Wody jak na lekarstwo

Wody jak na lekarstwo

Z każdym dniem skutki braku wody kosztują nas coraz więcej

Zmiany klimatu na Ziemi stają się dla nas coraz groźniejsze, powodując m.in. zakłócenia dotychczasowej cyrkulacji wody.
Zasoby słodkiej wody w skali globu wynoszą ok. 3%. Na skutek ocieplenia klimatu w wielu rejonach świata coraz bardziej jej brakuje. Wyniszczające susze występują na wszystkich kontynentach, a skutki braku wody odczuwamy i w Polsce. Tylko w rolnictwie straty spowodowane suszą w końcu sierpnia br. szacowano na ponad miliard złotych, nie licząc skutków ograniczeń w dostawie energii elektrycznej. Brakuje wody chłodniczej w elektrowniach, a to przekłada się na spowolnienie produkcji przez odbiorców prądu. Z każdym dniem skutki braku wody kosztują nas coraz więcej. Tymczasem w innych rejonach świata mają miejsce katastrofalne powodzie, parująca woda z mórz i oceanów musi bowiem znaleźć gdzieś ujście. Być może trafi do nas.

Polska zawsze sucha

Przez setki lat obszar Polski charakteryzował się najmniejszymi opadami na kontynencie. Zwiększone opady i powodzie, występujące co kilka lat na przełomie czerwca i lipca (tzw. janówki), były rezultatem powtarzającego się od wieków układu barycznego, tzw. wyżu genueńskiego, kiedy to wiosenna, słoneczna pogoda nad Morzem Śródziemnym powoduje intensywne parowanie. Obciążone parą wodną chmury wędrujące na północ oziębiają się nad Sudetami, Karkonoszami i Karpatami, a wtedy masy wody zalewają Niemcy, Czechy i Polskę, powodując powodzie. Strażacy z workami wypełnionymi piaskiem są u nas wtedy jedyną ochroną.
W roku 2012 w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie przedstawiono rezultaty badań nad przewidywanym wpływem ocieplenia klimatu na środowisko. W jego efekcie i na skutek topnienia lodów podnosi się poziom mórz i oceanów. Poziom wód Bałtyku już podniósł się o przeszło 20 cm i nadal rośnie. Za kilkadziesiąt lat pod wodą znajdą się Mierzeja Helska, delta Wisły z Żuławami, przymorskie tereny wybrzeża środkowego i delta Odry. Gwałtowne sztormy będą wlewały daleko na ląd wody Bałtyku spiętrzane silnymi wichurami. Wielkie ilości energii gromadzące się w powietrzu spowodują występowanie huraganowych wiatrów i cyklonów połączonych z gradobiciem i ulewami.
W Polsce niewielka pojemność zbiorników retencyjnych, niepogłębiane od lat, zamulone koryta rzek, przestarzałe w większości obwałowania i niedrożne kanały odwadniające spotęgują zasięg rujnujących wylewów i podtopień. Kaprysy naszego klimatu od dawna doprowadzały do niszczących susz, ale strat nikt nie liczył. Zdołaliśmy się do nich przyzwyczaić. Obecna klęska suszy może być groźną zapowiedzią trwałych zmian, a o przetrwaniu będzie decydowała możliwość korzystania ze słodkiej wody. Przed skutkami suszy nie uratują nas ograniczone zasoby wód głębinowych.
Szacunkowe, średnie wieloletnie ilości opadów w Polsce lokowały nas pod względem zasobów na 22. miejscu w Europie. Na obszar Polski w ciągu roku trafiało ok. 195 km sześc. wody, z czego ok. 190 km to wody opadowe (deszcz i śnieg), a 5 km wpływa na nasze tereny od sąsiadów. Z tych 195 km wody aż 140 km sześc. wyparowuje do atmosfery, pozostaje 55 km sześc. Większość bezproduktywnie spływa do morza.
Niewielkie zasoby wód opadowych w Polsce beztrosko uzupełniamy, „aż do skończenia się zapasów”, czerpiąc z nieodnawialnych zasobów wód głębinowych. W granicach Olsztyna znajduje się dziewięć jezior i rzeka Wadąg, a mimo to, by zaopatrzyć miasto, codziennie pompuje się z głębi ziemi ok. 43 tys. m sześc. wody. Roczny pobór wody na statystycznego mieszkańca Polski wynosi średnio 320 m sześc., z czego przeszło 50 m to wody głębinowe, podziemne. Rozrzutne korzystanie z nieodnawialnych zasobów wód podziemnych pozwala zaspokajać podstawowe potrzeby przemysłu i gospodarstw domowych z pominięciem wielu innych potrzeb.
Wygodniej liczyć na przyrodę

Względny dostatek wody zwalniał z inwestowania w budowę sprawnie działającego systemu wodnego kraju, który funkcjonuje głównie w pierwotnej postaci ukształtowanej przez przyrodę. Rujnującym następstwem takiego „modelu” gospodarowania wodami w Polsce są powtarzające się susze i powodzie. W trakcie katastrofalnej powodzi w 1997 r. straciło życie kilkadziesiąt osób, 150 tys. musiało uciekać przed wodą. Żywioł zniszczył 72 tys. budynków, 14 tys. km dróg, 4 tys. mostów i wyłączył z upraw 3 mln ha, pokrywając plony mułem i piaskiem. Z 200 mln dol. nisko oprocentowanego kredytu udzielonego Polsce przez Bank Światowy na odbudowę zniszczeń po tej powodzi zdołano w pełni wykorzystać tylko sumy przeznaczone na doradztwo i coraz liczniejszą administrację! O zabezpieczeniu się przed suszą nikt nie myślał.
Nie ma sposobów całkowitego powstrzymania spływu wód z nadmiernych opadów (nikt tego nie robi), ale można zmniejszyć wielkość gwałtownego przyboru i spływu, zatrzymując część wody w zbiornikach retencyjnych, suchych zbiornikach i polderach wypełnianych w czasie wezbrań. Robi się to poprzez budowę kanałów, systematyczne czyszczenie koryt rzecznych i usuwanie z nich materiału naniesionego przez wodę, a wreszcie budowę wałów chroniących przed zalaniem przyległe tereny. Takie dostosowanie naturalnego systemu wodnego do potrzeb cywilizacyjnych zapewnia dostatek wody ludności i przemysłowi. Pozwala też chronić przed katastrofalnymi powodziami dzięki częściowemu sterowaniu wielkością przepływów wezbranych wód, a także daje możliwość wszechstronnego wykorzystywania wody m.in. do produkowania bardzo taniej (i „czystej”) energii elektrycznej, taniego transportu wodnego, nawodnień w rolnictwie i w lasach czy hodowli ryb. Przyczynia się również do rzeczywistej ochrony przyrody przez zapewnienie stabilnych stosunków wodnych na takich terenach jak rozlewiska Biebrzy czy wysychające torfowiska.

Płynie Odra i wylewa

Przeszło połowę obszaru Polski kanalizuje Wisła z dopływami, która pod względem zasobności w wodę zajmuje 15. miejsce w Europie. Ponad jedną trzecią – Odra z dopływami, o zasobności w wodę o połowę mniejszej od Wisły.
Po katastrofalnych powodziach w latach 1902-1903 na ówczesnych terenach niemieckich w dorzeczu Odry opracowano wieloletni plan budowy zbiorników retencyjnych, kanałów i obwałowań. Budowle te miały chronić przed skutkami gwałtownych wezbrań, a także przekształcić Odrę w wodny szlak transportowy łączący Śląsk z portem w Szczecinie. Do końca II wojny światowej zbudowano na Odrze i jej dopływach kilkanaście zbiorników retencyjnych z elektrowniami wodnymi, m.in. na Bobrze, Małej Panwi, Kwisie, Kłodnicy i Nysie Szalonej. W Gliwicach zbudowano port rzeczny, który połączono z Odrą w Kędzierzynie-Koźlu Kanałem Gliwickim o długości 40 km, z sześcioma śluzami. Wody kanału częściowo poprowadzono w wykopie, a częściowo na nasypie, powyżej terenu. W górnym biegu Odry zbudowano 24 śluzy duże – dla jednostek transportowych – przy nich zaś 24 śluzy małe dla statków pasażerskich (po małych nie ma dziś śladu). Przy śluzach powstały jazy pozwalające na utrzymywanie odpowiedniego poziomu wody w rzece. Co wieczór z Wrocławia wypływał statek pasażerski, który rano cumował w Berlinie. Po wojnie zrealizowano tylko niewielką część zamierzeń w dorzeczu Odry.
Tereny dorzecza Odry znalazły się w granicach Polski. Większość istniejących już zbiorników suchych na Odrze (polderów) „zagospodarowano”. We Wrocławiu polder zabudowano blokowiskiem, które przy większych wezbraniach rzeki zalewa woda. Dopiero niedawno, kilka lat po kolejnym zalaniu części miasta wodami Odry, podjęto prace przy przebudowie wrocławskiego węzła wodnego, aby „zwiększyć jego przepustowość do wielkości powtarzających się wezbrań powodziowych”.
Dawno temu zarzucono budowę kanału Odra-Dunaj, zrezygnowano też z możliwości korzystania z odrzańskiej drogi wodnej przez Czechów zainteresowanych użytkowaniem portu w Szczecinie, jak również z wodnych połączeń ze szlakami Europy (przez Berliński Węzeł Wodny połączony z Odrą).

Gospodarka planowa, ale niespójna

9 lipca 1919 r. Sejm uchwalił ustawę o „budowie kanałów żeglownych i regulacji rzek żeglownych i spławnych”. Mimo ograniczonych możliwości ówczesnej Polski opracowywano założenia budowy zbiorników na Sole, Skawie i Dunajcu. Zbiornik w Rożnowie na Dunajcu oddano do użytku dopiero w czasie okupacji w roku 1941. Realizując to założenie, zbudowano kolejne zbiorniki. Ostatni, Czorsztyn, uruchomiono na Dunajcu wiele lat później, w 1997 r. W roku 1937 otwarto duży port rzeczny w Płocku, a w następnym roku w wybudowanej od podstaw Gdyni uruchomiono port i stocznię. Prof. Maksymilian Matakiewicz z Politechniki Lwowskiej opracował główne założenia koniecznej modernizacji naturalnego systemu wodnego dorzecza Wisły, wskazując m.in. potrzebę budowy kanału centralnego doprowadzającego wody z okolic Połańca w rejony Wielkopolski, Mazowsza i Kujaw.
Po wojnie rozbudowywany przemysł i urbanizacja kraju spowodowały wzrost zapotrzebowania na wodę. Jednym z przykładów inwestycji służących tylko tym dwóm celom może być Zalew Sulejowski na Pilicy. Czerpano z niego wodę dla wodochłonnego łódzkiego przemysłu włókienniczego, który został zlikwidowany, i mieszkańców wyludniającej się dziś Łodzi. Miasto miało wody dosyć, ale sąsiednie ziemie położone na terenach wododziału Odry i Wisły od lat stepowieją nawiedzane przez susze. Tymczasem w samej Łodzi miliony złotych topi się w budowie podziemnego dworca Łódź Fabryczna i połączeniu go ze stacją Łódź Kaliska tunelem drążonym pod miastem.
W czasach PRL zbudowano obiekty, które w przyszłości mogły tworzyć część zintegrowanego systemu wodnego kraju, np. z zamulonymi dziś, niepogłębianymi szlakami Warszawskiego Węzła Wodnego, na który składają się, poza Wisłą: zapora z elektrownią w Dębem na Bugo-Narwi z ujęciem wody dla Warszawy w Wieliszewie, Kanał Żerański z niesprawną już śluzą i portem rzecznym Żerań, służącym obecnie m.in. jako złomowisko tego, co pływało po Wiśle.
Narwią i wodami zalewu przez wiele lat transportowano z Gnojna za Pułtuskiem żwir na stołeczne budowy. Pięć przedsiębiorstw żeglugi śródlądowej za PRL rodzime stocznie zaopatrywały w tabor pływający, m.in. w barki 500-tonowe (BM500), pchacze Tur oraz bardzo nowoczesne bizony i nosorożce wspomagające żeglugę bałtycką. Większość tych przedsiębiorstw zlikwidowano, podobnie jak Technikum Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu.
Na Górnej Wiśle w roku 1961 uruchomiono równoległy do rzeki 15-kilometrowy Kanał Łączański umożliwiający żeglugę jednostek 600-tonowych. Oświęcim został połączony drogą wodną (z sześcioma śluzami) z Krakowem.
Koncepcja kanalizacji Wisły poprzez budowę na rzece stopni wodnych z elektrowniami doczekała się symbolicznej realizacji w postaci jedynej, kłopotliwej dziś w utrzymaniu zapory i elektrowni we Włocławku. W Polsce wykorzystujemy zaledwie 12% możliwości produkowania energii elektrycznej – elektrownie wodne dają 2,3% ogółu produkowanej energii (pochodzącej głównie z węgla).

Jednolity zarząd dzikimi wodami

Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, powołany do życia dopiero po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, podaje, że mamy w kraju 99 zbiorników retencyjnych, w których przy nadmiernych opadach zagrażających powodzią możemy zatrzymać ok. 2 mld m sześc. wody (zbiorników jest znacznie więcej, ale nie wszystkie umożliwiają manewrowanie przepływem wód). W zbiornikach retencyjnych możemy zatrzymać niespełna 6% średnich opadów rocznych, czyli mniej niż połowę tego, co powinno do nich trafić, by zniwelować rujnujące wezbrania powodziowe. W krajach sąsiednich, gdzie wód opadowych jest dużo więcej, można zatrzymać w zbiornikach retencyjnych kilkanaście procent średnich opadów rocznych.
Ze statystyk wylewów rzek w Polsce w latach 1941-2001 wynika, że piąta część niszczących wylewów nastąpiła w konsekwencji awarii zaniedbanych urządzeń wodnych, głównie przerwania prymitywnych, niekonserwowanych wałów, ale i rażących zaniedbań. W końcu lipca 2001 r. deszcze rozmyły ziemną tamę zapory Wióry budowaną od 21 lat na rzece Świślinie w Górach Świętokrzyskich; doszło wówczas do zniszczeń infrastruktury kilku gmin. Wspomniana statystyka nie uwzględnia katastrofy zbiornika w Niedowie koło Bogatyni. 7 sierpnia 2010 r. woda z przepełnionego zbiornika przelała się przez koronę zapory i po południu ogromna fala dotarła do Nysy Łużyckiej i Zgorzelca, powodując ogromne szkody po obu stronach granicy. Według oficjalnych ocen, na 1,8 tys. budowli piętrzących wodę aż 68 grozi katastrofą.
W latach 2003-2006 Państwowy Instytut Geologiczny opracował komplet map obszarów zagrożonych powodziowymi wylewami rzek – było to ok. 8% powierzchni Polski. W kwietniu br. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przekazał samorządom nowe mapy z terenami zagrożonymi zalewami, co wywołało liczne protesty gmin, gdyż część tych gruntów jest już zagospodarowana i gmin nie stać na wyprowadzenie z nich ludzi ani na przeniesienie inwestycji. Obecnie, po 20 latach od zaprzestania działalności przez większość powiatowych przedsiębiorstw melioracyjnych, obszary zagrożone wylewami i podtopieniami zwiększyły się do około jednej trzeciej kraju. A zaniedbany teraz system rowów i kanałów powinien służyć nie tylko odwodnieniom, ale i doprowadzaniu wody wszędzie tam, gdzie jej brakuje. Na połowie powierzchni lasów w Polsce (i na terenach rolniczych) poziom wód gruntowych bardzo się obniżył.

Byle Unia była zadowolona

Wymagania UE w zakresie ochrony przyrody (m.in. wyznaczenie obszarów szczególnej troski Natura 2000) oraz w dziedzinie gospodarowania wodami określone w Dyrektywie wodnej zbiegły się z podjętą w Polsce likwidacją wielu gałęzi gospodarki. Z ok. 1650 zakładów przemysłowych odbudowanych i zbudowanych po roku 1945 zachowała się trzecia część. Zlikwidowano ok. 8 mln miejsc pracy. W konsekwencji tych zmian zmniejszyły się pobór wody i ilość nieoczyszczonych ścieków odprowadzanych do rzek, które latami traktowane były jak kanały ściekowe.
Klasycznym przykładem tych praktyk może być uruchomiona w 1945 r. Fabryka Barwników „Boruta” w Zgierzu zatruwająca toksycznymi ściekami Bzurę aż do jej ujścia do Wisły. Po likwidacji fabryki w rzece pojawiły się ryby, ale toksyczne osady denne pozostały. W realizacji unijnych wymagań Polska korzysta z ogromnej pomocy finansowej. Jej bilans to już ponad 1,8 tys. zmodernizowanych, a w przeważającej części zbudowanych od podstaw oczyszczalni ścieków dla miast i osiedli oraz kilkadziesiąt tysięcy kilometrów wodociągów i prawie drugie tyle kanalizacji. Wreszcie zbudowano oczyszczalnię dla aglomeracji warszawskiej. Niektórzy powiadają, że za unijne pieniądze można było zadbać nie o budowę licznych aquaparków czy zmianę nawierzchni chodników i placów w miastach i gminach, ale o gospodarkę wodą.
Unijny palec nie wszystko jednak pokazuje. Ponieważ od lat koryto warszawskiej Wisły nie było pogłębiane, nie tak dawno, by ułatwić spływ wód rzeki w czasie przyboru, wycięto 5,5 tys. drzew rosnących nad rzeką, nie oglądając się na unijne dyrektywy i obszary chronionej przyrody. W rejonie Annopola Wisła płynie przez tereny zaliczane do obszarów Natura 2000, więc tam, jak zresztą wszędzie, nie usuwa się z koryta piasku nanoszonego przez rzekę, pozwalając, by wezbrane wody zalewały przyległe obszary rolnicze. Nie tylko w Tumie pod Łęczycą polowe uprawy warzyw nawadnia się wodą czerpaną z głębi ziemi przez gminny wodociąg (a nie z Bzury płynącej w pobliżu…). W czasach nawoływań o ograniczenie emisji dwutlenku węgla w Polsce 80% towarów i osób przewozi się (drogo) samochodami, które emitują ogromne ilości dwutlenku węgla, a ekologiczny transport wodny jest w zaniku (0,7% ogółu przewozów). Nie mamy zintegrowanego systemu wodnego umożliwiającego racjonalne korzystanie z wód, nawodnień, ochrony przed rujnującymi wylewami… i suszą.


Ile wody opadowej rocznie przypada na mieszkańca?

Polska – ok. 1,5 tys. m sześc.
Wielka Brytania – 2 tys. m sześc.
Niemcy – 2,5 tys. m sześc.
Hiszpania – 3 tys. m sześc.
Austria – 11 tys. m sześc.
Szwecja – 21 tys. m sześc.
Finlandia – 22 tys. m sześc.
Norwegia – 90 tys. m sześc.

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy