Ukraina – maski włóż!

Ukraina – maski włóż!

Jeśli chcesz przeżyć, musisz być VIP-em

W nierównej walce z koronawirusem Ukraina usiłuje naśladować inne kraje europejskie. 25 marca ogłoszono na całym terytorium sytuację nadzwyczajną. W odróżnieniu od stanu nadzwyczajnego nie przewiduje ona ograniczeń swobód obywatelskich, takich jak godzina policyjna, zakaz zebrań, zakaz przemieszczania się czy wykorzystanie własności prywatnej do celów publicznych. Zgodnie z decyzjami rządu kwarantanna potrwa do 11 maja. Od maja planowano poluzowanie obostrzeń w komunikacji, a wcześniej otwarcie parków, muzeów i bibliotek. Jednakże w warunkach pandemii niechlujstwo i bałagan w strukturach zarządzania nabierają szczególnie groteskowego charakteru.

13 metrów dla VIP-a

Dotychczas ukraińskie VIP-y w razie poważnych problemów zdrowotnych korzystały z pomocy medycznej za granicą. Dla tych, którym przysługuje ochrona państwowa, m.in. posłów, urzędników wysokiego szczebla Służby Bezpieczeństwa, sądów i policji, w kraju przeznaczono elitarny szpital Feofania. A że Feofania ani szpitale prywatne nie mają odpowiednich warunków do leczenia pacjentów z COVID-19, władze Kijowa z merem Witalijem Kliczką 25 marca wydały nakaz utworzenia specjalnych sal dla VIP-ów w szpitalach publicznych. Własny personel medyczny, osobne sale (w tym operacyjne), specjalne ekipy pogotowia ratunkowego i wiele innych przywilejów zatwierdził dla możnych ukraińskiego świata Departament Zdrowia Kijowskiej Administracji Państwowej. Rozporządzenie o stworzeniu sal dla VIP-ów trafiło do 17 szpitali.

Według tego rozporządzenia szpitale publiczne, finansowane z podatków obywateli, muszą wydzielić osobne sale o minimalnej powierzchni 13 m kw. Obok sali ma się znajdować pokój dla ochrony. Sale dla szczególnych pacjentów przewidziane są również na oddziale pediatrycznym oraz na neurochirurgii dziecięcej. Każdy VIP musi mieć zapewnioną całodobową opiekę medyczną (w tym pielęgniarkę do wyłącznej dyspozycji) oraz operacyjną rezerwę wyposażenia medycznego i zaopatrzenia w leki. Oznacza to, że duża część respiratorów jest zarezerwowana i niedostępna dla zwykłych Ukraińców nawet w przypadku zagrożenia życia. Lekarstwa zastrzeżone dla wybrańców należy przechowywać w oddzielnej, zaplombowanej szafie – pewnie na wypadek podjęcia przez któregoś z chorych bądź członków ich rodzin prób zdobycia niedostępnego leku.

VIP-ów mają obsługiwać specjalne ekipy pogotowia ratunkowego złożone z lekarza, dwóch felczerów i kierowcy. Kompetencje medyków też muszą być na VIP-owskim poziomie: wyższa bądź pierwsza kategoria kwalifikacyjna i co najmniej pięć lat doświadczenia w zakresie udzielania natychmiastowej pomocy medycznej. Zwykłych śmiertelników ratować będą lekarze o niskich kwalifikacjach, początkujący, ewentualnie studenci medycyny.

Upublicznienie rozporządzenia o salach dla VIP-ów wywołało oburzenie. Na Ukrainie brakuje miejsc w szpitalach, środków ochrony (maseczek, rękawic, kombinezonów) i aparatury medycznej. Zresztą nawet zwiększenie liczby respiratorów nie uratowałoby sytuacji, gdyż bardziej niż aparatury brakuje specjalistów do jej obsługi. W ciągu ostatnich kilku lat kraj opuściło 66 tys. lekarzy, prawie jedna trzecia całej kadry medycznej.

Władze próbowały przedstawić wprowadzone regulacje jako szczególnie służące ochronie ogółu, a nie elit. Pierwszy zastępca przewodniczącego Departamentu Zdrowia kijowskiej administracji Mykoła Poworoznyk tak odpierał zarzuty: „Zawiadomimy organy ścigania, by wyjaśniły, skąd się wziął ten nakaz, również jakim sposobem ukazał się w mediach. Ponieważ nakaz ten dotyczy pewnego grona osób. Przeznaczony jest nie dla wszystkich osób należących do szeroko rozumianych elit finansowych czy politycznych, lecz dla osób objętych ochroną państwową. Chodzi o osoby, które obecnie przebywają w więzieniach”. Wynikałoby z tego, że wszystkie wymienione przywileje dotyczą wyłącznie więźniów!

Mer stolicy Witalij Kliczko niby zaprzeczył, że wydał rozporządzenie o stworzeniu sal dla VIP-ów, ale jednocześnie tę informację potwierdził: „Co się tyczy specjalnych sal VIP-owskich, niby dla deputowanych i innych urzędników – rozwiązania takiego nie wprowadzamy ani nawet nie przewidujemy jego wprowadzenia! Teraz badamy informację odnośnie do dokumentu, który opublikowały media. Rzeczywiście zawsze jest tak, że najważniejszym osobom w państwie – prezydentowi, premierowi, przewodniczącemu parlamentu – w przypadku choroby należą się pewne warunki, takie jak oddzielne sale i ochrona państwowa. Tego typu praktyka była stosowana zawsze. I to nie tylko na Ukrainie”.

W dokumencie natomiast zaznaczone jest, że przywileje dotyczą wszystkich osób objętych ochroną nadaną przez Urząd Ochrony Państwowej. Są to m.in. posłowie, ministrowie i urzędnicy państwowi wysokiego szczebla. Do tego trzeba dodać zamożnych obywateli o wysokiej pozycji, zdolnych do załatwienia sobie odpowiednich papierów, członków rodzin wszystkich VIP-ów i ich bliższego otoczenia.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski na swojej stronie internetowej obiecał odwołać rozporządzenie o salach dla VIP-ów, zapewniając, że każdy polityk czy biznesmen w razie choroby będzie miał te same warunki szpitalne co zwykli Ukraińcy. „Nasz kraj to nie sowok (pogardliwe slangowe określenie Związku Radzieckiego), nie będzie żadnych luksusowych sal dla »członków KC«”, powiedział, grożąc kierownikom placówek medycznych sankcjami na wypadek złamania nakazu.

Oligarchowie mówią stop

Ukraińcy jednak niezbyt ufają obietnicom rządu. Są przekonani, że o zdrowie i bezpieczeństwo muszą zadbać samodzielnie. Żartownisie zalecają dla odstraszenia wirusa zakładanie maseczek ze zdjęciem byłej p.o. minister ochrony zdrowia Ulany Suprun. Warto przypomnieć, że reformując ukraińską służbę zdrowia, za wzór przyjęła ona Stepana Banderę, inspirując się hasłem What would Bandera do? Co by zrobił Bandera?

Następczyni Suprun – doktor prawa Zoriana Skałećka (stopień doktora uzyskała na UMCS w Lublinie) – zakończyła urzędowanie wraz z całym gabinetem Ołeksija Honczaruka w marcu tego roku. 4 marca na stanowisko ministra zdrowia powołano światowej sławy kardiochirurga Ilię Jemca, który już sprawował ten urząd w latach 2010-2011 w rządzie Mykoły Azarowa. Jemec jest doktorem medycyny, zarządza założonym przez siebie centrum kardiochirurgii dziecięcej oraz Fundacją Dziecięce Serce działającą na rzecz dzieci z wrodzonymi wadami serca. Jako kardiochirurg pracował w głównych ośrodkach medycznych Australii, Kanady i Francji.

Już w pierwszym tygodniu marca w związku z szybkim szerzeniem się koronawirusa minister wzywał do odwołania imprez masowych, koncertów, konferencji, a także do tymczasowego zamknięcia szkół. Proponował również wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Apel ten spotkał się z dezaprobatą środowisk biznesowych i oligarchów, gdyż stan nadzwyczajny wiąże się z wieloma ograniczeniami, m.in. zakazem eksportu i regulacją cen żywności, co szczególnie odbiłoby się na zyskach.

Reakcją na dążenia Jemca była ośmieszająca nagonka w mediach publicznych. Poseł frakcji Sługa Narodu Aleksandr Dubiński nazwał go Leonidem Breżniewem, ponieważ „potrafi mówić długo i niezrozumiale”. Dubińskiego poparło wielu polityków i dziennikarzy.

Mimo stanu epidemii 30 marca Ilia Jemec odszedł ze stanowiska, twierdząc, że został zmuszony do podania się do dymisji. Jak podkreślił, objął je, aby przeprowadzić reformę, której rezultatem miało być powszechne państwowe ubezpieczenie zdrowotne. Chciał też pomóc Ukrainie w walce z koronawirusem. Zdymisjonowano go, gdyż nie popierał reformy Ulany Suprun. Nazywana przez Ukraińców „Doktor Śmierć”, Suprun według Jemca przez trzy lata usiłowała zniszczyć stacjonarną pomoc medyczną w kraju. Eksminister zdrowia chciał przesunąć o trzy miesiące zaplanowane na 1 kwietnia zamknięcie wielu szpitali, w tym publicznych zakładów opieki zdrowotnej gruźlicy i psychiatrycznych.

Przewodniczący Stowarzyszenia Psychiatrów Ukrainy Semen Gluzman w liście otwartym do prezydenta zarzucił, że „bestialskie »reformowanie« systemu psychiatrii, które zaczęła Ulana Suprun, trwa. Lekarze główni szpitali psychiatrycznych w te dni dostają ścisłą wskazówkę, by pozbyć się pacjentów, których stan nie wymaga hospitalizacji. Takich pacjentów jest ok. 30%. Wykonanie tego nazkazu czyni z każdego lekarza przestępcę”. Skutki tej reformy będą wyglądać następująco: „W najbliższych miesiącach wielu z nich (psychicznie chorych – przyp. red.) będzie umierać na ulicach z głodu i zimna. Czekają nas nie tylko zgony na ulicach i placach, ale także spowodowane natarczywym głodem napady osób psychicznie chorych na bardziej zamożnych Ukraińców w celach rabunkowych”.

Sytuacja z chorymi na gruźlicę wygląda podobnie. Na skutek tej choroby na Ukrainie rocznie umiera 4 tys. osób, a kraj przoduje w statystykach zachorowań i zgonów.

Biznes żony ministra zdrowia

W miejsce światowego autorytetu w dziedzinie medycyny na stanowisko ministra zdrowia powołano Maksyma Stepanowa – byłego przewodniczącego odeskiej administracji obwodowej. Ojcem chrzestnym dziecka Stepanowa jest Igor Palica, deputowany ugrupowania Za Przyszłość, partner biznesowy oligarchy Igora Kołomojskiego, który wypromował go na stanowisko gubernatora obwodu odeskiego. Kiedy Stepanow piastował urząd w Odessie, złożył poręczenie majątkowe w postępowaniu karnym wobec byłego przywódcy radykalnego ugrupowania Prawy Sektor, Serhija Sternenki.

Sternenko jest oskarżony o dokonanie motywowanego politycznie zabójstwa mieszkańca Czarnomorska Iwana Kuzniecowa oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Aleksandra Isajkula. Zabójca transmitował na żywo agonię Kuzniecowa. Sternenko był oskarżany o handel narkotykami, porwania, rabunki i wyłudzenia. Dzięki poręczeniu obecnego ministra zdrowia udało mu się uniknąć kary. Wcześniej „aktywista” dostawał wsparcie materialne z funduszu Dla Dobra Odessy, z którego finansowanie otrzymywał także zespół gruzińskich reformatorów z Michaiłem Saakaszwilim na czele.

Partnerzy zachodni (Bank Światowy, kanclerz Niemiec Angela Merkel i inni) zażądali prywatyzacji znacjonalizowanego w 2016 r. w obliczu niewypłacalności PrywatBanku – największego ukraińskiego banku komercyjnego. Prawie połowa akcji banku należała do Kołomojskiego, patrona Zełenskiego w wyborach prezydenckich. Można przypuszczać, że oddając Ministerstwo Zdrowia w ręce wspólnika oligarchy, prezydent odwdzięcza się swojemu promotorowi. W związku z epidemią COVID-19 właśnie opieka zdrowotna miała dostać solidne dofinansowanie od zachodnich partnerów. Nie czekając na sfinalizowanie tej pomocy, żona nowego ministra zdrowia zdążyła już zarejestrować firmę handlującą sprzętem medycznym.

Nie histeryzujcie. Wszystko przeżyjemy

Wprowadzenie sytuacji nadzwyczajnej na Ukrainie wiąże się z tym, że władzę na ulicach obok policji sprawować będą radykalne ugrupowania. Zgodnie z uchwałą administracji Kijowa w czasie kwarantanny porządku w stolicy ma pilnować Straż Municypalna, powstała w 2017 r., w której skład wchodzą członkowie skrajnie nacjonalistycznych ugrupowań C14 i Swoboda. Organizacja jest hojnie finansowana ze środków publicznych. Środki transportu publicznego kontrolować ma ultraprawicowa Warta, o której głośno było z powodu prześladowania mniejszości etnicznych, przede wszystkim Romów. Po zorganizowanym przez nią swoistym polowaniu na Romów na kijowskim dworcu kolejowym policja odmówiła współpracy ze Strażą Municypalną.

Na Ukrainie ograniczenia swobód i wolności obywatelskich w celu walki z koronawirusem są jeszcze większe niż w wielu krajach europejskich. W Kijowie od 23 marca z komunikacji miejskiej korzystać mogą wyłącznie osoby mające specjalne pozwolenie. W wielu miastach transport publiczny w ogóle jest nieczynny do końca kwarantanny. Zawieszone są przewozy międzymiastowe, międzypowiatowe i międzynarodowe. W Kijowie, Dniepropietrowsku (obecnie Dnieprze) i Charkowie nie kursuje metro. Premier Ukrainy Denys Szmyhal obiecał stopniowe poluzowanie ograniczeń transportu, ale dokładnej daty nie podał: „Na pewno nie przed 11 maja”. Nie wolno przebywać w miejscach publicznych bez maseczki ochronnej i bez dokumentów potwierdzających tożsamość. Otwarte są sklepy spożywcze i z artykułami budowlanymi (obowiązuje dystans 1,5 m), apteki, poczty, pralnie chemiczne. Działają firmy kurierskie, zakłady zbiórki i przerobu odpadów. Zamknięta jest większość zakładów usługowych, w tym kosmetyczne i fryzjerskie, restauracje (z wyjątkiem wydawania posiłków na wynos), siłownie, przedszkola, szkoły i uniwersytety.

W ciągu ostatnich tygodni do kraju wróciły setki tysięcy Ukraińców, którzy stracili pracę w innych krajach europejskich. Wracając, mieli się poddać domowej kwarantannie, nie jest jednak pewne, czy do tego się zastosowali.

Sytuacja nie napawa optymizmem, w związku z czym mer Dniepra Borys Fiłatow przygotowuje się na najgorszy scenariusz. Na cmentarzach miejskich wykopano 600 grobów dla ewentualnych ofiar śmiertelnych epidemii. Fiłatow zakupił także tysiąc plastikowych worków. Ciała zmarłych z powodu COVID-19 będzie można odebrać tylko w zamkniętej trumnie, zwłoki zaś zostaną zawinięte w hermetyczny, dezynfekowany worek. Jednocześnie w kraju podrożała znacząco żywność, a dostawcy maseczek ochronnych podnieśli ceny przeszło dziesięciokrotnie.

Ukraińcom pozostaje czekać na lepsze czasy i pocieszać się słowami dr. Jewgienija Komarowskiego, lekarza dziecięcego, bardzo popularnego w ukraińskich i rosyjskich mediach: „Mamy dużo szans. Tym bardziej że 80-letnich czy 85-letnich dziadków w naszym kraju praktycznie nie ma. Ci wszyscy, którzy teraz umierają we Włoszech czy w Hiszpanii, umarli u nas 10-15 lat temu. Nie histeryzujcie. Wszystko przeżyjemy”.

Fot. East News

Wydanie: 19/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy