Viagra bez recepty, ale…

Viagra bez recepty, ale…

W Wielkiej Brytanii amatorzy niebieskiej tabletki ustawiali się w walentynki w kolejkach

Dziennikarze popularnych mediów zwietrzyli sensację. W Wielkiej Brytanii rozeszła się wieść, że od Dnia św. Walentego viagra będzie sprzedawana bez recepty. Co bardziej optymistycznie nastawieni komentatorzy zapowiedzieli nową rewolucję seksualną.
Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że walentynki obchodzone są nad Tamizą także jako Narodowy Dzień Impotencji. Specjaliści szacują, że 3 mln dżentelmenów, poddanych królowej Elżbiety II, ma poważne problemy z miłosnym życiem. A przecież viagra zapewnia erekcję siedmiu na dziesięciu przyjmującym ją pacjentom. Specyfik ten, produkt amerykańskiego koncernu Pfizer, jest hitem sprzedaży od 1996 r., ale na całym świecie błękitne tabletki można kupić tylko po okazaniu recepty. Viagra bowiem, aczkolwiek rzadko, ma skutki uboczne – może wywołać zaburzenia wzroku lub pracy serca czy nawet udary mózgu. Z inicjatywą „wolnej” sprzedaży seksualnej wunderwaffe wystąpiła firma Boots, prowadząca w Zjednoczonym Królestwie sieć 1,5 tys. aptek. Już teraz można w nich nabyć bez recepty niektóre preparaty, np. odchudzające, przeciw wypadaniu włosów czy też przeciw niektórym chorobom przenoszonym drogą płciową. Dyrektorzy firmy postanowili, że na razie klienci znajdą „wolną” viagrę w trzech aptekach w Manchesterze, przy czym ten pilotażowy program potrwa sześć miesięcy. Potem zapadnie decyzja, czy wprowadzić sprzedaż w całej sieci aptek. Rzeczniczka Boots, Clare Stafford, oświadczyła, że przedsiębiorstwo zamierza ułatwić dostęp do błękitnej tabletki tym mężczyznom, którzy

wstydzą się rozmawiać

o swych problemach życia seksualnego z lekarzem. Dyrektorzy Boots nie ukrywają jednak, że projekt ten ma także zwiększyć sprzedaż viagry, coraz bardziej zagrożonej przez konkurencyjny preparat cialis koncernu Eli Lilly. Na wieść o projekcie Boots zaczęli protestować lekarze nie tylko w Zjednoczonym Królestwie. Dr Andrew McCullough, seksuolog z New York University Medical Center, uznał, że będzie to zły precedens – viagra bez recepty może przecież zaszkodzić mężczyznom mającym problemy z sercem, cukrzycę lub inne kłopoty zdrowotne. Dr David Ralph, urolog z University College London, podkreślał, że krótka wizyta w aptece nie powinna zastąpić konsultacji z lekarzem. „Problemy z seksualnością często są poważne i nie rozwiąże ich podawanie viagry”, ostrzegł dr Ralph. Ale Brytyjczycy przyjęli inicjatywę firmy Boots z prawdziwym entuzjazmem. „To znakomity pomysł”, skomentował 30-letni Jason Whelan, siedzący z przyjaciółmi w londyńskim pubie. Zastrzegł on natychmiast, że na razie doskonale sobie radzi bez błękitnej tabletki, ale co będzie później, kto wie?
Kiedy nadeszło Święto Zakochanych, tłumy mieszkańców Manchesteru ruszyły do trzech wybranych aptek. John Blackwell, 62-letni emerytowany malarz, nie krył irytacji: „Byłbym pierwszy w kolejce, ale dopadła mnie angina. Nie mogę wziąć viagry. Lekarze mówią, że zamiast figlować z żoną, muszę leżeć i myśleć o spisaniu wspomnień”.
Niektórzy, jak Jim Dante, 49-letni pracownik domu towarowego, wzięli nawet wolny dzień, aby w spokoju zrobić z viagry właściwy użytek. „Mam te kłopoty od roku. Nie mogę dać żonie satysfakcji. To bardzo frustrujące dla nas obojga. Dlatego przyszedłem tutaj – myślę, że udana, gorąca noc będzie najlepszym sposobem uczczenia walentynek”, wyznał. Jim Dante prosił o opakowanie czterech cudownych tabletek i już wyciągał portfel, aby zapłacić, kiedy doznał gorzkiego rozczarowania. Okazało się, że może najwyżej dostać ulotkę informacyjną i zapisać się na konsultacje z aptekarzem na 19 lutego. Zawiedziony klient

klął w żywy kamień.

„I po co brałem wolny dzień? Co mojej żonie z ulotki?”.
Okazało się, że Jim Dante i wielu innych nie zapoznało się dokładnie z ofertą sieci aptek. Firma Boots proponowała na Dzień św. Walentego tylko zapisy. Każdy, kto chce kupić „seksualną cudowną broń” bez recepty, będzie musiał odbyć 45-minutową rozmowę z farmaceutą. Aptekarz wysłucha problemów potencjalnego klienta, zmierzy mu ciśnienie oraz poziom cholesterolu i cukru we krwi i dopiero wtedy wyda decyzję, czy viagra zostanie sprzedana. Cena konsultacji z farmaceutą oraz opakowania czterech błękitnych tabletek wynosi 50 funtów. Jeśli klient kupi viagrę, zużyje ją i poprosi o kolejną porcję, tym razem będzie już musiał skonsultować się z lekarzem. Innymi słowy, „bezreceptowy” cudowny preparat niewiele różni się od tego na receptę. Jak się wydaje, nowa rewolucja seksualna w Zjednoczonym Królestwie została ogłoszona przedwcześnie.
Koncern Pfizer zaś ma kłopoty. Sprzedaż viagry wprawdzie wzrosła w ubiegłym roku o 5%, a obroty koncernu wyniosły 12,6 mld dol. (czyli były nieco większe niż w 2005 r.), koncern jednak musi walczyć z coraz potężniejszą konkurencją i zapowiedział, że do 2008 r. zwolni 10 tys. pracowników (mniej więcej co dziesiątego). Na domiar złego organizacja AIDS Healthcare Foundation zamierza oskarżyć firmę przed sądem w Los Angeles, że reklamuje viagrę jako zwyczajny „preparat stylu życia”, a nie jako lekarstwo. Sprawia to jakoby, że amatorzy błękitnej tabletki zapominają o zagrożeniu ze strony AIDS.

 

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy