Telewizja: kulisy wojny o władzę

Telewizja: kulisy wojny o władzę

– Ufa pani jeszcze Dworakowi? – Mam po temu coraz mniej powodów

Danuta Waniek, przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

– Pani minister, jeśli chodzi o telewizję publiczną – dobrze jest?
– Jest różnie.
– Miało być dobrze…
– Do telewizji zawsze były i są zastrzeżenia. Telewizja publiczna Roberta Kwiatkowskiego nie była akceptowana przez wiele środowisk i osób. Po zeznaniach w Komisji Śledczej on sam w zasadzie stracił akceptację społeczną. Miał 2% poparcia! Myślę też, że zapłacił za bardzo kiepską politykę informacyjną rządu Leszka Millera, który w sposób dorozumiany, bo nie sądzę, że uzgadniany, włączył telewizję publiczną w swoją politykę, uważając że wszelkie braki, i propagandy, i praktyki, telewizja pod kierownictwem Roberta Kwiatkowskiego jest zobowiązana wyrównać.
– Robert Kwiatkowski był propagandystą Leszka Millera?
– Niewątpliwie był tak postrzegany. Świadczą o tym badania, bodajże CBOS. A pewne ruchy kadrowe, mam tu na myśli nominację Pieńkowskiego, który z Łodzi został przeniesiony na szefa TAI, wykonywał, jak sądzę, na zlecenie polityczne. W porozumieniu z Millerem. Mieliśmy, z jednej strony, rzecznika rządu, Tobera, który niczego nie umiał wyjaśnić, a z drugiej strony, stałe pretensje do dziennikarzy telewizyjnych, do samego Roberta Kwiatkowskiego, że coś było nie tak w przekazach pokazywane.
– Kwiatkowski zapłacił za to. Odszedł. Jego następca, Jan Dworak, jest od niego lepszy?
– Za wcześnie o tym mówić. Na razie wykazał tyle, że w konkursie na prezesa osiągnął najlepszy wynik. Dworak jest pół roku. Nowa ramówka, ułożona przez ten zarząd, rusza od września. Zobaczymy, jak wypali.
– A teraz?
– Co mi się nie podoba: otóż wydawało mi się, że po takim olbrzymim przesileniu, jakim był konkurs na prezesa TVP, każdy zrozumie, w jakiej sytuacji jest telewizja publiczna. Że hasło „nowego otwarcia”, które jedni potraktowali jako pusto brzmiące słowo, drudzy jako zobowiązanie, jednak do czegoś obliguje. Sądziłam, że Dworak to rozumie. Nie byłam natomiast pewna, czy rozumie to jego otoczenie zawodowe i polityczne. Więc jeżeli nie będzie umiał oprzeć się pewnym naciskom, nie będzie umiał współpracować z niedawno wybranym zarządem, może się powtórzyć historia Roberta Kwiatkowskiego.

W klinczu, czyli Sellin lepszy niż Czarzasty

– Naciski są stałym elementem polskiego klimatu.
– Stąd wyobrażałam to sobie tak, że na czele TVP powinien stanąć ktoś, kto ma ugruntowany autorytet i swój punkt widzenia na telewizję. Z kilkoma osobami, znaczącymi w świecie artystycznym czy dziennikarskim, jeszcze przed konkursem prowadziłam na ten temat rozmowy. Ale one do konkursu zgłosić się nie chciały! A jeżeli już, to chciały gwarancji wygrania. A tego zapewnić nie mogłam. Do konkursu stanął za to m.in. Dworak. O co tu pretensja? Prezesem został ten, kto mógł zostać w tym momencie. Ja uważam, że były jeszcze inne możliwości, ale niestety, na skutek różnicy poglądów czy też skłócenia wewnętrznego lewicy albo zwyczajnej pychy, nie było na to szansy.
– Skłócenia pani z Czarzastym?
– Niekoniecznie. Proszę mi odpowiedzieć, dlaczego takim nikłym zainteresowaniem cieszyła się w czasie konkursu Lidia Geringer d’Oedenberg? Dlatego, że co? Może nie gwarantowała posłuszeństwa?
– Myśli pani, że o to chodziło?
– Ależ oczywiście! I nie myślę tylko o posłuszeństwie wobec ośrodka politycznego. Niewątpliwie w grupie, która była zainteresowana przebiegiem konkursu, był Włodzimierz Czarzasty, który miał inną wizję decyzji kadrowych niż ja. Że trudno nam było w tym względzie się porozumieć – to fakt. Tak było, gdy wybieraliśmy Radę Nadzorczą TVP. On nie chciał przyjąć argumentu, że rada nadzorcza po „aferze Rywina” musi być inna. Dziś Bolesław Sulik mówi, że obecna rada i obecny zarząd mają wbudowany we wnętrze konflikt. Ale poprzednia rada i poprzedni zarząd tego nie miały i też nie wyszło. Myślę, że ostatecznie wszystko zależy od ludzi, od ich umiejętności, osobowości i skłonności do porozumiewania się ponad podziałami. To składnik socjaldemokratycznego myślenia.
– Wtedy wolała pani dogadywać się z Sellinem.
– Dogadywałam się z tymi, którzy podzielali ten punkt widzenia.
– To lepszy Sellin od Czarzastego?
– W tej sprawie nie było innego wyjścia. Zresztą nikt z SLD ze mną nie rozmawiał, chociaż w pewnym momencie wysłałam bardzo czytelny sygnał, kierując do Kongresu SLD „list otwarty w ważnej sprawie publicznej”. SLD nie zareagował. Oni wierzyli we wszechmoc Aleksandry Jakubowskiej i Włodzimierza Czarzastego. A co to było? Co zastałam? Jakubowską, która prowadziła ustawę o mediach bez przygotowania strategii rozwoju rynku medialnego, Millera, który miał to wszystko w nosie, bo to był zbyt skomplikowany temat. I mojego kolegę, który miał wokół siebie coraz gorszą atmosferę. A wtedy chciał mnie raczej przechytrzyć, niż współpracować. Tak mi się przynajmniej wydawało.
– Więc znalazła się pani w porozumieniu z Sellinem, a przeciwko Czarzastemu…
– Zależało mi na jednym – żeby ta rada nie była jednorodna. Przecież chodziło o telewizję publiczną, która jest własnością nas wszystkich, to nie jest telewizja partyjna. Te hasła, które potem pojawiły się przeciwko mnie: straciliśmy telewizję! Co to znaczy? Odnosiłam wrażenie, że niektórzy politycy SLD bardziej przejęli się „utratą telewizji” niż dramatycznym spadkiem poparcia społecznego.
– Z tym że mamy w tej chwili taki efekt, że telewizja dalej jest partyjna. Tylko innej partii. To wyszło.
– Taka obawa może powstawać. I tutaj, jeżeli opinia publiczna nie przyhamuje niektórych gorących głów…

Rada nadzorcza, czyli nowe otwarcie

– Ale przecież pani ten układ skonstruowała, te gorące głowy dlatego właśnie do TVP się dostały. Więc po co zwalać na opinię publiczną?
– Nie zwalam, ale to ona najlepiej wyczuwa fałsz. A poza tym, proszę tak do mnie nie mówić. Rada nadzorcza została wybrana przez dziewięć osób.
– Również przez Danutę Waniek, która nie chciała się dogadać z Włodzimierzem Czarzastym.
– Nie wiem, czy to ja, czy odwrotnie.
– To prawda, odpowiedzialność rozkłada się na was dwoje.
– Niewątpliwie było tak, że mu cały czas mówiłam: słuchaj, tu musi być zmiana. Taki przyszedł czas. Zobacz, co piszą gazety, spójrz na sondaże. I co dostałam w zamian? Te same nazwiska. On się od nich oderwać nie umiał.
– Ale to nie byli źli kandydaci. Znali się na telewizji.
– Niektórzy na pewno. Tylko przychodzi taki moment, że każdy z nas w określonym kontekście może się zużyć. Można było zgodnie znaleźć innych.
– A pani szukała?
– Ja zgłosiłam Dragana i Annę Milewską.
– Zgodziła się pani też na Pawłowicza.
– W imię pluralizmu. Zresztą, ta rada miała większość, która wybrała Dragana na szefa rady nadzorczej.
– A potem się zmieniło.
– Prawdopodobnie nie zmieniłoby się, gdyby SLD utrzymywał wysokie notowania. Lecz gdy notowania Sojuszu zaczęły gwałtownie spadać, wszystko się zmieniało. Nic nie dzieje się w próżni. Patrzmy na otoczenie, w którym żyjemy.
– Pierwszy spojrzał Marian Pilot, PSL-owski członek rady, który załatwił pracę w telewizji swojej córce…
– Ona, dziwnym trafem, dostała pracę w pionie nadzorowanym przez Piotra Gawła, jak się dowiedzieliśmy, za 12 tys. zł brutto, bez zakresu obowiązków. I od tego czasu, dziwnym trafem, Pilot w radzie nadzorczej stale głosuje razem z prawicą. Słyszałam też o wizycie Dworaka w PSL i o tym, że obiecywał im złote góry za głos Pilota.
– Skonstruowała pani obecną Radę Nadzorczą TVP. W tej konstrukcji zaszwankowała jedna rzecz: otóż są ludzie o poglądach lewicowych i poglądach prawicowych, ale w jednej i drugiej grupie są ludzie o mentalności hunwejbinów i tacy, którzy szukają kompromisów. Można było szukać tych drugich…
– Mogliśmy wybierać tylko z tych nazwisk, które mieliśmy na stole. Każdy członek KRRiTV zgłaszał swoich kandydatów. Razem zgłoszono ich 21.
– Nie widzę powodu, dla którego w radzie nadzorczej nie było miejsca dla Sulika, któremu nic pani nie zarzuci, a są Pawłowicz czy Kowalski.
– Prof. Kowalski był ekspertem KRRiTV. Zna się na mediach. Ma wysoki status akademicki. To zobowiązuje do odegrania innej roli niż rola hunwejbina. Pawłowiczowi braku inteligencji i dynamizmu nikt nie zarzuci. Chociaż myślałam, że jest to człowiek, który z doświadczeń przeszłości wyprowadzi wnioski. Dzisiaj mam wątpliwości. Zakładałam również, i ta nadzieja z mojej głowy nie wywiała, że będą oni próbowali tworzyć, przy tak pluralistycznej radzie nadzorczej, telewizję zrównoważoną. Natomiast czy w ogóle takie założenie jest możliwe w polskich realiach politycznych, gdzie wszyscy ze wszystkimi się kłócą aż do zarżnięcia – to jest zupełnie inna rzecz. Ale należało zaryzykować, wyzwolić inną kulturę. To trzeba robić, nawet jak się przegrywa, starać się szukać pewnej równowagi.
– Więc szukała pani i co wyszło?
– Jeszcze nie wiemy, co wyszło.

Nocna zmiana, czyli Dworak

– Na początek wyszedł prezes Jan Dworak, działacz Platformy Obywatelskiej.
– Różnie można było sprawę nowego prezesa rozstrzygnąć. O konkursie zadecydowała rada nadzorcza, dość szybko, bo przeszkadzał różnym środowiskom Robert Kwiatkowski. A skąd się wziął Dworak? Przecież nikt nie mówił, że to ma być on. Rada nadzorcza nie wyłoniła go do finałowej trójki. Chociaż przypominam, że w dziesiątce, którą wyselekcjonowano, najlepsze notowania od zewnętrznej firmy headhunterskiej dostał Dworak. Zaraz za nim była Lidia Geringer d’Oedenberg, trzeci był Sławomir Zieliński.
– No właśnie…
– Mogę dzisiaj zdradzić, że do startu w konkursie namawiałam Lidię Geringer d’Oedenberg. Żeby nikt nie miał wątpliwości – to nie jest moja znajoma. Po prostu uważałam, że odświeży telewizję. Ale preferencje środowiska lewicowego na nią nie wskazywały… Więc dobrze – jest ten konkurs, popatrzmy, jakie dawał możliwości. Do pierwszej trójki przeszli Gaweł, Pacławski i Budzyński. Pat. W związku z tym rada nadzorcza tej sławetnej nocy postanowiła wrócić do dziesiątki. Przypominam to nie bez powodu, ponieważ w pierwszym wskazaniu najlepsze wyniki miał Dworak, ale tylko oczko niżej stał Dubaniowski. Czyli osoba, jak uważano, ze stajni prezydenckiej. To on mógł być dzisiaj prezesem TVP, pod warunkiem że dostałby poparcie Dragana, Rowickiego i Garlickiego…
– Oni stali za Pacławskim.
– Czarzasty był pewny siebie, bo myślał, że ma wszystko uzgodnione i policzone. Że za Pacławskim ma sześć głosów. Swoich trzech, Ostrowskiego, Milewską i Pilota. To było między nami ustalone. I to się rozsypało. Na pół godziny przed posiedzeniem rady nadzorczej wszedł do mojego gabinetu Aleksander Łuczak. Rozmawiałam właśnie z Czarzastym. I Łuczak powiedział nam, że Pilot nie odda głosu na Pacławskiego. I że gra toczy się o Budzyńskiego. Nagle z sześciu głosów Czarzastemu zostało pięć. A wariantu rezerwowego nie miał.
– A pani miała?
– Można było wybrać Dubaniowskiego, jak padał Pacławski. Ale powszechnie wiadomo było, że niechęć Czarzastego do Dubaniowskiego jest tak ogromna, że ta jego trójka w radzie nadzorczej nigdy by na niego nie oddała głosu. Wcześniej można było wybrać Lidię Geringer d’Oedenberg, która dziś jest eurodeputowaną w barwach SLD. Ale oni ją sami wyleli. Więc prawa strona rady nadzorczej poczuła wiatr w żaglach. Jeżeli w grupie, która mogła zadecydować, kto kojarzony z szeroko pojętym obozem lewicowo-prezydenckim mógł być prezesem, zostały zaprzepaszczone najrozmaitsze szanse, to dlaczego dzisiaj pan mi mówi: pani jest winna?
– Pani jest przewodniczącą KRRiTV i całą tę drogę ku obecnej sytuacji zaaranżowała. Jest jakaś odpowiedzialność…
– Zgadzam się, ale proszę pamiętać, że nie działam w próżni.
– Pani tę radę nadzorczą wybierała.
– Między innymi. Głosowałam na wszystkich tam obecnych, a sama zgłosiłam Annę Milewską i Antoniego Dragana, który na starcie zademonstrował wobec mnie niechęć.
– Dlaczego?
– Uważałam wówczas, że prezesem rady nadzorczej powinna być Anna Milewska. Powiedziałam to uczciwie Draganowi. Ona miała powszechną akceptację, on wzbudzał opory. Niestety, wtedy po stronie lewicowej zrobiono wszystko, żeby tak się nie stało. Jaki jest tego efekt? Dzisiaj szefem rady nadzorczej jest Marek Ostrowski, kojarzony z Platformą Obywatelską. Lewica nie potrafiła prowadzić polityki kadrowej. Czy miała dobrego kandydata w konkursie, czarnego konia? Nie miała. Czy była do takiego konkursu przygotowana? Nie była.
– Czy rada musiała tej nocy wyłaniać prezesa? Nie mogła przełożyć tej decyzji?
– Tego nie dało się już zatrzymać. Tam siedziało dziewięć osób, była pierwsza w nocy i uznano, że trzeba było konkurs zakończyć.
– Dworakiem?
– Powtarzam raz jeszcze, że nie była to jedyna możliwość. Z Dworakiem rozmawiałam następnego dnia. Dostałam od niego gwarancję zrównoważonego zarządu. Wtedy sobie pomyślałam: „Może ten człowiek ma w głowie trochę rozsądku i dostrzeże szansę dla telewizji?”.

Jedynka Grzywaczewskiego, czyli kabaret

– Szansa wygląda tak, że szefem Jedynki jest jego przyjaciel, Maciej Grzywaczewski. Który wyrzuca dziennikarzy i zdejmuje programy. Wiemy, że chce zdjąć „Kabaret Olgi Lipińskiej”. Dobrze robi?
– Źle, bo ten kabaret ma w telewizji rangę symbolu. Mam nadzieję, że Olga Lipińska z telewizji usunięta nie będzie. Taka decyzja budziłaby sprzeciw opiniotwórczej inteligencji.
– Jej program zostaje zdjęty, więc cóż ona tam będzie robić?
– Żaden program nie ma dożywotniego abonamentu. Olga musi również sobie pomóc np. innym pomysłem na rolę prześmiewcy. Myślę, że jest do tego gotowa.
– Są inne programy i inni dziennikarze, którzy są wyrzucani z Programu 1. Pod hasłem „odkwiatkowszczenia”.
– Konkursowi, zmianie zarządu, towarzyszył olbrzymi nacisk niechętnej Kwiatkowskiemu prasy. Ona wręcz pisała, że powinnością tego zarządu jest wzięcie miotły i wywalenie z pracy niektórych dziennikarzy. Ci, którzy to pisali, zdawali sobie sprawę z tego, że środowisko dziennikarzy telewizyjnych potrafi być cholernie koniunkturalne. Musiał pan niedawno przeczytać wywiad z Dorotą Warakomską, która nagle występuje w szatach cierpiętnicy, zapominając, że nie kto inny, tylko Kwiatkowski ją awansował. Niektórzy dziennikarze telewizyjni zachowują się brzydko. Oni potrafią bronić siebie, ewentualnie swej audycji i nadawać na kolegów. Notorycznie. I chętnie, w momencie przesilenia, czasem czekając długie lata, podstawiają nogi. Taki koniunkturalizm nie sprzyja pozytywnym zmianom. Czy pan słyszał, np. aby teraz upomnieli się o spełnienie obietnic zgłaszanych przez prezesów w konkursie, np. o obywatelski model TVP? A ileż oni naobiecywali!
– A jak się pani podoba nowa wizytówka telewizji prezesa Dworaka, program Pospieszalskiego, szefa studia wyborczego Mariana Krzaklewskiego, przeniesiony żywcem z Telewizji Puls…
– Ten program nie mieści się w bezstronności ideowej i religijnej TVP. On pojawił się w Dwójce w momencie, w którym Dworak był już prezesem, a Pacławski jeszcze nie został wybrany na szefa programowego. To tak szybko się dokonało. Oto Nina Terentiew. Zawsze siedziała w pierwszym rzędzie w Pałacu Prezydenckim, a teraz poleciała z nowym zarządem do Watykanu. Zastanawiam się, skąd się bierze ta gibkość? Z przywiązania do pracy w telewizji – niewątpliwie. Poza tym na rynku dziennikarskim jest bezrobocie. To może wyzwalać oportunistyczne postawy.
– Nie warto ludzi telewizji żałować?
– To jest taki świat, w którym się przychodzi, odnosi jakiś sukces, potem ta linia opada i jest moment, że się odchodzi, jak z każdego publicznego stanowiska. Być może wybory parlamentarne mają inną logikę, ale też czasem z żalem patrzymy, jak nieliczni fachowcy muszą odejść, bo dokonały się zmiany polityczne. Takie jest życie. Zadaniem ludzi rozsądnych jest takie działanie, by upartyjnianie państwa, które przybrało dziś karykaturalny wymiar, było coraz mniejsze. Aby telewizja w tym wszystkim zachowała ludzi wartościowych.
– Zgoda, tylko że obok słów jest życie. A ono polega na tym, że są wyrzucani dziennikarze, jedni słusznie, drudzy nie, kojarzeni z lewicą, a w ich miejsce przychodzą dziennikarze kojarzeni z prawicą. Tak ma wyglądać nowe otwarcie?
– Na pewno nie. Kiedy się dowiedziałam o powrocie Moniki Olejnik, zapytałam Grzywaczewskiego, czy to jest ta zapowiadana nowość? Po co ten odgrzany kotlet? Nie macie na wydziale dziennikarstwa młodych ludzi? Ale trafiamy też na inną rzecz – w przeszłości wytrzebiono kadry tak, że jak odchodzi grupa frontowa, nie ma z czego wybrać. Nie ma komentatorów politycznych, nie ma dobrych publicystów. Zlikwidowano całą sieć świetnych korespondentów zagranicznych. I co, to była dobra telewizja? Jak zaczęłam w programie szukać audycji wysokiej kultury, to okazało się, że religijnych jest więcej.

Ciąg dalszy nie nastąpi?

– Rada nadzorcza już zapowiedziała, że odwoła Pacławskiego. Prof. Kowalski powiedział, że jeśli Pacławski nie dogada się z Dworakiem, czyli jak nie ustąpi Dworakowi i nie odda mu całkowitej władzy nad Jedynką i Dwójką, to rada Pacławskiego odwoła.
– Jeżeli do tego dojdzie, to będzie dowód jawnego awanturnictwa. Bo nie ma żadnego ku temu powodu. Odwoływać Pacławskiego za to, że trzyma się sfery kompetencyjnej, nadanej mu w momencie wyboru przez radę nadzorczą?
Dworak oczekuje od rady nadzorczej sprzyjającej sobie uchwały, ujawnił, że chce mieć wpływ na obsadę redakcji. Czy Pacławski mu w tym przeszkadza? Tak, bo odpowiada za program, taki jest podział kompetencji w zarządzie, Dworak od początku o tym wiedział. Widziały gały, co brały…
– Więc chce pałacowego przewrotu?
– To dziwne, bo Pacławski to człowiek łagodny, skłonny do racjonalnego kompromisu. Jest wspierany w zarządzie przez dwie osoby, teoretycznie ma większość – a czasem mam wątpliwości, czy to wykorzystuje.
– Zniszczycie telewizję tymi roszadami i grami…
– To na pewno jej nie polepszy, ale dla telewizji co innego jest groźne – sygnały dotyczące jej prywatyzacji, zgłaszane przez Rokitę i Tuska. Jeżeli wybory wygra Platforma, oni będą szukali pieniędzy na zmniejszenie deficytu. I czy ta telewizja będzie dobra, czy zła, nie będzie miało znaczenia. Rokita to powiedział: roszady w zarządzie nic nie pomogą, telewizję trzeba prywatyzować. Więc ci, którzy wywołują awantury w radzie nadzorczej, być może w sposób nieuświadomiony dają argumenty facetom, którzy chcą zarżnąć telewizję, chcą ją sprywatyzować. To jest groźne.
– Co będzie dalej z TVP?
– Ze zmianami liczyć się należało…
– To jest oczywiste. Ale chodzi o to, że mamy wspólnie wizję telewizji pluralistycznej, otwartej światopoglądowo, gdzie nie ma jednej opcji, lecz jest ciekawość świata. Tymczasem nic takiego w TVP się nie zapowiada.
– Proponuję odpowiedź na to pytanie odłożyć do późnej jesieni.
– Ufa pani jeszcze Dworakowi?
– Mam po temu coraz mniej powodów. Nigdy nie poprę powrotu kolesiostwa, serwowania opinii publicznej odgrzewanych kotletów personalnych i programowych, odbijania obszarów kompetencyjnych w imię racji ideowych czy politycznych. Ostatnio ze strony Dworaka nadeszło zbyt wiele niepokojących sygnałów. Próbowałam niedawno się dowiedzieć, jaki model informacji i publicystyki będzie realizowany przez TVP, jak się będzie w nim wyrażała polska racja stanu…
– Dostała pani odpowiedź?
– Nie. A na okrągłe zdania Dworaka już nie mam ochoty.

Wydanie: 34/2004

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy