Telefon z ambasady

Telefon z ambasady

Po interwencji ambasadora Izraela odwołano szkolną debatę o Palestynie

Obecny ambasador Izraela w Warszawie, pan Zvi Rav-Ner, urodził się w 1950 r.
w Świdnicy, w Polsce spędził dzieciństwo, powinien więc pamiętać z opowieści rodziców, jak Polacy bali się telefonów z radzieckiej ambasady. Tymczasem on sam zupełnie zapomniał, że objął placówkę dyplomatyczną w suwerennym kraju i w ubiegłym tygodniu zachował się jak radziecki ambasador. Zadzwonił do dyrektorki liceum w Tarnowie z pretensjami, że organizuje ona dyskusję o sytuacji w Palestynie. Pani dyrektor była tak zaszokowana telefonem z ambasady, że debatę odwołała.

Pod jednym niebem

Inicjatywa debaty wyszła od uczniów I Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, i to od tych najmłodszych, z klas pierwszych. Do nauczycieli zgłosili się Adam Tylko z klasy matematyczno-geograficznej oraz Oliwia Kapturkiewicz z polonistycznej. Powiedzieli, że brakuje im wiedzy o tym, co się dzieje w niektórych krajach objętych konfliktami narodowościowymi, społecznymi i politycznymi. Chcą mieć spotkania z ludźmi, którzy mogą coś na ten temat powiedzieć. Prasa pisze co innego, w internecie czytają co innego, w szkole nauczyciele też nie wyjaś-
niają wszystkiego. Sami pomogą zorganizować debaty na temat tych krajów, wymyślili nawet tytuł takich cyklicznych spotkań – „Pod jednym niebem”. Pomysł zyskał poparcie zarówno nauczycieli, jak i dyrekcji szkoły. Ustalono, że pierwsze spotkanie zostanie poświęcone Palestynie i odbędzie się w czwartek, 21 czerwca, w szkolnej auli.
Adam Tylko i Oliwia Kapturkiewicz zatelefonowali do Kampanii Solidarności z Palestyną w Warszawie. Zaproponowano im zaproszenie do szkoły Przemysława Wielgosza, redaktora naczelnego polskiej edycji miesięcznika „Le Monde Diplomatique”, oraz Omara Farisa, prezesa Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków Polskich. Obaj panowie zgodzili się przyjechać do Tarnowa, prosząc tylko o zwrot kosztów przejazdu.
Uczniowie nie mieli na debatę żadnych funduszy i musieli sami je zdobyć. Zorganizowali w szkole koncert, na którym wystąpiło kilka młodzieżowych zespołów. Zamiast biletów sprzedawali cegiełki na cele spotkań „Pod jednym niebem”. Tym sposobem uzyskali fundusze na bilety dla prelegentów i druk plakatów.
– Postanowiliśmy zorganizować cykl spotkań „Pod jednym niebem”, abyśmy swoje wiadomości o niektórych światowych konfliktach czerpali nie tylko z mediów. Chcieliśmy zapraszać fachowców, którzy byli w tych krajach, wiedzą, co tam się dzieje. Nie chcieliśmy wskazywać, która ze stron konfliktu jest lepsza, kto ma rację. Niech nasi koledzy posłuchają, zastanowią się, sami pomyślą – mówi Adam Tylko. – Bardzo brakuje nam w szkole dyskusji na temat problemów naszego świata, często bardzo jednoznacznie przedstawianych w mediach. Chcieliśmy zacząć od Palestyny i natychmiast podcięto nam skrzydła. Nie zastanawialiśmy się jeszcze, co zrobimy. Jeżeli po wakacjach zorganizujemy taką debatę, to z pewnością już nie na terenie szkoły.

Dylemat dyrektorki

Małgorzata Wrześniowska, dyrektorka I LO w Tarnowie, nie musiała odwoływać tego spotkania, bo ambasador innego państwa nie jest jej zwierzchnikiem. Mimo to uległa: – Byłam zaskoczona faktem, że ambasador osobiście zatelefonował z interwencją w sprawie organizowanej u nas imprezy. Wiem, że problem Palestyńczyków jest tematem bardzo drażliwym, ale młodzieży chodziło nie o eskalowanie konfliktu, lecz o pokazanie, co się dzieje na tym terenie. Tymczasem pan ambasador zarzucił nam, że chcemy przedstawić problem tylko z punktu widzenia Palestyńczyków, bez zaprezentowania poglądów strony izraelskiej. Tłumaczyłam, że jest to niezgodne z prawdą, gdyż nasze liceum współpracuje ze szkołami izraelskimi, przyjmujemy młodzież z tego kraju. Odbyły się warsztaty w ramach Forum Dialogu, nasza młodzież brała udział w konkursie Fundacji Shalom, jeden z uczniów został jego laureatem i w nagrodę wyjeżdża na wycieczkę do Izraela. W szkole pracuje dwóch edukatorów, w tym również ja, z certyfikatem Yad Vashem (Seminar in Holocaust Studies for Educators from Poland, wydanym przez International School for Holocaust Studies). Tematyka żydowska, historia i kultura tego narodu są mi bliskie ze względu na prywatne zainteresowania, moja praca poświęcona elementom autostereotypu kulturowego pisarzy polskich pochodzenia żydowskiego brała udział w konkursie i jest przechowywana w bibliotece na uniwersytecie w Tel Awiwie. Nie musiałam się zgodzić na odwołanie debaty, ale ze względu na specyfikę sytuacji i kategoryczną postawę pana ambasadora termin został przesunięty.

Jest o czym mówić

Zdziwienia zachowaniem ambasadora Izraela nie kryje Przemysław Wielgosz, redaktor naczelny „Le Monde Diplomatique”. – Odwołanie mojego przyjazdu do Tarnowa przyjąłem ze zdumieniem, zaskoczeniem i oburzeniem. Ingerencja ambasadora nie powinna mieć miejsca, gdyż nie może on wydawać poleceń polskiej placówce oświatowej ani bezpośrednio wpływać na debatę publiczną w obcym, suwerennym kraju. To jest coś niespotykanego – podkreśla. – Nie wyobrażam sobie, aby ambasador Rosji dzwonił i zakazywał komuś w Polsce zorganizowania dyskusji na temat poszanowania praw człowieka w Czeczenii. Próby zakazywania publicznego mówienia o łamaniu praw Palestyńczyków dowodzą tylko, że jest o czym mówić. Nie  możemy się zgodzić na logikę: wolno wam dyskutować o Tybecie, Białorusi, ale nie o Palestynie. Takie telefony wykraczają poza kompetencje ambasadora. Dyplomaci innych krajów mogą wyrażać swój sprzeciw w postaci not do polskiego rządu, ale nie mogą wywierać bezpośrednich nacisków na polskie instytucje państwowe. Nie do końca też rozumiem uległość dyrektorki szkoły. Żaden obcy dyplomata, nawet z kraju z nami zaprzyjaźnionego, nie może jej niczego nakazać.
Oburzony zachowaniem ambasadora jest też Omar Faris, prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków Polskich: – Jestem Palestyńczykiem i polskim obywatelem, tu płacę podatki, nie mam żadnego problemu z prawem. Nie mam nic przeciwko Żydom, gdyż jesteśmy skazani na życie obok siebie i byłbym szczęśliwy, gdyby udało się nam stworzyć jedno wspólne, demokratyczne, izraelsko-palestyńskie państwo, w którym byliby szanowani wszyscy obywatele bez względu na wyznawaną religię. Mam tylko żal do Polski, że nie mogę tu mówić o tragedii mojego narodu, bo jeden telefon z ambasady Izraela zamyka mi usta. Czy w wolnym państwie ktoś inny ma decydować, o czym się mówi? To ma być poszanowanie wolności słowa? Gdzie my żyjemy?

Szkoda mi uczniów z tarnowskiego liceum, Oliwii, Adama i innych, którzy przekonali się, jak trudno żyć „pod jednym niebem” nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Polsce. Wystarczył jeden telefon z ambasady, aby cały ich zapał poszedł na marne. Byli głodni prawdy, chcieli rozmawiać, nie protestować. Bardzo szybko sprowadzono ich z nieba na ziemię.
Ale równocześnie jest to historia niezwykle poważna i, nie waham się użyć tego słowa, skandaliczna, kompromitująca ambasadę Izraela w Warszawie. Dyplomaci innego państwa nie mogą wywierać bezpośrednich nacisków na instytucje wolnego kraju, mają inne sposoby wyrażania niezadowolenia. Mam nadzieję, że min. Radosław Sikorski nie pozostanie obojętny i pouczy ambasadora, gdzie kończą się jego uprawnienia. Jeżeli MSZ nie będzie chciało tego zrobić, to również ja zacznę się zastanawiać, gdzie my żyjemy.

PS W piątek, 22 czerwca, kilkakrotnie bezskutecznie usiłowaliśmy się skontaktować z ambasadorem Zvi Rav-Nerem, aby poznać jego opinię na temat debaty w Tarnowie.

Wydanie: 26/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy