Bezimienna władza

Bezimienna władza

Na marzec poza 130. rocznicą śmierci brodatego i genialnego Karola Marksa przypadła również 33. rocznica śmierci równie błyskotliwego intelektualisty, jakim był Erich Fromm. Znając twórczość autora „Ucieczki od wolności”, można przypuszczać, że niewiele dobrego miałby do powiedzenia na temat dzisiejszego skomercjalizowanego, autorytarnego i kompletnie pasywnego polskiego społeczeństwa.
Z jednej strony, rządzi nami nieograniczona żadnym społecznym oporem władza rynku, z drugiej – pozbawiona obywatelskiego nadzoru biurokratyczna machina państwa.
Ucieczka przed wolnością w dzisiejszych czasach oznacza zdawanie się we wszystkim na rynkowych ekspertów, którzy obiecują rozwiązać wszelkie problemy, oraz bierne podporządkowanie się państwowym biurokratom. Ci pierwsi twierdzą, że za odpowiednią opłatą usuną wszelkie usterki z każdej sfery życia konsumenta. Ci drudzy, którzy rzekomo pilnują prawa i porządku, czerpią wielką satysfakcję z nieograniczonej władzy biurokratycznego aparatu państwa, którego w Polsce nikt nie rozlicza.
Symbolem i ekstremalnym przykładem biurokraty był dla Fromma Adolf Eichmann, koordynator planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Eichmann, podobnie jak wielu innych funkcjonariuszy faszystowskich, „jedynie sumiennie wypełniał przepisy i swoje obowiązki”. Ważne były tylko przepisy, a ich nieprzestrzeganie wywoływało w nim dyskomfort. Brak ludzkich reakcji i emocji, zredukowanie ludzi tylko do numerów, uwielbienie dla przepisów, sadystyczna satysfakcja ze sprawowania nieograniczonej władzy nad innymi – wiele takich zachowań znajdziemy w dzisiejszej Polsce. Nie bez powodu Fromm pisał, że współczesny system biurokratyczny jest pełen „Eichmanków”, którzy w imię kodeksów i porządku odmawiają przyjęcia do szpitali ciężko chorych, w imię „czystości zasad” chętnie stłuką na komisariacie i siedząc przed telewizorem, wciąż domagają się surowszych kar za wszelkie odstępstwa. Ta bezimienna władza i niewidzialny system opresji są bezwzględne.
Media, sprzedając tanie sensacje, często podgrzewają atmosferę rewanżu i linczu, aparat represji zaś pod naporem żądnych krwi brukowców i komercyjnych mediów chętnie spełnia postulat penalizacji wszystkich „naznaczonych” zachowań. Raz urządza się więc polowanie na dilerów narkotykowych, innym razem na pijanych rowerzystów, złych kiboli czy „aferzystów”. Większość społeczeństwa, zastraszonego i rozbitego groźbą presji ekonomicznej, nie chcąc się narazić, zamyka się w swojej prywatności i biernie godzi się na coraz większą penalizację oraz na rozbudowę represyjnego systemu kontroli. Co więcej, frustracja społeczna spowodowana ogólnym brakiem bezpieczeństwa socjalnego rozładowuje się w skłonności do piętnowania i karania wszelkich kozłów ofiarnych. A dzisiejsza władza, podobnie jak ta w innych epokach, sądzi, że surowy wymiar kary świadczy o jej sile. Nawiasem mówiąc, ci, którzy chcą skutecznie zwalczać afery gospodarcze i korupcję systemu ekonomicznego, powinni najpierw obalić kapitalizm. Ten system – co wielokrotnie ukazano – sam generuje najróżniejsze oszustwa.
Przeciwieństwem biurokraty jest osoba zdolna do nieposłuszeństwa – „ktoś, dla kogo nieposłuszeństwo może stać się cnotą”. Jak stwierdza Erich Fromm, „ludzka historia zaczęła się wraz z aktem nieposłuszeństwa, zaś zakończyć się może wraz z aktem posłuszeństwa”. Właściwie opis osoby niepokornej czy, jak to nazywa Fromm, „charakteru rewolucyjnego”, pasuje do każdego człowieka, który żyje aktywnie, jest w pełni świadom społecznych, ekonomicznych i politycznych uwarunkowań naszego życia i zachowuje krytyczny dystans do oficjalnych prawd wylewających się z trybun polityków i z mediów elektronicznych.
Dziś jednak niewielu jest Prometeuszy, którzy zamiast posłuszeństwa bogom i różnym bóstwom wybierają wolność i pomoc ludziom. Niepodporządkowanie się nieracjonalnym autorytetom i przełamywanie zastanych reguł to nie są postawy powszechne. Otwarta krytyka ma swoją cenę. Ośmieszenie, pozbawienie środków do życia czy w końcu społeczna izolacja i napiętnowanie potrafią każdemu zamknąć oczy i usta. Warto jednak mówić „nie”, kiedy trzeba. Bez odrzucenia panujących zasad nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach i żadna zmiana społeczna by nie zaszła. Polska wymaga dziś wielu radykalnych zmian.

Wydanie: 14/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy