Taxi – bitwa o lotnisko

Taxi – bitwa o lotnisko

Porty Lotnicze chciały ukrócić działania taksówkarskiej mafii. Ukarano je za ograniczanie konkurencji

Od kiedy port lotniczy na Okęciu przeprowadził przetarg na firmy taksówkowe upoważnione do obsługi pasażerów przylatujących do kraju, w środowisku warszawskich taksówkarzy zawrzało. Konkurs wyłonił trzy kompanie: Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe, Sawa-Taxi i Merc-Taxi, które uzyskały prawo zainstalowania w hali przylotów własnych stoisk. Pasażer prosto z samolotu podchodzi do jednego z trzech „punktów poboru taksówek” i już po chwili jedzie do miasta. Pozostali właściciele taksówek nie mają czego na lotnisku szukać. Mogą tylko na minutę wjechać pod halę odlotów, kiedy podwożą na lotnisko pasażera.

Porządnie, choć niesprawiedliwie

Skargę na port lotniczy złożyły do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trzy podmioty: Stowarzyszenie Taksówkarzy Prywatnych Euro-Taxi, Stowarzyszenie Warsaw-Taxi oraz firma Transport Osobowy Air-Trans. Urząd po zbadaniu sprawy uznał takie postępowanie lotniska za praktykę ograniczającą konkurencję i za nadużywanie przez przedsiębiorstwo państwowe pozycji dominującej na lokalnym rynku, nałożył też na PP Porty Lotnicze w Warszawie karę w wysokości 38.544 zł, stanowiącą równowartość 10 tys. euro.
„Zmiany wprowadzone przez przedsiębiorstwo z racji posiadanej przez nie siły rynkowej są niedopuszczalne z punktu widzenia ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Przedsiębiorstwo w wyniku podjętych przez siebie decyzji ograniczenia do trzech liczby przedsiębiorców mogących świadczyć usługi przewozu z lotniska, wyrzuca poza nawias wszystkich innych przedsiębiorców, co stanowi niedopuszczalną ingerencję w mechanizmy rynkowe”, czytamy w komentarzu do decyzji urzędu.
Lotnisko odwołało się od tej decyzji i do czasu rozstrzygnięcia przez sąd nie zrezygnowało z wprowadzonych w ub.r. ograniczeń porządkowych.

Kto ma rację?

– To nie jest segregacja taksówek – mówi Andrzej Janaszek, wiceprezes MPT, największej w środkowej Europie korporacji taksówkowej, która ma 1,4 tys. aut. – Niech o skuteczności obecnej formy obsługi powiedzą sami klienci. W hali przylotów pasażer od razu widzi stanowiska recepcyjne korporacji. O tym, że nie ma się czego obawiać, zapewniają widoczne napisy po polsku i po angielsku, z rekomendacją podpisaną przez dyrektora portu. Naszych pasażerów podwozimy „od drzwi do drzwi”, wystawiamy faktury, nawet płatne przelewem np. w Ameryce. System działa sprawnie od dwóch lat. Na dworze, przy samochodach zawsze czeka dyżurny pracownik korporacji w uniformie z logo firmy. Pomaga wkładać bagaże. To wszystko razem świadczy o profesjonalnej obsłudze. Jesteśmy dużą korporacją i razem dwiema pozostałymi sprostamy każdemu zamówieniu, gdy np. równocześnie wylądują trzy duże samoloty, możemy jednorazowo podstawić 200 i więcej taksówek.
Innego zdania jest Leszek Pajka, prezes korporacji Euro-Taxi, która nie uzyskała autoryzacji lotniska. Jego zdaniem, na Okęciu rządzi obecnie tylko taksówkarska elita, choć w korporacji Euro-Taxi jest także wiele eleganckich aut. Są volva, mercedesy, peugeoty, a do tego wożą pasażerów o 40 groszy taniej na kilometrze.
– Wszyscy płacimy ten sam podatek, mamy takie same koncesje i zezwolenia, a nie traktuje się nas jednakowo – mówi prezes Pajka. – lotnisko tłumaczyło, że podpisując umowy z trzema wybranymi korporacjami, ukróci działania taksówkarskiej mafii, która wozi pasażerów do hotelu Sheraton za 80-100 zł. Nic takiego się nie stało. Taksówkarz z naszej korporacji ma najwyżej minutę na zdobycie klienta. Jeśli mu się to nie uda, musi odjechać na pusto.
Działanie „dzikich” taksówkarzy na Okęciu potwierdza też prezes Andrzej Janaszek z MPT: – Niestety nadal po hali dworca lotniczego krążą pojedynczy akwizytorzy, ale samochody mają poukrywane w różnych zakamarkach. Z nimi obsługa Portów Lotniczych nie potrafiła sobie dotąd poradzić. Gdy jednak ci taksówkarze prowadzą klienta 200-300 metrów od lotniska, on sam się zwykle reflektuje, że coś tu nie gra, i ucieka do naszych taksówek stojących w wyznaczonych miejscach, za które słono lotnisku płacimy.

Klient płaci mniej

Przed wprowadzeniem ograniczeń na lotnisko przyjeżdżało wielu cwaniaków polujących na bogatych i naiwnych pasażerów. Trudno było wyjść z hali przylotów, nie będąc nachalnie nagabywanym przez taksówkarzy. Po licznych skargach naciągniętych klientów Porty Lotnicze postanowiły ukrócić ten obyczaj i ogłosiły przetarg na kompleksową obsługę taksówkową pasażerów.
– Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, nakładając na nas karę, nie wspomina o klientach. Patrząc jednak z ich punktu widzenia, dopiero teraz są warunki do uczciwej konkurencji, bo trzy korporacje taksówkowe mogą im oferować lepsze usługi i mają do tego warunki – mówi rzecznik prasowy PP Porty Lotnicze, Ryszard Cebula. – A jak było wcześniej? Przez długie lata o żadnej konkurencji nie mogło być mowy, bo działała mafia, która nikogo spoza swojego grona nie dopuszczała i dyktowała własne warunki. Taksówkarze wołali wielkim głosem: „Zróbcie coś, bo nie można podjechać pod lotnisko!”. Gdy tak się w końcu stało, też nie wszyscy są zadowoleni. Staraliśmy się zadbać o to, by wyłonić w uczciwym przetargu tych kierowców, którzy potrafią dobrze obsłużyć pasażerów, znają przynajmniej podstawowe słowa w obcym języku, są schludni i nie proponują wygórowanych cen. Do przetargu dopuszczone były wszystkie korporacje (ostatecznie wzięło udział osiem). Teraz klient ma możliwość wyboru spośród trzech konkurencyjnych firm. Zresztą jeśli nie będą spełniały naszych wymagań, zawsze możemy im wymówić warunki umowy. Ważne jednak, że dziś z lotniska Okęcie do centrum Warszawy można dojechać taksówką nie za stówę, ale za 20-30 zł. I to jest podstawową korzyścią dla klienta, której Urząd Ochrony Konkurencji jakoś nie zauważył.

 

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy