Zdrada elit – rozmowa z prof. Piotrem Glińskim

Zdrada elit – rozmowa z prof. Piotrem Glińskim

Po 1989 r. jedną z pierwszych decyzji nowej władzy było rozwiązanie komitetów obywatelskich. Politykę zaczęto robić w gabinetach

Prof. Piotr Gliński – ur. w 1954 r. w Warszawie jest socjologiem i ekologiem. W latach 2005-2011 był przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Napisał wiele prac naukowych, m.in. „Style działań organizacji pozarządowych w Polsce”, „Polscy Zieloni. Ruch społeczny w okresie przemian”, „Katastrofa smoleńska. Reakcje społeczne, polityczne i medialne” (red.). W 2012 r. został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera tzw. rządu technicznego. Ostatnio mówiono o nim jako o możliwym kandydacie PiS na prezydenta Warszawy, a nawet prezydenta Polski. Jest bratem reżysera Roberta Glińskiego.

Co to jest społeczeństwo obywatelskie?
– To po prostu specyficzny typ społeczeństwa, pewien typ zbiorowej kultury. W swoich pracach wyróżniłem ok. 20 cech charakterystycznych modelu społeczeństwa obywatelskiego, ale np. znakomity polski socjolog prof. Andrzej Siciński wyodrębnił tylko trzy takie podstawowe cechy: aktywność obywatelską, poziomy charakter więzi społecznych i Popperowską otwartość. Notabene z inicjatywy prof. Sicińskiego powstał w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN pierwszy po 1989 r. socjologiczny zakład badawczy zajmujący się tą problematyką, w którym do dzisiaj pracuję.

DOBRO PUBLICZNE

Definicja społeczeństwa obywatelskiego brzmi dosyć skomplikowanie.
– I tak, i nie. Można wskazać kilka podstawowych, uniwersalnych wymiarów takiego społeczeństwa. Dla mnie najważniejsze jest odniesienie do dobra publicznego. A więc zdolność społeczeństwa obywatelskiego do efektywnego debatowania, definiowania i – wreszcie – realizowania owego dobra wspólnego. Kultura aktywnego zaangażowania w pożytek publiczny. A więc aktywna odpowiedzialność za wspólnotę we wszystkich wymiarach życia społecznego, od zachowań codziennych po decyzje polityczne, a nie obojętność czy bierność. Drugi ważny wymiar to wolność. Wspólnoty obywatelskie muszą być wolne i niezależne, zwłaszcza od innych podstawowych aktorów publicznych – biznesu czy polityki. Wymiar trzeci to wspomniana otwartość. Społeczeństwo obywatelskie stara się obejmować swoim porządkiem najróżniejsze obszary, wartości, interesy, aby do minimum ograniczać we wspólnocie obszary wykluczeń. Jest więc często wielokulturowe i wieloreligijne. Oczywiście w praktyce rodzi to wiele problemów, dlatego każda tego typu otwartość powinna być zrelatywizowana i ograniczona kulturowo. Inna jest otwartość w tradycji np. państwa muzułmańskiego, inna w społeczeństwie europejskim.

Wszyscy się jakoś różnimy.
– Co ważne, cechy społeczeństwa obywatelskiego wcale nie są spójne, co może powodować różne napięcia. Bo np. całkowita wolność, pochodząca z tradycji liberalnej, kłóci się często z republikańską odpowiedzialnością za dobro wspólne czy wspólnotę; wolność jednej społeczności może zagrażać wolności drugiej. Dlatego nie jest to typ społeczeństwa łatwy do zbudowania. Tworzy się latami, a zniszczyć go bardzo łatwo. Wymagany jest tutaj odpowiedni typ kultury: kapitał społeczny oparty na uogólnionym zaufaniu i zdolności do samoograniczania się – tak by jedne interesy obywatelskie mogły współistnieć z drugimi, by obywatele nie byli głusi na interes całej wspólnoty, ale także na całe swoje otoczenie, i czasami byli zdolni ustąpić, aby zrobić trochę miejsca innym. W społeczeństwie obywatelskim dobro publiczne powinno być traktowane jako pewna wartość cywilizacyjna podlegająca kompromisom i negocjacjom.

Polskie społeczeństwo w niewielkim stopniu charakteryzuje się takimi cechami.
– Ale jest to wymóg, absolutna konieczność, bo inaczej nie zbudujemy naszej demokracji.

TO NIE UTOPIA

Czy to się w ogóle da zrealizować? Czy społeczeństwo obywatelskie nie jest całkowicie utopijną formułą, taką jak społeczeństwo socjalistyczne, które w rzeczywistości nigdy nie powstało, mimo ponad pół wieku dążenia do jego zbudowania w naszej części kontynentu?
– Na pewno da się zrealizować. Choć społeczeństwo obywatelskie to termin modelowy, rozumiany trochę idealistycznie, ale były już w historii przykłady, kiedy w większym lub mniejszym stopniu budowano taką kulturę. Można wspominać o modelach starożytnych, greckim czy rzymskim, choć tam nie wszyscy mogli być obywatelami, pełnoprawnymi członkami wspólnoty. Są też przykłady współczesne w krajach o najbardziej zaawansowanej kulturze demokratycznej, gdzie ma ona charakter bardziej partycypacyjny, czyli dający możliwość powszechnego udziału w tym, co się wokół dzieje. Ale najważniejsze jest – powtarzam – że nie jest możliwa demokracja bez społeczeństwa obywatelskiego. Możemy sobie wyobrazić społeczeństwo bez socjalizmu, może trudniej bez kapitalizmu, ale aby „cywilizować” system demokratyczny, który ma wiele immanentnych wad i może się zawsze przekształcić w tyranię czy w demokrację fasadową i zmanipulowaną, udającą tylko istnienie swobód demokratycznych, absolutnie konieczne jest wprowadzenie mechanizmów broniących demokracji, usprawniających ją. A podstawowym takim mechanizmem jest społeczeństwo obywatelskie, które równoważy w porządku demokratycznym wpływ innych sił i sektorów, a więc polityków i biznesu, a także mediów. Można sobie przecież wyobrazić, że obywatele będą co cztery lata wybierali nowe władze, ale niczego realnie nie będą mogli zmienić ani poprawić, bo będą kompletnie zmanipulowani i pozbawieni inicjatywy. Jeśli demokracja ma być żywa i odpowiadać na prawdziwe społeczne potrzeby, społeczeństwo musi być wolne i aktywne obywatelsko, nawet jeśli aktualnej władzy to nie odpowiada.

To tylko teoria.
– Nie. Widziałem, jak młodzi ludzie z różnych subkultur, które nie uczyły ich żadnych szczególnych wartości ani nie skłaniały do refleksji nad sensem życia, kiedy wchodzili do ruchu społecznego, np. ekologicznego, dojrzewali do rozumienia potrzeb ogółu i uczyli się, jak je racjonalnie artykułować. Dzięki udziałowi w ruchu obywatelskim ci młodzi ludzie wracali do szkół, które porzucili, zyskiwali nowe potrzeby poznawcze. To była jedna z funkcji tworzenia zrębów społeczeństwa obywatelskiego. Przez pewien czas regularnie spotykałem się z taką młodzieżą i prowadziłem badania. Takie grupy wyraźnie awansowały społecznie, zyskiwały nowe aspiracje kulturowe. Czasem organizowały protest społeczny albo włączały się w kontrolowanie władzy, przedstawiały alternatywne propozycje rozwojowe, proponowały inne rozwiązania polityczne i prawne. Robiły to samodzielnie i wykazywały autentyczny pęd poznawczy nakierowany np. na problemy ekologiczne, ale mogły też pracować nad zaspokajaniem innych potrzeb społecznych, np. organizować się przy budowie osiedlowego boiska czy przeciwdziałać wykluczeniom społecznym. I wtedy już domagały się wsparcia ze strony władz, bo ich struktura miała mandat obywatelski.

Czy mieszkańcy rzeczywiście chcą takiego społeczeństwa obywatelskiego?
– Myślę, że każdy czuje taką potrzebę, bo to są naturalne skłonności. Przypomnijmy zryw „Solidarności”, który był z jednej strony buntem politycznym przeciwko władzy, ale akcentował też potrzebę podmiotowości i samoorganizacji. Program „Samorządnej Rzeczypospolitej” przyjęty w hali Olivia był efektem powszechnego zrozumienia, że duszny, jednopartyjny system nie służy demokracji i trzeba się samoorganizować.

Nie wszystko z tego, co wówczas mówiono, udało się wprowadzić w życie. Czy społeczeństwa obywatelskiego nie powinniśmy się najpierw nauczyć?
– Oczywiście trzeba edukować i jestem gorącym zwolennikiem tego, aby państwo zdecydowanie zaangażowało się w takie kształcenie. W społeczeństwach wychodzących z traumy, gdzie demokracja jest wciąż niedojrzała, nie mamy 200 lat, aby dochodzić do takich struktur. Potrzebna jest edukacja obywatelska formalna i nieformalna, ale to niestety nasze państwo zupełnie zaniedbało. Przez cały okres transformacji takiego systemu nie było i dziś bardzo gorzko o tym mówi np. szef pozarządowego Centrum Edukacji Obywatelskiej dr Jacek Strzemieczny. Nie udało się przebić skorupy interesów urzędników i polityków, którym ruchy obywatelskie i obywatelska świadomość raczej przeszkadzają, niż pomagają.

MĄDRA WŁADZA

Bo może poszczególne oddolne inicjatywy obywatelskie są wbrew interesowi państwa?
– Jest całkiem odwrotnie. Na miejscu polityków cieszyłbym się, gdyby obywatele chcieli aktywniej działać. Łatwiej wtedy wylewać oliwę na wzburzone morze rozmaitych konfliktów społecznych, bo są one racjonalnie artykułowane, łatwiej je zatem sensownie rozwiązywać i racjonalnie, z aprobatą społeczną, prowadzić politykę, czyli zaspokajać rozmaite ludzkie potrzeby i priorytety. Albo eliminować wpływ wąskich, agresywnych grup interesów.

Władza tego nie rozumie?
– Chyba nie. Albo ktoś –  jakieś ukryte grupy interesów – jej na to nie pozwala. Powtarzam, dla mądrej władzy społeczeństwo obywatelskie jest bardzo wygodne. Może ona wtedy mniejszym kosztem racjonalizować konflikty, bo wystarczy sięgnąć do olbrzymich, wręcz niewyobrażalnych rezerw mądrości zbiorowej. Ale jeśli rządzący grają tylko na utrzymanie się, na bycie u władzy, to społeczeństwo obywatelskie nie jest tutaj potrzebne. Władza ma wtedy wygodniejsze kanały komunikacji społecznej (czy raczej pseudospołecznej), np. mechanizmy klientelistyczne, tzw. układy dojść i interesów, lub politykę propagandową, czyli manipulacje i PR.

W sytuacjach konfliktowych pytanie o „głos ludu” może być ryzykowne.
– To prawda. Przy rozwiązywaniu niektórych trudnych problemów wymagany jest dłuższy czas, a politycy czasu mają nie więcej niż cztery lata swojej kadencji. To także dlatego unikają bardziej dojrzałych projektów i nie inwestują w społeczeństwo obywatelskie. Ale dlatego też wymagałbym od świata polskiej polityki programów bardziej wizyjnych, ponadczasowych, mądrzejszych po prostu… Jestem w stanie bronić tezy, że w kwestii społeczeństwa obywatelskiego nastąpiła swoista zdrada polskich elit. Polska opozycja jeszcze w latach 70. sformułowała projekt aktywności oddolnej, który był de facto projektem budowania społeczeństwa obywatelskiego i który Adam Michnik nazywał nowym ewolucjonizmem, a Czesi i Węgrzy nazywali paralelnym społeczeństwem. Później projekt ten podchwyciła „Solidarność” w swojej idei „Samorządnej Rzeczypospolitej”, ale po 1989 r. jedną z pierwszych decyzji nowej władzy było rozwiązanie komitetów obywatelskich i „uspokojenie” społecznego żywiołu. Politykę zaczęto robić w gabinetach, nowe i stare elity dogadywały się poza społeczeństwem. Przez wiele lat nie stworzono kompletnie niczego, poza podstawami demokracji i wolności oraz ustawami o fundacjach i stowarzyszeniach jeszcze z lat 80. Przez kolejne 14-15 lat nie zmieniono legislacji w tym zakresie.

Mamy jeszcze możliwość odpisu 1% podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego.
– Ale o tym i wolontariacie zaczęto mówić na poważnie dopiero w 2003 r. Silne interesy establishmentu sprawiają, że w społeczeństwie liczą się tylko duże organizacje profesjonalne. Mniejsze struktury obywatelskie też mogą korzystać z funduszy publicznych, ale skala ich udziału jest zbyt mała.

To co należałoby zrobić?
– Kilka lat temu opracowałem prezentowany przeze mnie niedawno publicznie model reformy obywatelskiej obejmujący zestaw ok. 20 zmian i propozycji instytucjonalnych; jest to program republikańskiego państwa obywatelskiego. Możliwy do realizacji. Niezbyt drogi. Do jego wdrożenia wystarczy tylko wola polityczna. A co najważniejsze, można to zrobić ponad podziałami. Ale na razie nie znalazł on politycznego poparcia. Jednak bez tej reformy nasza demokracja będzie wciąż kulała, a my będziemy się tylko kłócić, szukać haków na przeciwników, a nie płaszczyzny współpracy.

Gdzie na świecie udało się coś takiego stworzyć? Czasami wskazuje się społeczeństwa skandynawskie czy holenderskie. Na kim mielibyśmy się wzorować?
– W pewnych wymiarach modele holenderski czy skandynawski mogą być pomocne, ale oczywiście ideału nie ma. W Niemczech społeczna inicjatywa też jest bardziej rozwinięta. Ja cenię sobie model amerykański, choć tam też są problemy z demokracją. Jednak w USA istnieje jakaś sankcja opinii publicznej i pewnych rzeczy po prostu nie wypada w tej sferze robić, bo można się narazić na realne konsekwencje. Nie wypada otwarcie w sposób nieuczciwy maksymalizować swoich zysków kosztem innych grup i osób. Potępiana jest jazda na gapę”. U nas ludzie się chwalą, że kogoś wykiwali. Istnieje wciąż przykry dla nas kult cwaniaka i niski poziom zaufania do innych. A to, jak wspominałem, bardzo podnosi koszty społeczne funkcjonowania państwa i wspólnoty.

Przykłady?
– Choćby gorący ostatnio temat gospodarki śmieciowej. Mamy problem, czy nauczymy się selekcjonować odpady. Kultura obywatelska, kultura odpowiedzialności za dobro wspólne, zaufania do innych obywateli, przekonania, że oni, jak my, będą podejmowali ten wysiłek selektywnego gromadzenia odpadów, automatycznie rozwiązałaby nam problem. Gdy tej kultury nie ma, musimy uruchamiać różnorakie, drogie i często nieskuteczne, mechanizmy kontrolne, wymuszające pożądane zachowania. I długo jeszcze będziemy mieli z tym problem i śmieci w lasach…

SPOŁECZEŃSTWO CZY NIEPOSŁUSZEŃSTWO?

W Niemczech, Szwecji, Szwajcarii i innych krajach nie ma takich problemów ze śmieciami. A my? Czy w ogóle jesteśmy na dobrej drodze do społeczeństwa obywatelskiego, choćby w tym wąskim zakresie?
– Trudno powiedzieć, czy jesteśmy na dobrej drodze. Nie wiem też na pewno, czy będzie od razu lepiej, jeśli dojdzie do zmiany władzy. Choć zaangażowałem się we współpracę z Prawem i Sprawiedliwością m.in. po tym, jak dwukrotnie skrytykowałem liderów tej partii za niedostateczne przywiązywanie wagi do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Jarosław Kaczyński zareagował, zainteresował się tą krytyką i rozpoczęliśmy współpracę. PiS ma obecnie w programie stworzenie Instytutu Wolności Obywatelskiej, ale liczę też na więcej konkretnych propozycji w tym zakresie. Sądzę, że mój program reform obywatelskich będzie podstawą tych zmian. Opozycja polityczna powinna być zawsze zainteresowana strukturami obywatelskimi, ale po dojściu do władzy należy utrzymać ten sposób myślenia o państwie. Znamienne, że gdy rządziło PiS, w „Gazecie Wyborczej” termin „nieposłuszeństwo obywatelskie” nie schodził z łamów, a gdy władzę przejęła PO, zapomniano o tym terminie w kontekście polskim.

Ale u nas każdy przejaw niezadowolenia zostaje natychmiast zawłaszczony przez polityków. Czy społeczeństwo obywatelskie musi być upartyjnione?
– Powinno być zdecydowanie apolityczne. Przynajmniej w skali lokalnej czy na pierwszych etapach rozwoju. Później niektóre ruchy społeczne mogą się organizować politycznie, to proces naturalny. Sektor polityki należy jednak do innego porządku, pełni inne funkcje w demokracji niż żywioł społeczny, obywatelski. Naturalne i często potrzebne są tu kontakty ze światem polityki czy biznesu, ale niezależność ruchów społecznych jest ważna i odświeżająca także dla biznesu i polityki. Polityk będzie lepiej funkcjonował, gdy ma świadomość realności i siły postulatów społecznych.

Termin „obywatelski” zrobił u nas karierę. Może też leży u podstaw sukcesów Platformy Obywatelskiej?
– PO, choć nazwę taką przyjęto, bo badania wskazywały, że ludzie nie lubią polityki, i chciano stworzyć byt manipulacyjny, „apolityczną partię polityczną”, nigdy nie była obywatelska w sensie, o którym tu mówimy. Nie miała wiele wspólnego z ideami społeczeństwa obywatelskiego. Była raczej pragmatyczna i aideologiczna, a później przekształciła się w partię władzy ze wszystkimi wadami takiego tworu. Charakteryzuje ją cyniczny pragmatyzm – nie dobro publiczne, ale dobro partii. Żongluje się programami i decyzjami, tak, by było to dla rządzących, a nie rządzonych, wygodne.

Czy społeczeństwo obywatelskie potrzebuje lidera, wodza, czy musi powstawać oddolnie, w sposób zdecentralizowany?
– Powinno powstawać oddolnie w sposób zdecentralizowany, ale w wielu społeczeństwach liderzy, posiadający niekiedy autorytet, oczywiście się pojawiają. Ważne, by nadmiernie nie dominowali, aby inicjatywy obywatelskie były żywe. Lider może przecież manipulować swoją grupą i hamować jej aktywność. Jest jednak faktem, że w Polsce z uwagi na skromność zasobów organizacji obywatelskich liderzy odgrywają często role kompensacyjne, zastępują braki w innych zasobach (masowości organizacji, pieniędzy, wiedzy, świadomości społecznej, wsparcia politycznego, dostępu do mediów itp.). Taka organizacja opiera się głównie na nadzwyczajnej aktywności lidera – to często ludzie niezastąpieni, prawdziwe obywatelskie instytucje. I taki też często dominuje model rozwoju aktywności obywatelskiej – poprzez szkolenia (często wyjazdowe, zagraniczne) wybranych lokalnych liderów. Ważne, by po powrocie taki lider nie poczuł się zbyt oderwany od swojego społecznego podłoża i nie porzucił albo nie zadusił oddolnej aktywności.


Kto odpowiada za słabą kondycję społeczeństwa obywatelskiego?
Prof. Mirosław Karwat, politolog, kierownik Zakładu Filozofii i Teorii Polityki Instytutu Nauk Politycznych UW
W pytaniu jest pułapka, bo społeczeństwem obywatelskim jest społeczeństwo policentryczne, w którym jest wiele ośrodków, inicjatyw, organizacji wpływów. W społeczeństwie obywatelskim nie o wszystkim decyduje władza, a zwłaszcza tzw. władza centralna. Państwo ma z jednej strony liczne obowiązki, np. socjalne, ale z drugiej strony nie wyręcza, nie krępuje inicjatyw, a wręcz je wspiera. I tu spotykają się inspiracje liberalne, socjalistyczne, a nawet anarchistyczne. Zakłada się, że w okresach transformacji to siły polityczne, które reformują system, tak sterują przekształceniami, żeby uwolnić inicjatywy społeczne: oddolne, samorządowe, lokalne, grup interesów, ale niekoniecznie w złym znaczeniu. Państwo tylko stwarza ramy. Dlatego nie ma wątpliwości, że za słabą kondycję społeczeństwa obywatelskiego odpowiadają elity polityczne. Możemy się spierać, na czyim koncie są większe zaniechania lub zaniedbania albo kto wyrządził większe szkody. Nie ma jednak wątpliwości, że żadna z sił politycznych – łącznie z lewicą – nie potrafi operować aktywnością społeczną, która nie byłaby traktowana instrumentalnie jako narzędzie nacisku ściśle politycznego, walki. Można to odnieść do protestów związkowych zapowiadanych na wrzesień, na które rząd ciężko zapracował. Ten samoistny, spontaniczny protest ludzi pracy stał się elementem gry politycznej. Afiliacje Piotra Dudy bardzo szybko rozwiały złudzenie, że oto rodzi się apolityczny sojusz związkowców. Okazało się, że jest to gra polityczna jednego związku z jedną partią.
I jeszcze jedno: elity polityczne uwierzyły, że parlament i telewizja to pępek świata, tam się wykuwa wola polityczna. Elity zajęły się spektaklem medialnym – w szczególności telewizyjnym – i samoobsługowym funkcjonowaniem na Wiejskiej.

Prof. Ryszard Bugaj, ekonomista, Instytut Nauk Ekonomicznych PAN
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że przede wszystkim historia. Społeczeństwo obywatelskie kształtuje się w bardzo długim okresie. Aż ludzie uznają, że wolno im pewne rzeczy robić, więcej – nie tylko wolno, ale naprawdę mogą i chcą działać. Rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego nie sprzyjał czas do roku 1918, w okresie międzywojennym też różnie było, tym bardziej okupacja i cały okres komunistyczny. Natomiast po roku 1990 wystąpiły patologie w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Przykładem może być działalność wielu fundacji i stowarzyszeń. Wprawdzie wykształcono mechanizmy społecznego finansowania ich działalności i aktywności, jednak niemała część tych organizacji całkowicie zorientowała się na działalność quasi-przedsiębiorczą bądź gospodarczą. Można dojść do wniosku, że powstały one ze względów podatkowych, a celem stało się gromadzenie środków – także państwowych – i działanie na korzyść tych, którzy je zakładali. Oczywiście sporo jest szczytnych wyjątków, sam obserwuję w mojej małej gminie podwarszawskiej kilka stowarzyszeń, które są autentycznie skierowane na problemy lokalnej społeczności.
Niestety uważam, że daleko nam jeszcze do modelu społeczeństwa obywatelskiego. Nie można powiedzieć, że zmarnowaliśmy minione 20-lecie, ale faktem jest, że wiele razy pobłądziliśmy. Przyczyny są złożone i chciałbym wierzyć, że mieliśmy za mało czasu na stworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli jednak pojawia się cała masa zjawisk patologicznych, to mogą one wypierać tę autentyczną oddolną działalność.

Prof. Mirosława Marody, socjolog, Uniwersytet Warszawski
Na całym świecie występują czynniki, które nie sprzyjają kształtowaniu się społeczeństwa obywatelskiego. Pierwszym jest indywidualizm. Zarówno strukturalny, który sprawia, że jednostka nie ma się z kim identyfikować, jak i panujący w kulturze, namawiający jednostkę, żeby myślała wyłącznie o sobie. Drugi czynnik to zmiana w postrzeganiu państwa. Dziś jest ono bytem o charakterze technicznym, swoistym urządzeniem, które ma wykonywać pewne zadania. Trzeci czynnik to cechy specyficzne dla Polski. Nie mamy doświadczenia w działaniach obywatelskich, bo nie było warunków w naszej historii. Trudno było identyfikować się z państwem zaborców, a kilkanaście lat własnego państwa w okresie międzywojennym to za mało. Potem okupacja i narzucony ustrój – to wszystko przeszkadzało identyfikacji z państwem i nie sprzyjało kształtowaniu się postaw, które cechują obywatela. Myślę, że zmieni się pojmowanie obywatelstwa, które nadal identyfikowane jest głównie z przynależnością do różnego rodzaju organizacji. Nie widzę powodu, żeby mianem postaw obywatelskich nie określać postaw i zachowań związanych ze strukturą sieciową. Przykładem jest wykorzystanie Twittera do mobilizacji do pewnych działań bądź poparcia określonej sprawy. Forma obywatelstwa będzie się zmieniać, przestanie ograniczać się wyłącznie do spraw „naszego państwa”, a będzie dotykała spraw o charakterze globalnym.

Prof. Tadeusz Paleczny, socjolog, Uniwersytet Jagielloński
Moja odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: za dużo państwa, za mało nas. Proszę zwrócić uwagę, że w każdej kwestii jest jakaś regulacja. Dotyczy to choćby takich spraw jak picie piwa czy jazda na rowerze. Jest coraz więcej bzdurnych przepisów. Z tego powodu obywatele mają coraz mniej swobody w działaniu. Nie ma więc czemu się dziwić, że ludzie starają się omijać państwo, gdzie tylko się da. Państwo powinno być dla nas – jest przecież rzeczą wspólną. Niestety, ono nam wcale nie pomaga. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem dlatego, że zostało zawłaszczone przez grupę urzędników, którzy chcą regulować każdą dziedzinę życia. To siłą rzeczy zabija inicjatywę, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Na każdym szczeblu mamy przerost aparatu urzędniczego. Najlepiej sytuacja wygląda w samorządzie gminnym, bo w gminie ludzie się znają, ale także i tam zaczyna się pojawiać coraz więcej przeszkód. Wyobrażam sobie społeczeństwo obywatelskie w ten sposób, że jeżeli chcę coś zorganizować, np. festiwal folklorystyczny, to nie biegam do urzędów z plikiem dokumentów, tylko składam specjalne oświadczenie, a co za tym idzie, biorę za całe wydarzenie odpowiedzialność, a służby tylko sprawdzają, czy odpowiednio się z tego wywiązuję. Tak to powinno działać.

prof. Janusz Reykowski, psycholog, Uniwersytet Warszawski
Niski stopień rozwoju społeczeństwa obywatelskiego wiąże się z kierunkiem transformacji w Polsce. Otóż w społeczeństwie obywatelskim po pierwsze – obywatele interesują się sprawami publicznymi, po drugie – usiłują współdziałać z innymi w realizacji ich celów publicznych. Natomiast procesy, które zaszły w naszym kraju, osłabiają te tendencje, ponieważ powstawanie mechanizmu rynkowego i konsumpcyjnego stylu życia nastawiło wielu ludzi na osobistą karierę albo na rozwiązywanie osobistych problemów czy osiąganie korzyści. Ludzie są w dużym stopniu zajęci sobą i swoimi bliskimi, a w małym stopniu tym, co jest publiczne. Chyba że to, co publiczne, jest sensacyjne lub atrakcyjne dla nich osobiście. Druga kwestia to życie publiczne, z którym człowiek styka się w mediach. Nie dostarcza ono pozytywnych wzorów społecznej odpowiedzialności, nie zachęca do zainteresowania się sprawami społecznymi. W gruncie rzeczy życie publiczne przedstawiane jest głównie jako walka o władzę, o pieniądze, a w niewielkim stopniu jako sposób rozwiązywania problemów, które dotyczą rzeczywistości. Człowiek spotyka się z czymś, co bardzo obniża wartość spraw publicznych, ponieważ stają się one obszarem rywalizacji, walki, konkurencji.

Notowali Roman Wojciechowski i Wiktor Raczkowski

Wydanie: 34/2013

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy