Obsesyjnie zajmuję się prezesem, proszę mi wybaczyć, ale to w końcu on nas tak urządził. Niedawno prezes dowiedział się, że Polacy są nieszczęśliwi z powodu służby zdrowia. I gromi lekarzy. Jakby PiS nie reformowało służby zdrowia i jej nie zaszkodziło. Podobnie jak sądom (mam jakąś sprawę sądową, cud, jeśli dożyję jej końca). Prezes atakuje lekarzy, że są chciwi na pieniądze, a bycie lekarzem to przecież misja. Jak zwykle, gdy coś mu się nie podoba, grozi paluszkiem i słowami: „coś z tym trzeba zrobić”. Grozi rzeczywistości, a rzeczywistość truchleje. Prezes uzdrowi służbę zdrowia. „Jarosław Polskę zbaw”, jak chóralnie wołają jego zwolennicy. Zagrażają nam więc: Niemcy, Rosja, Tusk, LGBT, TVN i teraz lekarze. Spotkania prezesa z wyborcami to skarbnica złotych myśli. W Legnicy powiedział: „W Anglii kilkaset osób rocznie ląduje w więzieniach za to, że mówią tak zbrodnicze rzeczy jak to, że z pary dwóch mężczyzn nie ma dzieci. Wystarczy tylko powiedzieć to w radiu, by na drugi dzień mieć policję w domu”. Rzeczywiście, w Anglii tyrania, a w Polsce demokracja. Prezes w Legnicy komentował też zbliżający się wtedy mecz z Francją: „Jeśli pojawi się korzystny dla nas wynik, w tym wypadku to musi być zwycięstwo, choćby o jeden punkt, to będę skakał w powietrze”. Próbuję sobie to wyobrazić i nie mogę, bo prezes z natury rzeczy za wysoko nie podskoczy. A ja przez prezesa nie mogłem kibicować w tym meczu Polsce, ostatnia rzecz, jaka by mnie ucieszyła, to radość prezesa. Potem jednak żal mi było Polaków, bo się starali, tylko brakowało umiejętności. Optymiści mówią, że polscy piłkarze wstali z kolan. PiS już podnosiło Polaków z kolan, a efekt jest taki, że leżymy. Mam problemy z zasypianiem. Ratuję się czytaniem. Gromadzą się na moim szerokim łóżku najpierw górki, a potem góry książek. Na wierzchu liczne tomy listów trzeciego wieszcza, Zygmunta Krasińskiego, do Delfiny Potockiej, kochanki poety, muzy największych artystów, nie tylko polskich. Nieznośne. I wspaniałe. Miłosna litania przez tysiące stron, uczuciowy wytrysk, który nie ma końca. Życzliwy powie: to największa polska powieść romantyczna. I piękny przykład miłości romantycznej, tyleż prawdziwej, co wymyślonej. Ktoś inny westchnie: genialna grafomania. Listy pisane z kilkunastu miast Europy, bogaty Krasiński ciągle podróżował. Przez część roku 1844 jest w Warszawie, mieszka w pałacu Czapskich, w pałacu ojca Wincentego, generała napoleońskiego, a potem zdrajcy na służbie cara. Dominujący, zhańbiony zdradą ojciec zniszczył syna jako człowieka, nie jako poetę, ale trauma, jakiej doznał od ojca, miała wielki wpływ na jego poezję. Skupiłem uwagę na tych warszawskich listach. Znalazłem tylko dwie sceny, które są dotknięciem miasta. Krasiński idzie do szewca, zabłoconą ulicą w stronę Wisły. Szewc w szlafroku potraktował go po chamsku. I opis tej rozmowy jest kawałkiem żywej tkanki. Jakiś czas potem, stojąc na moście nad Wisłą, rysuje widok Starego Miasta. Oddech ulgi te opisy i dowód, że poeta jednak ma ciało. I wzruszenie tą dawną, okrutnie zabłoconą Warszawą. Znajduję piękną refleksję dotyczącą czasu: „Czas sam w sobie ciągłym jest samobójstwem i znoszeniem siebie samego”. Czytam znakomity tekst mojego ojca o Krasińskim, „Syn szlachecki”, pomieszczony w jego „Esejach”. Porusza mnie, gdy widzę, jak wielki jest dorobek mojego ojca, nie tylko poety. I smutek, jak to zostało zapomniane. W Muzeum Żydów Polskich Polin Wigilia „Zwierciadła”. Dawno niewidziani znajomi, tak bliscy jak Wojtek Eichelberger; sam zmieniony przez czas, na początku mnie nie poznał, dopiero po chwili rozjaśnił twarz. Tak, zaczynamy już się nie poznawać. I zawsze to zaskoczenie, jak starzy są ludzie w moim wieku. Jedzenie, potem koncert, z którego uciekam. Jednak męczy mnie tłum. Na zewnątrz mrok, ale oświetlony pomnik Bohaterów Getta dłuta Natana Rapaporta, odsłonięty w 1948 r. Kilka lat temu stałem naprzeciw tej wybitnej rzeźby z moim znajomym – Marek Yanai, malarz z Jerozolimy, powiedział: „Rapaport uczył mnie na akademii rzeźby”. Marznąca mżawka. Ślisko jak na lodowisku. Pierwszych pięć kanałów na pilocie telewizyjnym ma być zarezerwowanych dla kanałów telewizji reżimowej. No tak, Korea Północna jeszcze daleko, ale jakby trochę bliżej. Na Obajtkowych stacjach Orlenu od wielu lat pisma liberalne są chowane za prawicowe. Takie zarządzenie firmy. A co będzie, jak







