Czy nowa wojna krymska?

Czy nowa wojna krymska?

Zagotowała się nam granica na wschodzie, a zdawała się taka bezpieczna. To kolejne potwierdzenie, że historia się nie skończyła. A Krym? Była już niejedna wojna krymska, a teraz widać świetny materiał zapalny nawet na światową, na szczęście chyba nie te czasy.
U nas szybko minęła chwila powszechnej „ukraińskiej zgody” na scenie politycznej. Wzruszająca chwila, aż miałem łzy w oczach, gdy w Sejmie prezes małymi, kobiecymi dłońmi począł klaskać Tuskowi, aż dostał z tego powodu rumieńców. Przyboczny Mariusz Błaszczak, zwany przeze mnie bladaczką, zerknął dyskretnie kątem oka i też delikatnie począł klaskać, co ujrzał siedzący tuż obok Marek Kuchciński o obliczu zapracowanego i wiecznie zmartwionego jezuity; on też klaskał z wyczuciem, aby nie mocniej niż prezes. I oto całe PiS się rozklaskało, by nagle umilknąć, gdy prezes ponownie złożył malutkie dłonie jak do modlitwy.
Chyba nikt nie był tak naiwny, by myśleć, że ta chwila potrwa dłużej. Skoro nie mamy wojny zewnętrznej, zafundujemy sobie domową.
Prezes wpadł w szał, kiedy światową karierę zaczęły robić słowa Sikorskiego, który wychodząc po rozmowach z opozycją, rzucił: „Jeśli nie podpiszecie, to…”.
Ich siła nie tylko w tym, że okazały się celne, ale że jakby podsłuchane. W dyplomacji, gdzie tyle nieprawdy, moment autentycznej złości robi wrażenie. Gdyby minister mówił, stojąc przed kamerą, można by uznać to za nietakt, ale słowa płynęły za odchodzącym w gniewie, jak szal rozwiany przez podmuch wiatru historii. Ich siła była też w przypadkiem ujawnionej prywatności. Dlatego obiegły świat i zrobiły takie wrażenie.
Za chwilę okaże się, że Sikorski ma rację. Wiemy, że szykowano pacyfikację Majdanu. Umowa dała rewolucji czas. A może sam Janukowycz przestraszył się skutków takiej akcji.
Reakcja Kaczyńskiego na słowa ministra to przykład, jak nienawiść odczłowiecza wroga. Jeśli robi coś bardzo dobrze, to tym gorzej. Na marnym tle nieomylność prezesa robi tym większe wrażenie. A ja powtarzam za Piłsudskim: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.
Ukraińcy sami wybrali Janukowycza, nie wiedząc o nim za wiele. Robił na politykach z Zachodu, także z Polski, wrażenie poczciwego, miłego człowieka o średniej inteligencji. Miał trudne dzieciństwo, biegał boso po ulicy, poszedł siedzieć za rozboje. Podobno jednak wrócił zmieniony.
Jesteśmy zagadką sami dla siebie, a co dopiero dla wyborców. W krajach, gdzie demokracja ma tradycję, dba się o to, żeby kandydatem na prezydenta był ktoś zamożny. Nędza dzieciństwa nieraz kaleczy i zostawia blizny. Częścią rekompensaty za dawny ból bywa gromadzenie dóbr materialnych i lęk przed utratą atrybutów władzy. Za tym idzie – ach, to już drobnostka – zły gust, co zresztą fatalnie świadczy o estetycznej stronie całej naszej cywilizacji. Tyrani z dawnych czasów byli skazani na dobry gust, był w ich otoczeniu i unosił się w powietrzu. Dlatego zostawiali pałace pełne dzieł sztuki. Po Janukowyczu może zostać jedynie muzeum złego smaku. Mamy też nowy rozdział w księdze historii ludzkiej pychy i próżności.
Kolejna nowość: żyjemy w czasach, gdy rewolucje są filmowane z lufy karabinu i z końca pałki, co w ułamku sekundy dociera do milionów i staje się paliwem zdarzeń.
Ukraina dopiero teraz przerabia gwałtowną lekcję historii i staje się prawdziwym narodem, który składa się jednak z dwóch narodów. A my nie? Aktualne są słowa Marii Dąbrowskiej i Melchiora Wańkowicza, którzy pisali o dwóch narodach w Polsce. Piłsudski też tak myślał. 17 lat po egzekucji mordercy pierwszego prezydenta RP Wańkowicz był na Powązkach i napisał: „Grób na Powązkach spiętrzony gnijącymi kwiatami. Naręcza kwiatów, tony kwiatów. To tu pochowano zabójcę Prezydenta. Wtedy zrozumiałem, że istnieje jeszcze straszniejsza rzecz niż błoto, niż plwocina, które przecie mogą być silniejsze nad stal: to ta zgniła woń hołdu dla obłąkania, dla zbrodni”.
Własne życie, zdarzenia historyczne pamiętamy w kawałkach, we fragmentach i scenach. Podczas wystąpienia Tymoszenko zarządzono nagle przerwę, tłum nawoływano, by utworzyć korytarz, i jak łódki przez wzburzone morze ciągnięto prowokatorów, zwanych tituszkami. Za chwilę się okaże, że to ludzie niewinni. To są ciemne strony uniesienia tłumów.
Pytam znajomych Ukraińców o słowo tituszka, skąd się wzięło. Nie wiedzą, ale wie już internet. Od nazwiska Tituszko, słowo ma zaledwie kilka lat, jak ktoś ciekaw, niech sprawdzi w internecie.
Może już czas, abyśmy cieplejszym wzrokiem spojrzeli na setki tysięcy Ukraińców, którzy pracują w Polsce. Pomogli nam wznosić wolną Polskę, sprzątali, niańczyli nasze dzieci, budowali. Także mój dom. I nie znam nikogo, kto by na nich się skarżył. Niemal wszyscy młodzi i zdolni Polacy, z którymi rozmawiam, chcą z kraju wyjechać. Młodzi i zdolni Ukraińcy będą wchodzić w ich miejsce, także dlatego że nikt inny do tego się nie pali. Już widać, że to szczęście w nieszczęściu.
 

Wydanie: 10/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 11 marca, 2014, 15:49

    Wielka szkoda, że Pan Tomasz Jastrun nie uczestniczy w redagowaniu pisma jako całości. Czytając przedrukowany artykuł z Nature autorstwa Cohena mógłby zobaczyć jak jego własne opinie na temat Rosji sprzeczne są z obrazem amerykańskich obiektywnych analityków. Szkoda też, że nie opiera się banalnym schematom myślowym. Cytując swojego przyjaciela z Moskwy pisze o ksenofobii i imperializmie. A nie zauważa w ogóle imperialistycznych zamiarów USA i UE! Rosja będzie tym groźniejsza im bardziej zachód będzie dociskał ją do ściany. O tym właśnie pisał w swoim artykule Cohen. Kolejne systematyczne odzieranie Rosji z jej strefy wpływów, kawałek po kawałku wkraczanie na dawne terytorium radzieckie z paktem NATO, ingerowanie w jej wewnętrzne sprawy (choćby Czeczenia) i eskalowanie retoryki wojennej (nawet w Soczi) oraz ciągłe poniżanie i chęć marginalizowania Rosji w świecie wszystko to podgrzewa antyzachodnie ruchy w Rosji. Nic tak nie scementowało społeczeństwa rosyjskiego przeciw zachodowi a zwłaszcza Polsce i USA jak obecny kryzys na Ukrainie i propagandowa gra w tej sprawie. Przecież kłamstwo i jednostronność leją się dziś z polskiej telewizji i prasy. Przegląd skądinąd właśnie słowami swoich felietonistów stara się sprzeciwić temu kłamliwemu obrazowi przekazywanemu z Ukrainy.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy