Testowanie recesji – rozmowa z prof. dr hab. Aleksandrem Welfe

Gdyby nie rozwój ekonometrii, kryzys finansowy byłby dla gospodarki światowej bardziej dewastujący

Czy istnieje wskaźnik ekonomiczny, po osiągnięciu którego zadłużone państwo, np. Grecja, będzie niechybnie skazane na bankructwo?
– Odpowiedź jest prosta – nie istnieje taki wskaźnik ani miernik. Duże podmioty, takie jak państwa, mają wiele różnych cech, które można mierzyć, porządkować, zestawiać, oceniać, ale jednego uniwersalnego wskaźnika odnoszącego się do konkretnego zjawiska nie ma. Trzeba jednak dodać, że próbuje się definiować miary pozwalające klasyfikować obiekty pod względem bardzo różnych cech. Zajmuje się tym taksonomia. Niestety, pojawia się wiele propozycji takich miar i brakuje zgody co do tego, które są właściwe. Na pytanie, czy Grecja przekroczyła próg gospodarczego kryzysu, poza którym jest już tylko np. wykluczenie ze wspólnej waluty, nie sposób odpowiedzieć, ponieważ trzeba by najpierw zdefiniować ten próg i jednocześnie ustalić reguły postępowania w takiej sytuacji. A trzeba dodać, że w przypadku państw odgrywa rolę nie tylko stan gospodarki, lecz także względy polityczne. I to one najprawdopodobniej będą decydowały o przebiegu zdarzeń. Poważni ekonomiści i politycy zdają sobie z tego sprawę.
Czyli jak będzie z Grecją i innymi krajami eurolandu?
– Mogę tylko wyrazić nadzieję, że sytuacja się uspokoi i Grecy nie będą opuszczać strefy euro ani tym bardziej Unii Europejskiej, bo wszyscy na tym stracimy. Grecy oczywiście straciliby najwięcej, ale dla całej Europy byłoby to wyjątkowo niekorzystne. Choć źródłem problemów tego kraju są sprawy bezpośrednio związane z procesami ekonomicznymi, to ostateczna decyzja zostanie podjęta na płaszczyźnie politycznej i taka jest obiektywna rzeczywistość, która nie poddaje się prostemu wartościowaniu.

Mierzenie strachu

Czy po 2008 r., kiedy upadek banku Lehman Brothers zapoczątkował światowy kryzys finansowy, powstały nowe mierniki ekonomiczne, pozwalające lepiej oceniać sytuację gospodarczą i dostrzegać rozmaite zagrożenia?
– Nie dokonał się żaden przełom w sposobie zbierania danych. Nie sądzę, aby nagle mogły się pojawić kompletnie nowe, niestosowane dotąd metody, które otwierałyby nieznane dotychczas pola analizy. Jednak już istniejące metody zbierania, przetwarzania i agregacji danych w czasie są doskonalone w sposób ciągły. Widać to w wielu krajach i na różnych płaszczyznach. Także w Polsce Główny Urząd Statystyczny stale poprawia jakość zbierania i przetwarzania danych – wszystkim bowiem zależy na tym, aby rejestracja zjawisk ekonomicznych była jak najbardziej precyzyjna. Pomimo rozmaitych opinii, że np. przedsiębiorstwa fałszują dane, ekonomiści pragną w jak najlepszy sposób uzyskać informacje o procesach gospodarczych. Nie sądzę, by komuś w cywilizowanym świecie zależało na fałszywym obrazie gospodarki. W procesie doskonalenia znanych metod pojawiają się oczywiście propozycje, które pozwalają badać takie zjawiska, jak dzienne migracje ludności, eksport przygraniczny itd. Rzeczywistość społeczno-gospodarcza wywołuje bowiem nowe zjawiska i trzeba szukać dla nich odpowiednich mierników, sposobów zbierania i przetwarzania informacji. Ekonometria rozwija się niezmiernie intensywnie i nic nie wskazuje na to, by wyczerpały się problemy stanowiące inspirację dla tej dyscypliny.
Co zatem potrafimy badać lepiej niż jeszcze kilka lat temu?
– Zaproponowano np. nowe sposoby modelowania zjawisk wysokiej częstotliwości w sferze finansów. Kursy walut lub kursy akcji zmieniają się niezmiernie często, niemal co chwilę. Do analizowania takich procesów powstała nowa klasa modeli o nazwie ARCH, a jej twórca Robert Engle otrzymał za to Nagrodę Nobla w 2003 r. Inny obszar dotyczył danych o niskiej częstotliwości, a więc miesięcznych, kwartalnych lub rocznych, przy badaniu których zaproponowano nowe podejście, które złożyło się na teorię kointegracji. Za nią z kolei Nagrodę Nobla otrzymał Clive Granger. Uhonorowanie tych uczonych podkreśla znaczenie modeli ekonometrycznych, natomiast rozwój nowych teorii wpływa na konstrukcję testów i przetwarzanie danych czy na ustalanie wartości progowych. Po prostu metody ekonometryczne starają się nadążać za rozwojem świata i jak najlepiej opisywać zjawiska, z którymi mamy do czynienia.
W tym również zjawiska kryzysowe?
– Oczywiście tak, bo coraz lepiej rozumiemy ich skomplikowaną naturę. W klasycznej ekonomii, w modelu Keynesa, występują relacje i związki najbardziej podstawowe, dziś natomiast politycy pragnęliby np. wiedzieć, jakie skutki dla wzrostu bezrobocia, które samo w sobie jest wynikiem działania wielu innych czynników, może mieć nawet niewielka, jednopunktowa zmiana stopy oprocentowania. Aby odpowiadać na tak skomplikowane pytania, trzeba umieć się posługiwać bardzo skomplikowanymi modelami. Jestem przekonany, że gdyby nie rozwój ekonometrii i coraz lepsze dzięki temu zrozumienie ekonomii, wspomniany kryzys finansowy byłby dla gospodarki światowej bardziej dewastujący. Udało się jednak uniknąć chaosu, a może i niepokojów społecznych na wielką skalę, bo politycy zajmujący się gospodarką lepiej rozumieją znaczenie instrumentów ekonomicznych i świadomie ich używają. Znają też wystarczająco dokładnie skalę skutków każdej decyzji ekonomicznej.
Wspomniał pan jednak, że czasami dane od przedsiębiorstw mogą być fałszowane, więc i decyzje oparte na tzw. kreatywnej księgowości będą nietrafne. Czy współczesna ekonometria pozwala wykryć takie fałsze?
– Jeśli zaniżanie czy zawyżanie określonych wartości, np. wielkości zatrudnienia, ma charakter stały, to za pomocą metod ilościowych można określić jego skalę, a następnie wprowadzić korektę. Wynika to z tego, że modele ekonometryczne dają możliwości oszacowywania nawet wielkości bezpośrednio niemierzalnych. Np. popyt niezaspokojony, którego nie można bezpośrednio zmierzyć, daje się oszacować dzięki odpowiednim modelom ekonometrycznym.

Kto nas ostrzeże?

Czy możemy liczyć na to, że dzięki nowoczesnym metodom i modelom ekonometrycznym nie zaskoczą nas niekorzystne zjawiska gospodarcze i będziemy mogli zawczasu się na nie przygotować?
– Metody ilościowe w ekonomii są jak prąd elektryczny we współczesnej cywilizacji, nie możemy bez nich się obejść. Modelami ekonometrycznymi posługują się banki centralne we wszystkich krajach, ministerstwa finansów i ich odpowiedniki, a także wielkie koncerny i banki prywatne. Wszystkie dążą do uporządkowania nadchodzących informacji i wskazania skutków podejmowanych decyzji. Bez dobrze prowadzonych kwantyfikacji nie byłoby wiadomo, jak podwyżka VAT wpłynie na wzrost cen, jaka jest elastyczność cenowa popytu na dane produkty itd. Bez wiedzy płynącej z tych modeli świat nie byłby w stanie funkcjonować. Zarówno w makroskali, jak i w mikroskali metody ilościowe pozwalają dokonać optymalizacji, wybrać najkorzystniejszą ścieżkę.
A gdy nadchodzi kryzys?
– Z pewnością daje on interesujące impulsy do rozwoju metod ilościowych i wyostrza pewne procesy, które widać jak w teatrze. Ostatni kryzys np. zdecydowanie wybił awersję do podejmowania ryzyka, skłonność inwestorów do uciekania z rynku, na którym istnieje ryzyko szybkiej zmiany kursów walutowych. Jak wszystkie nadzwyczajne sytuacje wpłynął na rozwój nauk ekonomicznych, szczególnie metod ilościowych.


Prof. dr hab. Aleksander Welfe, członek korespondent PAN, specjalista w dziedzinie ekonometrii

Wydanie: 39/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część II

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy