W lewo, czyli naprzód

W lewo, czyli naprzód

Formuła proponowana przez Platformę Robotniczą początkowo znalazła się w projekcie deklaracji, następnie usunęła ją komisja programowa, ponownie przyjął kongres w czasie głosowania poprawek. W rezultacie zakulisowych manipulacji i różnych zabiegów tekst ostatecznie wykreślono. Przewodniczący obradom usiłował uzasadnić działania komisji programowej: „(trzeba) oddzielać elementy programu minimum i maksimum. Kwestia Polski socjalistycznej w tym układzie jest dla nas oczywiście programem maksimum, nie minimum…”.

Autorzy oświadczenia zamknęli tę minidyskusję konkluzją: „Deklaracja w przyjętym brzmieniu wykluczyła naszym zdaniem wielonurtowość, zdecydowanie utrudniła wielu delegatom znalezienie miejsca w nowej partii. W tej sytuacji nie mogliśmy uznać siebie za członków założycieli nowej partii. Swoje dalsze postępowanie uzależnimy od stanowiska naszych wyborców”.

Pozostało „minimum” programowe. I mniejszościowa Polska Unia Socjaldemokratyczna, która zamierzała budować alternatywę wobec nowej partii, ale działo się to na marginesie głównego nurtu i nie miało większego wpływu na losy lewicy.

Z perspektywy czasu można chyba żałować, że formuła Platformy Robotniczej nie stała się przedmiotem poważniejszej debaty. Wyraźne zadeklarowanie, że przyszłości Polski nie należy wiązać z kapitalizmem, zapewne nie zmieniłoby biegu historii, ale przynajmniej określiłoby ideowe intencje powstającej partii. Bo, jak mówił delegat z Gdańska: „Istota zagadnienia tkwi w tym, że nie chcemy przyznać się do braku jednolitego poglądu na sprawę podstawową, jaka ma być deklaracja, jaka ma być partia. Czy partia o charakterze socjalistycznym, czy o charakterze socjaldemokratycznym (…)”.

Uwikłani w budowę kapitalizmu

Przypominam szczegóły sprzed ponad ćwierć wieku, bo wydają się one ważne dla zrozumienia ówczesnej sytuacji polskiej lewicy i tego, co nastąpiło w późniejszych latach. (…) Plan Balcerowicza, przy biernej aprobacie klubu parlamentarnego lewicy, zadekretował tworzenie w Polsce kapitalizmu, choć początkowo nikt nie miał jeszcze odwagi, by tak definiować rozpoczynające się w Polsce przemiany. W potocznym obiegu znalazło się słowo transformacja. Słowo było nowe, ale przyniosło stare skutki kapitalizmu: bezrobocie, upadek zakładów przemysłowych, nierówności społeczne, bieguny biedy i bogactwa. Miliony ludzi znalazły się na dnie. (…)

Skutki społecznych i ekonomicznych reform rozpoczętych przez Leszka Balcerowicza i przygotowywanie dla nich lewicowej alternatywy powinny były znaleźć się co najmniej w programie minimum nowej partii. Nie tylko dlatego, że ludzie stojący za tymi faktami stanowili potencjalny elektorat lewicy. Walka z negatywnymi zjawiskami towarzyszącymi przemianom była niejako przyrodzonym, żeby nie użyć niemodnego dziś słowa klasowym, obowiązkiem. Od ich ograniczania i likwidacji zależał m.in. przyszły kształt społeczeństwa.

Uwikłanie nowej partii w tworzenie systemu kapitalistycznego spowodowało, że nawet dość ogólne sformułowania deklaracji kongresowej zostały zapomniane. To nie partia starała się kształtować rzeczywistość, to rzeczywistość wpływała na charakter partii. Zaczęło się rodzić przekonanie, że „my robimy to samo, co robią rządy prawicowe, tylko zrobimy to lepiej”. To jednak mało ambitny cel. (…)

Nie są to zjawiska charakterystyczne jedynie dla Polski. Kryzys lewicy jest powszechny niemal we wszystkich krajach europejskich, również w tych, które mają bogate tradycje lewicowe (Francja, Włochy). Jego złożoność polega nie tylko na tym, że lewica traci lub już utraciła znaczną część społecznego poparcia. Polega przede wszystkim na „ciszy programowej”, braku debat, sporów i dyskusji o lewicowej wizji przyszłości. Wizji, która mogłaby się stać przekonującą alternatywą zarówno dla neoliberalnej ortodoksji, jak i dla prawicowego awanturnictwa.

Bezdroża „trzeciej drogi”

Niewątpliwy chaos, jaki w zasadzie panuje w całym europejskim ruchu lewicowym, pogłębiły kilka lat temu koncepcje ówczesnego przywódcy angielskiej Partii Pracy, Tony’ego Blaira. „Trzecia droga” miała się stać czymś pośrednim między „starą socjaldemokracją” a zbyt fundamentalistycznymi teoriami liberalnymi. W czerwcu 1999 r. deklarację podpisał kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. W europejskiej socjaldemokracji następował wyraźny zwrot w prawo i w rezultacie odpływ lewicowego elektoratu.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 7/2016

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy