Tłok w podstawówkach młodych dzielnic

Tłok w podstawówkach młodych dzielnic

Demografia, plaga egipska czy… zły kalendarz reform

Ja i mój pies mamy średnio
po trzy nogi. I co z tego?
prof. Łukasz Turski

Mało kto zdaje sobie sprawę, ale wiele wskazuje na to, że kampania wyborcza rozstrzygnie się w szkołach podstawowych. Tak jak przed rokiem trafia do nich w ramach kalendarza posyłania sześciolatków do szkół kolejne półtora rocznika. W sześcioletniej podstawówce jest zatem razem aż siedem roczników.

Niż to nie wszystko

Pozornie to żaden problem – wszak mamy niż demograficzny i dzisiejsze roczniki są zdecydowanie mniej liczne od urodzonych np. w latach 80. Niż stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie wielu szkół. I to jest prawda, ale statystyczna. Owszem, mamy w Polsce mnóstwo miejsc, gdzie uczniów jest coraz mniej – tak mało, że wymusza to zamykanie niektórych placówek, szczególnie na obszarach wiejskich i małomiasteczkowych. W wielkich miastach dzieje się jednak coś innego. To prawda, są tam dzielnice, w których szkoły podstawowe również mają problemy z malejącą liczbą uczniów. Do tych miast ciągną jednak za pracą tłumy ludzi w wieku produkcyjnym i – co ważne – rozrodczym. Poza tym znaczna część wchodzących na rynek pracy, którzy z tych miast pochodzą, zakłada formalnie bądź nieformalnie rodziny i wyprowadza się od rodziców. Po czym wielkim kredytowym wysiłkiem – swoim i często rodziny – kupuje nowe mieszkania. Te zaś są budowane tam, gdzie można znaleźć miejsce i stosunkowo tanie grunty. W efekcie wielkie miasta dzielą się na dzielnice „stare”, z których znaczna część młodych się wyprowadziła, i „młode”, w których osiedlają się właśnie ci młodzi oraz przybysze z mniejszych miejscowości. Te młode dzielnice miały skądinąd, przynajmniej do tej pory, dość ukierunkowane sympatie polityczne. W dzielnicach starych dzieci jest mało, co rodzi problemy z malejącą liczbą uczniów w szkołach. W młodych trzeba nie tylko stawiać nowe budynki mieszkalne, ale i tworzyć całą infrastrukturę, w tym szkoły, przynajmniej podstawowe i gimnazja (szkoły ponadgimnazjalne mają specjalizacje, a ich uczniowie są mobilniejsi, więc obciążenie rozkłada się w skali miast bardziej równomiernie).

Różnie z tą infrastrukturą bywa, więc do tej pory mimo statystycznego niżu istniejące placówki często były nadmiernie obciążone. Gdy w zeszłym roku szkolnym trafiła do nich pierwsza połowa dodatkowego rocznika – zaczęły pękać w szwach. Przy czym niewiele tu pomagają manipulacje ze zmianowością. Dzieci pracujących rodziców (a w tych dzielnicach zwykle pracują oboje) najczęściej pozostają w szkole zdecydowanie dłużej niż tylko w czasie zajęć obowiązkowych. Na podstawie regulacji wprowadzonych w ramach promocji wcześniejszego posyłania dzieci do szkoły mają do tego prawo. Dziadkowie i babcie zwykle albo są daleko, albo również pracują. W związku z tym uczniowie przebywają w szkole niezależnie od tego, czy mają w danym momencie lekcje, czy nie. Tu jedzą posiłki i zostają w świetlicy.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy