To nie koniec świata

To nie koniec świata

Jaką pociechę z lewicy parlamentarnej miał OPZZ?

– Obywatelski projekt ustawy wymaga zebrania co najmniej 100 tys. podpisów poparcia, do wniesienia projektu poselskiego wystarczy 15 posłów. Dzięki obecności SLD w Sejmie mogliśmy przekuwać nasze pomysły na projekty ustaw. Rok temu niewielką liczbą głosów Sejm odrzucił przygotowany przez nas projekt o zmianie ustawy o podatku dochodowym. Proponowaliśmy podatek progresywny z progami 15%, 18%, 32% i 50%. W głosowaniu nasze propozycje poparli m.in. wszyscy biorący w nim udział posłowie PiS. SLD, przygotowując poselskie projekty ustaw, wziął od nas progresję podatkową, powiązanie emerytury ze stażem pracy, płacę minimalną, stawkę godzinową, propozycje dotyczące świadczeń rentowych. Projekty leżały na ogół w zamrażarce sejmowej, ale mogliśmy się upominać o nie za pośrednictwem mediów, przy okazji nagłaśniając treść naszych inicjatyw. Dzięki zgłaszanym przez posłów SLD na naszą prośbę interpelacjom i zapytaniom – niezwykle aktywny był w tym Ryszard Zbrzyzny – poznawaliśmy stanowisko rządu w interesujących nas kwestiach. Teraz będzie nam trudniej dotrzeć do posłów i przekazywać do Sejmu inicjatywy, które stałyby się podstawą projektów ustaw.

OPZZ traci więc na nieobecności lewicy w Sejmie?

– Z pewnością, ale nasze straty są niewielkie w porównaniu ze Zjednoczoną Lewicą. Nie byliśmy w koalicji, nie jesteśmy obciążeni działalnością partyjną. OPZZ protestowało zarówno wtedy, gdy rządziła prawica, jak i za rządów SLD. Nadal będziemy walczyć o Kodeks pracy, nie dopuś­cimy do rozwiązań, które jeszcze niedawno proponowała PO, np. wprowadzenia jednolitego kontraktu o pracę. To byłaby umowa cywilno-prawna oznaczająca wyrzucenie do kosza Kodeksu pracy, prawa do płatnego urlopu, maksymalnego czasu pracy oraz ograniczająca rolę sądów pracy. Kontrakt bardzo osłabiłby też rolę związków zawodowych. Unia Europejska – m.in. ustami Junckera i Schulza – mówi dziś o powrocie do Europy socjalnej, tymczasem Platforma chciała nas prowadzić w drugą stronę: liberalizmu, pogłębiających się nierówności społecznych, prywatyzacji, rozkradania majątku.

Za to PiS obiecuje Polskę socjalną i sprawiedliwą.

– Obiecuje, ale co zrobiło po zwycięstwie w 2005 r.? Wzięło Zytę Gilowską na stanowisko ministra finansów, zmniejszyło składki na ZUS, a potem powiedziało, że nie ma pieniędzy na waloryzację emerytur. Zniosło też najwyższy próg podatkowy dla najbogatszych i podatek od spadków. Ciekawe, jak będzie tym razem.

Razem czy osobno

SLD – zarówno pod wodzą Grzegorza Napieralskiego, jak i Leszka Millera – puszczał oko do PO, dążąc do koalicji. To chyba ograniczało wrażliwość społeczną Sojuszu.

– SLD puszczał oko nie tylko do PO, ale i do PiS. Sojusz raz otwierał się na liberałów, raz na konserwatystów, pchał się do centrum, choć tam było najciaśniej. Partia Razem odniosła sukces, bo Adrian Zandberg mówił jasno: walczymy o sprawy pracownicze. ZL nie miała tak czytelnego przekazu, zabrakło też pracy zespołowej, koordynacji, spójności.

Dlaczego zaproszona do OPZZ partia Razem poszła osobno?

– Partia Razem głosi hasła, które od dawna są na naszych sztandarach. Rozmawiałem z Zandbergiem, zależało mi, by partia Razem uczestniczyła w spotkaniach. Bardzo chciałem sprzyjać współpracy wielu organizacji, odejściu od kłótni, wytyczeniu wspólnego kierunku działania. W OPZZ powstała przestrzeń spotkań i dialogu. Nieobecność Razem była związana z obciążeniem przeszłością starszych działaczy uczestniczących w projekcie ZL. Politycy szybko się zużywają, działając przez wiele lat, popełniają błędy, zmieniają swoje poglądy, a tego wyborcy nie lubią.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy