Wiosna i „Kler”

Wiosna i „Kler”

Związek ołtarza z tronem w ostatnich latach jest szczególnie ostentacyjny. Czy Wiosna coś zmieni?

Jakoś tak się zbiegło, że razem z ogłoszeniem powstania Wiosny Biedronia ukazało się DVD z „Klerem” Smarzowskiego. Obie wiadomości są dobre: Wiosna niesie Polakom propozycje przecięcia spętlenia państwo-Kościół, a „Kler” na płycie trafi do licznych domów, do miasteczek i wsi, wszędzie tam, gdzie albo nie ma multipleksów, albo lokalne władze zakazały wyświetlania filmu.

A „Kler”, nawet oglądany po raz drugi, robi wrażenie. I wcale nie dlatego, że pokazuje ciemną stronę kleru. To też, ale pokazuje także ciemną stronę państwa, stawia nam przed oczami – cytując klasyka – państwo teoretyczne.

Jeżeli są ludzie potrzebujący spowiedzi, sakramentów chrztu i ślubu, uczestnictwa kapłana w pogrzebie ich bliskich – to niech tak będzie! Jeśli ludzie godzą się na daninę pod nazwą „co łaska, ale…” – to niech płacą! Jeśli potrzebują obecności księdza w ich domu, omodlenia problemów, pokropienia wodą święconą – w porządku! Ich sprawa! Dają na tacę – też w porządku! To nie są wielkie problemy Polski. Dla znacznej części Polaków one nie istnieją. To może w ogóle nie ma problemu? Ależ jest!

Abp Mordowicz (Janusz Gajos) w telefonicznej rozmowie zauważa: – Ale jak potrzebował głosów, to był na każdy gwizdek – tak? A teraz, jak go wybrali, to mi wpychacie jakiegoś wicepremiera? Głowa państwa ma się stawić na mszy!

O! To jest wielki problem Polski: MA SIĘ STAWIĆ!

– Słuchaj mnie – mówi arcypasterz do rozmówcy – ma powiedzieć, że każda ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę.

Tak! To jest problem.

Przywileje Kościoła, bogactwo, panoszenie się – to skutek uległości i służalczości władzy wobec hierarchów. W 1989 r. kler otrzymał hojny prezent nie tylko za udział w Okrągłym Stole, ale także jako zaliczkę za przyszłe życzliwe, albo choćby niewrogie, traktowanie ludzi PRL. Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej obsypała Kościół licznymi darami, nieruchomościami, ziemią… Grubymi miliardami złotych! Ale Kościół otrzymuje też sowite dary każdego roku. Jak podaje „Polityka”, cytując opracowanie Seweryna Mosza z 2015 r., Kościoły i związki wyznaniowe kosztują rocznie 14 mld zł! To jest problem!

Czołobitność stała się nieznośna za rządów SLD. Ale wtedy gra szła o bardzo wysoką stawkę – wejście do Unii Europejskiej. Bez poparcia Kościoła Polacy mogliby powiedzieć Unii „nie”. A potem już się potoczyło: nowe przywileje, nowe pieniądze, fety, otwieranie, kropienie, przecinanie wstęg… Prawie każda uroczystość państwowa rozpoczyna się mszą świętą.

Mam przed sobą dokument Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu „Kalendarium uroczystości państwowych oraz uroczystości kombatanckich, związanych z wydarzeniami historycznymi w 2019 roku”. Na 45 imprez głównych aż 29 rozpoczyna się mszą świętą. Tam, gdzie wiodącym organizatorem jest wojewoda wielkopolski, msza jest prawie zawsze. Nie chcą swoich uroczystości rozpoczynać inaczej: komenda wojewódzka policji, dowódca garnizonu Poznań czy Zarząd Regionu Wielkopolska NSZZ Solidarność.

Za czołobitnością idą pieniądze. Jak łatwo sprawdzić, duchowni płacą znacznie niższe podatki niż pozostali obywatele. Minimalna stawka, zależna od wielkości parafii, to 434 zł, maksymalna – 1559 zł. Ale nie miesięcznie, tylko kwartalnie. Jak obliczył portal Money.pl, księża płacą średnio dziewięć razy mniejszy podatek niż przeciętny Kowalski.

Atmosfera poddaństwa i uległości z górnych pięter władzy przenosi się na niższe szczeble. Podwładni widzą, rozumieją, że tak trzeba, naśladują, nadskakują. Geolog i geodeta w filmie nie dyskutują za długo z księdzem. „Dobro Kościoła wymaga obejść przepisy”. Jasne jest, że dobro Kościoła to dobro Polski.

Dwaj młodzi policjanci, badając sprawę śmiertelnego potrącenia, pytają, gdzie ksiądz był wieczorem tego a tego dnia.

– Jak to gdzie – wtrąca się partnerka księdza – na plebanii. KSIĘDZA pytacie!

– Szczęść Boże – bąka policjant, odchodząc.

– Szczęść Boże – mówi drugi – z Bogiem.

– Z Bogiem – odpowiada kochanka księdza. Obaj młodzieńcy śpiesznie się oddalają. Możemy tylko się domyślać, co wpiszą w notatce służbowej.

Na komisariat wchodzi ksiądz. – Zabiłem człowieka – mówi. Przerażony, zszokowany policjant znad słoja z zupą: – Nie ma komendanta… Ksiądz z rana przyjdzie, co?

Prawda, że klasyk miał rację? Teoretyczne!!!

Jeśli powiecie, że to tylko film, popatrzcie na premiera i ministrów pląsających modlitewnie u ojca dyrektora. Popatrzcie na ten tłum parlamentarno-rządowy cisnący się do hierarchów. Posłuchajcie, co mówi bp Grzegorz Balcerek, nie filmowy, prawdziwy: – Nie będzie błogosławieństwa bożego dla obecnej władzy, jeśli nie wprowadzi prawnej ochrony życia.

Czytaj: jeśli nie uchwalicie tego, czego żądamy, stracicie nasze poparcie. Poczytajcie list abp. Henryka Hosera do naszych parlamentarzystów z groźbami wykluczenia z Kościoła (czyli utraty poparcia), jeśli ośmielą się głosować za in vitro. To już nie film – to polskie państwo. Teoretyczne?

Hitem ostatnich lat są tzw. taśmy. Nagranie kogoś w kompromitującej sytuacji zapewnia ważny argument w przyszłych negocjacjach. Esbek z wydziału specjalizującego się w napadach na księży daje ks. Lisowskiemu (Braciak) nie jakąś przedpotopową kasetę VHS, ale pendrive’a. Dzięki informacjom ksiądz wespół z szemranym biznesmenem ustawi wielki przetarg. Tenże ksiądz zdobędzie kasetę z erotycznymi wyczynami swojego szefa. Butny arcybiskup nie ma wyjścia – spełni niezwłocznie żądania Lisowskiego.

Nagrania u Sowy i Przyjaciół, tzw. afera Rywina, taśmy dotyczące Srebrnej to kontynuacja hitów taś­mowych. Zapewniam, ciąg dalszy nastąpi.

Stary ksiądz za chwilę odchodzi na emeryturę. Jest sumiennym urzędnikiem księcia Kościoła abp. Mordowicza. Chce spokoju, mieszkania, ufa, że szef wynagrodzi go za wierną służbę. – Widzisz – mówi arcybiskup – cały mój majątek inwestuję w sanktuarium. Nie dla siebie! Nie dla siebie, Teodorze!

Muszę przyznać, że mam potężny mętlik w głowie. Nie dla siebie? Dla kogo? Inwestowanie, jakieś gmachy, jakieś wieże? Ale nie dla siebie, Teodorze, nie dla siebie!

Ostatnia scena. Ks. Kukuła (Jakubik) oblewa się płynem i podpala. Nikt, absolutnie nikt go nie ratuje, nie gasi. Ludzie rozpierzchają się przerażeni, niby w nieładzie, ale z chaosu wyłania się figura – trójkąt z płonącym kapłanem w środku. To Oko Opatrzności? Boga? Wszechwidzące oko Wielkiego Architekta?

Trwa msza. – Nie daj się zwyciężyć złu – głosi arcybiskup, tłum, morze głów, migają generalskie wężyki na otokach czapek. – Zło dobrem zwyciężaj – dopowiada Mordowicz. I jakoś dziwnie ostrze Trójkąta Wielkiego Architekta kieruje się ku niemu.

Związek ołtarza z tronem w ostatnich latach jest szczególnie ostentacyjny. Czy Wiosna coś zmieni? Czy przekona Polaków, że rozdział Kościoła i państwa jest konieczny? W „Klerze” jest światełko w tunelu: ratownik medyczny wiozący skrzywdzone dziecko rzuca do księdza, nie wpuszczając go za drzwi: – Ksiądz zostaje! I – nie uwierzycie – ksiądz zostaje za drzwiami.

Rejestratorka zniecierpliwiona tyradą księdza mówi z naciskiem: – Następny proszę. I co? Nic, przychodzi następny.

Fot. Bartosz Mrozowski

Wydanie: 11/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy