Uciekniemy na Marsa?

Uciekniemy na Marsa?

Szanse ludzkiego gatunku na przeżycie na Ziemi są małe. Jeżeli mamy przetrwać, musimy znaleźć sobie inne miejsce do życia

Jerzy Rafalski – astronom z toruńskiego Planetarium im. Władysława Dziewulskiego

Dlaczego niedawne odkrycie przez NASA wody na Marsie tak bardzo nas elektryzuje? Co nam, Ziemianom, po wodzie na Marsie?

– Bo szanse ludzkiego gatunku na przeżycie na Ziemi są małe. Jeżeli mamy przetrwać, musimy znaleźć sobie inne miejsce do życia. Najlepiej kilka. Mars jest pierwszym, najrozsądniejszym wyborem w Układzie Słonecznym.

Tak nikłe są nasze szanse na przetrwanie na Ziemi?

– Wielu badaczy twierdzi, że prędzej czy później na Ziemi wydarzy się jakaś katastrofa. Niekoniecznie musi nam zagrozić lecąca w naszym kierunku asteroida. Raczej sami zrobimy sobie krzywdę. I to globalną. A jeśli – jakimś cudem – przetrwamy, to za ok. 5 mld lat Słońce wielokrotnie powiększy swoją powierzchnię, co doprowadzi do zniszczenia Ziemi. Jeżeli cywilizacja ma przetrwać, powinno być więcej pozaziemskich ognisk życia ludzkiego. Z dużym prawdopodobieństwem jedno z pierwszych powstanie właśnie na Marsie.

Dlaczego na małym Marsie, a nie np. na Wenus – podobnie odległej siostrzanej planecie Ziemi?

– Wenus to piekielne szaleństwo. 450 st. C, ciśnienie 100 razy większe od ziemskiego, atmosfera składająca się głównie z dwutlenku węgla i mżawka z kwasu siarkowego. Do tego potworne wyładowania atmosferyczne. To nie są dobre warunki dla ludzi. Natomiast Mars ma mniej więcej 24-godzinną dobę, pory roku. Temperatura przy równikach potrafi dochodzić nawet do ponad 20 st. C. Jest tylko jeden podstawowy problem – zbyt rzadka atmosfera, jedna setna tego, co na Ziemi. Żeby człowiek tam przeżył, trzeba by zwiększyć ciśnienie. A wtedy na żadnej planecie Układu Słonecznego – poza Ziemią – człowiekowi nie będzie lepiej. Bo przecież nie na Merkurym, gdzie nie ma atmosfery, a temperatura szaleje. W nocy minus 200, w dzień plus 400 st. C. Rozszerzalność cieplna – ogromna. Jak z tym walczyć? Wody raczej nie ma, chyba że coś przetrwało przy biegunach. Jowisz? 11 razy większy od Ziemi. Właściwie jest jedną wielką atmosferą. Tam nie ma stałego gruntu. Na czym lądować? Saturn, Uran i Neptun? To też gazowe olbrzymy.

Ale Mars nas intrygował już od stuleci, kiedy uciekanie z Ziemi nikomu jeszcze się nie śniło.

– Bo patrząc na niebo, starożytni widzieli coś na kształt bardzo intrygującej gwiazdy. Była czerwona i dziwnie przesuwała się na niebie. Kolor czerwony kojarzył się z krwią, z jej przelewaniem, z wojną. Uznano zatem, że to bóg wojny. Skojarzenie było dość powszechne. Dlatego w Babilonie został Nergalem, w Grecji Aresem, a w Rzymie Marsem. Wszędzie spoglądano na Marsa z niepokojem. Gdy skonstruowano już teleskopy i lunety…

Czyli w XVII w.

– Właśnie wtedy potwierdzono, że rzeczywiście jest czerwono-rudawy. Dostrzeżono też przy biegunach małe białe plamki. Zrozumiano, że to lodowce. I zaczęto porównywać Marsa z Ziemią. Nie odnotowano wprawdzie żadnych niebieskich plam sugerujących istnienie mórz i oceanów. Natomiast matematycy i fizycy już wtedy potrafili wyliczyć, jaka może tam panować temperatura. Stało się jasne, że choć Mars oddalony jest od Słońca bardziej niż Ziemia, temperatury powinny być znośne do życia.

I zaczęło się wielkie poszukiwanie tego życia.

– Budowano coraz większe teleskopy. Włoski astronom Giovanni Virginio Schiaparelli dostrzegł długie proste struktury, które nazwał po włosku canali – kanałami. Uznano, że to kanały nawadniające, dzieło istot inteligentnych. Inny, bardzo bogaty uczony, amerykański astronom amator Percival Lowell uwierzył w te kanały i zbudował w Arizonie ogromne urządzenia, by jeszcze lepiej obserwować Marsa. W XIX w. wszyscy byli przekonani, że tam na pewno jest życie.

Ale efekty poszukiwań były mizerne. Schiaparelli nie miał racji. To, co brał za kanały, było zwykłym złudzeniem optycznym.

– Oczywiście, tak to jest, kiedy się bada z bardzo daleka. Prawdziwy przełom dokonał się więc dopiero dzięki sondom kosmicznym w drugiej połowie XX w. Przesłały one z Marsa zdjęcia piaskowych pustyń, dostarczyły dowodów na zupełny brak wody na powierzchni. A bez wody nie ma życia. Marzenia o życiu na Marsie mocno przygasły.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Nauka

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy