Uzależnieni od skręta – rozmowa z dr n. med. Bohdanem Woronowiczem

Uzależnieni od skręta – rozmowa z dr n. med. Bohdanem Woronowiczem

Paląc marihuanę, młody człowiek uczy się,  że przez stosowanie chemii można łatwo wpływać na samopoczucie

Jaka jest pana opinia na temat najnowszych zmian w ustawie antynarkotykowej?
Pozytywna. Ustawa, która funkcjonowała do tej pory, nie zmniejszyła istniejących problemów. Mnóstwo młodych ludzi zetknęło się z wymiarem sprawiedliwości przez własną głupotę, natomiast nie ułatwiło to łapania dilerów. Dobrze byłoby, żeby ta zmiana była uzupełniona o mądre przepisy – kiedy łapie się daną osobę kilka razy na posiadaniu niewielkich ilości narkotyku, pojawia się podejrzenie, że albo handluje, albo jest uzależniona. Taka osoba powinna być dokładnie sprawdzona i poddana badaniom przez specjalistę zajmującego się uzależnieniami. Dopiero wtedy można podjąć decyzję: więzienie czy leczenie. Dzięki temu mamy szansę uratować wiele osób i wyleczyć je, zamiast wysyłać wszystkich do kryminału. Na pewno warto zobaczyć, jaki będzie efekt zmian.
 Pamiętając, że złagodzenie restrykcji nie jest jednocześnie krokiem w kierunku legalizacji marihuany.
Zdecydowanie. Ja nie jestem zwolennikiem legalizacji i nie mogę słuchać polityków i pseudospecjalistów udających, że na wszystkim się znają. Ktoś, kogo celem jest dobro osób uzależnionych, nigdy nie będzie tak mówił. Ta zmiana przepisów ma stanowić pewną szansę – jeżeli jeden sposób nie pomaga, trzeba spróbować drugiego, rozważyć wszystko rozsądnie i spokojnie, pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują. Dotychczasowy system produkował przestępców, którzy właściwie nie są przestępcami. Młody człowiek znajdzie się w kryminale z tymi, którzy mają więcej doświadczenia – to powoduje tylko demoralizację, dobrze go wyszkolą i przeciągną na swoją stronę, a po wyjściu – bo zwykle wyroki w sprawach o posiadanie niewielkich ilości narkotyków były dość krótkie – będzie dysponował nowymi kontaktami. W ten sposób wciąga się kolejne osoby w subkultury narkotykowe.
 Obrońcy marihuany zapewniają, że jest ona stosunkowo bezpieczna, że niemal nie uzależnia.
Ja zdecydowanie nie jestem jej zwolennikiem. Spotykałem wiele osób, które nie potrafią się obejść bez zapalenia i które są uzależnione. W dodatku mówimy tu jeszcze o dwóch niebezpieczeństwach. Paląc marihuanę, podobnie jak to jest w przypadku brania dopalaczy, młody człowiek – bo chodzi tu głównie o młodych – uczy się, że przez stosowanie chemii można łatwo wpływać na samopoczucie. Ta świadomość zostaje i później zamiast szukać innych metod poprawy samopoczucia – choćby przez uprawianie sportu – sięga się po narkotyk. To łatwo może się stać przedsionkiem poważniejszej narkomanii. Po drugie, ci, którzy żyją ze sprzedaży narkotyków, często dodają do jointów inne substancje, np. opium. Palący przyzwyczają się do intensywnych reakcji organizmu, a później „zwykła” marihuana nie daje im tego efektu – więc szukają czegoś mocniejszego. Tą drogą też łatwo można wejść w narkomanię.
 Coraz częściej można spotkać się z opinią, że skoro alkohol jest dozwolony, to marihuana również powinna, że jest nawet bezpieczniejsza.
Fakt, takie głosy też się pojawiają. Marihuana działa na organizm w inny sposób niż alkohol, trudno to porównywać. Ale alkohol jest w naszej kulturze od stuleci, nie ma możliwości, żeby go z niej usunąć. Marihuana czy dopalacze to dla nas coś nowego. Argumenty: pozwólcie na narkotyki, skoro pozwalacie na alkohol, są absurdalne.
 A co z leczniczymi właściwościami THC?
Bywają sytuacje, kiedy faktycznie pomaga. Ale to sprawa, o której może decydować wyłącznie lekarz. Kiedy są wskazania, chorym podaje się przecież także np. morfinę, która jest silniejszym narkotykiem. Ale mówimy tu o podawaniu takiego środka w określonym celu, w określonych sytuacjach, przez określony czas, pod pełną kontrolą lekarza. Morfinę przepisuje się w przypadkach bardzo ciężkiego bólu, w stanach terminalnych, żeby złagodzić cierpienie czy nawet pozwolić spokojniej umierać. Nie sądzę, żeby lekarz podstawowej opieki zdrowotnej przepisywał marihuanę jako lekarstwo.


Przeczytaj także:

Ziołowy problem


Wydanie: 15/2011

Kategorie: Wywiady
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy