Smogowy cokół

Smogowy cokół

Ani stawianie pomników (smoleńskich, papieskich, kaczyńskich, katolickich, bitewnych), ani ich burzenie (gen. Świerczewskiego w Bieszczadach, kolejnych mauzoleów żołnierzy radzieckich, wycinka naturalnego lasu Puszczy Białowieskiej) nie rozwiązuje żadnego prawdziwego problemu w Polsce. Pochłania naszą uwagę, ogniskuje złość jednych albo schadenfreude drugich, tworzy wartość widmową do naszego niewidocznego życia.

Lasy Państwowe, które są odpowiedzialne za nielegalną wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej, właśnie zajęły się rozbiórko-wyburzeniem pomnika „Waltera”. PiS, nie mając szans na legalne postawienie pomnika ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem oraz, przy okazji, jedynie prawdziwie poległego Lecha Kaczyńskiego, przejmuje pod pozorem względów bezpieczeństwa jeden z najważniejszych placów Warszawy i pod przykrywką zwierzchnictwa wojewody, namiotów i tajnych dostaw kruszywa wznosi dwa pomniki (i najprawdopodobniej coś wzniesie do 10 kwietnia). Im dalej od tej bezsensownej katastrofy, tym bardziej wydaje się, że sprawa pomników całkiem niepotrzebnie obrosła tyloletnim konfliktem i dzisiaj jest załatwiana siłowo. Nie ma pomników, których nie da się zburzyć. Choć zabawa w burzenie jest właściwie infantylizacją realnych sporów, które w społeczeństwie były, są i będą.

Pani profesor Jadwiga Staniszkis, od lat uchodząca za znawczynię myśli i osoby Jarosława Kaczyńskiego, bo wcześniej wspierała jego wizję, a obecnie go krytykuje, zabrała głos w ostatnich dniach, zajmując tym razem stanowisko rozumiejącej cioteczki, dobrotliwie łającej, ale też przytulającej do serca. W wywiadzie dla dziennika „Polska” powiedziała m.in.: „On jest trochę autystyczny w sensie społecznym. Politycy mogą najwięcej osiągnąć tylko wtedy, jeżeli pewnych rzeczy nie rozumieją, jeżeli nie zdają sobie sprawy z oporu rzeczywistości. W ostatnim wywiadzie Kaczyński mówi całkiem szczerze, że się nie spodziewał, jaki kryzys spowoduje ustawa o IPN. Doceńmy tę szczerość. Ale zarazem to jest pewien defekt. Człowiek, który nie ma więzi emocjonalnej z żywymi ludźmi, musiał się stać więźniem tych połączeń partyjnych, lojalności, zobowiązań. Dziś jest więc w potrzasku. Jest bardzo bystrym człowiekiem, więc doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Ale za każdym razem, kiedy próbuje wyjść z pułapki, ktoś mu w tym przeszkadza. Nadgorliwcy stali się jego kolejnym ograniczeniem. To dramatyczna sytuacja. Ale on nie ma już w życiu nic poza tym PiS. Postawmy mu te pomniki jak najszybciej, żeby miał gdzie przyjść i po prostu postać”. Narozrabiał, ale to jedyna piaskownica, którą zna i w której rządzi. Dajmy mu pomniczek, niech sobie tam siedzi i nie szkodzi więcej – zdaje się mówić socjolożka od Jarosława. Powstaje pytanie, dlaczego państwo, miasto, Polska ma w taki sposób obłaskawiać kogoś, kto jako bardzo bystry polityk spuścił ze smyczy polskie demony nienawiści i jeszcze poszczuł nimi widmowych uchodźców oraz realną jednak społeczność żydowską w Polsce. Oczywiście nie będąc ani przez chwilę antysemitą.

Amnesty International w ostatnim raporcie rocznym, też właśnie opublikowanym, mocno i przekonująco obarcza polityków odpowiedzialnością za szerzenie nienawiści: „Liderzy polityczni doprowadzili politykę nienawiści do najgroźniejszych konsekwencji”. „Widmo nienawiści i strachu kładzie się cieniem na świecie, a w tych wzbudzających niepokój czasach tylko nieliczne rządy stają w obronie praw człowieka. Zamiast tego przywódcy tacy jak as-Sisi, Duterte, Maduro, Putin, Trump i Xi bezwzględnie podważają prawa przysługujące milionom ludzi”, twierdzi sekretarz generalny Amnesty International Salil Shetty. I dodaje: „Słaba reakcja na zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne w Mjanmie, Iraku, Sudanie Południowym, Syrii podkreśla tylko brak przywództwa w kwestii praw człowieka. Władze państw bezwstydnie cofają zegar historii o kilka dziesięcioleci, niwelując efekty trudnej walki o należną wszystkim ochronę”.

Również w tych dniach Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu wydał wyrok obarczający Polskę winą za naruszanie norm czystości powietrza. Grożą nam wielomiliardowe kary. Szacuje się, że ponad 40 tys. osób rocznie umiera przedwcześnie na skutek zanieczyszczenia powietrza. Te dziesiątki, setki tysięcy ofiar smogu nie mogą liczyć na pomniki, a my, którzy wciąż wdychamy smogowe opary – na realną walkę z zanieczyszczeniem. Przeciw smogowi nie stajemy w proteście na ulicach. Problem zanieczyszczenia powietrza nie pojawił się wraz z PiS. Platforma liberalizowała przed laty przepisy, podwyższając dopuszczalne normy „czarnego nieba”. Mając coraz częściej poczucie, że żyjemy w oparach absurdu (najlepiej opisało to ostatnio samo MSZ w ujawnionym raporcie o – delikatnie mówiąc – skrajnie krytycznym odbiorze w Europie i na świecie polskiej polityki ostatnich dwóch lat), pamiętajmy, że w tych zwykłych, śmiertelnych oparach jesteśmy pogrążeni znacznie dłużej. Nadymamy się przeciw fantomowym terrorystom z Afryki i Azji, ale tolerujemy lub wręcz hołubimy masowego mordercę, bo on nasz, polski, narodowy, państwowy. Duśmy się na zdrowie i pomyślność ojczyzny.

Wydanie: 9/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy