Tak… dla tarczy całego NATO

Tak… dla tarczy całego NATO

W obecnej fazie rozmów polsko-amerykańskich pewne jest jedno: tarcza antyrakietowa zwiększa bezpieczeństwo… USA

Kiedy Amerykanie zaproponowali budowę na terytorium Polski bazy antyrakietowej, obecny rząd polski zareagował na tę propozycję z entuzjazmem. Wprawdzie powiedziano, że Polska oczekuje od Stanów Zjednoczonych spełnienia pewnych warunków, ale zwolennicy tarczy nie mieli żadnych wątpliwości, że służy ona interesom Polski, zwiększy nasze bezpieczeństwo i nada specjalny status stosunkom polsko-amerykańskim.
Nie konsultowaliśmy sprawy tarczy z sojusznikami, z sąsiadami i nie zasięgaliśmy ich opinii. W miarę upływu czasu okazało się, że nasila się w Polsce opozycja przeciw tarczy. Według danych OBOP, obecnie odsetek przeciwników zainstalowania antyrakiet w Polsce w porównaniu z rokiem ubiegłym wzrósł z 49% do 56%, a odsetek zwolenników zmniejszył się z 33% do 28%.

Głosy krytyczne z zagranicy

Pojawiło się jednak nowe zjawisko nawet ważniejsze dla przyszłości tego przedsięwzięcia. Wyraźnie narasta sprzeciw wobec bilateralnego porozumienia polsko-amerykańskiego za granicą. To, że Rosja jest przeciw i ostrzega przed skutkami zainstalowania tarczy amerykańskiej w Polsce, wiadomo było od początku. W ostatnim jednak czasie wątpliwości i sprzeciw wobec bilateralnego charakteru polsko-amerykańskiego porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej wyraziło wiele znanych osobistości. Krytycznie w tej sprawie wypowiedział się m.in. prezydent Francji, Jacques Chirac. Były kanclerz Niemiec, Gerhard Schröder, określił ten pomysł jako przykład „bezsensownej polityki okrążania” Rosji. Sekretarz generalny NATO, Jaap de Hoop Scheffer, ostrzegł, że budowa tarczy w Polsce grozi podziałem członków NATO na kraje, które będą osłonięte tą tarczą, i te, które pozostaną poza zasięgiem jej działania. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, uważa, że tarcza antyrakietowa powinna być częścią składową systemu obronnego NATO i podporządkowana Sojuszowi Północnoatlantyckiemu. Ale Waszyngton już oświadczył, że jest przeciwny takiemu pomysłowi.
Należy zwrócić uwagę, że również amerykańscy fachowcy mają wątpliwości co do dwustronnego polsko-amerykańskiego charakteru tarczy. Prof. Richard Pipes, były doradca prezydentów amerykańskich, uznał, że instalacja antyrakiet w Polsce nie jest mądrym pomysłem z punktu widzenia Polski. Leo Michel, były dyrektor ds. NATO w Pentagonie, uznał dwustronny charakter umowy za niedobry pomysł podważający wiarygodność gwarancji bezpieczeństwa zawartych w układzie waszyngtońskim o NATO.

Tarcza dla całego NATO

Idea budowy tarczy antyrakietowej nie zrodziła się, jak się pisze w polskiej prasie, po ataku terrorystycznym na Stany Zjednoczone 11 września 2001 r. George W. Bush od początku swojej prezydentury lansował ten projekt i od początku spotkał się z pewnym sceptycyzmem ze strony sojuszników.
W czasie swojej pierwszej oficjalnej wizyty w Europie 13 czerwca 2001 r. Bush spotkał się w Brukseli z przywódcami państw NATO. Głównym tematem rozmów była sprawa systemu antyrakietowego i przyszłość układu ABM. Na konferencji prasowej Bush stwierdził, że w wyniku rozmów spotkał się z większym zrozumieniem dla stanowiska amerykańskiego w tych sprawach, chociaż niektórzy europejscy członkowie NATO nie ukrywali obaw, czy stanowisko USA nie spowoduje nowego wyścigu zbrojeń. Bush przyznał, że na spotkaniu była „pewna nerwowość, ale ją rozumiem. To się uspokoi, kiedy dostrzegą logikę w moim rozumowaniu”.
Po ataku terrorystycznym na Nowy Jork i Waszyngton George Bush wkroczył na drogę unilateralizmu, podejmując działania bez konsultacji z sojusznikami. Dotyczyło to także wspólnej tarczy euroatlantyckiej. W połowie 2002 r. Bush oświadczył, że Stany Zjednoczone rozpoczną w 2004 r. instalowanie ograniczonego systemu obrony antyrakietowej. Po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r. utwierdził się w przekonaniu, że Stany Zjednoczone potrzebują tarczy chroniącej je przed atakiem rakietowym. Bush poinformował, że ów system w początkowej fazie będzie „skromny”, będzie się składał z 10 rakiet przechwytujących zainstalowanych w Fort Greely na Alasce. W latach następnych, 2005-2006, będzie jednak rozbudowany.
W 2007 r. Waszyngton zaproponował zbudowanie bazy antyrakietowej w Polsce na podstawie bilateralnego porozumienia. Wcześniej Amerykanie sondowali sprawę zainstalowania takich rakiet w rozmowach z Kanadyjczykami, Anglikami i Niemcami, ale spotkali się z chłodnym przyjęciem. Polska natomiast zgodziła się. Pozycja Polski w Unii Europejskiej i w NATO w wyniku polityki rządu PiS-Samoobrony-LPR jest słaba. Postrzegani jesteśmy jako kraj samolubny, nieznający zasad polityki integracyjnej i nieumiejący zawierać kompromisów.
Mamy teraz szansę poprawić swój wizerunek, gdybyśmy zamiast forsować dwustronne porozumienie polsko-amerykańskie w sprawie tarczy, zaproponowali Amerykanom i europejskim sojusznikom zbudowanie systemu obrony rakietowej służącej bezpieczeństwu całego obszaru euroatlantyckiego.
Jestem przekonany o tym, że wielu polityków europejskich poparłoby taką ideę, tym bardziej że takie głosy już się w Europie pojawiły. Polska zaś zyskałaby opinię kraju, który myśli kategoriami interesu całej wspólnoty atlantyckiej, a nie tylko własnego.

Nieuzasadnione oczekiwania

Ostatnio z ust przedstawicieli rządu polskiego padły głosy kwestionujące skuteczność NATO i podważające wiarygodność zobowiązań sojuszniczych. Głoszenie poglądów, że tarcza lepiej zapewni bezpieczeństwo Polsce aniżeli Sojusz Północnoatlantycki czy członkostwo w Unii Europejskiej, szkodzi Polsce i wystawia jej świadectwo niewiarygodnego sojusznika podważającego artykuł 5 układu waszyngtońskiego, który mówi, że napaść na jedno państwo członkowskie NATO jest napaścią na cały sojusz. W takiej sytuacji, głosi artykuł 5, każdy członek NATO „udzieli pomocy stronie lub stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”.
Otóż żaden z rządów państw NATO, oprócz obecnego rządu polskiego, nie kwestionował wiarygodności zobowiązań sojuszniczych Paktu Północnoatlantyckiego. Siła każdego sojuszu wielostronnego zależy od jego spoistości. Stanowisko rządu PiS tę spoistość narusza.
Zwolennicy tarczy twierdzą, że wzmacnia ona nasze bezpieczeństwo. Równocześnie przeczą sami sobie, domagając się od Stanów Zjednoczonych dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa. Jest to oczekiwanie nierealistyczne. Waszyngton nie udzieli jednemu państwu, członkowi NATO, dodatkowych gwarancji, osłabiłoby to bowiem znaczenie gwarancji wynikających z przynależności do wielostronnego sojuszu, które to gwarancje są równe dla wszystkich członków. Waszyngton nie ma z żadnym państwem na świecie dwustronnego układu sojuszniczego. Wyjątek stanowi podpisany w 1951 r. amerykańsko-japoński traktat o bezpieczeństwie.
Z rozbawieniem również czytam wypowiedzi, że zainstalowanie tarczy w Polsce umożliwi polskim uczonym dostęp do badań nad nowoczesnymi technologiami, zwiększy środki na badania naukowe, a polska gospodarka będzie czerpała z bazy duże korzyści gospodarcze.
Kluczowe pytanie w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce brzmi: czy zwiększa ona bezpieczeństwo Polski? W obecnej fazie rozmów polsko-amerykańskich pewne jest jedno. Zwiększa ona bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Można natomiast założyć, że jeżeli powstanie europejski natowski system antyrakietowy, to wówczas służyć będzie także bezpieczeństwu Polski. Faktem bowiem jest, że we współczesnym świecie broń rakietowa jest coraz szerzej dostępna i coraz bardziej unowocześniana. Głowice z bronią masowej zagłady mogą być przenoszone na coraz większą odległość. Mamy więc prawo w ramach zbiorowej obrony sojuszniczej dążyć do zapewnienia bezpieczeństwa obszarowi euroatlantyckiemu.

Autor jest profesorem politologii, amerykanistą, byłym marszałkiem Senatu

 

Wydanie: 13/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy