Wątpliwa świąteczna okazja

Lepiej zacisnąć pasa, odłożyć niektóre wydatki, ale przetrwać bez kredytu

Im bliżej świąt, tym w reklamach banków coraz więcej kredytów ze słowem „świąteczny” w nazwie. Zachwalane są atrakcyjne warunki, odsetki nawet poniżej 10%, w dodatku banki chcą nam pożyczać pieniądze bez poręczycieli, bez żadnych zabezpieczeń. Za to z zastrzeżeniem, że superpromocja, tylko na święta, ograniczona w czasie, najwyżej do 31 grudnia. Słowem, trzeba się śpieszyć.

Śpiesz się powoli

Spokojnie. Przy braniu kredytu pośpiech na pewno jest niewskazany. Dokładnie przeczytajmy, co jest zapisane w ofercie, zadzwońmy na bankową infolinię, wypytajmy o wszystko doradcę. Przepisy nakazują bankom ujawnianie rzeczywistej ceny kredytu. Bez większych trudności dowiemy się zatem, że niskie, niespełna 10-procentowe odsetki od konsumpcyjnych kredytów gotówkowych to w istocie fikcja.
Formalne oprocentowanie istotnie może być tak nikłe. Tyle że trzeba jeszcze wykupić ubezpieczenie, na ogół z rozszerzonym pakietem, na wypadek śmierci, trwałej niezdolności do pracy, nieszczęśliwego wypadku, ciężkiej choroby. I nie będzie to najtańsza polisa na rynku.
Trzeba też mieć konto w banku, który oferuje nam pożyczkę. Nie powinno to być konto martwe, niektóre banki wprowadzają obowiązek zasilania go wpłatami lub utrzymywania jakiejś minimalnej kwoty (np. 500 zł). Jest to dla banku forma zabezpieczenia (choć kredyt niby bez zabezpieczeń). Gdy bowiem będziemy się ociągać ze spłatami, bank po prostu zajmie środki zgromadzone na tym rachunku. Bank zarabia też na wszelkich opłatach związanych z prowadzeniem naszego konta.
Często wprawdzie reklamy kredytów świątecznych głoszą, że w okresie spłaty kredytu opłata za prowadzenie konta nie obowiązuje, ale dotyczy to samego „prowadzenia”. Za przypomnienie o terminie spłaty, sporządzanie wyciągów, za korespondencję, jaką bank do nas kieruje, będziemy już płacić. Bankowcy zakładają też, z reguły słusznie, że po spłaceniu kredytu nie będziemy od razu likwidować konta. Zawsze iluś klientów zostanie i będzie płacić za jego obsługę.
I jeszcze jeden drobny bonus dla banku, choć dla klientów praktycznie bez znaczenia – formularze szybkich, świątecznych kredytów można wypełniać w internecie, zezwalając bankowi na wykorzystywanie i przetwarzanie naszych danych. Jeśli zatem z jakichś powodów nie uzyskamy kredytu, i tak trafimy do zasobu potencjalnych klientów banku. Taka wiedza też ma cenę.

Lepiej być bogatym

Jedno natomiast z reguły zgadza się w bankowych reklamach – rzeczywiście kredyty na kilka czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych przyznawane są bez zabezpieczeń. Nie trzeba mieć żyrantów, podpisywać weksli, ustanawiać zastawów. Banki obliczyły, że per saldo korzyści z udzielania pożyczek większej liczbie klientów przewyższają straty powodowane tym, że niektórzy okazują się niewypłacalni.
Do wzięcia kredytu konsumpcyjnego wystarczą zatem: dowód osobisty z aktualnym meldunkiem i numerem PESEL, zaświadczenie z pracy o zarobkach (z reguły co najmniej trzymiesięcznych), umowa o pracę. Umowa może być nawet na czas określony, z tym, że spłata kredytu zostanie rozłożona tylko na taki okres, w jakim pracujemy. Jeśli więc mamy przed sobą cały rok pracy, możemy spłacać kredyt w 12 ratach. Jeśli zostało pół roku – musimy się zmieścić w sześciu, ale znacznie wyższych.
Musimy też odpowiedzieć na kilka pytań: Jakie spłacamy już kredyty? Czy ciążą na nas inne zobowiązania finansowe i alimenty? Z jakich kart kredytowych korzystamy? Ile płacimy miesięcznie za czynsz i rachunki? Czy mamy rachunek w jakimś banku? Oczywiście im mniejsze zobowiązania i wyższe zarobki, tym większa będzie suma kredytu możliwego do uzyskania.

Nie błądź, pytaj

Pamiętajmy jednak, że kredyt konsumpcyjny bez poręczycieli i zabezpieczeń nie jest kredytem tanim. Bank zawsze zapewni sobie prowizję wliczaną w raty, opłatę za przygotowanie umowy. Ile będziemy więc musieli mu oddać? Wbrew pozorom, oferty banków wcale nie są identyczne, a różnice w odsetkach mogą być niemałe.
Przykładowo, jeśli ubiegamy się o 8 tys. zł pożyczki, chcemy ją zwrócić w ciągu roku, mamy umowę o pracę na czas nieokreślony, zarabiamy 3,2 tys. zł netto miesięcznie, nie ciążą na nas kredyty, zobowiązania ani alimenty, a koszt rachunków mieszkaniowych wynosi 400 zł miesięcznie, to w zależności od oferty oddamy bankom 12-14 tys. zł. Efektywne oprocentowanie takiego kredytu wyniesie zatem minimum 50% rocznie.
Zawsze więc prośmy doradcę o podanie dokładnej wielkości miesięcznych rat, kwoty oprocentowania oraz całej sumy, jaką oddamy bankowi. Gdy udamy się do placówki banku (lub zaprosimy pracownika do domu), by zawrzeć umowę, porównajmy, czy to, czego się wcześniej dowiedzieliśmy, zgadza się z ostatecznymi warunkami uzyskania pożyczki. A generalnie, jeśli możemy, radźmy sobie bez kredytów świątecznych.

Wkładkę przygotował Andrzej Dryszel
Współpraca Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 50/2010

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, czesc I

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy