Wrócić do Polski

Wrócić do Polski

Po interwencji Związku Patriotów Polskich tysiące zesłańców uratowało się od śmierci na Syberii

15-letni Mieczysław Pogodziński, syn polskiego osadnika wojskowego z Wołynia, zesłany z rodziną pod Archangielsk, przez kilka lat ciężko pracował przy wyrębie drzew w tajdze. Jego mama nie wytrzymała syberyjskich warunków i zmarła. W 1944 r. Mieczysława z rodzeństwem przeniesiono do poniemieckiej kolonii Rastadt w pobliżu Odessy. Był jednym z ok. 56 tys. Polaków, których przesiedlono z obszarów o najdokuczliwszym klimacie tam, gdzie był łagodniejszy. Ojciec Mieczysława, który nie dostał się do armii Andersa, wstąpił do armii Berlinga. – Warunki życia poprawiły się, bo klimat był łagodniejszy, a w domu opuszczonym przez Niemców zostały spore zapasy kukurydzy – wspomina Pogodziński, przewodniczący warszawskiego oddziału Związku Sybiraków. Po przesiedleniu pracował dorywczo w sowchozie, przeważnie za zboże. Wielokrotnie dostawali z rodzeństwem dary rozdzielane przez ZPP – jedzenie i ubranie. Zrzucił łachmany i założył amerykański mundur z UNRRA. Wszystko to stało się po interwencji Związku Patriotów Polskich. Dla Rosjan Polacy nie byli już wrogami, ale sojusznikami.

Coraz mniej osób wie dziś, czym był ZPP. Dostrzega się tylko polityczny aspekt jego powstania. Zapomina się o wielkiej pomocy materialnej, opiece nad dziećmi i ogromnym wysiłku działaczy włożonym w powrót zesłańców do kraju.

Chleb i oświata

O tym, jak ważne były dla ZPP sprawy szkolnictwa i opieki nad Polakami w ZSRR, świadczy już to, że obrady zjazdu założycielskiego, który odbył się 9 i 10 czerwca 1943 r. w Moskwie, zostały poprzedzone dwudniowymi zebraniami poświęconymi tym problemom. Chodziło o to, by na zjeździe rozmawiać już o konkretnych propozycjach. Położenie Polaków, którzy w marcu 1942 r. nie zdążyli się ewakuować z ZSRR z armią gen. Andersa, stawało się coraz trudniejsze. Po zerwaniu w kwietniu 1943 r., stosunków dyplomatycznych między Moskwą a rządem Sikorskiego Rosjanie opieczętowali magazyny z darami zagranicznymi prowadzone przez przedstawicielstwa ambasady. Polacy, udręczeni biedą i pracą ponad siły, nie przeżyliby bez pomocy. Centrala ZPP powołała wydział opieki społecznej, a w terenie powstawały komisje opieki społecznej dzielące pomoc – głównie z darów zagranicznych. – Niektóre organizacje międzynarodowe odmawiały ZPP wsparcia – twierdzi prof. Albin Głowacki, historyk z Uniwersytetu Łódzkiego, od połowy lat 70. zajmujący się losami Polaków na Wschodzie. Skuteczny okazał się powstały przy związku Komitet Organizacyjny Żydów Polskich. Żydzi stanowili połowę członków ZPP. Niewielu ich wyszło z Andersem, bo generał nie chciał ich przyjmować do armii, obawiając się, że zdezerterują w Palestynie, co zresztą się stało. Teraz, dzięki polskim Żydom, którzy pisali do międzynarodowych organizacji żydowskich, przychodziło dużo paczek, także z Palestyny.

Szczególnie tragiczne były warunki życia w obwodzie dżambulskim w Kazachstanie. Ludzie jedli mięso jeży, żółwi, wron i psów. Wielu umierało z głodu. W marcu 1944 r. Wanda Wasilewska, przewodnicząca ZPP, zaapelowała do władz ZSRR o pomoc dla głodujących. Kilka dni później Rada Komisarzy Ludowych przyznała Polakom dodatkowo 500 t mąki – po 25 kg na osobę. Przy okazji doszło do nadużyć. Winnych działaczy ZPP ukarano. 5 kwietnia RKL przyznała Polakom kolejną pomoc. W kwietniu i maju mogli oni kupić poza przydziałem kartkowym po 2 kg mąki, kg kaszy, pół kilograma tłuszczu, cukru lub wyrobów cukierniczych i soli, jeden kawałek mydła gospodarczego. Ponadto rozdzielono 15 tys. par obuwia i 500 tys. m tkanin (po 5 m na osobę). To była nieoceniona pomoc, bo ludzie szyli sobie ubrania nawet z worków na mąkę.

Stalin, powołując ZPP, otworzył drogę do powstania Komitetu ds. Dzieci Polskich przy Komisariacie Ludowym Oświaty Federacji Rosyjskiej. Pracowali w nim również Polacy. Działalność komitetu pozwoliła lepiej niż poprzednio ambasadzie polskiej zorganizować szkolnictwo i opiekę nad dziećmi. Nauka jednak nadal odbywała się w prymitywnych warunkach, najczęściej popołudniami w szkołach kazachskich, uzbeckich czy rosyjskich. Dzieci uczyły się z polskich książek. Prof. Głowacki dotarł do wszystkich 30 podręczników i programów nauczania komitetu. W podręcznikach akcentowano sojusz polsko-rosyjski, czytanki epatowały krzywdą robotników i chłopów. W elementarzu wpajano uczniom miłość do Stalina i Wasilewskiej. Jej zdjęcie znalazło się obok Adama Mickiewicza i Mikołaja Kopernika. Jak podaje prof. Głowacki w niedawno wydanej książce „Na pomoc zesłańczej edukacji”, w jednym ze śpiewników umieszczono pieśń „My, Pierwsza Brygada”, do której Leon Pasternak napisał nowy tekst „My, Pierwsza Dywizja”. Ale ważne było to, że uczono polskiej historii, geografii i literatury.

Szacuje się, że do polskich szkół chodziła połowa dzieci zesłańców. Zofia Teliga-Mertens, córka legionisty, której rodzina została przesiedlona z Wołynia do środkowego Kazachstanu, na zesłaniu zaliczyła VII i VIII klasę. Poziom szkoły nie był najwyższy. Do klasy trafili uczniowie w różnym wieku, nauczyciele to m.in. przedwojenni studenci (matematyczka, jak wspomina pani Zofia, była świetna), adwokat uczył polskiego i historii. Brakowało podręczników. Świadectwo ukończenia VIII klasy umożliwiło Zofii po przyjeździe do Wrocławia naukę na tzw. roku zerowym na rolnictwie, a potem mimo braku matury podjęcie normalnych studiów. Dla jej ciężko chorującej mamy możliwość pracy w ZPP była wybawieniem od wyrębu tajgi. Początkowo pracowała w Turkiestanie w Międzyrejonowym Zarządzie ZPP. Związek wyszukiwał po kazachskich domach polskie sieroty, którymi zaopiekowali się litościwi mieszkańcy, znajdował je także w rosyjskich domach dziecka i kierował do polskich sierocińców.

Od Andersa do Berlinga

W 1946 r., czyli pod koniec działalności ZPP w ZSRR, czynne były 52 domy dziecka, w których pod opieką polskich wychowawców przebywało ok. 5 tys. sierot. ZPP zakładał też przedszkola (dla ok. 3 tys. dzieci) i domy dla inwalidów (ok. 40), dzięki czemu części z nich udało się doczekać powrotu do kraju albo odejść w godniejszych warunkach. Z myślą o tym, że w wolnej Polsce będą potrzebni ludzie do pracy, ZPP szkolił młodych Polaków w zawodówkach, w warsztatach szewskich czy krawieckich, organizował kursy dla pielęgniarek i kierowców. Zesłańcy kształcili się też na uczelniach. Albin Głowacki ustalił, że w 50 ośrodkach studiowało co najmniej 700 Polaków, m.in. zmarły niedawno prof. Jerzy Pomianowski, późniejszy tłumacz literatury rosyjskiej. Z inicjatywy ZPP powstawały tanie stołówki, ambulatoria medyczne, ogródki działkowe (związek zabiegał o przydziały nasion i kartofli). Zatrudniani przez związek prawnicy pomagali (czasem skutecznie) w staraniu się o rekompensaty za mienie skonfiskowane na Kresach, a także w udowadnianiu polskiego obywatelstwa, co było ważne podczas repatriacji. W strukturze ZPP działał wydział poszukiwania zaginionych, było ok. 450 kas pożyczkowych, opiekowano się też grobami Polaków.

Do związku należało ok. 100 tys. osób, czyli 60-70% dorosłych obywateli polskich przebywających w ZSRR. Podczas licznych prelekcji czy akademii zesłańcy bili prelegentom brawo, nawet jeśli działacze (wśród nich byli również zesłańcy) mówili ewidentne kłamstwa o rządzie emigracyjnym czy o gościnnym Kraju Rad. Bali się, że brak owacji uniemożliwi im powrót do Polski. ZPP nie miał jednak szans zrobić z nich zagorzałych komunistów. Wystarczająco dużo wycierpieli, żeby nie ulec propagandzie. Choć Wasilewską zesłańcy, szczególnie na Kresach, traktowali jak zdrajczynię, do ZPP podchodzili pragmatycznie. Pomoc ratująca życie była ważniejsza od koloru organizacji, która jej udzielała.

Legionista Leonard Żukowski, dziadek Dagmary Dworak, autorki książki „Kromka chleba”, zesłany z rodziną w lutym 1940 r. z Hajnówki na Syberię, mawiał, że mógł się obrazić na komunistów z ZPP – ale wtedy na zawsze pozostałby na zesłaniu z czwórką dzieci, bo żona zmarła. Żukowski dostał się do wojska Andersa, gdzie jako mąż zaufania odszukiwał polskie dzieci w sierocińcach. Miał wyruszyć z trzecim transportem armii, ten jednak nigdy nie wyjechał. Potem za odmowę przyjęcia radzieckiego paszportu wiosną 1943 r. trafił do łagru. Wyciągnęła go stamtąd polsko-radziecka komisja rekrutująca żołnierzy do formującego się w Riazaniu polskiego wojska. Ciężko ranny pod Warszawą, po leczeniu dostał urlop na rekonwalescencję, dzięki czemu wrócił do dzieci zostawionych na Syberii pod opieką znajomej Polki.

– Dziadek wiedział, że nie będzie miał prawa do repatriacji, jak wszyscy ci, którzy nie odsiedzieli do końca wyroku w łagrze za odmowę przyjęcia radzieckiego paszportu – opowiada Dagmara Dworak. – Dla takich jak on patriotów jedyną szansą na powrót do kraju był ZPP.

W powrocie do Polski Żukowskiemu pomógł członek lokalnych władz związku, polski Żyd. Namówił go do publicznego wystąpienia, w którym dziękował „Krajowi Rad za gościnę”, przedrukowanego przez lokalną prasę, a także zrobił zastępcą kierownika transportu repatriacyjnego, co mogło go uchronić od kontroli.

ZPP dawał też zesłańcom namiastkę polskości – organizował biblioteki, radiowęzły, rocznice historyczne. W Iwanowie 11 listopada 1943 r., podczas akademii z okazji 25-lecia odzyskania niepodległości, ludzie płakali, śpiewając polski hymn. Później świętowano już 22 lipca. W połowie 1944 r. mamę Zofii Teligi-Mertens przeniesiono do Moskwy, gdzie kierowała wydziałem poszukiwania rodzin. Przygotowywała dokumenty repatriacyjne. Zofia pracowała w komisji pomocy społecznej.

Sybiracy w PRL byli zapomnianą, bo niewygodną częścią najnowszych dziejów. Dagmara Dworak pod koniec lat 70. usłyszała na lekcji od nauczycielki historii, że zesłańcy, na tyłach spokojnie przeżyli wojnę. Prof. Głowacki nie mógł w latach 80. opublikować pracy doktorskiej o ZPP, bo poruszał m.in. temat represji i deportacji. Dziś związek zmaga się z łatką komunistycznego. Dagmara Dworak: – Dla wielu zesłańców ZPP to niezręczny temat. A przecież na ogół nie przychodziło im do głowy, że Polska może być komunistyczna. Chcieli dzięki związkowi uciec od tamtego systemu i tamtych realiów.

40 rodzin

– ZPP był organizacją, która de facto służyła komunizacji Polski – przyznaje historyk prof. Andrzej Paczkowski. Ale o komunizmie nie było mowy w programie ZPP ani w deklaracji PPR czy w manifeście PKWN. Jego wprowadzanie było kamuflowane.

– Można mieć pretensję do ZPP o kolaborację z Rosjanami – mówi prof. Głowacki. – Trzeba jednak czuć tamten czas, mieć wyobrażenie, jakie były wtedy możliwości. Gdyby nie powstał ZPP, czy ktokolwiek wróciłby stamtąd? A Stalin i tak wprowadziłby do Polski komunizm.

Niejednoznaczna jest też postawa Wandy Wasilewskiej, która pozostała w ZSRR. Marian Hemar nazwał ją we fraszce „sowieckim pachołkiem”. Podczas wojny pomagała wielu ludziom – materialnie, wysyłając paczki, czy w uwolnieniu z łagrów, m.in. bratu przedwojennego premiera Andrzejowi Witosowi, a w powrocie z zesłania z Kazachstanu późniejszej wybitnej literaturoznawczyni Stefanii Skwarczyńskiej i jej najbliższym. – W ZPP ludzie o różnych poglądach: przedwojenni prawicowcy i komuniści, potrafili się porozumieć we wspólnej sprawie, czyli pomocy rodakom i umożliwieniu ich powrotu do ojczyzny – zwraca uwagę Zofia Teliga-Mertens. Kilka lat temu dopisała do swojej zesłańczej epopei piękne zakończenie. Do trzech budynków po radzieckich koszarach koło Bolesławca, otrzymanych w ramach odszkodowania za mienie rodziców na Wołyniu, sprowadziła z Kazachstanu 40 rodzin polskiego pochodzenia.


Trzy lata działalności ZPP

Prawdopodobnie pomysłodawcą powołania ZPP był Józef Stalin, choć niewykluczone, że idea narodziła się w Międzynarodówce Komunistycznej (organizacji zrzeszającej partie komunistyczne). Jak wspominała Wanda Wasilewska, Stalin wymyślił nazwę związku. Generalissimus, który po aneksji 17 września 1939 r. wschodnich ziem RP zamknął w więzieniach polskich „wrogów ludu”, a setki tysięcy osób wywiózł w głąb ZSRR, miał teraz interes w zatroszczeniu się o Polaków. Chciał po wygranej wojnie zaprowadzić w Europie Środkowej swoje porządki. Szukając sojusznika, szansę dostrzegł w ludziach lewicy przebywających w ZSRR, których mogła zmobilizować energiczna, obdarzona talentem oratorskim, znana mu pisarka Wanda Wasilewska.

Córka Leona Wasilewskiego, działacza PPS, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego, początkowo socjalistka, potem zbliżyła się z komunistami. Po klęsce wrześniowej znalazła się z mężem we Lwowie (NKWD zamordowało go w 1940 r. – z dokumentów odnalezionych przez prof. Albina Głowackiego wynika, że przez pomyłkę), gdzie przyjęła radzieckie obywatelstwo. Wstąpiła do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), a potem – co świadczyło o dużym zaufaniu Stalina – została deputowaną do Rady Najwyższej ZSRR. To ona razem z Alfredem Lampem, byłym członkiem KPP, w piśmie do Wiaczesława Mołotowa, ministra spraw zagranicznych ZSRR, prosiła w styczniu 1943 r. o utworzenie ośrodka polskiego, który ma być „przeciwwagą dla reakcyjnych czynników na emigracji”.

Powstanie ZPP zwiastował 1 marca 1943 r. jego organ prasowy – tygodnik „Wolna Polska”, którym kierowała Wasilewska. Po listach jej i Zygmunta Berlinga, 6 maja 1943 r. Państwowy Komitet Obrony ZSRR zgodził się na sformowanie 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w Sielcach nad Oką. Jej dowódcą został Berling, a Wasilewska zaczęła przygotowywać zjazd delegatów do ZPP. Wśród „delegatów” większość stanowili komuniści, tacy jak Wasilewska, Julia Brystygierowa, Alfred Lampe, ale byli też socjaliści, np. Bolesław Drobner, Mieczysław Popiel – przedstawiciel demokratów, Andrzej Witos – działacz ludowy, niezależni narodowcy, tacy jak Włodzimierz Stahl, ks. Wilhelm Franciszek Kubsz, naukowcy – chemik prof. Jakub Parnas, wojskowi z rodowodem przedwojennym, literaci, m.in. Tadeusz Peiper, publicysta Jerzy Borejsza, i oczywiście robotnicy, co miało wywoływać wrażenie „szerokiego frontu narodowego”.

W deklaracji podkreślano polsko-rosyjskie braterstwo w walce z wrogiem i przyjaźń. Polska miała być demokratyczna i sprawiedliwa, z nowym ustrojem rolnym. Uchwalono konieczność zaspokajania materialnych i kulturalno-oświatowych potrzeb Polaków w ZSRR. Już wtedy ZPP rezygnował ze spornych ziem na Kresach, deklarując, że nie chce dla Polski „ani jednej piędzi ziemi ukraińskiej, białoruskiej czy litewskiej”. Obok Wasilewskiej w prezydium związku zasiedli Berling, Włodzimierz Sokorski, Stefan Jędrychowski i Stanisław Skrzeszewski. Kiedy z inicjatywy Stalina i przy wsparciu m.in. ZPP 21 lipca 1944 r. powstał PKWN, pierwszy garnitur działaczy związku wyjechał do Lublina (z wyjątkiem Wasilewskiej), a cały ciężar pracy społeczno-oświatowej spadł na ludzi w terenie. ZPP kierował później ludowiec Aleksander Juszkiewicz, sekretarz generalny związku. Zorganizowanie i przygotowanie repatriacji, która nastąpiła na mocy układu polsko-radzieckiego z 6 lipca 1945 r., było ostatnim akordem działalności ZPP. W latach 1945-1946 wyjechało z ZSRR 248 tys. Polaków. 30 lipca 1946 r. Krajowa Rada Narodowa podjęła decyzję o zakończeniu działalności ZPP.

JL

Wydanie: 25/2018

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. nana
    nana 19 czerwca, 2018, 16:39

    inna strona tego samego medalu?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy