„Te sprawy” w polskim kinie

„Te sprawy” w polskim kinie

Jeśli ktoś chciałby sobie po prostu popatrzeć, nie ma okazji. Zwykła ruchoma fototapeta erotyczna to rzadkość. Może jeszcze na igraszki Dancewicz z Kondratem w „Diabelskiej edukacji” (1994)… Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy jej wybitny biust z tego filmu to już zdjęcia archiwalne. Może „Golasy” (2002)? Ale to raczej dla koneserów. Gołe panie urzędniczki (co najmniej 40+ z piersiami na brzuchu i oponkami dookoła), które zza biurka z paprotką opowiadają sobie ostatni odcinek serialu. A jak ktoś jest „amatorem kwaśnych jabłek”, to mógł sobie obejrzeć golusieńką nieletnią Agnieszkę Włodarczyk w „Sarze” (1997). Pogapić się na Anię Przybylską w „Karierze Nikosia Dyzmy” (2002), na Olgę Frycz we „Wszystko, co kocham” (2009) itd. I to by było na tyle.

To idzie młodość!

W polskim kinie seks sproblematyzowany jest silnie i w zależności od wieku. Okazuje się, że pożycie ma charakter klasowy, zwłaszcza gdy dochodzi do niego między ubogą nastolatką a bogatym biznesmenem w pewnym wieku. Kiedyś pisano o tym powieści („Ulana” Kraszewskiego), dramaty („Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej), a nawet opery („Halka” Moniuszki). Dzisiaj mamy film „Galerianki” (2009) o gimnazjalistkach, które udzielają się w ubikacjach eleganckich centrów handlowych na zasadzie: „Jak mi kupisz dżinsy, to ci obciągnę”. Te panienki froterują od rana hektary sztucznego marmuru niekoniecznie po to, by zarobić własną chudą pupą. One uciekają z ciasnych klitek w bloku z wielkiej płyty, od ojca, który ledwo wyciąga średnią krajową, i matki w rozdeptanych kapciach. Tam, gdzie jasno, przestrzennie, a ludzie eleganccy i uśmiechnięci. Ale też żadnych złudzeń! Ich erotyczne wypady to tylko ekstrawycieczki. Bo przeznaczeniem tych panienek nie są luksusowe galerie, lecz Żabki i Biedronki. Dożywotnio.

Te numery ciągną się przez całą kinematografię. W „Bez wstydu” (2012) dziewczyna bieduje i za chwilę odetną jej prąd. Obleśny i napalony inkasent mógłby przymknąć oko na niezapłacone rachunki, ale przecież nic za darmo… Rachunki jednak koniec końców trzeba płacić, w czym biednej pomoże ustawiony biznesmen. Ale też nie za darmo, bo wystawi ją lokalnemu politykowi. Ona się skarży, że ta świnia ją obmacywała, a biznesmen na to: „Wiesz, jakie miejsce obiecywał mi na liście wyborczej?”. Ona się stawia: „Słyszysz, co do ciebie mówię?! Łapał mnie za tyłek!!!”. On uspokaja: „Nie zje cię, nie przesadzaj”. I spokojnie pakuje „narzeczoną” politykowi do taksówki.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 23/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy