Telewizyjna Liga Narodów

Telewizyjna Liga Narodów

Powróciła do gry, po 289 dniach przerwy, pierwsza reprezentacja. Zaplanowane na pierwsze półrocze spotkania towarzyskie z Ukrainą, Finlandią, Islandią oraz Rosją zostały odwołane. Z kolei na przyszły rok przełożono mistrzostwa Europy, które miały zostać rozegrane w czerwcu i lipcu. Jednak włodarze UEFA uznali, że już najwyższa pora wystartować z nową edycją Ligi Narodów. Moim zdaniem najlepiej pod hasłem „Telewizje wszystkich krajów Europy, łączcie się!”.

4 września na Johan Cruijff ArenA w Amsterdamie udało się przegrać skromnie 0:1. Dlaczego pomarańczowi postanowili nie sprawić naszym „bęcków”, pozostanie ich słodką tajemnicą. W naszym zespole nowe, „młode twarze”. Dwaj zawodnicy poznańskiego Lecha. Napastnik, 22-letni Kamil Jóźwiak (był to dopiero jego drugi występ, do 71. minuty – zadebiutował 19 listopada 2019 r. w spotkaniu ze Słowenią), i pomocnik, 21-letni Jakub Moder (w 77. minucie zastąpił Piotra Zielińskiego). To właśnie tacy mają być reprezentacyjną przyszłością naszej piłki.

Znani komentatorzy amsterdamskie wyczyny biało-czerwonych skwitowali w internecie.

Marek Wawrzynowski (WP, SportoweFakty): „Biorąc pod uwagę sposób gry, to i tak sukces, że trzymaliśmy się tak długo. Zobaczymy z czasem, ale na razie z żadnym poważnym zespołem Europy z taką grą nie ma czego szukać. Może Lewandowski tu coś by zmienił, ale Holandia też osłabiona konkretnie, więc chyba nie za wiele”.

Michał Kołodziejczyk (Canal+): „Coś jest nie tak z przekazem telewizyjnym. Za każdym razem po groźnej akcji Holendrów i powtórce znowu Holendrzy mają piłkę. Proszę to naprawić”.

Michał Pol (Polsport): „Po festiwalu niemocy przełączmy na Festiwal w Opolu. Oby mecz nie był zapowiedzią tego, co nas czeka na Euro, gdzie trzeba grać z ciut silniejszymi rywalami niż ci w eliminacjach”.

Jacek Kurowski (TVP Sport): „F. de Jong jak wytrawny cukiernik. Wypieka podania – ciasteczka. Nic, tylko jeść”.

 

SKROMNA WYGRANA 2:1

 

7 września Polska pokonała w Zenicy Bośnię i Hercegowinę 2:1, odnosząc pierwsze w historii zwycięstwo w Lidze Narodów. Trener gospodarzy Dušan Bajević ocenił, że wygrana była zasłużona. Nasi przegrywali w Zenicy 0:1 po golu Harisa Hajradinovicia (24. minuta) z rzutu karnego. Tuż przed przerwą wyrównał Kamil Glik (45. minuta), a w drugiej połowie (w 67.) zwycięstwo zapewnił Kamil Grosicki. Biorąc pod uwagę, jaką częścią ciała skierowali piłkę do siatki, można śmiało powiedzieć: co dwie głowy, to nie jedna. Sukces zasługujący na uwagę z tego powodu, że czekaliśmy na to od 13 października 2007 r.! Wtedy w eliminacjach Euro 2008 nasz zespół (Leo Beenhakker) przegrywał do przerwy z Kazachstanem 0:1, by ostatecznie wygrać 3:1 po hat tricku Euzebiusza Smolarka.

Michał Kołodziejczyk (Canal+): „Jest wreszcie powiew młodości w tej drużynie! Brawo @kamilglik25 i @GrosickiKamil!”.

Marek Szkolnikowski (TVP Sport): „Wygraliśmy, ale czy po tym meczu wiemy coś więcej niż to, że na lewej obronie musi grać lewy obrońca? Co z Karbownikiem, Moderem i Walukiewiczem? Nie rozwiną się, siedząc na ławie. Czasami trzeba zaryzykować, a my cały czas na patencie. Dziś »udało się«, co z jutrem?”.

Mariusz Bielski (2×45.info): „Może ktoś uzna mnie za wariata, ale moim zdaniem w dłuższej perspektywie dla reprezentacji Polski lepiej byłoby, gdybyśmy dziś przerżnęli”.

Marcin Gazda (Eleven Sports): „Ktoś może się ucieszy z wyniku, ale i tak każdy wie, jak to się skończy latem przyszłego roku”.

Żelisław Żyżyński (Canal+): „Bardzo słaby rywal, słaby (momentami przeciętny) mecz, dobry wynik. Jak to było? Pokolenie: chcę więcej? No to ja chcę więcej”.

 

A LEWY NA JACHCIE

 

Po remisie z Włochami 1:1 we Florencji oczekiwania przed meczem z Polską były ogromne, tym bardziej że w drużynie gości nie zagrał Robert Lewandowski. Spotkanie w Zenicy rozpoczęło się po ich myśli, ale nie potoczyło tak, jak planowali. Bałkańskie media i kibice reprezentacji Bośni i Hercegowiny zwrócili uwagę na eksperymentalny skład, jaki wystawił selekcjoner Dušan Bajević. Dopiero po godzinie na boisku pojawił się napastnik Romy, a wcześniej Manchesteru City, Edin Džeko. To właśnie on kilka dni wcześniej strzelił gola Włochom. Żadna porażka nie jest przyjemna. Świadomie podjęto ryzyko, zmieniając siedmiu zawodników w porównaniu z tamtym meczem. Można było dać z siebie więcej.

Ożywione dyskusje wzbudziła w dwóch wrześniowych meczach absencja kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego. W tej roli zastąpił go Kamil Glik. Jerzy Brzęczek po rozmowie z Robertem doszedł do wniosku, że kapitanowi reprezentacji należy się odpoczynek: „Uznaliśmy, że to dla niego najlepszy moment, aby mógł dłużej odpocząć fizycznie i psychicznie po tak wyczerpujących rozgrywkach. Tym bardziej że przed nim i przed nami kolejny intensywny sezon, który zakończą jakże ważne dla nas finały mistrzostw Europy. Lewandowski pozostaje oczywiście kluczowym zawodnikiem naszej reprezentacji, jej kapitanem, ale w meczach Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną będziemy musieli poradzić sobie bez niego”.

Biało-czerwoni rywalizowali o punkty, a Robert i Anna Lewandowscy spędzali wakacje na jachcie na Sardynii.

Do nieobecności Lewandowskiego odniósł się były znany piłkarz (przede wszystkim Widzewa) Mirosław Tłokiński na portalu Tłoczek, do pióra. Oto fragmenty jego listu otwartego do Jerzego Engela: „Szanowny Panie Trenerze. Nie tak dawno podjął się Pan misji skrytykowania Roberta Lewandowskiego w emisji programu »4-4-2« na antenie TVP Sport następującymi słowami: »Kiedy kapitana nie ma w tak ciężkim momencie, kiedy zespół się znowu spotyka, kiedy od nowa trzeba budować tę drużynę w tak wymagających warunkach, jakie w tej chwili mamy, wtedy jest trudno. Jestem przeciwny temu. Dla mnie, jako byłego selekcjonera, jest to nie do przyjęcia. Nie ma ważniejszego zespołu niż narodowa reprezentacja. Tego się nie robi«.

Odpowiem Panu, »co się robi, a co się nie robi«, gdy się ma takie stanowisko w kraju i doświadczenie trenerskie jak Pan:

  1. Nie naraża się na kontuzję najlepszego zawodnika reprezentacji, gdy wie się, że rozegrał prawie 50 meczów. Natomiast daje się Lewandowskiemu możliwość odpoczynku po tak wyczerpującym sezonie. Odpoczynek, który jest ważny nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym, aby powrócił do gry z podwójną energią i emocjonalnym zapałem. O tym wie każdy przeciętny trener piłkarski.
  2. Jako doświadczony trener nie powinien Pan zwracać uwagi, że »drużyna narodowa wymaga budowania od nowa«, bo to widzi każdy kibic. Ale powinien Pan mówić, że od ośmiu lat nie ma narodowego systemu szkolenia młodzieży. Bo gdyby tak było i zaczęlibyśmy z 12-, 14-latkami, to dzisiaj mielibyśmy grupę zawodników w wieku 20-22 lata. A tak mamy tylko coraz starszego Lewego.
  3. Nie mówi się, że »nie ma ważniejszego zespołu niż narodowy«, bo to wie każdy kibic. Ale powinien Pan wspomnieć z punktu widzenia moralnego (jako mądry człowiek), intelektualnego (jako mądry trener) i fizycznego (jako mądry fizjolog), że nie ma ważniejszej indywidualności, którą trzeba chronić, jak Lewy, nasz jedyny klejnot narodowy.
  4. Nie powinno się przekonywać fanów, że »jest to nie do przyjęcia«. Ale powinno się mówić już od dawna, że nie do przyjęcia jest to, aby od ośmiu lat drużyna narodowa liczyła tylko na Roberta. I o tym powinien Pan mówić, a nie wypominać Robertowi, że »tego się nie robi«”.

 

PO OSTATNIM GWIZDKU

 

Te dwa mecze miały być poważnym sprawdzianem, na co stać biało-czerwonych w grupie Ligi Narodów. Gdyby obowiązywał stary system rozgrywek, w dywizji A już by nas nie było, jednak reorganizacja spowodowała, że nasi reprezentanci nadal będą grali przeciw najlepszym drużynom w Europie.

Jak to wygląda dzisiaj, zobrazował w „Krótkiej Piłce” (portal Legalny Bukmacher) Adam Godlewski: „Jerzy Brzęczek w meczu z Holandią miał, zgodnie z opisem jego biograficznej książki, rzucić wyzwanie legendzie Kazimierza Górskiego. A gdy w Amsterdamie kompletnie się to nie powiodło, rzucił wyzwanie kibicom reprezentacji Polski. Konkretnie – naszej inteligencji. Stwierdził bowiem po końcowym gwizdku, iż jest zadowolony z realizacji taktycznych założeń. Powtórzę: selekcjoner biało-czerwonych wyraził radość po przegranym w fatalnym stylu – a w zasadzie to bez stylu – spotkaniu, w którym nasz zespół oddał w sumie dwa strzały, z czego tylko jeden celny. I w ogóle przeprowadził zaledwie kilka składnych akcji. Zamiast – zwyczajnie – przeprosić za najgorszy od lat dzień kadrowiczów. Albo pod pretekstem złego samopoczucia i negatywnych emocji skorzystać z prawa do milczenia. Po tym, co usłyszeliśmy, dla wszystkich powinno być jasne, że werbalna reakcja trenera dopiero w drugie tempo byłaby o wiele lepsza niż wygadywanie bzdur. Znokautowanego boksera nikt przecież nie przepytuje po ciosie, który zwalił go z nóg…

Brzęczek mimo wszystko zadowolony, że uniknął łomotu, choć jego zespół nie miał literalnie nic do zaprezentowania, w ogóle nie powinien wybierać się na to spotkanie. Bo go zwyczajnie przerosło. Powiedzieć zatem, że również selekcjoner w piątek stracił czas, to jak nic nie powiedzieć. Wyszło bowiem na to, że choć pierwotny termin Euro 2020 już dawno za nami, biało-czerwoni nadal nie mają drużyny, którą można by bez wstydu pokazać w finałach mistrzostw Europy. I nic nie wskazuje, że budowa zespołu może ruszyć w najbliższym czasie. (…) Nikt mnie nie przekona, że gość, który jako piłkarz awansował do finału turnieju olimpijskiego i w pierwszej reprezentacji Polski rozegrał ponad 40 meczów, nie dostrzega – i nie wyczuwa – iż prowadzona przez niego drużyna gra paździerz”.

Nad jakością roboty Jerzego Brzęczka gromadzą się chmury. Coraz potężniejsze, zważywszy że oglądanie i komentowanie polskiej piłki staje się męczarnią. I to na wszystkich poziomach, począwszy od Ekstraklasy, przez „popisy” naszych drużyn w europejskich pucharach, aż po seniorską reprezentację. Podobnie jak z koronawirusem nikt nie jest w stanie określić, kiedy w naszym futbolu nastąpi wyraźna poprawa.

 

Fot. PAP

Wydanie: 38/2020

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy