Wdzięczność arabska

Podobno trzy miliony szyitów irackich przybyło na pielgrzymkę do Kerbeli. Widok, jaki przedstawiali, był prawdziwie koszmarny. Mało, że te olbrzymie tłumy wykonywały społem jakąś religijną gimnastykę, ale, co bardziej podekscytowani islamem mężczyźni zadawali sobie sami rany i tańczyli oblani krwią z umazanymi na czerwono twarzami. Jednocześnie chóralna wrzawa ich odnosiła się zarówno do Saddama, jak i do prezydenta Busha. Po upadku Husajna, który udaremniał przez wiele lat szyitom udawanie się na pielgrzymki do ich świętego miasta, z analogiczną zaciekłością domagają się, ażeby Bush natychmiast nakazał swoim wojskom opuszczenie Iraku. Ze szczególną gorliwością w owej tłumnej wrzawie dyrygowało kilku imamów. Zgodnie z wydanymi im rozkazami, amerykańscy marines trzymali się od owej pijanej islamem tłuszczy z daleka. Niewątpliwie byłby w owym rozjątrzeniu mas marny los każdego Amerykanina, który by się do rozjuszonego tłumu poważył zbliżyć. Emerytowany generał Gardner był w owym czasie na północy Iraku, tam gdzie jest enklawa Kurdów, którzy serdecznie i gorąco witali go, dziękując za wyzwolenie spod tyrani sunnitów.
Już to trzeba powiedzieć, że jeśli nawet Arabowie brzydzą się demokracją i jak gdyby wolą od niej morderczy reżim Saddama Husajna, to przecież ogromna ilość ofiar, upokorzeń i biedy, jakiej doznawali szyici, wymagałaby – zgodnie z zasadami, których nie tylko Europa się trzyma – wyrażenia wdzięczności, chociażby za to, że przy całym rozmachu amerykańskiej kampanii, ilość ofiar, jakie poniosła ludność Iraku była niewielka, zaś szkody wyrządzone na schyłku owej wojny bodaj w większej mierze wynikły z grabieżczej aktywności samych Irakijczyków, aniżeli z działań amerykańskich żołnierzy. Pogłoski, jakie rozchodziły się wśród Arabów, jakoby powszechne plądrowanie i niszczenie były efektem amerykańskiej łapczywości, są po prostu nonsensowne.
Sądzę, że zły los, który dotknął bezcenną kulturowo zawartość muzeów w Bagdadzie, nie wynikł wyłącznie z tego, że Amerykanie zaniechali ochrony owych zabytków. Wydaje mi się raczej, że Amerykanie uważali mieszkańców Iraku za ludzi przynajmniej trochę cywilizowanych, którzy nie będą w chwilach, kiedy upada gnębiący ich reżim, rzucali się do rabowania swojego własnego narodowego dziedzictwa. Widocznie jednak sposób, w jaki ludzie Zachodu na ogół reagują na akty wyzwolenia spod tyranii, jest na Wschodzie raczej nieznany.

23 kwietnia 2003 r.

Wydanie: 18/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy