Tajemnice spowiedzi

Po wyjściu z konfesjonału człowiek często czuje się lepki od brudu – zauważył kiedyś ksiądz Tischner Dla pragmatycznego chrześcijanina XXI wieku okres oczekiwania na zmartwychwstanie Chrystusa jest czasem nie lada próby. Wyrwany z rutyny dnia codziennego ma sprawdzić, czy w dobie fast-foodów, fast-pracy i fast-seksu mechanizm jego sumienia działa bez większych zakłóceń. I czy w razie jego uszkodzenia (sumienia) odważy się zgłosić po pomoc do duchownych w konfesjonale. O tym, że te ostatnie tracą na znaczeniu, świadczą sondaże. Co prawda, przeciętny polski katolik jako tako jeszcze wywiązuje się z obowiązku rocznej spowiedzi, jednak w większości wypadków czyni to bez przekonania i raczej automatycznie. Do kolejki po sakrament pcha go może nie tyle nakaz serca, co zwykły nawyk (“Rodzice pilnowali, abym systematycznie przystępował do spowiedzi” – tak twierdzi 72% ankietowanych mocno związanych z religią i 56% osób uważających się za mniej religijne) i obiegowe przekonanie, że “tak trzeba”. Dlatego też “krata konfesjonału” bardziej niż miejsce duchowego oczyszczenia nieraz kojarzy się z wizytą u psychoanalityka. Homo legis… Wydaje się, że czasy, w których sakrament pokuty traktowany był przede wszystkim jako akt wiary, a prośba o przebaczenie jako przepustka otwierająca drogę do pojednania z bliźnimi i Bogiem, minęły. W potocznym języku bliźniego zastąpił obcy, na którego zwraca się uwagę o tyle, o ile wymaga tego interes. A i Pan Bóg, coraz częściej, co widać zwłaszcza z wypowiedzi ludzi młodych, sprowadzony został do wymiarów jakiejś transcendencji, która nie potrzebuje żadnych pośredników. Odnotowywany wzrost nieufności do księży stanowi znak czasów, w których powszechna chęć do bycia sobą z trudem daje się pogodzić z rolą skruszonej owieczki. A ksiądz jest człowiekiem, w dodatku nie zawsze spełniającym nasze oczekiwania. Bywa niekiedy obojętny lub zbyt surowy. Ponadto używa języka niezrozumiałego dla przeciętnego człowieka. Rejestr win spowiedników już w średniowieczu był na tyle pokaźny, że ojcowie Kościoła zdecydowali się tworzyć poradniki dla księży. I tak np. obserwacja dyskryminacji wieśniaków skłoniła świętego Alfonsa Liguori do refleksji, że są “tacy, co zachowują miłosierdzie dla osób znaczących lub dusz bogobojnych, a gdy zagadnie ich biedny grzesznik, to albo go nie słuchają, albo robią to niechętnie, czy nawet obelżywie opędzają się od niego”. Na pospieszne “załatwianie” penitentów skarżył się franciszkanin Michał Menot, który grzmiał na obyczaje, kiedy to ksiądz udzielając rozgrzeszenia, wysyła grzesznika “do wszystkich diabłów”. Byle mieć święty spokój. Przed Soborem Trydenckim, gdy spowiedź stanowiła nieraz źródło dochodów, odfajkowywanie rozgrzeszania stanowiło normę. Wiek po nim Jan Eck podsumował rzymskich spowiedników słowami: “Siedzą z wyciągniętą ręką i dają rozgrzeszenie wszystkim, co się spowiadają (…), mówiąc im: “To drobiazg, powiedz o czymś poważnym”. Nie dusz oni szukają, lecz paru groszy”. Spory na temat spowiedzi doskonałej, kwalifikacji grzechów, rodzajów pokuty jeszcze w XVIII w. były tak żywe, że swoim natężeniem przypominają współczesne debaty o aborcji czy eutanazji. O tym, że i dziś nieraz trudno znaleźć dobrego spowiednika, nie trzeba nikogo przekonywać. – Gdy rozmawiam z ludźmi, często słyszę, że odsunęli się od Kościoła, bo trafili na nieodpowiedzialnego księdza. Niestety, rzadko się zdarza sytuacja odwrotna, by ktoś wrócił do wspólnoty za sprawą kapłana – wyznaje ojciec Augustyn z Częstochowy. Dlatego, zdaniem niektórych teoretyków Kościoła, gdy mowa o kryzysie sakramentu pokuty, zbyt pochopnie wskazuje się na winę wiernych, podczas gdy problem bardziej dotyczy księży. Z taką opinią zgadza się jezuita Dariusz Kowalczyk: – Wysłuchiwanie ludzkich bolączek to naprawdę ciężka sprawa. Wbrew potocznej opinii, jest to zajęcie mało interesujące. Za to ogromnie stresujące. Jak zauważył kiedyś ksiądz Tischner, po wyjściu z konfesjonału człowiek często czuje się lepki od brudu. Jest wykończony psychicznie. Tkwi “za kratą” zwykle kilka, a bywa że i kilkanaście godzin, po czterech nachodzi go zwykła irytacja. Ma ochotę wyjść, ale przecież penitentów nie może obchodzić samopoczucie spowiednika. Że księża stronią od konfesjonału, traktując sakrament pokuty niczym mordęgę, widać w takich krajach jak Niemcy czy Holandia, gdzie coraz częściej rozgrzeszenie ogólne zastępuje indywidualne odpuszczenie win. Błędy w podejściu do tego sakramentu popełniane są już w seminarium. Przyszli spowiednicy wkuwają prawo kanoniczne, katechizm, encykliki papieskie, w efekcie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2001, 2001

Kategorie: Społeczeństwo