi, że Kościół nie potrafi w pełni sprostać oczekiwaniom współczesnego człowieka. “Miejsce”, gdzie rozmowa w konfesjonale zostawiła lukę, zapełniła psychoanaliza.

Ksiądz
czy psychoanalityk

Nowe podejście do spraw spowiedzi wniósł Freud, który swoją psychoterapię nazywał rodzajem duszpasterstwa. Ten wiedeński psychoanalityk był zdania, że tylko poprzez analizę pogłębiamy nasze życie duchowe. W chrześcijaństwie dopatrywał się hipokryzji. Co prawda, Karol Gustaw Jung skłonny był praktykujących katolików odsyłać do konfesjonału, żeby tam się “wykomunikowali”, wygląda jednak na to, że i jego propozycja jest nieprzydatna. Dlatego, zdaniem filozofa Pawła Dybla, Kościół stoi przed wyzwaniem, jak uporać się z psychoanalizą: – Zignorować się jej nie da, pozostaje pytanie: jak i w jakim stopniu ją przyswajać? Jedno jest pewne. Kościół musi się otworzyć. W przeciwnym razie, obawiam się, ludzie przestaną się spowiadać, a ich depresje mogą się pogłębiać. Próbą szukania pomostu między religią a psychologią zajmuje się psychologia pastoralna. Uciekając się do narzędzi psychologii, stara się ująć człowieka w aspekcie religijnym. Podążając w ten sposób za wskazówką papieża, który choć niejednokrotnie przypominał, że “spowiedź nie jest namiastką psychoterapii”, dopuszczał jej elementy jako pomocne w sytuacjach bardzo złożonych, wywierających wpływ na “podmiotową poczytalność grzesznika” (“Reconciliatio et paenitentia”).
Czy spowiedź indywidualna pozostanie nawykiem nielicznych, reszta zadowoli się wizytą u psychologa? Na razie się na to nie zapowiada. Czy może dojść do tego, że Kościół, widząc bezcelowość nakazu jednorocznej spowiedzi, wycofa ją z katalogu obowiązków wzorowego katolika i pozostawi wolnej woli wiernych? – Być może i do tego dojdzie, choć na razie to futurologia. Tym nie mniej w wolności nie upatrywałbym nadmiernego zagrożenia dla Kościoła. Raczej większe wyzwanie. Bez bata, mamy okazję stać się bardziej autentyczni. I o to chyba chodzi. Nie można przecież głosić Ewangelii niewolnikom? – uważa jezuita Dariusz Kowalczyk.
A może po przejściowym zwątpieniu e-grzesznik zatęskni za staromodnym konfesjonałem? W połowie ubiegłego wieku bohater powieści Maxa Frischa z zazdrością spoglądał na rządki sunących do spowiedzi i myślał: “Katolik ma spowiedź, by móc odsłonić przed kimś swoją tajemnicę, świetna sprawa; klęka i przerywa swoje milczenie, nadal nie demaskując się przed ludźmi, po czym podnosi się, wchodzi znowu w swoją rolę między ludźmi, uwolniony od nieszczęsnej obawy bycia rozpoznanym przez ludzi. Ja mam tylko mojego psa, który milczy jak spowiednik”. Współczesny grzesznik oprócz psa ma Internet. A w nim szansę na zbawienie. Przynajmniej, w cyberprzestrzeni.


Wina i grzech w kulturach i religiach świata

– Aztekowie: grzech określano przez brud i odchody. Winę można było odpokutować. Jednym ze sposobów było utoczenie krwi z ucha lub języka po wykroczeniach seksualnych.
– Starożytni Grecy: popularną metodą zadośćuczynienia było składanie ofiar (pierwotnie z ludzi). Drobne przewinienia można było odpokutować, znosząc do świątyni dary np. miód, jęczmień, mleko itp.
– Zaratustrianie: grzech traktowano jako ducha zła. Wyznawcy Zaratustry uważali, że człowiek powinien wybrać Pana Mądrego (Ahura Mazda), ponieważ czyny ludzkie mają wpływ na życie duszy po śmierci. Znaczenie oczyszczające miały obrzędy związane z ogniem.
– Wyznawcy islamu: grzech był zaprzeczeniem oddania się Bogu. Zadośćuczynienie możliwe jest pod warunkiem, że człowiek uzna swoją winę, a litościwy Bóg (Sura 3, 129) przyjmie pokutę jako kaffara – to, co grzech zakrywa. To zasłanianie jest dowodem żalu grzesznika, który wykazuje wolę nawrócenia.
– Buddyści: grzech i wina stanowią realia ja nie uwolnionego od siebie samego. Uwolnienie od grzechu jest też wyzwoleniem od cierpienia. Do zła, które człowiek nosi w sobie, można się zdystansować, stosując praktyki medytacyjne prowadzące do nirwany.


Z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

Nr 1457:
“Każdy wierny, po osiągnięciu wieku rozeznania, obowiązany jest przynajmniej raz w roku wyznać wiernie wszystkie swoje grzechy ciężkie”.
Ten, kto ma świadomość popełnienia grzechu śmiertelnego, nie powinien przyjmować komunii świętej, nawet jeśli przeżywa wielką skruchę, bez uzyskania wcześniej rozgrzeszenia sakramentalnego, chyba że ma ważny motyw przyjęcia komunii, a nie ma możliwości przystąpienia do spowiedzi. Dzieci powinny przystąpić do sakramentu pokuty przed przyjęciem pierwszej komunii świętej.


Spowiedź-maszyny
1994 r. – Amerykanin stworzył “Automatic confession machine”, która udzielała rozgrzeszenia, pracując 24 godziny na dobę. Cała usługa kosztowała dwa dolary.
1996 r. – Niemieckie Towarzystwo Łazarzowe wydało CD-ROM “Jezus On-line”. Zainstalowanie płyty w komputerze pozwalało na odbycie pokuty bez udziału kapłana. Każdy grzech wyznaczał punkty “grzeszne” adekwatnie do wagi przewinienia. Na koniec wynik sumowano i penitent otrzymywał pokutę. Mimo że każdy egzemplarz CD-ROM-u miał gwarancję poświęcenia, autorzy nie uniknęli oskarżeń o profanację.

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy