Fala wezbraniowa

Fala wezbraniowa

Fala wezbraniowa dopływa Wisłą do morza, a na jej grzbiecie politycy powiewający barwami klubowymi. Nawet groźbę powodzi udało nam się upolitycznić.
Prezes na wałach z mapą, której nie umie czytać, rozłożoną na masce samochodu, którego nie potrafi prowadzić. Premier z żoną, pamiątkowa fotografia z papieżem Franciszkiem. Był pewnie kiedyś Ciechocinek, teraz jest Watykan. Z Ciechocinka też mam zdjęcie, jak siedzę w drewnianym samochodziku i mam dumną minę. Nie mam fotografii z papieżem, ale moja mama posiada takie z Janem Pawłem II, zdaje się na nich trochę spłoszona.
A prezes nie mógł się spotkać z papieżem Franciszkiem przed wyborami, więc mściwa wściekłość z tego powodu. Tusk to wróg chrześcijaństwa. A prezes nie wróg? Sianie nienawiści zdaje się niechrześcijańskie. Uderza, jak wielu naszych katolików pełnych jest nienawiści.
Spoty wyborcze stały się młócką krajową, a gdzie Europa? Gdyby ktoś przyjechał do Polski z innego kontynentu, zanurzony w polskim języku, ale niewprowadzony w nasze poplątanie, to nie wiedziałby, o co właściwie chodzi. I dlaczego wszyscy tak się nienawidzą. Przenikliwy odgadłby, że to chyba jakieś lokalne wybory na gminnym poziomie.
W kampanii europejskiej zabrakło mi nie tylko Europy, ale też Antoniego Macierewicza. I katastrofy smoleńskiej. Gdzie się podziewa ten wybitny specjalista od spraw trudnych i beznadziejnych? PiS schowało pewne atuty na czas wyborów, udaje umiar.
Knur – słowo, które stało się popularne w spotach. Ci bardziej kulturalni mówią o korycie, do którego pchają się konkurenci. Knur to inny, obcy. Swoi to ludzie.
Kompromitacja Twojego Ruchu w treści i formie spotów, więc w spoceniu i w populizmie: Kwaśniewski, Kalisz i Hartman, co wy tam, panowie, robicie? Ceniłem was. A gdy się porobiło pokracznie, to trzeba było się wycofać.
Ruch Narodowy też się pokazał. Niemcy niegdyś potrafili robić to z rozmachem, a tu skundlenie i co za brak profesjonalizmu.
Jeśli dotrwam do niedzieli, to oczywiście pójdę głosować. Nie jest aż tak źle, by nie było na kogo. Ale z okazji tych wyborów Polska stała się chyba gorsza. A na pewno głupsza i mniej europejska. A jaka jest naprawdę, dowiemy się w niedzielę wieczorem.
Z okazji wyborów nastąpiło wielkie, ogólnonarodowe spiętrzenie kpiny, to broń bezsilnych. Internet pulsuje, jak pulsował, od nienawiści. Gdyby nie internet, nigdy byśmy nie wiedzieli, jak wielu Polaków jest nieszczęśliwych, ma za złe i złorzeczy. Są portale, też pisma, gdzie złorzeczenie stało się językiem dominującym.
Korwin-Mikke inny niż Tymiński, a ten niż Lepper, ale łączy ich jedno, co mieści się w pojęciu palant. Pojemne i mocne, nie ma chyba w żadnym języku równie soczystego odpowiednika. Tymiński był palantem z importu, Lepper ludowym, Mikke jest inteligenckim.
Dzwoni do mnie E., kuzynka, rodzinne odkrycie z zeszłego roku, inteligentna, oczytana, mało brakowało, a nigdy byśmy się nie poznali. Opuszcza Polskę, by pracować w Anglii. Mawiało się, że po pięćdziesiątce się nie emigruje. To też się zmienia. Zaczynają wyjeżdżać coraz starsi, którzy nagle ujrzeli na horyzoncie emeryturę i obliczyli, że będzie głodowa. Jadą dorobić, by mieć godny ostatni rozdział życia. Ale przecież E. miała dobrą i kreatywną pracę w miejskim urzędzie w B. Pensja jednak niska. Gorzej, że zaczęły się układziki i partyjniactwo nie do zniesienia. Jaka partia dominuje w tym mieście? Platforma. E. mówi, że Polska to kraj urzędasów przydupasów. A to nie do zniesienia.
Od kilku miesięcy więc w okolicach Londynu pracuje w firmie zajmującej się sędziwymi i chorymi Brytyjczykami, którzy zamykają ostatni rozdział życia. I jest wściekła na Polskę, że musi pracować z dala od kraju, ponad siły i niezgodnie z kwalifikacjami. Z jej talentem organizacyjnym mogłaby zainicjować w Polsce podobną formę opieki nad ludźmi starymi – tam świetnie to działa – ale na razie nie widzi na to przestrzeni, może po wyborach samorządowych. Tak wśród młodych i starszych tracimy najzdolniejszych, gdyż nadal wielka u nas panuje niemożność.
Zmarł Marek Nowakowski, mam garść okruszków wspomnień z nim związanych, pierwsze z lat 70. Łączyła nas też wspólna sprawa, po roku ‘89 zaczęliśmy czuć i widzieć inaczej, potem przerodziło się to w niechęć. A przecież wiedziałem, że był porządnym człowiekiem i dobrym pisarzem. Im dłużej jednak żyję, tym wyraźniej widzę, jak puste bywają określenia miły człowiek, dobry czy porządny. Człowiek jest o wiele bardziej rozmaity, określany też przez okoliczności, które ujawniają w nas zaskakujące przestrzenie. Nasze podziały zrobiły się tak głębinowe, że nawet śmierć ich nie godzi. Chyba żeby umrzeć razem. Ale umiera się zawsze osobno.
22 maja 2014 r.

Wydanie: 22/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy