Techno odbiera słuch

Techno odbiera słuch

Tylko 30% kandydatów do warszawskiej akademii muzycznej dobrze słyszy

Tylko co trzeci student akademii muzycznej dobrze słyszy. Jeszcze gorsze są wyniki badań przeprowadzonych wśród 7-, 10-latków. Tylko 13% z nich ma normalny słuch – pozostali mieli kłopoty ze słyszeniem w całym paśmie dźwięków. Ponad połowa dzieci nie słyszała dźwięków o niskiej częstotliwości, 24% miało kłopoty z dźwiękami wysokimi.

Niesłyszący muzycy

Nikt w Polsce nie przestrzega norm bezpiecznego słuchania, nikt nawet o nich nie informuje, a stan słuchu młodych pokoleń znacznie się pogorszył. Świadczą o tym badania przeprowadzone w Akademii Muzycznej w Warszawie. Od ponad 30 lat sprawdzano słuch u kandydatów na studia, zbadano też grupę 496 młodych muzyków. Okazało się, że dobrze słyszy tylko 30% badanych. Uszkodzenie słuchu u większości wynikało z udziału w koncertach muzyki pop i rock, pobytów w dyskotekach, używania przenośnych odtwarzaczy CC i CD oraz… długotrwałych ćwiczeń gry na instrumentach, zwłaszcza perkusyjnych i dętych blaszanych.
Prof. Henryk Skarżyński, szef Międzynarodowego Centrum Słuchu i Mowy, zwraca uwagę, że pierwszymi objawami uszkodzenia słuchu i ubytków w słyszeniu są szumy, które się słyszy bez powodu. – Coraz więcej młodych ludzi przychodzi do lekarza, gdy po imprezie, koncercie albo nawet przerwie między lekcjami wracają do domu i szumi im w uszach. Po jakimś czasie szum przechodzi, ale może nam zostać na stałe. Badamy dość regularnie duże populacje dzieci rocznie. Kilka lat temu „szum uszny” był prawie nieznany. Dziś prawie co drugi uczeń mówi, że szum w uszach po jakimś czasie ustępuje.
Na początku nie słyszy się tylko dźwięków wysokich, więc nie przeszkadza to w rozumieniu mowy ludzkiej, ale z wiekiem stan ten się pogarsza. Trzech na czterech 70-latków ma już zaburzenia słuchu, ale pojawianie się przejściowego szumu u młodzieży szkolnej wskazuje, że u nich ten słuch zniszczy się szybciej. Obecne dzieci, gdy osiągną wiek
30-40 lat, będą miały słuch 70-latków – twierdzi prof. Skarżyński.
Dr hab. Andrzej Miśkiewicz, akustyk z Akademii Muzycznej w Warszawie, uważa, iż przyjemność płynąca z głośnego odbierania muzyki jest rzeczą względną. – Są tacy, którzy słuchają bardzo głośno i twierdzą, że to bardzo przyjemne – zapewnia, ale zwraca też uwagę, że muzycy grający na wyjątkowo głośnych instrumentach perkusyjnych czy dętych stosują dziś różne ochraniacze słuchu, specjalne wkładki douszne, tak zaprojektowane, aby nie deformowały dźwięku, który jednak dla muzyka jest tworzywem do kształtowania. – Sala koncertowa to nie fabryka, gdzie trzeba wszelkimi metodami odgrodzić się od hałasu.

Zakazać techno?

Prof. Skarżyński za najgroźniejszą dla ucha uważa muzykę techno, bo jest nie tylko głośna, ale i jednostajna. Nasze ucho się do niej adaptuje, ale potem już nie może powrócić do normalności. – Niektórzy rodzice – mówi profesor – oczekują ode mnie, że odradzę dzieciom słuchania muzyki. Tymczasem muzyka jest potrzebna, relaksuje, uwrażliwia i rozwija. To są elementy pozytywne, ale co innego słuchać, a co innego nadużywać słuchania. Chodzenie ze słuchawkami na uszach przez cały dzień jest niebezpieczne, bo ucho poddawane jest jednostajnej muzyce. O wiele bezpieczniejsze jest korzystanie z otwartego radia niż ze słuchawek, bo dźwięki z otoczenia pokrywają się z fragmentami muzyki i to powoduje nawet wyciszenie, stymulację rozłożoną na całe ucho. Jeśli zamkniemy dostęp do niego słuchawką na dłuższy czas, to doprowadzimy do trwałego uszkodzenia komórek zmysłowych. I tego już nie da się wyleczyć.

Zamknięty z powodu hałasu

Prof. Antoni Jaroszewski, fizyk i psychoakustyk, uważa, że w Polsce trzeba wprowadzić normy głośności na koncertach rockowych i w dyskotekach, tak jak to np. robią już Niemcy, i przestrzegać ich. W tamtejszych dyskotekach pojawiają się niezapowiedziani kontrolerzy z ukrytymi pod ubraniem miernikami decybeli. Jeśli udowodnią przekroczenie norm, lokal zostaje zamknięty.
W niemieckich lokalach nie ma możliwości, by ktoś słuchał powyżej 60-70 dB, a u nas poziom hałasu sięga nawet 140 dB. To dlatego młodzi Niemcy słyszą jeszcze jako tako, a młodzi Polacy coraz gorzej.
Bo my wciąż jesteśmy zafascynowani możliwościami technicznymi wzmacniaczy i kolumn głośnikowych montowanych w domach, samochodach, kinach i salach widowiskowych. Osoby przyzwyczajone do delikatnego nagłośnienia czasami aż się skręcają z bólu w kinie czy na koncercie. Są jednak i tacy, którzy gdy nie poczują „fali uderzeniowej” i wibracji potężnych głośników, uważają, że koncert był nieudany.
W klinice prof. Skarżyńskiego nie ma tygodnia, by nie zgłosił się pacjent z urazem ucha. – Uraz akustyczny jest bolesny – mówi znany otolaryngolog. – Człowiek na jakiś czas całkiem głuchnie. Powinien jak najszybciej zgłosić się do lekarza, który przepisze odpowiednią kurację. Zdarza się, że po takim urazie uczestnik koncertu stara się na własną rękę „przedmuchać ucho” i palcem zwiększa ciśnienie. Wtedy może doprowadzić do przerwania błony bębenkowej, czyli tzw. perforacji. To na szczęście można dziś leczyć chirurgicznie. Po co jednak narażać się na ból i koszty?

Wydanie: 20/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy