Trener, który rozumie kobiety

Trener, który rozumie kobiety

Gdy moje dziewczyny stają naprzeciwko rozczochranych, rudych Rosjanek, to już mają przewagę psychiczną – mówi Andrzej Niemczyk, trener siatkarek Andrzej Niemczyk ma 61 lat. Sam grał kiedyś jako rozgrywający, skończył AWF w Warszawie. Biegle zna niemiecki i rosyjski. Porozumiewa się po angielsku i turecku. W latach 1975-1977 był trenerem kobiecej reprezentacji. Po zajęciu na mistrzostwach Europy w 1977 r. w Tampere czwartego miejsca zrezygnował, bo jak twierdzi, obiecywał medal. Wyjechał do Niemiec. I tam przez 10 lat prowadził kobiecą reprezentację. Potem szkolił zespoły tureckie. W 2002 r. wrócił do Polski, a od kwietnia 2003 r. prowadzi kadrę narodową siatkarek. – W sporcie często płacze się ze szczęścia, ale i z żalu po przegranej. Jak pan reaguje na kobiece łzy? – Nie rozdaję chusteczek. Choć jak patrzę na wygrane mecze, to czasem mnie też się zakręci łezka w oku. Na szczęście najczęściej jestem dumny i zadowolony. Udało mi się wyselekcjonować bardzo dobry zespół. Nie zależy mi na samych gwiazdach, ale na dziewczynach pasujących do całej ekipy. – Tyle młodych siatkarek. Każda z innym temperamentem. Jak się udaje nad nimi zapanować? – Nie biorę ich pod sznurek. Każdą z nich trzeba jak najszybciej poznać. Nie cierpię aktorstwa. – Czy są jakieś szaleństwa, na które pan im nie pozwala? – Dla mnie mogą robić wszystko! Nie ma regulaminów ani kar. Ale jeżeli któraś chce być profesjonalistką i myśli o medalu, to sama powinna wyznaczyć sobie granice. Bo trener może tylko pomóc, ustalić trening. Na początku kilku działaczy miało do mnie pretensje. Mówili, że daję dziewczynom za dużo swobody. Bo na przykład, kiedy jedne schodziły na stołówkę punktualnie i czekały grzecznie pod drzwiami, drugie oglądały coś w telewizji albo dopiero zbierały się do wyjścia z pokoju. – To są drobiazgi. Ale co zrobić, gdy dziewczyny chcą naprawdę poszaleć? – Czasami to ja muszę je do tego namawiać, wypychać do dyskoteki. One mówią mi, że są zmęczone. A ja na to, żeby poszły, że to trenerskie zalecenie… Przy 120 dniach w roku ciężkiej harówki na boisku trudno o psychiczny luz. Bez takiego wyskakania się, wytańczenia, wybawienia łatwo wpaść w dołek, z którego później bardzo trudno byłoby się wydostać. – To zupełnie inne podejście od tego, jakie w męskiej ekipie siatkarzy zastosował trener Lozano… – Najwięcej wódki ludzie w Ameryce wlewali sobie do gardeł w czasach prohibicji. Jeżeli zawodnik na dzień przed meczem ostro pije, wraca nad ranem do hotelu, to znaczy, że ja jako trener nie znalazłem drogi do niego. Nie pokazałem mu, że takie zachowanie jest głupotą. Albo może coś nie zagrało w samym rytmie pracy? Zakazy, nakazy i do tego zupełny brak wolnego czasu. Człowiek w końcu musi pęknąć, przestaje mu na czymkolwiek zależeć. Gdyby coś takiego zdarzyło się w mojej ekipie, wziąłbym dziewczynę na rozmowę i powiedział, że jej to wybaczam. Tylko niech mi szczerze powie, dlaczego tak postąpiła… – Czy to znaczy, że pan nigdy nie ma kryzysów w zespole? – Oczywiście, że mam. Ale kobiet i mężczyzn nie ma co do siebie porównywać. Bo kobiety są znacznie bardziej zdyscyplinowane, opanowane, wytrzymałe psychicznie. Zawsze starają się być układne. Wręcz zmuszam je na boisku do bardziej ryzykownych zachowań. – To może jednak wolałby pan pracować z mężczyznami? – Zdarzało mi się już nieraz trenować męskie drużyny. I to był dla mnie odpoczynek. Bo praca z kobietami jest znacznie trudniejsza. Nie dlatego, że są gorszymi sportowcami, ale po prostu więcej od trenera wymagają. Nie mogę przyjść na trening nieogolony, niepachnący, byle jak ubrany. Kobiecy trener musi być naprawdę niezłym specjalistą, bo zawodniczka od razu wyczuje, ile daje jej trening. Muszę być większym cwaniakiem od trenera przeciwników. Tak kierować grą, by kobiety mogły mi w pełni zaufać. Kobiety wysysają ze mnie wszystko, co mam najcenniejszego. A faceci? Oni najwyżej pomyślą, że trener miał gorszy dzień i dlatego trening mu nie wyszedł. – I to dlatego polskie siatkarki potrafią wygrywać międzynarodowe imprezy, a mężczyznom rzadko to wychodzi? – Znowu nie ma co porównywać. Obie drużyny mają innych przeciwników. – Ale kobiety wygrywały już z najlepszymi, Włoszkami, Rosjankami. A mężczyźni ciągle zachowują się, jakby mieli jakiś kompleks… – I pewnie o to tu trochę chodzi. Najpierw trzeba wygrać z taką drużyną ze dwa razy, żeby przełamać barierę psychiczną. Klucz do wygranej tkwi w psychice. – Czy w sporcie jest miejsce

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2005, 41/2005

Kategorie: Sport