Wirtualny kalifat

Wirtualny kalifat

Państwo Islamskie przeprowadza się do internetu

Korespondencja z Berlina

Dr Guido Steinberg – Ekspert ds. terroryzmu, absolwent islamistyki na Uniwersytecie w Damaszku, w latach 2002-2005 doradca kanclerza Gerharda Schrödera. Obecnie pracownik Niemieckiego Instytutu Międzynarodowej Polityki i Bezpieczeństwa w Berlinie.

Po wydarzeniach w Würzburgu, Monachium, Reutlingen i Ansbach można już chyba śmiało powiedzieć, że islamski terroryzm dotarł do Niemiec. 

– Z pewnością, jakkolwiek sądzę, że akurat zabójcy z Monachium i Reutlingen byli zwyczajnymi szaleńcami, których zachowanie nie było powodowane motywami islamskimi. Natomiast zamachowców z Würzburga i Ansbach rzeczywiście trudno nazwać wyłącznie wariatami. Wiele wskazuje na to, że obaj byli skrajnie zradykalizowani. Co paradoksalne, liczba tego rodzaju ataków w naszym regionie może wzrosnąć wraz z sukcesami militarnymi Zachodu w walce z ISIS na Bliskim Wschodzie. Niestety, tego należy się spodziewać.

Dlaczego?

– Akty terroru stanowią demonstrację siły, zgodnie z hasłem „Nigdy nas nie zniszczycie, a zemsta nastąpi w najmniej oczekiwanym momencie, tuż przed waszymi drzwiami”. Zakłócając nasze poczucie bezpieczeństwa, terroryści chcą udowodnić, jakoby byli silniejsi niż wcześniej. Dokonują tego za pomocą internetu, który zachodnim służbom wymyka się spod kontroli. W tym sensie są w istocie „silniejsi”. Pod względem fizycznym Państwo Islamskie nie przeżyje, ale wirtualny kalifat będzie trwał, rósł i – co gorsza – zbierał swoje krwawe żniwo.

Jak to? Dopiero dwa lata temu Abu Bakr al-Baghdadi ogłosił przywrócenie kalifatu na terenie Syrii oraz Iraku. I teraz nagle Państwo Islamskie fizycznie już nie będzie istniało?

– Posunąłbym się nawet jeszcze dalej: w obecnym kształcie malejące Państwo Islamskie stało się dla jego przywódców obciążeniem, którego chcieliby się pozbyć. Od pewnej chwili nie są już zainteresowani jego trwaniem, ponieważ dostrzegli, że z wirtualnego podziemia mogą skuteczniej destabilizować państwa Zachodu. O wiele skuteczniej niż z odległego Mosulu czy al-Rakki. Państwo Islamskie przeprowadza się właśnie do internetu.

Czyli wszelkie zabiegi militarne koalicji antyterrorystycznej w Iraku i Syrii pójdą na marne, bo ISIS będzie nadal rosło w siłę, tyle że w sieci?

– Niestety, tak. Przecież ekstremiści z Nicei, Rouen czy Würzburga nie byli w obozach szkoleniowych w Faludży. Instrukcje otrzymywali nie na Bliskim Wschodzie, ale w internecie i na portalach społecznościowych. Zradykalizowali się, będąc w Europie, przypuszczalnie pod wpływem innych podobnie zindoktrynowanych fundamentalistów. Nawołujący ich do tych czynów internauci najczęściej również mieszkają w zachodnich metropoliach, choć otrzymują oczywiście polecenia z Bliskiego Wschodu.

Skąd pan to wie?

– Osoby zarządzające aparatem propagandowym ISIS bez wątpienia znają Zachód i Europę, wiedzą dokładnie, gdzie zlokalizować łatwowiernych, potencjalnych terrorystów. Wirtualnym kalifatem kierują niezwykle inteligentni ludzie. Proszę zauważyć, że na ataki terrorystyczne zdobywają się przeważnie osoby z kryminalną przeszłością. Nie widzą perspektywy lub obiecującej przyszłości zawodowej. Kierowca białej ciężarówki z Nicei bądź zabójcy księdza z Rouen prowadzili wcześniej rzekomo „zachodnie” życie: kobiety, alkohol, narkotyki, kradzieże, przemoc. Właśnie takich pokrzywdzonych przez los indywidualistów szukają ludzie ISIS rekrutujący dżihadystów. Mówią: „OK, piłeś i zadawałeś się z prostytutkami, ale wciąż jesteś muzułmaninem. Jeśli chcesz, żeby Allah ci przebaczył, dołącz do naszej organizacji i zacznij wreszcie atakować niewiernych”. Islamiści przy laptopach sprzedają terroryzm jako swego rodzaju pokutę i młodzi Europejczycy to kupują. Myli się ten, kto trwa w złudnym przekonaniu, że ISIS to fizyczny organizm państwowy, który można zniszczyć za pomocą bomb i karabinów. Zapominają o jego cyfrowej armii.

Brzmi trochę jak z książek Stanisława Lema…

– I to jest właśnie reakcja Zachodu, o której mówię. Dał pan doskonały przykład. Ciągle bowiem nie doceniamy siły ISIS w kwestiach technicznych. Ekstremiści podsyłają nam obrzydliwe materiały pokazujące dekapitacje zakładników, a my myślimy, że to średniowiecze i ciemnogród. Nieludzkie bestie, które należy wytępić. W najlepszym przypadku szaleńcy, którzy nie mają jakichkolwiek umiejętności strategicznych. Nic bardziej mylnego. W mediach Państwa Islamskiego działają wykształcone osoby, wyprzedzające często swoich zachodnich odpowiedników o kilka kroków.

Strony: 1 2

Wydanie: 33/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy