„Wszystko” zależy od internautów

„Wszystko” zależy od internautów

Sfinansowali film, teraz mogą pomóc wprowadzić go do kin

Cześć. Pomóż mi zrobić film – takie hasło widniało w nagłówku strony www.wszystko.net, poprzez którą Artur Wyrzykowski, 24-letni obecnie filmowiec, zbierał pieniądze na wyprodukowanie swojego w pełni profesjonalnego krótkometrażowego filmu „Wszystko”. „Bardzo wierzyłem w ten projekt, chciałem, żeby ten film zaistniał na dużym ekranie, choćby na jeden jedyny pokaz premierowy. To jest marzenie, na które warto wydać kilkadziesiąt tysięcy”, pisał Wyrzykowski o idei filmu. I nie sposób się tu nie uśmiechnąć, bo historia realizacji jego marzenia dowodzi, że grunt to mieć pomysł i determinację, a pieniądze się znajdą. Udało się – trwającą od momentu powstania pomysłu w 2006 r. akcję uwieńczyły 7 lipca br. pokazy premierowe w warszawskim kinie Muranów. Teraz młoda ekipa główkuje, jak wprowadzić tytuł tam, gdzie filmy czują się najlepiej – na duży ekran.

Sześć dni, które wstrząsnęły majem

Pomysł na zebranie środków był prosty – łatwiej uzyskać drobne sumy od wielu osób, niż przekonać jedną do wyłożenia większej kwoty. Żeby inwestorzy nie kupowali kota w worku, reżyser i zarazem scenarzysta wrzucił na stronę scenariusz i storyboard, i obiecał umieścić nazwiska darczyńców w napisach końcowych. Tym samym dał wszystkim chętnym szansę innego sposobu uczestniczenia w kulturze i posiadania realnego wpływu na nią. Internetowymi koproducentami „Wszystkiego” zostało 688 osób, których wpłaty (minimum 10 zł) dały razem 28 306 zł. Wsparcia finansowego w wysokości 20 tys. zł udzielił Wyrzykowskiemu Polski Instytut Sztuki Filmowej. Jak zaznaczyła dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz, zadaniem tej instytucji jest również pomaganie młodym filmowcom, wśród nich tym, którzy stosują metody niekonwencjonalne. Resztę pieniędzy udało się pożyczyć, a całkowity budżet wyniósł 80 tys. zł.
Jednak to te pierwsze zebrane środki dały napęd i umożliwiły zrobienie zdjęć, które zajęły sześć dni w maju 2007 r. Większość młodej ekipy – co nie jest bez znaczenia – pracowała za darmo. Rezultat firmują takie nazwiska jak Marta Żmuda-Trzebiatowska, która podczas kręcenia „Wszystkiego” nie była jeszcze twarzą z okładek, ponadto Mateusz Banasiuk, Antoni Pawlicki i Michał Koterski.
Sam scenariusz nie grzeszy oryginalnością – to romantyczna bajka komediowa (autotematyczna, jak wspomina reżyser) o wrażliwym idealiście, który zakochuje się w najpiękniejszej dziewczynie z osiedla, ale ona nie wiedzieć czemu spotyka się z napakowanym debilem. I jak na film krótki, we „Wszystkim” znalazło się sporo elementów, z konfliktem międzypokoleniowym i sceną łóżkową włącznie. Widać, że ekipa oprócz rzetelnej pracy miała też niezłą zabawę i przyjemność – taką, jaka towarzyszy wszelkim partyzantkom i przedsięwzięciom bardziej ideowym niż komercyjnym. Widać jednak również upływ czasu: przez dwa lata wszyscy realizujący dojrzeli, zmienili się i o postaciach „Wszystkiego” wypowiadają się z sympatią, ale też z pewnym pobłażaniem.
I choć historia jest niewinna i naiwna, ale zgrabna, miła w odbiorze – mimo niezręczności i usterek – trudno oprzeć się wrażeniu, że powstały wokół ruch przyćmił treść, przerzucając ciężar zainteresowania z samej fabuły na jej powstanie i nietypową promocję.

Wiele hałasu o 15 minut

Ponad dwa lata realizacji to bardzo długo, jeśli uświadomimy sobie, że „Wszystko” trwa zaledwie 15 minut. Czy było warto? Choć sam Wyrzykowski podkreśla, że proces produkcji ciągnął się stanowczo za długo, znacznie dłużej, niż reżyser się spodziewał, i że jest trochę zmęczony, nie ma wątpliwości, że wysiłek się opłacił. Przede wszystkim udało się dokonać profesjonalnej obróbki materiału i zrobić kopię na taśmie 35 mm, co ma ułatwić triumfalny pochód „Wszystkiego” na ekrany. A apetyt rośnie w miarę jedzenia.
„Proszę, abyście podpisali się pod całą ideą i przekonali do niej osoby ze swojego otoczenia. Jeśli rzeczywiście chcecie zobaczyć ten film w kinie w Waszym mieście, to dopiszcie się do listy i zagłosujcie w sondzie. Mając taką listę, dużo łatwiej będzie mi prowadzić negocjacje z kinami i dystrybutorami. Każdy wpis się liczy. Bardzo ważne jest, aby każdy oddał tylko jeden głos i aby odzwierciedlał on to, co naprawdę myślicie. Jestem Wam bardzo wdzięczny za pomoc”, napisał autor na kolejnej stronie, www.ChceZobaczycWszystko.net, tym razem uruchamiając akcję zbierania głosów popierających wprowadzenie filmu do regularnej dystrybucji. Odzew jest większy niż w przypadku zbierania pieniędzy – ankietę wypełniło już ponad 2,5 tys. osób, jednak żeby dysponować realnym poparciem, potrzeba kilkunastu tysięcy. I podobnie jak przy zbieraniu pieniędzy ekipa liczy na pomoc mediów. To zresztą dzięki ich zaangażowaniu „Wszystko” zostało nagłośnione i machina ruszyła – co młody twórca nieustannie podkreśla.
Zadanie nie jest łatwe, krótkometrażówki bowiem nie należą do ulubionych formatów w kinowym obiegu; co tu dużo mówić – to nie są przedsięwzięcia dochodowe. Zwykle występują zbiorowo albo doklejone do tzw. głównego filmu, więc oprócz chęci młoda i prężna ekipa musi jeszcze znaleźć pomysł, żeby przekonać do „Wszystkiego” kogo trzeba. Na razie zainteresowanie regularnymi seansami wyraziły gdańskie kino Neptun, Kino Pod Baranami w Krakowie i Charlie w Łodzi. Tymczasem film ma szansę zaistnieć na DVD i oczywiście w sieci.
Niełatwe nie znaczy jednak niemożliwe – wielka przecież jest siła internetu.

Wydanie: 28/2009

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy