Warlikowski dał mi bardzo odważne role

Warlikowski dał mi bardzo odważne role

217927 Degun-Paoli/Starface 2017-05-23 Etats-Unis 70eme Festival International du Film de Cannes. Montee des Marches de la soiree du 70eme anniversaire. 70th International Cannes Film Festival. Red Carpet Evening 70th birthday . Huppert, Isabelle

Nikt mi nie proponuje „czegoś”! Otrzymuję konkretne, interesujące propozycje i ode mnie zależy, czy je zaakceptuję Isabelle Huppert – aktorka francuska Czy przypomina sobie pani aktorskie początki? Dlaczego wybrała pani ten zawód? – Z czasów wczesnej młodości pamiętam poczucie ulotności. Chwilami wydawało mi się, że nie istnieję. Może dlatego wybrałam aktorstwo, żeby zaistnieć. Kamera daje realną egzystencję. Co decyduje, że rzuca się pani w nową artystyczną przygodę? – Podstawowym warunkiem jest osoba reżysera. Jestem gotowa na wszystko, jeśli mogę pracować z kimś, kogo podziwiam, z kimś wielkim. Jeżeli jednak okazuje się, że reżyser nie jest wielki? – Nigdy dotąd to mi się nie zdarzyło. Mówię poważnie – zawsze pracowałam z osobami, które odkrywały przede mną nowe światy. Miałam naprawdę dużo szczęścia. W trakcie zdjęć byłam zawsze przekonana, że obcuję z kimś wybitnym, nawet jeśli film mógł się okazać niewypałem. Tak czy owak nie można wszystkich zadowolić i wszystkim się podobać. Dlatego ważne jest, żeby dokonywać trafnych wyborów. To bardzo trudne, również w życiu. Doświadczenie sprawia jednak, że zaczynamy rozumieć, co jest dla nas dobre, a co nie. Oczywiście kiedy pracuję z tak znanym reżyserem jak Michael Haneke, zadaję sobie dużo mniej pytań, ale proces myślowy pozostaje ten sam. Czego oczekuje pani od reżysera? – Może to się wydać paradoksalne, ale oczekuję od niego dużo wolności i ograniczeń jednocześnie – to mnie stymuluje. Jakie miejsce zajmuje w pani życiu kino? Albo inaczej – czy kino jest pani życiem? – Nie sądzę, żeby kino miało aż tak wielką siłę – nie wierzę w to, że odcina nas, artystów, od rzeczywistości. Po pracy na planie wracam do domu i zaczyna się dla mnie życie niemające nic wspólnego z moimi rolami. Zrzucam je razem z kostiumem, chociaż oczywiście niektóre zostają ze mną dłużej. Ale rzeczywistość jest dla mnie wartością realną – codziennie czytam gazety, chodzę na wystawy, do kina, do teatru. Mam rodzinę, dorosłe już dzieci. Czego poszukuje pani w kinie? Jest pani uważana za aktorkę, która kocha wyzwania. – To prawda, że nie czuję się nigdy wypalona, zblazowana, nie mam w sobie cynizmu, nawet po tylu latach kariery. Wciąż kocham kino i oczekuję, że mnie zaskoczy, bo jest ono medium, które potrafi się odnawiać. Istnieje w ciągłym ruchu. Największą satysfakcję czerpię jednak zawsze z relacji z realizatorem – dla mnie to pełnia szczęścia. Aktorów dzielono swego czasu na „fizycznych” i tych, którzy specjalizowali się w rolach psychologicznych. Pani należy do tych drugich. – Rola nigdy nie jest wyłącznie fizyczna ani psychologiczna – nawet u Bergmana aktorki grały przecież ciałem. Ciało jest narzędziem pozwalającym nam przekazywać najsubtelniejsze stany ducha. Kiedy gramy, myślimy. Nawet jeśli biegniemy brzegiem morza. Bardzo dużo pracowała pani z Claude’em Chabrolem, który nie znosił francuskiej burżuazji. Obecnie jest pani ulubioną aktorką Michaela Hanekego, który, podobnie jak Chabrol, obnaża hipokryzję mieszczaństwa. To kwestia duchowego pokrewieństwa? – Chabrol mawiał, że jest moim wujem. Nie ojcem, bo ojca już mam, ale wujem – dobrotliwym i charyzmatycznym. Jego kino usiłuje zbliżyć się do prawdy, przedrzeć się przez mglistą rzeczywistość, która nas otacza. Ale nie jestem przekonana, że Chabrol nienawidził burżuazji. Moim zdaniem wykorzystywał historie z jej życia, aby ukazywać mechanizmy zachodzące w społeczeństwach Zachodu. Haneke jest pod tym względem jego spadkobiercą. Ich filmy są rodzajem kroniki, zbliżają się do moralitetu. Rozmawiamy po prawdziwym trzęsieniu ziemi w filmowym świecie, wywołanym aferą Weinsteina. W odpowiedzi na akcję #MeToo i jej francuski odpowiednik niektóre znane artystki, w tym Catherine Deneuve, podpisały publiczny protest broniący prawa do pewnej erotyzacji stosunków damsko-męskich, zalotów i flirtu. Ta riposta spotkała się z oburzeniem feministek. Jakie jest pani zdanie na ten temat? – Myślę, że wszystko, co się wydarzyło, musiało się stać wcześniej czy później. Wszelkie akcje tego typu charakteryzuje swoista dynamika, która sprawia, że ich bohaterowie posuwają się czasem za daleko, aby następnie się wycofać czy inaczej sformułować swoje postulaty. Nie mam zdecydowanej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 35/2018

Kategorie: Kultura