Tkaczka w kosmosie

Tkaczka w kosmosie

Kosmonautkę, która udowodniła, że przestrzeń kosmiczna należy również do kobiet, i pozwoliła tysiącom dziewczynek marzyć, że gdy dorosną, polecą podbijać nowe planety?!

– Kilka lat po locie w kosmos Tierieszkowa stanęła na czele Ligii Kobiet. Ale nie ryzykowałbym stwierdzenia, że to była emancypacja, raczej jej pozory. Na poziomie symbolicznym cały komunizm miał być zaburzeniem ról społecznych – pod Pałacem Kultury mogłeś spotkać i robotnice, i robotników, w kosmosie – i kosmonautów, i kosmonautki. Ale to złudzenie. To, co opisuje Walentyna w pamiętnikach, pokazuje, że jest kobietą przedemancypacyjną. Wypowiada się z nabożeństwem o Gagarinie, tak samo o Walerym Bykowskim – bo, przypomnijmy, lot Walentyny nie był tylko jej lotem. Dwa statki wyruszyły równolegle – w jednym była Tierieszkowa, w drugim właśnie Bykowski. Czyli Wala i Walery, co również było szalenie atrakcyjne propagandowo. Sposób traktowania kobiet w programie kosmicznym był daleki od ideałów emancypacyjnych. Jest taka historia o eksperymencie na Jelenie Dobrokwaszynie, który miał sprawdzić, jak grupa ludzi zachowa się na małej przestrzeni. Mężczyźni mieli Dobrokwaszynie wyjątkowo uprzykrzać życie: mówić jej, że pracuje z materiałami radioaktywnymi, że ma zainstalowane kamery pod prysznicem – stosowali całą gamę środków przemocy psychicznej.

Skąd ta przemoc się brała?

– Teoretycznie mieli sprawdzać, jak człowiek się zachowa w warunkach kosmicznych. Ale dlaczego eksperyment sprawdzania granic psychicznych odbywał się na kobiecie? Wtedy kosmonauci mieli dość duży problem z wysyłaniem kobiet w kosmos, wielu było temu przeciwnych. Poza tym kobiety traktowano jak rodzaj maskotek, nie brano ich serio w Gwiezdnym Miasteczku.

Na ile więc Tierieszkowa jest ofiarą systemu, a na ile miała wpływ na swój los?

– Źródła historyczne idą raczej w stronę tego, że była przebiegła i sprytna, dość świadomie kreowała swoje życie. Trener kosmonautów Kamanow pisze w dziennikach, że to właśnie ona wrobiła Andrijana Nikołajewa w dziecko, trzy miesiące po wylądowaniu. Dla niej – nie do końca przygotowanej do tego lotu – i dla jej organizmu musiał to być szok. A Walentyna, doskonale sobie radząc z presją wynikającą z tego, że stała się celebrytką, w ciągu trzech miesięcy znalazła sobie dobrą partię i zaszła w ciążę. Odbył się wielki ślub kosmonautów – znów wspaniała propagandowo historia. Urodziła się im córeczka, ale związek nie przetrwał próby czasu. Fikcyjność małżeństwa doprowadziła do tego, że córka nosi nawet nazwisko po matce, nie po ojcu.

Jaki obecnie status ma Tierieszkowa w Rosji?

– Jest taki wspaniały film z obchodów 50. rocznicy lotu, jak Tierieszkowa jedzie pustymi ulicami Moskwy w kabriolecie z lat 60. Włosy ma ułożone w „kask” – nic nie jest w stanie ich rozwiać. Jedzie tak do rezydencji Władimira Putina, który wręcza jej medal. W materiałach, które na jej temat znalazłem, są zdjęcia z każdym przywódcą kraju – i z czasów Związku Radzieckiego, i po jego upadku. A ona trwa niezmiennie jako skamieniała postać w masce heroiny. Przygotowanie naszego spektaklu było operacją na ikonie.

Za kogo Tierieszkowa uchodzi w ojczyźnie?

– W Związku Radzieckim była niezwykle wysoko postawiona. Fascynujące są opowieści o dziesiątkach tysięcy listów z różnymi prośbami, które Rosjanie wysyłali do Tierieszkowej.

Jakiego typu?

– O garnitur ze specprzydziału, o to, żeby kogoś wypuścili z więzienia. Wierzono, że Walentyna może pomóc w każdej sprawie. Wtedy kosmonauci świecili najjaśniejszym blaskiem, otaczała ich niemal boska chwała. W filmie „Stan nieważkości” Macieja Drygasa znalazły się wspomnienia żony Władimira Komarowa, która opowiadała, że kiedy zginęła załoga jej męża, osobą przekazującą jej tę informację była właśnie Tierieszkowa. Walentyna odgrywała zatem z jednej strony rolę reprezentatywną, a z drugiej – eksperymentalną, bo jej ciąża miała dowieść, że lot w kosmos nie ma wpływu na płodność, co dla ówczesnych Rosjan było niezwykle ważne. Wierzyli, że w ciągu roku czy dwóch lat polecą na Marsa. Wiedzieli jednak, że to długa droga – zakładali, że potrwa rok – więc musieli brać pod uwagę kwestię rozmnażania się w przestrzeni kosmicznej. Ciężarna Walentyna była zatem pod gigantyczną presją.

Jak przebiegała ciąża? Były momenty dramatyczne?

– Według oficjalnych źródeł, Walentyna w siódmym miesiącu urodziła córkę ważącą prawie 4 kg, co, jak wiemy, jest niemożliwe. Problem z zafałszowaniami wokół Tierieszkowej jest ogromny.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy