Przeciw wszystkim

Przeciw wszystkim

W dniach porażającego kryzysu na Ukrainie, kiedy gęsto padali zabici, a światowe media wieściły nieuniknioną wojnę domową, przybyła do Kijowa z beznadziejną misją wsadzania goździków w lufy europejska delegacja ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski. Słodkie kluchy do poduchy? Kolejne brukselskie alibi? Laurent Fabius miał, jak to w jego zwyczaju, tysiąc błogich eufemizmów na ustach, a niemieckiego ministra zgoła nie było widać. W tej sytuacji polski minister Radek Sikorski zdobył się na odrzucenie politycznej poprawności i użycie argumentów brutalnych, twardych i najcięższych: jeśli nie chcecie rzezi, krwi na bruku, musicie – przynajmniej tymczasowo – pójść na kompromis. I wygrał. Przyznaję, że z wielu powodów Radek Sikorski nie był bohaterem mojej bajki, ale teraz już jest. W tych dniach dał dowód, że ma wymiar męża stanu. Światowe uznanie, acz też jest przyjemne, nie musi go obchodzić. Myślę, i pełen jestem podziwu, a nawet zazdrości, że fajnie jest móc sobie powiedzieć, kładąc się do łóżka, że ocaliło się wiele ludzkich istnień. A tego Radkowi Sikorskiemu nikt już nigdy nie zabierze, jakakolwiek byłaby małość i zawiść jego politycznych przeciwników. Tyle że, czego minister Sikorski jest w pełni świadomy, na Ukrainie nadal nic nie zostało załatwione.
We „Wprost” (nr 9) ukraińska deputowana Inna Bohosłowska opowiada naiwniutko: „To nie jest konflikt między Wschodem i Zachodem, jak próbuje się go przedstawiać. To jest konflikt wyłącznie między władzą a narodem. Po stronie ludu bierze w nim udział całe społeczeństwo, bez względu na terytorialną przynależność czy poziom dochodów”. Bardzo to wzruszające. Czy jednak ci np., którzy nienawidzą i boją się Majdanu do tego stopnia, że chcą oderwania Krymu od Ukrainy i przyłączenia do Rosji, nie są ludem ani społeczeństwem? Ważkie to pytanie, gdyż propaganda polska, a w znacznej mierze i europejska, zadowala się czarno-białą grafiką polityczną rodem z opowieści Bohosłowskiej. Janukowycz jest skorumpowanym tyranem. Co do tego nie ma chyba wątpliwości. Czy oznacza to jednak automatycznie, że jego przeciwnicy machają anielskimi skrzydłami lub są co najmniej lepsi? Przede wszystkim trzeba byłoby wiedzieć, kim oni naprawdę są. Czy, jak pisał Kornel Ujejski, inni szatani nie są tam czynni. Relacjonuje Wacław Jędrzejewicz („Kronika życia Józefa Piłsudskiego”, Londyn 1986): „Odnośnie kwestii ukraińskiej Piłsudski stwierdził, że sytuacja jest tam bardzo skomplikowana. Kraj ten jest w stanie powstania, to przeciw bolszewikom, to przeciw Denikinowi. Trudno jest zrozumieć, czego Ukraińcy chcą ostatecznie. Ludność jest uzbrojona i stan umysłów jest bardzo niebezpieczny”. Diagnoza w dużej mierze pasująca do naszych czasów. O tyle jednak złudna, że w opozycji bolszewicy-Denikin wszystko było mniej więcej jasne. Dzisiaj jest bardziej skomplikowane. Tak naprawdę nikt nie wie, jakie idee reprezentuje Majdan. Jest przeciw Janukowyczowi i opcji prorosyjskiej. Czy to jednak wystarczy? Opowiada się mgliście za demokracją. Ale demokracja niejedno ma imię (vide np. „kraje demokracji ludowej”, „Demokratyczna Republika Konga”). Kraje cywilizacji zachodniej odrobiły niedawno bolesną lekcję pod tytułem „arabska wiosna”. W Tunezji, Egipcie, Libii lud wystąpił przeciw skorumpowanym dyktatorom. Wystarczyło to całkowicie, żeby udzielić zbuntowanym logistycznego, a nawet zbrojnego poparcia. Nikt nie pytał, kim są rokoszanie. Parę miesięcy później obudziły się zachodnie demokracje z, jak to brzydko się mówi, ręką w nocniku. Prawa człowieka i obywatela na uwolnionych od tyranii obszarach jak były, tak są poniewierane, nawet bardziej niż przedtem. Trupów i krzywdy nie ubyło na jotę. Wylewając krokodyle łzy, przyznają teraz demokratyczni dyplomaci, że obalone reżymy były przynajmniej bardziej przewidywalne w swoich działaniach. Nikt tego do końca nie dopowie, ale lepiej by było, gdyby zostało po staremu. Jest to konstatacja cyniczna i pro domo egocentryczna. Czemu jednak naprawdę służy polska polityka? Nie stworzeniu nieprawdopodobnego i niemożliwego świata powszechnej szczęśliwości, ale obronie naszych partykularnych, polskich interesów. Patrząc zaś z tej perspektywy, to nie Janukowycz jest naszym nieprzyjacielem. Nacjonalistyczna ideologia ukraińska zawsze była antypolska, co spowodowało ludobójstwo na Wołyniu i okolicznych ziemiach. Zanim zaczniemy popierać Majdan, posłuchajmy przynajmniej, co ma on nam do opowiedzenia.

Wydanie: 12/2014

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy