Wieje grozą

Wieje grozą

Szymon Hołownia wyobrażał sobie, że zbawi polską politykę i będzie mostem między wrogimi obozami. To będzie ta trzecia droga, którą pomaszeruje pierwszy ze sztandarem. Przy życzliwej mu interpretacji można napisać, że chciał dobrze, ale nie docenił, jak wrogie sobie są te obozy. Przy mniej życzliwej, jak ktoś napisał: „Hołownia zamiast instytucji stworzył scenę”. Dla siebie. Chciał grać w inne karty niż te, które są na stole, i przegrał. Niebywała jest skala niechęci wobec niego ze strony liberalnej i chichot zadowolenia po prawej stronie. Nie docenił – polityk nie może tak błądzić – jak silny jest nasz lęk przed brakiem solidarności w koalicji, lęk uzasadniony. Stąd takie emocje.

A w finale okazuje się, że Hołownia odchodzi z polityki i stara się o stanowisko komisarza ONZ ds. uchodźców. Aby dostać nominację, musi mieć poparcie prezydenta. To tłumaczy, dlaczego marszałek od wyborów prezydenckich podlizuje się Nawrockiemu. Taki narcystyczny koniec przygody z polską polityką. Teraz niechęć do Hołowni zmienia się w nienawiść, jak do zdrajcy. Trzecia droga okazała się dla niego drogą na stanowisko w Genewie.

Spotkanie po siedmiu latach. Z. mieszka w Waszyngtonie. Pracował w Departamencie Stanu. Upływ lat widzimy najwyraźniej u dawno niewidzianych bliskich. I poruszenie, jak starzy są ludzie w naszym wieku. Andrzeja poznałem w 1973 r., zaraz po studiach, pracowaliśmy w „Tygodniku Kulturalnym”, by szybko się przekonać, jak działa cenzura, ta na ulicy Mysiej w Warszawie, ta redakcyjna i w końcu, może najgorsza, autocenzura. U Andrzeja mieszkałem przez pierwsze tygodnie stanu wojennego, to był początek mojej rocznej odysei. Wciągnąłem go w konspirację, pojechał z jakąś tajną misją

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2025, 41/2025

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun