Wojna przeciw gnębieniu kobiet

Wojna przeciw gnębieniu kobiet

Zmiana sytuacji kobiet na świecie zmieniła sam świat

Sally Armstrong – kanadyjska dziennikarka, autorka książki „Wojna kobiet”

Czy „Wojna kobiet” jest rodzajem manifestu?

– Rzeczywiście widzę w swojej książce manifest. W Stanach Zjednoczonych ukazała się ona jako „Uprising” („Powstanie”), w Kanadzie jako „Ascent of Women” („Kobiety pną się pod górę”), ale sednem książki jest to, że zmiana sytuacji kobiet na świecie zmieniła sam świat. Wszystkich rezultatów tej przemiany nie zobaczymy jutro, ale następuje ona tak szybko, że w „Wojnie kobiet” wzywam ludzi, by ją zaakceptowali.

Dedykowała pani książkę Malali Yousafzai. Czy widzi pani w niej największy dziś wzór dla kobiet?

– Malala jest wspaniałym wzorem, choć niejedynym, ale jej historia fascynuje najbardziej. Jeszcze trzy lata temu byśmy o niej nie usłyszeli. W Pakistanie powiedziano by: „E tam, to tylko dziewczyna. Chciała chodzić do szkoły i myśleć po swojemu, to postrzelili ją w głowę – no i co z tego?”…

Więc to nie nasz problem…

– Tak by powiedziano w jej ojczyźnie. My powiedzielibyśmy, że sposób, w jaki traktują kobiety, jest nie do przyjęcia, ale przecież nic na to nie poradzimy. Jej historia odbiła się jednak głośnym echem i Malalę kojarzą dziś wszyscy. Ta sytuacja najlepiej pokazuje przemianę, która zachodzi pod wpływem zmieniającej się roli kobiet.

W „Wojnie kobiet” pisze pani, że nadchodzi nowa era. Co ona oznacza dla kobiet?

– Właściwie to oznacza bardzo dużo nie tylko dla kobiet, lecz i dla mężczyzn. Ekonomiści twierdzą, że sytuacja ekonomiczna wiąże się bezpośrednio z pozycją kobiet w społeczeństwie. Im lepsza sytuacja kobiet, tym lepiej się wiedzie całej gospodarce. Zachód czerpie korzyści z dobrej sytuacji kobiet od półwiecza, Polska od jakiejś dekady. Ale dopiero kiedy coś takiego padnie z ust ekonomisty, ludzie zaczynają się temu uważniej przyglądać. I zdają sobie sprawę, że dobra sytuacja kobiet oznacza zysk dla wszystkich. Działa to nie tylko w skali makro, dotyczy też maleńkiej wioski. Jeśli gospodarka działa dobrze, ludzie lepiej i dłużej żyją. Na poziomie wioski widać to zresztą najlepiej – jeśli zmienia się pozycja kobiet, pewne rzeczy dostrzegalne są natychmiast: kobiety później wychodzą za mąż, rodzą mniej dzieci, ale te dzieci są zdrowsze i lepiej sobie radzą.

Z drugiej strony my, ludzie Zachodu, pragniemy zmieniać życie tych, którzy funkcjonują w innych kulturach. Czy to w porządku?

– Nie możemy sobie pozwalać na relatywizm kulturowy, mówić, że to nie nasza kultura i nas to nie dotyczy, ponieważ nie możemy mylić kultury ze zbrodnią. Zabójstwo honorowe jest zbrodnią. Mówimy, że ludzie, którzy przyjeżdżają do nas, powinni przyjąć naszą kulturę. A co mi do tego! Jeśli chcą, niech to robią, a jeśli wolą zostać przy swojej, niech i tak będzie. Domyślam się, że nawiązuje pan do muzułmanów, którzy emigrują na Zachód i pragną zachować własne obyczaje. Jeśli tego chcą, niech nie zmieniają przyzwyczajeń, ale niech nie mówią mi, że ja mam zmieniać swoje.

Po masakrze w „Charlie Hebdo” wielu ludzi miota oskarżenia i mówi, kto ma rację, a kto tkwi w błędzie. Zawsze szukamy kogoś, kogo moglibyśmy winić. Inna sprawa to to, że wszystkie duże religie – poza islamem – przeszły reformację. Islam jest religią, która wymaga pełnego zaangażowania, a zarazem nie ma hierarchii, nie ma bowiem papieża czy innego „szefa”, dlatego też trudniej o zmiany. Na Bliskim Wschodzie jest mnóstwo niezadowolonych ludzi. Ale jeśli chcesz zakrywać twarz, proszę bardzo, ja nie zamierzam tego robić. Na pewno jednak nie zgadzam się z relatywistami i chcę, by przestępstwa traktowano jak przestępstwa, a nie kulturową specyfikę.

Czy tradycyjne role kobiet, a raczej role, które za takie do niedawna uważano, nie wytrzymały próby czasu lub okazały się nieodpowiednie? Czy kobieta może się spełnić, będąc wyłącznie matką albo żoną?

– To jej prywatna sprawa. Nieodpowiednie jest traktowanie ludzi w różny sposób, np. kiedy za tę samą pracę kobiecie płaci się mniej niż mężczyźnie albo kiedy uważa się, że kobieta nie może wykonywać jakiejś pracy, co z reguły nie jest prawdą. Nieodpowiednie jest wykorzystywanie kobiet i niedopuszczanie ich do stanowisk kierowniczych.
Bycie matką to ogromny wysiłek, ale też spełnienie. Bycie partnerem również jest wspaniałą radością i pracą zarazem. Nie można jednak powiedzieć, że jedna rola wyklucza drugą. Trudno wychowywać dzieci, pracować i być dobrą żoną, ale dziś młodzi ludzie, tacy jak pan, angażują się w domowe zajęcia. Moje córki wyszły za mężczyzn, którzy lubią gotować, biorą udział w wychowaniu dzieci, odbierają je ze szkoły, robią zakupy. Czasy się zmieniają i tak powinno być. Z drugiej strony przez wszystkie te stulecia na mężczyznach spoczywała tak ogromna presja, że muszą mieć lepszą robotę, muszą przynieść pieniądze do domu, muszą odnieść sukces i troszczyć się o rodzinę, że to też nie było do końca w porządku. Myślę, że rozsądne zmiany (równe płace, takie same warunki pracy) nie oznaczają, iż trzeba rezygnować z roli matki czy żony.

Strony: 1 2

Wydanie: 10/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy