Zamknięty krąg gospodarki

Zamknięty krąg gospodarki

Potrzebne jest obalenie wielu mitów ekonomicznych silnie utrwalonych w świadomości ekspertów

Znany finansista Warren Buffett powiedział kiedyś: „Obraz gospodarki jest lepiej widoczny przez tylną, zakurzoną szybę niż przez czysto umytą szybę przednią”. Nasze telewizory mają czyste ekrany. Od pokazujących się na nich ekspertów można usłyszeć, że Polska przeżywa największy w swojej historii rozwój gospodarczy, a Polacy się bogacą.
Równocześnie zauważa się, że występują pojedyncze problemy. Dokucza nam bezrobocie, które utrzymuje się na wysokim, przeszło 10-procentowym poziomie. Pocieszamy się, że w niektórych krajach jest wyższe, choć dopiero teraz, w kryzysie, który je dotknął. Mamy problemy z demografią, bo rodzi się mało dzieci. Uczeni obliczają, ilu pracowników będzie nam brakowało za kilkanaście lat, aby zarobili na nasze emerytury. Nie wiążą tego ze zjawiskiem wyjazdów rodaków za granicę do pracy. Tymczasem jeśli urodzi się więcej Polaków, to więcej wyjedzie. Rozważa się, z jakim bagażem doświadczeń cywilizacyjnych wrócą Polacy z emigracji, podczas gdy oni nie wracają, mimo że tam jest recesja, a u nas ciągle wzrost gospodarczy. Dyskutuje się, jakie mechanizmy finansowe uruchomić, aby zwiększyć liczbę miejsc pracy. Może jakieś wsparcie finansowe dla przedsiębiorstw? Może finansowanie staży dla młodych? Może wydłużenie urlopów macierzyńskich, aby zwiększyć dzietność Polek?
Problemem podobno są wysokie podatki, choć statystyki pokazują, że pod tym względem jesteśmy poniżej średniej w UE. Otwarta pozostaje kwestia, czy podatki mają spełniać funkcję redystrybucji dochodów, czy tylko wspierać pierwotną akumulację kapitału. Dominuje raczej druga opcja. Przedsiębiorcy narzekają na wysoki koszt pracy, choć jest on jednym z najniższych w UE. Ale czy ktoś powie o niskich kwalifikacjach przedsiębiorców, którzy nie radzą sobie z innowacjami i nie potrafią konkurować na rynkach zagranicznych? A jeśli sprzedają produkty polskiemu, nisko opłacanemu pracownikowi, to ich cena nie może być wysoka. Tworzy to zamknięty krąg gospodarki produkującej towary tanio, ale o niskiej jakości. Mamy najwięcej w UE osób zatrudnionych na umowach czasowych, co nie stabilizuje sytuacji życiowej tych pracowników. Rośnie grupa ludzi, którzy nie płacą składek na emerytury i kiedyś pozostaną na zasiłkach państwowych. Chcemy jeszcze bardziej rozszerzyć zasadę elastycznego zatrudniania i skończyć z ośmiogodzinnym dniem pracy, który uchwalono w 1918 r. Negujemy przywileje pracownicze już nie tylko PRL, ale nawet II RP.
Bogatsi Polacy kupili już duże mieszkania, niektórzy mają ich po kilka. Równocześnie rośnie popyt na lokale małe, o powierzchni „jak za Gomułki”. Brakuje mieszkań komunalnych, a część polityków walczy ze spółdzielczością mieszkaniową, gdzie czynsze są niższe niż u prywatnych wynajmujących. Problem mieszkaniowy ciągle nie jest rozwiązany. Można się pocieszać, że w innych krajach bywa gorzej, ale my mieszkamy w Europie.
Cały rozwój gospodarczy dokonuje się przy dużym wsparciu środków unijnych. Bogatsze kraje UE dają nam pieniądze na infrastrukturę, innowacje, szkolenia, wsparcie dla rolników. Wydawanie tych pieniędzy powoduje wzrost PKB, choć znaczna część wynagrodzenia za te inwestycje wraca do tych krajów, w których mają siedziby wielkie korporacje wygrywające nasze przetargi na realizację dużych projektów. A my jesteśmy dumni z tego, że u nas dominują małe firmy.
Julian Tuwim w wierszu o strasznych mieszczanach pisał, że „patrząc – widzą wszystko oddzielnie. Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…”. Dzisiaj wielu strasznych ekspertów podobnie patrzy na gospodarkę. Oddzielnie widzą sprawę bezrobocia, emigracji, podatków, kosztu pracy, demografii, innowacji, sposobu wydawania pieniędzy unijnych. Każdy problem jest traktowany jako osobny i niewielki na tle ogólnych sukcesów. A przecież wszystkie zjawiska negatywne są rezultatem modelu gospodarczego ukształtowanego w procesie transformacji.
Jeśli to rezultat, a nie przypadek, to żadnego z tych problemów nie można  rozwiązywać oddzielnie. Na przykład bezrobocia nie rozwiążemy poprzez dopłaty do staży młodych pracowników. Będzie to zwykłe dofinansowanie pracodawców, którzy przez pewien czas będą mieli bezpłatnego pracownika, a później go zwolnią. Źródło bezrobocia tkwi w tym, że preferując własność prywatną, niszczy się takie formy własności społecznej, jak np. spółdzielczość. Gospodarka preferująca tylko indywidualną, prywatną własność daje prawie pełne zatrudnienie tylko wtedy, gdy jest innowacyjna i wydajna. Ma wtedy duży eksport i tworzy miejsca pracy kosztem innych krajów, które są importerami. Nasza gospodarka taka nie jest, co trzeba uwzględnić w programie ograniczania bezrobocia. Dlatego potrzebne jest podtrzymywanie mniej wydajnych sektorów gospodarki, w których ludzie zarabiają mniej, ale mają pewną pracę. Taką funkcję pełni przecież rolnictwo, gdzie nadmierne zatrudnienie wynosi ok. 1 mln osób, ale nie są one bezrobotne. Byłoby lepiej, gdyby przeszły do pracy w przemyśle, ale przecież gospodarka w obecnym kształcie ich nie potrzebuje.
Pora kompleksowo analizować problemy gospodarki. Jest ona spójnym systemem, który trzeba usprawniać od fundamentów, a nie od komina. Potrzebne jest obalenie wielu mitów ekonomicznych silnie utrwalonych w świadomości ekspertów. Myślenie, że coś jest bez alternatywy, nie jest twórcze. A kryzys finansowy wprost pokazał, że jest fałszywe.

Autor jest niezależnym ekspertem finansowym

Wydanie: 21/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy