Upiorna fala dowcipów

Upiorna fala dowcipów

Do Polski dotarła lawina czarnego humoru, „wąglikowych przesyłek” i SMS-ów od bin Ladena

Najchętniej używana jest mąka i puder. Najczęściej sprawcami są młodzi ludzie. Dwóch nastolatków z Podlasia wrzuciło do skrzynki list z proszkiem i arabskimi znakami. Inny chłopak, na drugim końcu Polski, podrzucił sąsiadowi kopertę z mąką i list w języku rosyjskim. W panikę wpadło dziecko, które znalazło przesyłkę. Ktoś zapewniał, że rozsypał wąglika w szpitalu w Brzezinach. Szpital został zamknięty, ale nie zdecydowano się na ewakuację, bo mogliby jej nie przeżyć nieprzytomni chorzy. Inną decyzję podjęto w Ośrodku Pomocy Społecznej w Słupsku. Gdy znaleziono kopertę (jak się później okazało z pudrem higienicznym) ewakuowano 30 osób. Część znalazła schronienie na oddziale zakaźnym, bo nikt nie wiedział jeszcze, czym jest tajemnicza mieszanka. Sprawcą okazał się znudzony życiem rencista.
Do tej pory nękały nas fałszywe bomby, głównie podrzucane w sądach (cudowne odroczenie rozprawy), szkołach (bo dziś klasówka) i szpitalach (bo to takie śmieszne, gdy wynoszą łóżka). Z wielkim upodobaniem „wysadzany” jest warszawski Instytut Psychiatrii. Podjęto już decyzję, że wyglądające fałszywie alarmy będą ignorowane. Ze względu na chorych. Jednak od kilkunastu dni przez Polskę przetacza się nowa fala alarmów i idiotycznych, wąglikowych przesyłek. Poza tradycyjnymi formami chętnie używane są e-maile z zachętą: „Otwórz załącznik, poliż, bo to wąglik. Dziękujemy za współpracę”.
– Z moich rozmów z FBI wynika, że ludzi z mniej pofałdowanymi mózgami można spotkać wszędzie – komentuje nadkomisarz Paweł Biedziak, rzecznik prasowy KG Policji. – Głupcy znajdą się w każdym kraju.

Poznasz sprawcę po kopercie

Kolejne przypadki. Chłopcy z Suwałk anonimowo straszyli koleżankę kopertą zawierającą sodę i proszek. Na kopercie znalazły się litery arabskie, znalezione w Internecie. Podobnie nastraszono prezydenta Łodzi. W Warszawie wybrano banki i komisariaty. W Gdyni starszy mężczyzna był tak zdenerwowany, że tajemniczą zawartość wysypał na podłogę komisariatu.
Wielką popularnością cieszy się region szczeciński. Banki, posterunki policji, szpitale – tam często docierały podejrzane listy. Pracownik z Kołbaskowa dostał list z Francji, zanim się zorientował, że nikogo tam nie zna, już był posypany czymś białym. Głośna była sprawa 11 osób z gdańskiej telewizji, które trafiły do szpitala, bo dotykały podejrzanej przesyłki.
Lawina czy tylko krótka fala groźnych wygłupów? – Sądzę, że to zjawisko topnieje – ocenia nadkomisarz Biedziak. – Odnotowaliśmy parędziesiąt przypadków, ale dzięki szybkiemu wyłapywaniu sprawców zniechęciliśmy naśladowców. Raczej nie były to porachunki, a idiotyczne żarty. Przeważnie udawało nam się złapać wątpliwych dowcipnisiów, zbyt wiele śladów zostawiali na kopertach. Żadnego alarmu nie lekceważyliśmy i także dlatego sprawca musi liczyć się z kosztami. Kara może być bardzo różna. Najłagodniejszą jest uznanie sprawy za wykroczenie. Nastolatki mogą trafić przed sąd dla nieletnich, a rodzice płacą koszty akcji, które przeciętnie wynoszą kilka tysięcy. Samo przebadanie proszku kosztuje 500 zł. Do aresztu można trafić na miesiąc, ale i na wiele lat, jeśli na przykład ktoś umrze w czasie ewakuacji szpitala.

Co robi blondynka w WTC

O przesyłkach wąglikowych jest głośno. Za to w zaciszu Internetu i SMS-ów odbywa się wymiana dowcipów, o których tylko niektórzy użytkownicy Internetu piszą nieśmiało „w złym guście”, „nie czas na takie żarty”, „mam nadzieję, że wygrają przeciwnicy takich dowcipów”. Jednak na razie na to się nie zanosi. Jeśli „wąglikowych przesyłek” jest mniej, to dowcipów o blondynce czekającej w WTC na samolot – coraz więcej.
– Sądzę, że popularność tych dowcipów w Polsce wynika z nieświadomości grozy sytuacji. Nie zdajemy sobie sprawy ze skali zagrożenia. Dla nas ta tragedia jest ciągle trochę amerykańskim filmem – nas to nie dotyczy, ani moich najbliższych, ani ojczyzny – tłumaczy socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego, prof. Jacek Leoński. – Ale są i inne powody, dla których Polacy tak chętnie przekazują sobie te dowcipy. Po prostu panuje u nas ogromna nieznajomość problemu terroryzmu. Po za tym „od zawsze” chętnie kpiliśmy z inności. Dowcipy o Arabach, Allahu i Murzynach są starsze niż atak na World Trade Center. No i jeszcze jedna, odleglejsza przyczyna – właściwie zanikły w Polsce dowcipy polityczne, tymczasem atmosfera społeczna jest ciężka i chcemy czymkolwiek ją rozładować.
„Bin Laden ma na żywo wystąpić w TVN. W programie „Wybacz mi””, te słowa pojawiły się na stronie internetowej „joemonster”, zaraz obok kolejna przeróbka dialogu: „- Poproszę bilet do Nowego Jorku. – Na które piętro?”.
Na innych stronach internetowcy układają coś w rodzaju polsko-arabsko-angielskich, makabrycznych rozmówek. W trzech językach poznajemy zdania: „Czerwona chusta na oczy bardzo mi pasuje, ekscelencjo” i „Jestem zachwycony pana zachętą do położenia się na podłodze”.
Młodzież wysyła SMS-y: „Nikt mnie nie lubi. Szukam Przyjaciela. Podpisano – bin Laden”.
– Kpimy, bo chcemy oswoić lęk. Seks, władza, pieniądze, także nagła śmierć – jesteśmy wobec nich bezradni. Śmiejemy się, chcąc opanować te emocjonalne żywioły. To może wyjaśnić także dowcipy o zamachach terrorystycznych w USA – komentuje psycholog Jacek Santorski. – Ale jest druga, etyczna strona tego zagadnienia. Wszyscy, którzy śmieją się z tych wydarzeń, powinni mieć świadomość, że śmieją się z siebie, ze wszystkich ludzi, którzy biorą udział w tych wydarzeniach. Kiedyś będą albo ofiarami, albo prześladowcami.

 

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy