W lewo, czyli naprzód

W lewo, czyli naprzód

Tendencje, które pojawiły się w europejskim ruchu lewicowym, wywarły pośredni wpływ na polską socjaldemokrację. Projekt Blaira-Schrödera ponad miarę zafascynował wielu działaczy polskiej lewicy. A partię paraliżowały wówczas z jednej strony ataki prawicy, zarzucającej nowym socjaldemokratom recydywę tradycji PZPR i PRL, z drugiej – konieczność zmierzenia się z rozwiązywaniem sprzeczności typowych dla powstającego kapitalizmu.

Zmierzono się, ale niekonsekwentnie. Postulowano np. łagodzenie skutków ubożenia społeczeństwa i jego coraz wyraźniejszego rozwarstwienia, na dalszą przyszłość odsuwając badanie przyczyn tych zjawisk. Była to również tendencja powszechna nie tylko w Polsce. Dopiero gdy do Europy zawitał dawno niewidziany tu kryzys ekonomiczny, zaczęto się zastanawiać, dlaczego kapitalizm nie jest w stanie rozwiązać podstawowych problemów ludzkości – zapewnić bezpiecznej pracy czy skutecznej ochrony zdrowia. Wśród zachodnioeuropejskich intelektualistów zaczęły się dyskusje, do dziś jednak europejska lewica nie sformułowała przekonującej alternatywy. (…)

Uwikłanie polskiej socjaldemokracji w budowę kapitalizmu spowodowało, że za późno zorientowano się, iż nie wystarcza co pewien czas obracać się przez lewe ramię i robić to samo co prawica, tylko lepiej. Gry parlamentarne, niezbędne jako metoda działalności, zaczęły stawać się celem samym w sobie. Społeczeństwo zaczęto traktować jak elektorat, który trzeba nie tyle przekonywać do swoich racji, ile namawiać do oddania głosu. Niemal jedynym miejscem partyjnej polityki stał się parlament. Rozmowy z ludźmi prowadziło się prawie wyłącznie za pośrednictwem ekranu telewizyjnego. Narodziło się pojęcie lewicowych celebrytów. Analizy zjawisk społecznych i zachodzących w kraju przemian zostały zastąpione przez sondaże. Projekty wyborcze, nie tylko w Polsce, zaczęto traktować jak towar, który trzeba sprzedać, i to w ładnym opakowaniu. Bądźmy sprawiedliwi: to model obowiązujący nie tylko na lewicy.

Dokąd zmierzamy?

Nie formułuję tu pretensji pod adresem działaczy polskiej lewicy pełniących funkcje w partii, nie odmawiam im ideowości i dobrej woli. Chodzi o system, który w Polsce wykształcił się po 1990 r., powodując, że lewica nie stworzyła wiarygodnej alternatywy dla transformacji w jej Balcerowiczowskim wydaniu, że zbyt długo wierzono w moc sprawczą „niewidzialnej ręki rynku”. Że czerpiąc z doświadczeń „bratnich” partii zachodniej Europy, zbyt łatwo uznano, że marksizm jest jedynie interesującym zjawiskiem historycznym.

Formułowana w czasie Kongresu Założycielskiego SdRP teza o celowości stworzenia programu minimum i programu maksimum miała zapewne służyć nie tylko usunięciu z deklaracji programowej fragmentu „antykapitalistycznego”. Jeśli głosujący za tym zabiegiem delegaci szczerze wierzyli w taką perspektywę, to znaczy, że co najmniej nie dotrzymano słowa, bo nie podjęto dyskusji o zasadniczych celach strategicznych partii. Program minimum z reguły przyjmował postać doraźnych programów wyborczych.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 7/2016

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy