W sieci absurdów

W sieci absurdów

Walter Żelazny: Prezydent odwołuje się do sądu, żeby nie podpisać mojej nominacji profesorskiej


Dr hab. Walter Żelazny – antropolog kultury


Dr hab. Walter Żelazny od sześciu lat czeka na profesurę belwederską. Pracował ponad dekadę na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, obecnie jest na emeryturze. Antropolog kultury, zajmuje się stosunkami etnicznymi. Działacz opozycji w PRL i były emigrant polityczny.


Dwa lata temu prezydentowi Andrzejowi Dudzie zacięło się pióro przy podpisie pod pana nominacją do tytułu profesora belwederskiego oraz nominacją Michała Bilewicza. Co w pana przypadku zmieniło się przez ten czas?
– W tym czasie pani mecenas działająca w moim imieniu zaskarżyła bezczynność służbową pana prezydenta. W efekcie wojewódzki sąd administracyjny, a następnie Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązały pana prezydenta do zajęcia stanowiska w tej sprawie. Kilka dni temu przyszła odpowiedź z Kancelarii Prezydenta. Otóż prezydent nie jest zobowiązany do podpisu żadnym terminem i wniósł apelację od korzystnego dla mnie postanowienia – chce jego uchylenia w całości. Z pisma wynika ponadto, że prezydent nie jest organem administracyjnym, więc sąd administracyjny nie ma prawa kontrolować jego decyzji. Dlaczego więc chce uchylenia postanowienia? Tego nie wiem. Powinienem teraz dostać uzasadnienie na piśmie. Jeszcze go nie mam. I pewnie nigdy nie zobaczę.

Dlaczego? Przecież musi być takie uzasadnienie.
– A kto panu prezydentowi Dudzie może coś zrobić, jeśli nie będzie uzasadnienia? Po co pracownicy kancelarii mają pisać jakieś uzasadnienia, które mogę podważać? Nie można wytłumaczyć, dlaczego prezydent nie podpisuje nominacji mnie i Bilewiczowi.

Przypomnijmy, że obydwaj macie pozytywne opinie o waszych dokonaniach naukowych Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów.
– Tak. W moim wypadku sprawa profesury belwederskiej ciągnie się od sześciu lat, choć formalnie, od ostatniej opinii komisji – cztery lata. Profesorska książka dotyczy twórcy esperanto Ludwika Zamenhofa. Centralna Komisja przetrzymywała dokumenty cztery lata, w tym dwa lata czekały na jedną spóźnioną recenzję. Prof. dr hab. Bożenna Chylińska z Instytutu Anglistyki UW 15 marca 2015 r. stwierdziła: „Biorąc pod uwagę wszystkie osiągnięcia dr. hab. Waltera Żelaznego od ostatniego awansu, uważam, że spełnia on warunki stawiane kandydatom do tytułu profesora”. A potem zmieniła zdanie i pod dokumentem widnieje odręczny dopisek z jej podpisem z 7 lutego 2017 r.: „Niniejszym zmieniam konkluzję swojej recenzji z pozytywnej na negatywną”. Ostatecznie jednak 10 kwietnia 2018 r. prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów jednogłośnie przyjęło wniosek o przyznanie mi tytułu profesora. Został on przesłany do Kancelarii Prezydenta. Rok później napisałem pismo do ministra Andrzeja Dery, na jakiej podstawie prawnej moja nominacja profesorska jest wstrzymywana. Pozostało bez odpowiedzi. To, co zrobiła pani prof. Chylińska, nie mieści się w głowie. Jeśli raz się coś napisało, nie można tak po prostu skreślić. Pani profesor powinna napisać kolejną ośmiostronicową recenzję udowadniającą, że nie powinienem zostać profesorem. Nie mogę tego zaskarżyć, bo najpierw muszę być profesorem. To jest sieć absurdów.

Co dla pana oznacza brak profesury belwederskiej?
– Co miesiąc tracę minimum 500 zł.

Taką gratyfikację otrzymuje każdy profesor. W tym czasie odszedłem na emeryturę, oczywiście niższą, niż przysługiwałaby mi jako profesorowi. Może miałem szansę zostać dziekanem wydziału socjologii albo członkiem PAN?

Za moją sytuacją poszła propaganda, która wciąż jeszcze jest w internecie, że współpracowałem z SB. Poszedłem do IPN, żeby mi wydano papiery. Tam nic nie ma! A nie, przepraszam, jest raport o wyeliminowaniu mnie z czynnej sieci osobowych źródeł informacji, jest Tajny Informator Codzienny z 6 czerwca 1986 r. – w końcowym okresie PRL 23 najważniejsze osoby w państwie dostawały takie informatory. Jeden z nich był poświęcony mojej osobie. Wpisano mnie też na indeks osób niepożądanych w państwie. Gdy uzyskałem azyl we Francji, władze PRL w 1984 r. uznały mnie za osobę niebezpieczną, szkalującą Polskę i zakwalifikowały jako persona non grata bez prawa powrotu. Tak oto tajni współpracownicy donosili na mnie do bezpieki, a to ze mnie zrobiono TW. To się nazywa gra teczkami.

Gdy jedna z dziennikarek telewizyjnych, po tym gdy prof. Matczak stanął w mojej obronie, zadała pytanie Kancelarii, dlaczego prezydent nie podpisuje mojej nominacji, padła odpowiedź, że współpracowałem z SB. Taką właśnie reklamę mi się robi. Oprócz moich najbliższych znajomych, którzy nie wierzą w te bzdury, reszta nie wie, jak jest naprawdę. Na wszelki wypadek nie daje się więc Żelaznemu do recenzji żadnego doktoratu, habilitacji. Przestałem istnieć w świecie nauki. Nie mogłem podjąć wykładów w Kanadzie, a takie propozycje nie zdarzają się często. Jak się tam wytłumaczę ludziom, że nie jestem wielbłądem?

Czy ma pan nadzieję, że sprawa pana profesury w końcu ruszy?
– Ruszy dopiero wtedy, kiedy upadnie ten rząd. Walter Żelazny czy Michał Bilewicz nie są jedynymi. Proszę zobaczyć, ilu sędziów i prokuratorów jest pozbawionych prawa wykonywania zawodu. Obecna władza im nie odpuści, to mściwi ludzie. A prezydent Duda zaczyna dostrzegać, że po upadku tej ekipy rządzącej zostanie wymieciony z polskiej polityki. Musi więc trzymać z Ameryką. Nie podpisał przecież lex TVN. W tej chwili mam 71 lat. Muszę wytrzymać z prezydentem jeszcze trzy lata. Już teraz powinien rozpocząć się proces o odszkodowanie dla mnie za sześć lat zwłoki. Jeśli policzymy moje straty z odsetkami, robi się ok. 100 tys. zł. Odszkodowania to zawsze liczenie najtańsze. Nie można np. zakładać, ile zarabiałbym, gdybym był, powiedzmy, dziekanem.

Sprawa pana i Michała Bilewicza jest bulwersująca, bo Andrzej Zybertowicz, który otrzymał oceny miażdżące za jego dokonania naukowe, jest jednak obecnie profesorem belwederskim. Wy macie czym się pochwalić, a tytułu wciąż nie dostaliście.
– Proszę wpisać w wyszukiwarkę „etniczność” i zobaczyć, ile haseł jest napisanych w oparciu o moją działalność naukową. Mam prawie 200 cytowań. Sumarycznie międzynarodowa kadra naszych uczonych w bazie Scopus ma mniej prac i niższy indeks Hirscha niż dr hab. Bilewicz. Dorobek Andrzeja Zybertowicza przy naszych dorobkach wygląda dość mizernie. To pokazuje, ile jest warta w tej chwili polska nauka.

Niewiele, skoro publikacje w periodykach z podrzędnych uczelni są wycenione na 100 pkt, podczas gdy publikacje w pismach o renomie międzynarodowej znacznie niżej. Punktację czasopism zmieniono nocą. Niektórzy naukowcy szli spać jako mierni, obudzili się jako geniusze.
– Oczywiście woła to o pomstę do nieba, ale oni sobie przywłaszczyli również niebo.

Czy sytuacja z profesurą belwederską odbiła się na pana zdrowiu?
– Jestem twardym zawodnikiem, choć ostatnio mocno znerwicowanym. Stresy na moim zdrowiu odbiły się wcześniej, na początku perturbacji objawił się rak, ale wyleczyłem go.

b.igielska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Polska Press

Wydanie: 9/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy